Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
— Cóż, nie ma najmniejszej szansy, by ten bękart mógł polecić. Musimy się zająć którymś z pozostałych.
Marta grzebała w stosie gruzu po lewej stronie szkieletu Lugonna. Wydała okrzyk zadowolenia.
— popatrz, Ryszardzie! Pomóż mi to wyciągnąć ze śmieci!
— Włócznia! — Pomógł jej rozgrzebać zapleśniałe szczątki.
Po paru minutach mieli przed sobą długi przyrząd, prawie o metr dłuższy od wielkiego szkieletu. Jego kolbę łączył kabel z dużym, obsypanym drogimi kamieniami pudełkiem, niegdyś przymocowanym do pasa Lugonna. Rzemienie pasa rozpadły się już dawno, ale na szklistej powierzchni pudełka i samej Włóczni nie było widać śladów korozji.
Marta wytarła dłonie o biodra.
— W porządku, to jest to. Pukawka i zasilacz. Ostrożnie z tymi przyciskami na górnym chwycie, kochany. Nawet tak zapaskudzone brudem mogą uruchomić ten przyrząd.
— Ale w jaki sposób — zastanawiał się głośno Klaudiusz — w jaki sposób przy takim położeniu spustu był w stanie strzelić sobie w czoło?
— Och, na litość boską — rzekł Ryszard. — Przestań się tym przejmować i pomóż nam to stąd wydobyć, nim nasza mała złotowłosa bandziorka się obudzi i znowu dostanie hyzia.
— Jestem przytomna — odezwała się nagle Felicja. Potarła koniec podbródka, na którym już było widać siniak. — Przepraszam za wszystko. Już więcej nie będę. I nie mam pretensji za ten miłosny klaps, Kapitanie Blood.
Madame Guderian wolno wspięła się po drabince. Spojrzała przelotnie na szkielet w szklanej zbroi, a następnie na Felicję.
— Och, ma petite. Co my z tobą zrobimy? — Jej głos był pełen smutku.
Dziewczyna wstała i uśmiechnęła się łobuzersko.
— W lekkim ataku niezadowolenia niczego naprawdę nie zepsułam. I zapewniam, że to się nie powtórzy. Zapomnijmy o tym. — Zaczęła przeszukiwać wnętrze latacza; kopała nogą zgromadzone śmieci. — Myślę, że naszyjnik jest gdzieś tutaj. Może jakieś zwierzę ściągnęło go ze szkieletu Lugonna i wetknęło w jakiś kąt statku.
Klaudiusz wziął zasilacz i zaczął schodzić po drabince. Ryszard i Marta podążyli za nim z przyczepioną nadal do zasilacza bronią, nie chcąc ryzykować rozłączania kabla.
Madame przyjrzała się szkieletowi.
— Tu więc leżysz, Lugonnie Błyszczący. Zmarły, zanim naprawdę zaczęły się przygody twego ludu. Twój grób sprofanowało najpierw robactwo Ziemi, a teraz my. — Potrząsając głową schodziła już po drabince.
Felicja podskoczyła, by pomóc starszej pani.
— Madame, mam wspaniały pomysł! Nie będzie ze mnie pożytku w pracy przy samolocie i Włóczni. Więc jeśli zrobię wszystko w obozie, co do mnie należy i zapoluję, przyjdę i uporządkuję to miejsce. Wyczyszczę wszystko, wypoleruję złotą szklaną zbroję Lugonna, a gdy będziemy odchodzić, zamkniemy luk.
— Dobrze. — Madame ^skinęła głową. — To będzie stosowne zajęcie.
— Tak czy inaczej, musiałabym wyrzucić te wszystkie śmieci — dodała Felicja — podczas szukania naszyjnika. Musi tu gdzieś być. Żaden Tanu ani Firvulag nie śmiałby go zabrać. Wiem, że go znajdę.
Zszedłszy na ziemię Madame spojrzała na Felicję, tak małą, tak uroczą, i tak niebezpieczną.
— Może ci się uda. A jeśli nie? Co wtedy?
Dziewczyna spokojnie odpowiedziała:
— No cóż, wtedy wymuszę na królu Yeochee, by dotrzymał obietnicy, to wszystko.
Odezwał się Ryszard:
— A co, gdybyś tu zlazła i nam pomogła, dziecko? Możesz sobie dumać o starożytnym astronaucie, ile ci się żywnie podoba, gdy rozbijemy obóz roboczy. Chodźże, musimy wszyscy wrócić, do ostatniego ptaszka w szeregu. Spróbuj, czy sama udźwigniesz tę Włócznię z całym jej wyposażeniem, dobrze? To nieporęczne bydlę nawet dla dwuosobowej drużyny.
Felicja lekko zeskoczyła z dolnego luku latacza, podniosła jedną ręką osiemdziesięciokilowy zasilacz i czekała, aż Klaudiusz z Ryszardem położą długą wyrzutnię fotonów na jej drugim ramieniu.
— Dam sobie jakoś radę — powiedziała. — Lecz Bóg wie, w jaki sposób ten staruszek mógł się posługiwać tym gadżetem podczas walki w ruchu. Musiał być z niego kawał chłopa! Ale poczekajcie, jak znajdę naszyjnik!
Klaudiusz i Madame spojrzeli po sobie bez słowa, po czym pomogli Marcie zebrać bagaże. Wszyscy ruszyli spacerkiem wzdłuż brzegu krateru do odalonego o pół kilometra samolotu numer cztery.
— Mieliśmy szczęście, że tak łatwo znalazła się Włócznia — zauważyła Madame. — Ale jest jeszcze jeden czynnik, który może wykluczyć atak na Finiah w tym roku.
— A mianowicie? — spytał Klaudiusz.
— Kto będzie pilotował ten starożytny samolot w czasie walki ogniowej? — Obejrzała się przez ramię na Ryszarda, który podtrzymywał Martę. — Przypomnij sobie, że zgodził się tylko na odprowadzę– nie maszyny w Wogezy. Jeśli do bitwy będziemy musieli wyszkolić innego pilota…
Oczywiście Marta i Ryszard usłyszeli wszystko. Dziewczyna zwróciła się do eks-kosmonauty ze smutną miną.
Ryszard parsknął i powiedział:
— Madame, codziennie daje pani dowody, że nie umie czytać myśli. Czy pani naprawdę sądzi, że wyrzekłbym się tej naszej małej wojenki?
Marta objęła go mocniej i szepnęła mu coś do ucha. Madame nie powiedziała nic. Lecz kiedy się odwróciła w drugą stronę i podążała dalej wzdłuż brzegu krateru, uśmiechała się.
Po chwili Ryszard dodał:
— Ale jest coś jeszcze, o czym powinniśmy pomyśleć. Czy nie byłoby najlepiej, gdybyśmy najpierw skoncentrowali się na naprawie latacza, a z Włócznią wstrzymali do powrotu do domu? Dziś mamy dwudziesty drugi września, a mały królik powiedział, że Rozejm zaczyna się pierwszego października. Cholernie kuso, jeśli upiory potrzebują aż tygodnia na mobilizację. A co z przygotowaniem naszych ludzi, Madame! I wypracowaniem taktyki użycia żelaznej broni, jeśli ją będą mieli? Uważam, że im szybciej się stąd wydostaniemy, tym więcej zyskany czasu na organizację. A i Marta będzie miała w pani wiosce prawdziwą opiekę lekarską od Amerie. I może ktoś taki jak Khalid Khan będzie umiał pomóc przy Włóczni.
Marta pierwsza zgłosiła obiekcje:
— Nie zapominaj, że musimy jeszcze wypróbować Włócznię. Musimy ją doprowadzić do stanu używalności, następnie jakoś zamontować na lataczu i wypróbować w powietrzu. Jeśli ta pukawka jest tak potężna, jak sądzę, każdy Tanu z mikrogramem jasnosłyszenia będzie w stanie wykryć zakłócenia, jakie to urządzenie spowoduje, jeśli wystrzelimy z niego w promieniu stu kilosów od Wogezów.
— O Boże, rzeczywiście — powiedział zbity z tropu Ryszard. — Zapomniałem o tym.
Madame dodała:
— Musimy zrobić wszystko, na co nas stać, aby, nim stąd wyruszymy, zarówno latacz, jak i Włócznia były gotowe do użytku. A co do tych w domu, możemy ufać, że Peo będzie miał wszystko w gotowości. Zna każdy szczegół planu zdobycia Finiah. Jeśli nawet zostanie nam tylko jeden dzień do Rozejmu, wtedy także przypuścimy atak.
— No to zwijajmy się! — zawołała Felicja.
Ruszyła szybkim truchtem i po krótkim czasie zostawiła daleko za sobą wlokącą się resztę. Zobaczyli, jak macha do nich ręką spod następnego latacza, po czym znika w krzakach na zewnętrznym zboczu krateru. Gdy dobrnęli do wielkiego metalowego ptaka, znaleźli Włócznię staranie ułożoną w cieniu szkrzydeł. Obok niej na piasku Felicja napisała: POSZŁAM POLOWAĆ.