Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 135
Перейти на страницу:

Największe wrażenie zrobiła na mnie matowoszara kula, przypominająca pierwszego ziemskiego satelitę z odłamanymi antenami. Wpłynęła do naszego kutra przez kadłub, przy czym stała się na chwilę zamglona, a następnie znowu wyraźna, materialna. Kula powoli płynęła przez przedział pasażerski, zajrzała do ładowni – drzwi przed nią otworzyły się spazmatycznym szarpnięciem – i dała nura do kabiny pilota. Jak wyjaśnił Lans, sonda rewizyjna wykorzystywała do przenikania przez pancerz „temporalne przerywanie”. Przeszła przez kadłub, wykorzystując poprzednią sekundę, gdy w tym punkcie przestrzeni jeszcze nie było kutra.

Chyba się zdrzemnąłem, zmęczony demonstracją potęgi projektu „Siewcy”. Zapewne nie był to spektakl specjalnie przygotowany dla mnie i Terry, tylko normalne środki bezpieczeństwa. Ale było w nich coś pokazowego, wymuszonego, przypominającego parady wojskowe w krajach totalitarnych XX wieku. Jeśli nawet stereotypowe Świątynie na planetach chronokolonii były odporne na każdą broń, to chyba tym bardziej główna baza „świątynników”…

Sama stacja wyglądała bardzo prozaicznie. Potężna szara kula, otulona mgiełką. Zbliżyliśmy się do niej powoli, a przez kuter przeszła fala ciepłego powietrza. Na chwilę zanim zanurkowaliśmy w monolityczne poszycie (bo do zwykłych włazów Siewcy się nie zniżali), zauważyłem, że kula zmieniła barwę na czarną z kolorowymi plamkami światła na pancerzu.

– Wpuścili nas do subiektywnego czasu stacji – oznajmił z dumą Lans, któremu rola przewodnika sprawiała niekłamaną radość. – W przeciwnym razie przeszlibyśmy przez nią jak przez miraż.

Zgasły ekrany. Odpiąłem pasy – na mojej planecie nadal preferowano ten staroświecki sposób zabezpieczenia pasażera. Popatrzyłem na Terry – uśmiechnęła się, ale w jej spojrzeniu nadal czuło się napięcie. Otworzył się właz kutra.

Pierwszy wszedł Lans, za nim ja. Podałem Terry rękę, do podłogi było tylko pół metra, ale okazała się nieprzyjemnie śliska, jakby pokryta szronem. Za nami zeskoczył Trofeum, miauknął niezadowolony i wysunął pazurki, próbując wczepić się w metal.

Czekali na nas. Czterech mężczyzn w czarno-białych mundurach, z pistoletami w rękach. Wprawdzie były to tylko paralizatory, ale nie wątpiłem, że ze ścian celowano do nas ze znacznie poważniejszej broni.

– Któreś z was ma pistolet laserowy – powiedział sucho jeden z ochroniarzy. – Zdać.

Odczepiłem od pasa kaburę, rzuciłem na podłogę i uprzejmie oznajmiłem:

– Prawie rozładowany. Na czterech by nie wystarczyło, najwyżej na dwóch.

– Siergiej, czeka na pana komandor Rajmund. Księżniczka i porucznik Lans mogą poczekać w sali gościnnej – ochroniarz nie zareagował na moje słowa.

– Nie. Idziemy razem. – Bardzo chciałem zobaczyć jego reakcję na moje nieposłuszeństwo.

– Dobrze – włączył się drugi ochroniarz. – Ale musicie zostawić zwierzę.

Trofeum wyszczerzył ząbki i natychmiast w jego stronę wycelowano lufy paralizatorów. Pochyliłem się i poklepałem go po grzbiecie.

– Wszystko w porządku, Trofeum. Poczekasz z nimi, aż wrócimy – powiedziałem łagodnie. – Zachowuj się przyzwoicie, nikogo nie zabijaj. Jesteśmy tu gośćmi, rozumiesz?

– Jest w ograniczonym stopniu rozumny? – zainteresował się ochroniarz.

– Co do ograniczenia nie byłbym taki pewien. Nakarmcie go, lubi smażone mięso. W ostateczności zje surowe.

– Ed ze zwierzęciem do gościnnego. Pozostali do pokoju przyjęć komandora Rajmunda – rzucił w przestrzeń ten ochroniarz, który odezwał się pierwszy. I pociągnęło nas przez ściany, które stały się niematerialne – tak jak w dowolnej Świątyni.

Powiedzmy sobie szczerze, że przy takim stopniu kontroli nad materią ochroniarze z pistoletami byli po prostu śmieszni.

Gabinet przyjęć był ogromny albo taki się wydawał. Nie chciało mi się podejść do obitych aksamitem ścian, żeby sprawdzić, czy naprawdę istnieją. No i nie wiadomo, jak zareagowałaby na to ochrona.

Prócz tych trzech, którzy przyszli razem z nami, w gabinecie było jeszcze dwóch. Nieźle ich uzbroili. Kombinezony bojowe z włączonymi generatorami pola ochronnego, lasery w rękach. Stali po obu stronach wysokich, wybitych ciemną skórą drzwi. Postawę mieli nie gorszą niż żołnierze ochraniający niegdyś mauzoleum Lenina.

Lans wyszeptał mi do ucha:

– Znam jednego z tych chłopaków, uczyliśmy się w jednym plutonie… Wyjątkowy kretyn, ale ma niesamowitą reakcję.

Siedzieliśmy w wygodnych fotelach na środku sali. Komandor Rajmund najwyraźniej nie spieszył się, by nas przyjąć, co zbiło z tropu ochroniarzy. Stali za naszymi plecami, rozmawiając półgłosem. Dobiegły do mnie strzępy słów: „Ogłosili drugi stopień… coś się szykuje…”

Wytężyłem słuch i uśmiechnąłem się, słysząc odpowiedź: „Naszej grupy nie rzucą do walki… chyba że Fangowie będą okupować Plutona. To zadanie dla operacyjniaków. W końcu po co byłby korpus desantowy?”

Psychika szeregowców nie zmieniła się w ciągu ostatnich dwóch cieków. Nikt się nie rwał do śmierci.

Ochroniarz przy drzwiach zrobił krok do przodu. Zmiana warty? Nie… Przez kilka sekund słuchał słów przeznaczonych tylko dla niego i w końcu oznajmił uroczyście:

– Komandor Rajmund Maccord przeprasza za przymusową zwłokę. Proponuje krótką rozmowę o charakterze osobistym z księciem planety Tar, a następnie czeka w gabinecie na księżniczkę Terry i porucznika Lansa.

– Idź – powiedziała cicho Terry. – To może być ciekawe. Skinąłem głową i ruszyłem do drzwi. Ochroniarz otworzył je przede mną i odsunął się, ale niewystarczająco szybko. Przesunąłem ramieniem po powierzchni pola – odrzuciło mnie, z trudem zachowałem równowagę. Ochroniarz uśmiechnął się. Faktycznie kretyn.

Drugie drzwi – równie eleganckie, też obite skórą – i fala ciepłego powietrza, a raczej to, co ludzki organizm odbierał jako ciepły wiatr. Gabinet Rajmunda Maccorda był izolowany własnym chronopolem.

Przystanąłem i rozejrzałem się. Stal i szkło. Lśniące metalowe ściany, na których mieniły się tęczowo wyłączone przed chwilą ekrany. Niezbędne minimum mebli – stół i kilka foteli. Nad stołem powoli wirował hologramowy obraz stacji – półprzeźroczysty, z zaznaczonymi przepierzeniami i kolorowymi liniami komunikacji.

– Niech pan siada, Siergiej. – Rajmund wstał z fotela. Pochwycił moje spojrzenie na włączoną makietę stacji, wyciągnął do niej rękę… i uśmiechnął się. – Niech zostanie. To tajny schemat, ale ufam panu.

Skrzywiłem się.

– A jeśli schwytają mnie Fangowie i zeskanują pamięć? Rajmundzie, proszę nie robić ze mnie idioty. To fałszywa makieta, którą częstuje pan wszystkich gości, w nadziei że któryś z nich trafi w ręce wroga.

Rajmund westchnął i machnął ręką nad makietą. Znikła. Komandor usiadł w swoim fotelu, patrząc na mnie w zadumie.

– Bardzo chciałbym z panem współpracować, Siergiej.

– Żałuję, ale jest pan w tej chęci odosobniony.

W rzeczywistości Rajmund Maccord wyglądał znacznie młodziej niż na hologramie. Emanowała od niego żywotność, pewność siebie, serdeczność. Oparł się o biurko, lekko pochylony w moją stronę. Dłonie starannie rozsunął. Pozycja wolna od napięcia. Czy naprawdę myśli, że nie znam tych psychofizjologicznych sztuczek? Pozycja zaufania, pozycja uwagi… Niech sobie myśli. Skrzyżowałem ręce na piersi, założyłem nogę na nogę. Maksymalna negacja, wycofanie się w siebie, ochrona.

Maccord roześmiał się.

– Dobrze, Siergiej. Zrozumiałem. Nie będziemy prowadzić gierek z podświadomością.

1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)