Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 135
Перейти на страницу:

Czy ja tracę rozum?

Otworzyłem Księgę Gór pod koniec i z niepokojem zerknąłem na kartkę. Co mi powiesz, Sally?

Jeśli nie możesz zostać szczęściem, stań się bólem. Jeśli oduczyłeś się kochać, nie spiesz się, by nienawidzić. Przypomnij sobie, co mówiono dawno temu: „Niewielu ludzi (a odnosi się to zwłaszcza do ludzi młodych) umie kochać i nienawidzić. Ich miłość to nieopanowana słabość, zgubna dla przedmiotu ich miłości, a nienawiść to gorąca, ślepa siła, zawsze zgubna dla nich samych. Gdy poczułeś, że jesteś zdolny do miłości – zejdź z drogi i zbuduj dom. Jeśli wydawało ci się, że potrafisz nienawidzić – uciekaj!”

Brawo, Sally Jennings! Brawo, psychologowie pomagający pisać Księgę Gór! Brawo.

Usłyszałem delikatne pukanie do drzwi i wszedł Lans.

– Książę, kolacja gotowa. Wszyscy już się zebrali.

– Weź książkę – powiedziałem prosząco. – I przeczytaj na głos tę stronę.

Zdumiony Lans wziął zielony tomik i patrząc na mnie spode łba, zaczął czytać:

– „Gdy oduczysz się kochać, nie spiesz się, by nienawidzić. Przypomnij sobie, co mówiono dawno temu…”

Na ułamek sekundy zamilkł, wpatrując się w tekst, po czym czytał dalej, niezbyt płynnie, jakby cytował z pamięci:

– „Miłość i nienawiść mają te same wady. Nienawiść patrzy oczami miłości i to, co wcześniej…”

– Wystarczy. Dziękuję. – Wyszarpnąłem mu książkę z rąk. – Czyje to słowa, Lans?

– Cytat z Edwasta Rewijskiego. To starożytny, zapomniany tauryjski myśliciel… – Lans patrzył, jak chowam Księgę Gór do szuflady biurka. – Można będzie ją przeczytać?

– Nie, Lans. Ja na pewno tego nie zrobię. I tobie też nie radzę. Ta książka zawiera psychiczną pułapkę… jakieś draństwo, które sprawia, że znajdujesz w niej swoje ulubione myśli, cytaty, zdania z przeczytanych w dzieciństwie książek. Tam nie ma żadnego Edwasta Rewojskiego… czy Rewijskiego? Ja zamiast tego przeczytałem cytat z ziemskiego filozofa z XVIII wieku. Rozumiesz?

– Ale przecież widziałem na własne oczy!

– Ja też widziałem. Ta książka zmusiła bardzo wielu ludzi, by porzucili dom, wyruszyli na włóczęgę, zapomnieli o rodzinach. Możliwe, że swego czasu właśnie to było potrzebne ludziom, żeby przetrwać i zacząć gwiezdną ekspansję. Ale teraz książka nie działa… albo działa tylko na takich jak my, obcych, nieprzygotowanych. Widocznie miała dokładnie wyliczony okres działania.

Mówiłem już nie do Lansa, lecz do siebie, uświadamiając sobie to wszystko i uwalniając się od słodkiego zamroczenia. Dzięki, Sally… wziąłem z tej książki wszystko, czego potrzebowałem. Zresztą co tu ma do rzeczy Sally? Nad banalnymi dziewczęcymi wspomnieniami pracował ogromny zespół utalentowanych ludzi. Oni wiedzieli, czego potrzebuje Ziemia. Bardzo chciałbym wierzyć, że wiedzieli, że nie przeprowadzali eksperymentu z ludzką świadomością. Stworzyli roaderów, przewidując, że wkrótce ludzka psychika się zmieni i książka utraci swoje hipnotyczne oddziaływanie. Rzecz jasna, pozostaną nieliczni, na których będzie działać zawsze…

– Chodź, Lans, księżniczka czeka. – Wziąłem chłopca za rękę i niemal wywlokłem z pokoju.

– Włączyłem iluzor – oznajmił Nurlan. – Nie masz nic przeciwko temu?

Okrągły stół obiadowy i siedem krzeseł wokół niego na szczycie wzgórza. Na dole był step pokryty zielonym dywanem traw z czerwonymi punkcikami kwiatów. Wiał chłodny wiatr, słońce przysłaniały puszyste obłoki.

– Nie mam – powiedziałem, rozglądając się. – Wiosna, step, tulipany… Lubisz miraże, Nurlan. Ale najlepszym mirażem nazwałbym Księgą Gór.

– Zrozumiałeś?

– Tak. Cukierek o smaku innym dla każdego, w zwyczajnym papierku.

Na twarzy Kislicyna pojawiła się wyraźne ulga.

– Doskonale. Chciałem cię sprawdzić.

– Dlaczego?

Nurlan wahał się przez kilka chwil. Wprost z powietrza, w srebrzystym migotaniu rozrywanego pola kamuflażowego spłynęła Terry z wielkim półmiskiem w ręku. Uśmiechnęła się do mnie.

– Pizza – oznajmiła.

I znowu znikła za fałszywym horyzontem. Od półmiska płynął kuszący aromat. Lans odprowadził Terry spojrzeniem i usiadł przy stole. Wyciągnął rękę do kryształowej karafki z ciemnoczerwonym winem.

– No, o co chodzi? – zapytałem ponownie Nurlana. – Po co sprawdzałeś stabilność mojej psychiki… w dodatku za pomocą książki, która już swoje zrobiła?

– Siergiej, jutro opuszczasz Ziemię.

– I co z tego?

– Rajmund Maccord, ze służby bezpieczeństwa…

– Pamiętam.

– Powiedział, że będziesz brał udział w operacji „Igła”. To jakaś akcja przeciwko Fangom. A ja mam z Fangami swoje porachunki. Mój syn był pilotem w „Kolchidzie”.

Nurlan zamilkł, jakby słowo „Kolchida” miało mi wszystko wyjaśnić.

– Co się z nim stało?

Nurlan uśmiechnął się z przymusem.

– To był pierwszy nasz statek, który odbiliśmy Fangom. Właśnie wtedy zrozumieliśmy, z kim mamy do czynienia. Nikt z załogi nie przeżył.

– Przepraszam… Ale ktoś cię oszukał. Nie mam zamiaru brać udziału w żadnej operacji Siewców przeciwko Fangom.

– Kto wie? Gdybyś poddał się wpływowi Księgi Gór, pierwszy poradziłbym ci, żebyś się do tego nie pchał. Tam potrzebna jest ogromna odporność psychiczna. Księga Gór napiera na ludzi znacznie mocniej.

Zapadła cisza.

– Bardzo mi przykro, Nurlan. Miałeś tylko jedno dziecko? – Pytanie zabrzmiało nietaktownie, ale było już za późno żeby się wycofać.

– Tak, Siergiej. Najwidoczniej nie masz pojęcia o naszych problemach… Widzisz, większość ludzi mojego pokolenia nie może pochwalić się nawet jednym dzieckiem. Nastąpiła epidemia anomalii genetycznych… Jedynym wyjściem pozostał dobór dawców, sztuczne zapłodnienie. Teraz mamy to już za sobą, ale konsekwencje pozostały do dziś. Narody niemal znikły, genotypy trzeba było dobierać od ludzi różnych ras. Mój ojciec jest Kazachem, moja matka Żydówką. Ja, jak widzisz, jestem czarny. Byłem adoptowanym dzieckiem, bo to okazało się jedynym wyjściem.

– Wybacz – powiedziałem cicho. – Skąd mogłem wiedzieć… Zdziwiło mnie, że wszystkie rasy tak się przemieszały, ale myślałem, że stało się to normalną drogą.

– To nic, Siergiej, nie musisz się tłumaczyć. Za to teraz prawie sobie poradziliśmy z nieprawidłowościami genetycznymi. Mam wnuki, moje problemy już ich nie dotyczą.

Odwróciłem się do Lansa.

– Kim jesteś u Siewców? – zapytałem.

– Komandosem. – Lans rozłożył przepraszająco ręce. – Siewcy ogłosili nabór pracowników z chronokolonii. Byłem wtedy na Tarze, podrobiłem dokumenty…

– Nie sądzę, żeby w nie uwierzyli. Lans, masz operacyjną łączność ze zwierzchnictwem?

Skinął głową. No tak, w XXII wieku człowiek jego zawodu nie mógłby się obejść bez mikronadajnika. Lans wyjął z kieszeni kurtki płaski plastikowy krążek i zapytał:

– Z kim mamy się połączyć?

– Z Rajmundem Maccordem.

Lans nerwowo potarł skroń i sposępniał. Potem położył swój aparacik na stole i przycisnął do niego kciuk. Nad stołem pojawił się mały, ale wyraźny obraz – smagły, azjatyckiego typu mężczyzna w czarno-białym mundurze.

– Wezwanie nadzwyczajne – rzucił krótko Lans. – Z komandorem Rajmundem Maccordem.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)