Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
Wycie nagle ucichło.
— Jestem Sugoll — odezwał się mężczyzna — pan tych gór. Mówcie, dlaczego tu przyszliście.
— Przynosimy — rzekła Madame ledwie słyszalnym głosem — list od Yeocheego, Wielkiego Króla Firvulagow.
— Boicie się nas — zauważył Sugoll, rzuciwszy okiem na kawałek pergaminu. — Czy jesteśmy tak obrzydliwi dla ludzkich oczu?
— Boimy się tego, czym promieniują wasze umysły — odparła Madame. — Wasze ciała mogą budzić tylko nasze współczucie.
— Moje jest oczywiście złudzeniem — powiedział Sugoll. — Jako największy z tych wszystkich — wskazał na mnóstwo stworzeń dokoła — muszę ich naturalnie przewyższać we wszystkim, także w potworności fizycznej. Czy chciałabyś mnie ujrzeć takim, jakim jestem?
Odezwał się Klaudiusz:
— Potężny Sugollu, wasze emanacje umysłowe wywarły bardzo szkodliwy wpływ na tę kobietę. Byłem kiedyś przyrodnikiem, paleobiologiem. Pokaż się mnie, a oszczędź moich przyjaciół.
Łysy mężczyzna roześmiał się.
— Paleobiolog! Więc zobacz, czy potrafisz mnie zaklasyfikować! — Stanął na swym kamieniu.
Ryszard podszedł do Madame i odciągnął ją na bok; Klaudiusz pozostał sam.
Pojawił się krótki błysk, który oślepił na chwilę wszystkich, z wyjątkiem starszego pana.
— Czym jestem?! Czym jestem?! — zawołał Sugoll. — Nigdy nie odgadniesz, człowiecze! Ty nam nie powiesz ani my ci nie powiemy, bo nikt z nas nie wie! — Wybuchł pogardliwym śmiechem.
Na kamieniu znów siedziała piękna postać w szkarłacie. Klaudiusz stał naprzeciw na szeroko rozstawionych nogach, z głową zwieszoną na piersi. Oddychał z wysiłkiem. Z przygryzionej dolnej wargi sączyła mu się strużka krwi. Powoli uniósł głowę i spojrzał Sugollowi w oczy.
— Wiem, czym jesteś.
— O czym ty mówisz?! — Władca potworów rzucił się naprzód. Jednym zwinnym skokiem znalazł się na ziemi koło Klaudiusza.
— Wiem, czym jesteś — powtórzył paleontolog. — Wiem, czym wszyscy jesteście. Jesteście członkami rasy nadwrażliwej na promieniowanie tła planety Ziemi. Nawet Tanowie i żyjący w innych miejscach Firvulagowie ucierpieli od anomalii rozmnażania spowodowanych tym promieniowaniem. Wy zaś… wy podwoiliście jego wpływ, kiedy tutaj zamieszkaliście. Przypuszczam, że pijecie wodę z głębokich juwenilnych źródeł, a także z tych płytszych oraz z potoków powstałych z topnienia śniegu. I zapewne zamieszkaliście w jaskiniach — pokazał palcem na żółto pożyłkowany głaz — pełnych takich ładnych czarnych kamieni jak ten.
— Jest, jak mówisz.
— Jeśli się nie mylę i jeśli mój stary bank informacji nie zwapniał do reszty, ten kamień to niwenit, ruda uranu i radu. Głębokie źródła są zapewne także — radioaktywne. Przez lata waszego pobytu w tej okolicy wystawialiście wasze geny na promieniowanie wielokrotnie większe, niż wasi współbracia Firvulagowie. Dlatego właśnie zmutowaliście, dlatego staliście się… tym, czym jesteście.
Sugoll odwrócił się, wlepił wzrok w czarny kamień, po czym odrzucił do tyłu przepięknie uformowaną złudną głowę i zawył. A wszystkie trolle i straszydła, jego poddani, dołączyły się. Tym razem dźwięk nie był dla ludzi przerażający, lecz przejmująco żałosny.
Upłynął długi czas, nim Wyjce ukończyli pieśń pogrzebową swej rasy. Sugoll powiedział:
— Na tej planecie, z prymitywną genotechnologią, nie ma dla nas nadziei.
— Jest nadzieja dla pokoleń jeszcze nie urodzonych, jeśli się stąd przeniesiecie, powiedzmy, na północ, gdzie nie ma skupisk niebezpiecznych minerałów. Dla tych zaś, którzy żyją obecnie… cóż, macie przecież zdolność tworzenia złudzeń.
— Tak — zgodził się bezbarwnym głosem pozaziemski władca. — Mamy nasze złudzenia. — Po chwili sens tego, co powiedział Klaudiusz, zaczął do niego docierać. — Ale czy to prawda?! To, co powiedzałeś o naszych dzieciach?
Starszy pan odparł:
— Potrzebna jest wam porada wykwalifikowanego genetyka. Wszyscy ludzie tej specjalności zostali prawdopodobnie uwięzieni przez Tanów. Mogę wam dać tylko parę ogólnych zaleceń. Opuśćcie tę okolicę, by powstrzymać dalsze mutacje. Najgorzej dotknięci z was są prawdopodobnie jałowi. Płodni natomiast mają prawdopodobnie geny recesywne dla normalnej postaci. Dla utrwalenia alleli inbredujcie najnormalniejszych spośród was. Zapewnijcie dopływ normalnej protoplazmy przez polepszenie stosunków z resztą Firvulagow, z normalnymi. By stać się atrakcyjni jako potencjalni partnerzy, korzystajcie ze swych zdolności stwarzania iluzji. Aby umożliwić łączenie się z wami, musicie być pożądani towarzysko. A to oznacza porzucenie mentalności upiorów. Sugoll parsknął ironicznym śmiechem.
— Twoja arogancja przekracza wszelkie granice! Wyemigrować z naszej starej ojczyzny! Porzucić nasze tradycje małżeńskie! Zaprzyjaźnić się ze starymi wrogami! Żenić się z nimi!
— Od tego należy rozpocząć, jeżeli chcecie zmienić wasz kod genetyczny. Jest też coś na dłuższą metę… jeśli kiedykolwiek zdołamy wyzwolić ludzi z niewoli Tanów. Może się zdarzyć, że wśród nich trafi się inżynier-genetyk spośród chrononautów. Nie wiem jednak dokładnie, w jaki sposób działa tańska Skóra, ale być może uda sieją wykorzystać do przywracania waszym paskudnie zmutowanym ciałom bardziej normalnego wyglądu. My potrafiliśmy to robić. Używaliśmy basenów regeneracyjnych przyszłego świata, z którego przybyłem.
— Dałeś nam wiele do myślenia — odrzekł łagodniejszym tonem Sugoll. — Część informacji jest istotnie bolesna, ale przemyślimy to. A później podejmiemy decyzje.
Wystąpiła Madame Guderian i przejęła ponownie rolę przywódcy. Mówiła . zdecydowanym głosem; jej twarz przybrała normalną barwę:
— Potężny Sugollu, pozostaje jeszcze sprawa naszej misji, naszej prośby do ciebie.
Kosmita ścisnął pięść, w której jeszcze trzymał list od Yeocheego.
— Ach… twoja Prośba! Ten królewski rozkaz był zbyteczny, chyba rozumiesz. Władza Yeocheego tu nie sięga, ale niewątpliwie nie chciał się przed tobą do tego przyznać. Pozwoliłem wam wejść na nasze terytorium, bo taki miałem kaprys. Byłem zaciekawiony, jaka krytyczna sytuacja mogła was zmusić do podjęcia takiego ryzyka. Zamierzaliśmy pobawić się z wami, nim na koniec pozwolilibyśmy wam umrzeć…
— A obecnie? — zapytała Madame.
— O co nas prosicie?
— Szukamy rzeki. Bardzo dużej, mającej źródło w tej okolicy i płynącej na wschód, gdzie łączy się z wielkimi, na wpół słonymi lagunami Lac Mer o setki kilometrów stąd. Spodziewaliśmy się, że płynąc nią, dotrzemy do miejsca, w którym znajduje się Grobowiec Statku.
Rozległo się chóralne wycie zdziwienia.
— Znamy tę rzekę — powiedział Sugoll. — To Ystroll, naprawdę potężny strumień. Znamy też kilka legend o Statku. Na początku dziejów naszego narodu na tej planecie oderwaliśmy się od głównego pnia Firvulagow i w tych górach szukaliśmy niezależności z dala od Polowań i bezmyślnej dorocznej rzezi Wielkiej Bitwy.
Madame była zmuszona ostrożnie wyjaśnić współwinę ludzi za niedawny wzrost potęgi Tanów, jak również własny plan przywrócenia starej równowagi sił i równocześnie wyzwolenia ludzkości.
— Ale by tego dokonać — dodała — musimy zdobyć pewne starożytne przedmioty z krateru Grobowca Statku. Jeśli dasz nam przewodnika, który zaprowadzi nas do rzeki, przypuszczamy, że dotrzemy do krateru.
— A ten plan… Kiedy go zrealizujesz? Kiedy ludzcy naukowcy uwolnią się od jarzma Tanów i będą w stanie, jeśli Teah pozwoli, pomóc nam?