Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 116
Перейти на страницу:

— Nigdy nie odniosłem wrażenia, by się rozkoszowała tym zaszczytem — odrzekł zgryźliwie Khalid. — Nie więcej niż ty, gdy siedziałeś na tym gorącym fotelu.

Szli z wysiłkiem, nie robiąc jednak prawie żadnego hałasu po ścieżce wijącej się pod osłoną drzew. Do kanionu dochodziło wiele ślepych wąwozów, którymi płynęły wody licznych źródeł. Większość domów zbudowano tuż przy tych naturalnych wodociągach; w sumie było ich około trzydziestu. Zamieszkiwało je osiemdziesiąt pięć istot ludzkich. Były to największe znane osiedla Motłochu w świecie pliocenu.

Czterech mężczyzn przeszło przez ułożone kamienie na drugą stronę małego strumienia i weszło w jedną ze skalistych rozpadlin, gdzie pod wielką sosną stał charakterystyczny domek. Nie był zbudowany jak inne ze zwykłych bali drzewnych czy obrzuconej gliną trzciny, lecz ze starannie ułożonych na zaprawie kamieni pobielonych wapnem i wzmocnionych ryglówką z czarnych belek. Dziwnie przypominał pewną budowlę na wzgórzach w okolicach Lyonu w ich poprzednim świecie. Sadzonki róż Madame karmione nawozem mastodontów, rozrosły się w gęste pnącza, prawie zupełnie pokrywające strzechę domu kwiatami. Nocne powietrze było przesycone ich zapachem.

Idący po ścieżce zbliżyli się do domku, po czym się zatrzymali. Na ich drodze pojawiło się malutkie zwierzątko. Stało na sztywnych łapach, z błyskiem w ogromnych oczach i warczało.

— Hej, Deej! — Burkę zaśmiał się. — To tylko my, pupike. Przyjaciele.

Ko teczek warknął jeszcze głośniej. Jego niskie warczenie stawało się coraz wyższe, aż przeszło w groźne wycie. Nie ruszył się.

Wódz Burkę złożył swój ciężar na ziemi, ukląkł i wyciągnął rękę. Khalid Khan stanął za Sigmundem. Niejasne wspomnienie i straszne podejrzenia stawały się dlań coraz wyraźniejsze. Wspomnienie deszczowej nocy we wnętrzu Drzewa, gdy kotek zawarczał jak teraz. Podejrzenia wobec szanowanego towarzysza, który był zbyt dobrym leśnym człowiekiem, by mógł go zaskoczyć nawet atak wielkiej salamandry…

Khalid niepostrzeżenie rozwiązał swój worek i w tym momencie drzwi chatki się otworzyły. Na tle słabego światła lampy ukazała się w nich sylwetka Amerie w welonie.

— Dejah?! — zawołała zakonnica i potrząsnęła różańcem w taki sposób, który wyraźnie musiał być sygnałem. Dostrzegła mężczyzn. — Och, to ty, Wodzu. I Khalid! Wróciliście! Ale co…

Metalowiec w turbanie chwycił za włos tego, którego nazywali Sigmundem. Drugą ręką przycisnął do jego gardła coś szarego i twardego.

— Nie ruszaj się, soor kabaj, albo trup z ciebie, taki jak z twego brata.

Amerie wrzasnęła, a Uwe zaklął paskudnie, bo nagle ujrzeli, jak Khalid walczy z gorgoną. Zamiast włosów Khalid trzymał kłąb wijących się żmijek wyrastających z głowy Sigmunda. Ugryzły go. Zatopiły kły jadowe w ciało Khana, które natychmiast spuchło i zadygotało. Prawie śmiertelny jad popłynął błyskawicznie naczyniami krwionośnymi do serca Khalida.

— Stój, powiedziałem! — ryknął zaniepokojony kowal. Odruchowo jego prawa ręka napięła się i wbiła metalowy koniec żelaznego ostrza lancy we wgłębienie pod krtanią potwora.

Stworzenie wydało gardłowy skrzek i zwiotczało. Khalid odskoczył od przewracającego się ciała, jednocześnie upuszczając lancę, która z głuchym odgłosem upadła na ziemię obok nieżywego przemieńca. Amerie i trzech pozostałych mężczyzn patrzyli na to dziwne stworzenie. Mogło ważyć najwyżej dwadzieścia, trzydzieści kilogramów. Po małych spłaszczonych wymionach rozpoznali, że jest to samica. Nagą czaszkę potwór miał potwornie zniekształconą, jakby ją naciśnięto tuż nad oczami i wyciągnięto do tyłu i na boki w trójkątny kościany kołnierz. W miejscu nosa miał dziurę, a jego dolna szczęka była potężna, z rzadkimi pieńkami zębów. Jego korpus był niemal kulisty, a kończyny pajęczo cienkie. Lewej łapy brakowało.

— To nie jest… Firvulag — powiedziała z trudem Amerie.

— Wyjec — wyjaśnił Burkę. — Niektórzy biologowie sądzą, że to zmutowani Firvulagowie. Zdaje — się, że każdy z nich ma inną postać rzeczywistą. Wszystkie obrzydliwe.

— Rozumiecie, czego ona próbowała, prawda?

— Khalidowi drżał głos na skutek szoku i żalu. Pomacał swą lewą rękę; była nie uszkodzona. — Zobaczyła, jak zabijamy jej samca żelazem i chciała wykryć, co to za nowa broń. Musiała wobec tego zaczaić się na Sigmundem, gdy szedł na końcu i… zająć jego miejsce. Odcięła sobie rękę, by nie nieść żelaza.

— Ale oni nigdy nie przebierali się za ludzi!

— zauważył Uwe. — Jaki mogła mieć powód?

— Spójrzcie na nią — powiedziała Amerie.

— Ubrana w łachmany. — Uklękła w smudze światła bijącej z drzwi domu, by zbadać ciało upiorka.

Jeden z butów z nie wyprawionej skóry, noszony przez Wyjca, zsunął się podczas walki; odsłoniła się miniaturowa humanoidalna stopa, ale tak doskonale ukształtowana, jakby należała do ludzkiego dziecka. Na pięcie miała okropny bąbel. Stało się jasne, że ta mała istota musiała bardzo wyciągać nogi, by dotrzymać kroku szybszym od niej ludziom.

Zakonnica nałożyła jej but, wyprostowała cienkie nogi stwora i zamknęła mu martwe oczy.

— Była bardzo uboga. Może miała nadzieję zdobyć cenne informacje, by je później sprzedać.

— Normalnym Firvulagom? — zapytał Burkę.

— Albo Tanom. — Mniszka wstała i otrzepała przód swego białego habitu.

— Mogli być też inni — powiedział Khalid. — Inni, którzy obserwowali nas przy piecu hutniczym. Jeśli ta mogła zmienić wygląd na ludzki, jak możemy mieć pewność…

— Burke podniósł żelazne ostrze, chwycił rękę hutnika i pociągnął tępym ostrzem lancy po jego skórze. Z rany wypłynęło kilka kropli ciemnej krwi.

— W każdym razie ty jesteś wystarczająco autentyczny. Natychmiast idę zbadać resztę brygady. Później wymyślimy coś mniej prymitywnego. Może ukłucie szpilką? — Kulejąc szedł już w stronę łaźni.

Uwe i Khalid wciągnęli drogocenne worki z żelazem do porośniętej różami chaty, po czym powrócili do Amerie nadal stojącej nad ciałem Wyjca. Trzymała w rękach kotka, który ciągle jeszcze cicho powarkiwał.

— Co z nią zrobić, Siostro?

Amerie westchnęła.

— Mam duży kosz. Może zechcecie ją zanieść dla mnie do chłodni. Jutro będę musiała zrobić jej sekcję.

Kiedy Komitet Kierowniczy czekał w chatce na powrót Wodza Burkę, Główny Prowiantowy, Marialena, zaproponowała degustację nowego napoju.

— Wzięliśmy trochę tego parszywego młodego wina Perkinsa i namoczyliśmy w nim te małe dzikie kwiatki.

Wszyscy spróbowali. Amerie powiedziała:

— To smaczne, Marialena.

Uwe mruknął coś po niemiecku i dodał:

— Czy wiesz, coś ty zrobiła, kobieto? Wynalazłaś na nowo Maiwein!

— O właśnie! O właśnie! — pisnął Stary Kawai. Miał tylko osiemdziesiąt sześć lat, ale że odmówił odmłodzenia ze względów zasadniczych, przypominał świeżo zasuszoną, wschodnią mumię. — Nie– zwykle pokrzepiające, kochanie. A teraz, gdybyśmy tylko mogli wyprodukować przyzwoitą sake…

Drzwi domku otwarły się i w progu stanął Peopeo Moxmox Burke. Członkowie komitetu siedzieli bez słowa. Czerwonoskóry kiwnął głową i oświadczył:

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)