Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 116
Перейти на страницу:

Felicja spojrzała na niego i odezwała się ze złośliwością:

— Zdawało mi się, że zauważyłam podobieństwo rodzinne… Uwaga, Kapitanie Blood! Poczęstuj się na deser kawałkiem owocu od swej pra-pra-et-cetera prababki.

Odwrócili się plecami do Dunaju i ruszyli. Czuli że we wrześniowym słońcu temperatura przekracza czterdzieści stopni, ale ich przyzwyczajone ciała wytrzymywały to. Przez spaloną słońcem trawę, przez kępy łamliwych zarośli, wśród głazów w suchych łożyskach szli przed siebie. Ryszard wyznaczył im ceclass="underline" przełęcz między dwoma długimi pagórkami leżącymi prosto na północ, na skraju stopniowo wnoszącego się terenu. Rzadko trafiali na cień, a wody nie było wcale. Madame podała drogocenną tubę kremu do opalania, którą przekazywano z ręki do ręki. Ryszard prowadził, a Felicja zamykała pochód; niezmordowanie wybiegała na boki, by sprawdzić, czy nie czyha na nich jakieś zwierzę i szukać, lecz jak się okazało — bezskutecznie, czy nie trafi się jakieś źródło wody. Pośrodku szli Klaudiusz i Madame, podtrzymując między sobą Martę. W miarę upływu upalnych godzin marszu była coraz słabsza, ale nie pozwoliła im zmniejszyć tempa. Żadne z nich nie chciało się zatrzymywać, choć wydawało się, że przed nimi nie ma niczego, prócz suchego ścierniska wznoszącego się ku falistej linii horyzontu. Nad nimi wisiało jaskrawo-żółte, bezlitosne niebo.

Wreszcie słońce opuściło się, a niebo stało się jasnozielone. Madame zarządziła postój koło zasypanej kamieniami rozpadliny, gdzie mogli dyskretnie załatwić potrzeby naturalne. Madame odprowadziła Martę, a gdy wróciły, starsza pani miała ponurą minę.

— Znowu dostała krwotoku — powiedziała Klaudiuszowi. — Czy zatrzymamy się tutaj, czy jak poprzednio zrobimy nosze z jednego z tapczanów?

Zdecydowali się na nosze. Póki jeszcze panował dzień, chcieli dotrzeć jak najdalej. Jeszcze parę kilometrów i dojdą do grzbietu pagórków. Szli więc tak, jak na początku podróży, każdy przy jednym rogu przerobionej pryczy. Marta leżała; przygryzła dolną wargą, bliźniacze plamy intensywnej różowości na jej bladych policzkach zdradzały mękę dziewczyny. Ale nie powiedziała nic. Niebo przybrało kolor ultramaryny, potem indyga i ukazały się pierwsze gwiazdy. Widoczność była jeszcze taka, że mogli kontynuować marsz. Więc szli wyżej i wyżej, zbliżając się coraz bardziej do przełęczy.

I wreszcie znaleźli się na grzbiecie pagórków. Czworo z nich postawiło nosze na ziemi i pomogło podnieść się Marcie, by mogła stanąć i jak oni spojrzeć ku północy. O jakieś pięć kilometrów od nich i nieco niżej niż przełęcz, na której się zatrzymali, znajdował się długi wał ziemny. Wznosił się za wzgórzami w istnej dżungli kolczastych zarośli i wyginał w dwie strony ogromnym łukiem niknącym w kierunku północnym na linii horyzontu. Naga krawędź krateru połyskiwała blado w półmroku.

Felicja wzięła w dłonie głowę Ryszarda i stanąwszy na palcach pocałowała go w usta.

— Dokonałeś tego! Jak po sznurku, Piraciątko, dokonałeś tego!

— No, niech mnie diabli wezmą — odpowiedział Pirat.

— Jestem przeciwnego zdania. — Na szerokiej, — słowiańskiej twarzy Klaudiusza zakwitł triumfalny uśmiech.

— Och Madamel Grobowiec Statku! — Marcie załamał się głos, oczy napełniły łzami. — A teraz… teraz…

— Teraz rozbijemy obóz — rzekła praktyczna Francuzka. — Odpoczniemy do syta i odzyskamy siły. Od jutra zaczynamy prawdziwą pracę.

Szkielet Lugonna był uroczyście złożony w kabinie piątego z kolei zbadanego przez nich latacza.

W przeciwieństwie do pozostałych, które miały pozamykane włazy, grób Lugonna był otwarty na wszystkie żywioły. Przez długie lata ssaki, ptaki i owady robiły z nim, co chciały. Felicja, jak zawsze pierwsza, wskoczyła na drabinkę prowadzącą do nieziemskiego samolotu. Okrzyk triumfu, że nareszcie odnalazła resztki tańskiego bohatera, zakończyła wyciem przepełnionym bólem, od którego pozostałym czterem uczestnikom wyprawy włosy stanęły dęba na głowie.

— On nie ma naszyjnika! Nie ma naszyjnika!

— Angeliko! — zawołał przerażony Klaudiusz. — Użyj metafunkcji i zatrzymaj ją, nim narobi tam szkody!

— Nie ma… naszyjnika! — Krzyk piekielnej wściekłości rozlegał się echem w latającej maszynie, a po nim nastąpiły odgłosy uderzeń. Ryszard i Klaudiusz wspięli się po drabince, Madame Guderian stała w cieniu metalowych skrzydeł z szeroko otwartymi oczami, ustami ściągniętymi w grymasie z powodu wysiłku, obiema dłońmi zaciśniętymi na złotym naszyjniku. By opanować Felicję i zmusić ją do od– stąpienia od instynktownego popędu zniszczenia przyczyny jej frustracji, potrzebowała całej swej meta-funkcji zniewalania. Straszliwe rozczarowanie wywołało zbliżenie się uśpionych zdolności hokeistki prawie do granic aktywności. Starsza pani czuła, że jej własne metafunkcje są napięte do ostateczności. Trzymała, dławiła kipiący wulkaniczny wybuch całą siłą woli, równocześnie krzycząc telepatycznie: Zaczekaj! Poszukamy go! Zaczekaj!

Opór Felicji ustał tak nagle, że Madame Guderian zrobiła niepewny krok do tyłu i upadła bezwładnie w słabe ramiona Marty.

— Okey! — krzyknął z góry Ryszard. — Dałem jej po łbie. Leży bez zmysłów!

— Ale czy coś zniszczyła?! — odezwała się Marta, ostrożnie układając Madame na pokrytej pyłem ziemi.

— Chyba nie! — odpowiedział Ryszard. — Wejdź tu, Marteczko, i sama się rozejrzyj po tym draństwie. Wygląda jak coś z cholernej bajki.

Felicja leżała skulona pod ścianą kabiny latacza o wymiarach około trzech na sześć metrów. Udało jej się pochwycić ubraną w hełm czaszkę Lugonna i cisnąć ją w ataku szału na pulpit. Ale wnętrze starożytnego pojazdu było tak grubo pokryte kurzem, odchodami zwierzęcymi i innymi szczątkami organicznymi, że relikwii nic się nie stało. Klaudiusz ukląkł, umieścił głowę Lugonna na miejscu, a następnie zbadał leżące przed nim resztki legendy.

Zbroja bohatera, usiana klejnotami i pozłacana, była tak zakurzona i zaskorupiała, że przez ruchome szklane płyty i łuski jego szkielet był ledwie widoczny. Kryształowy hełm, zwieńczony miniaturką dziwacznego heraldycznego zwierzęcia, był fantastycznym i niewiarygodnie skomplikowanym okazem rzemiosła, tak wspaniałym nawet pod warstwą brudu, że zapominało się, iż służył praktycznemu celowi: odchylaniu strumienia fotonów. Klaudiusz ostrożnie podniósł przyłbicę i odczepił zachodzące na siebie płytki kryzy i przymocowane na zawiasach ochraniacze szczękowe. W czaszce Lugonna była widoczna ogromna dziura, okrągła jak nakreślona cyrklem, dwunastocentymetrowej średnicy, wybita od okolicy między oczodołowej aż do tylnego sklepienia.

— A więc co do tego opowieść była prawdziwa — mruknął starszy pan. Nie oparł się chęci zbadania czaszki na cechy odmienne od ludzkich. W większości różnice były bardzo małe, ale Tanowie mieli tylko trzydzieści zębów, byli wyraźnie długogłowi i bardzo mocno zbudowani. Nie licząc anomalii w umiejscowieniu niektórych szwów i przewodów pni nerwowych, czaszka Tanu wyglądała na niemal zupełnie ludzką.

Ryszard rozejrzał się po kabinie. Zanotował w pamięci gliniane gniazda os na prawie wszystkich ścianach, poszarpane pokrycie na wręgach, obnażony ceramowy szkielet luksusowego niegdyś przedziału. Jeden z otwartych przednich luków służył teraz osom za ul.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)