Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
Powtórny atak statków Fangów na Ziemię. Wszystkie zostają przechwycone w hiperprzestrzeni. „Nasi zwyciężyli”.
Antonio Saverra, ochroniarz więzienia-ambasady, niszczy ją wraz ze wszystkimi Fangami i ze sobą. Ludziom daje czas na opuszczenie skazanej stacji. Motyw działania: córka Saverry zginęła na jednym ze statków zniszczonych przez Fangów.
Fang przysyła nowych ambasadorów.
Ziemia proponuje rozgraniczenie strefy wpływów – nie pchajcie się do nas, a zostawimy was w spokoju. Fangowie się zgadzają.
Ale niemal codziennie naruszają strefy wpływów. Czasem po to, by zaatakować ziemskie statki i kolonie, czasem – by okazać pomoc tymże statkom i koloniom. Odsyłają na Ziemię kilku ziemskich jeńców. Gest dobrej woli ze strony Ziemi – odesłanie czterech Fangów porwanych w czasie jednego ze starć. W drodze powrotnej ziemski statek zostaje zniszczony.
Konkluzja ekspertów: sił wojskowych Ziemi i kolonii nie wystarczy, by zniszczyć cywilizację Fangów. Konkluzja zostaje odrzucona przez Ansambl i flota Korpusu Desantowego przeprowadza rajd. Bomba kwarkowa niszczy kolonię Fangów na jednej z planet. Większość ziemskiej floty ginie.
Stworzenie projektu „Siewcy”, zwanego projektem „X”.
Stworzenie bariery hiperprzestrzennej.
Nadal dochodzi do starć.
Porwanie liniowca z cywilami…
– Wystarczy – powiedziałem. – Czy komandor Rajmund Maccord może nas teraz przyjąć?
3. Logika nielogiczności
Najpierw przedstawię sytuację na Somacie – rzekł Maccord zamiast powitania. – Poruczniku, proszę się tu nie prężyć jak struna, proszę usiąść…
– Słuchamy. – Terry była wyraźnie zdenerwowana tym, co zobaczyła. – Somat to nasz świat.
Maccord skinął głową.
– Księżniczko Terry Tar, nikt tego nie kwestionuje. Władacie Somatem prawem odkrywców. Zgodnie z prawami chronokolonii…
– Przez was opracowanymi – dokończyłem.
– Na orbicie Somata nie ma już naszego statku – ciągnął ze stoickim spokojem Maccord. – Zauważono tam jedynie lustrzany wielościan o przekątnej około dwóch metrów. Właśnie on utrzymywał z nami łączność, informując, że na Somacie jest wszystko w porządku. Po pojawieniu się naszych statków wielościan dokonał samolikwidacji. Nie znamy takiej konstrukcji, ale całkiem możliwe, że należała do arsenału Fangów. Natomiast ślady wokół domu, bioroboty… zapewniam, że takich nie mamy. Wróg również nie używał ich do tej pory. Widocznie na Somacie przeszły swego rodzaju test…
– Z kim niby miały walczyć? – nie wytrzymałem. – Z waszymi robotami bojowymi? O ile wiem, one nie władają mieczami płaszczyznowymi. A biopotwory posiekano właśnie klingami atomowymi.
– Nie wiem. Przecież na Somacie było tylko was dwoje, no i jeszcze to zabawne zwierzątko… Może ten pogrom w domu, te resztki biorobotów to tylko inscenizacja?
– Mnie pan pyta? Że Fangowie są kanaliami, już zrozumiałem. Ale po co taka akcja? Nie daje absolutnie nic. Jest całkowicie nielogiczna.
– A dostrzegł pan w ich zachowaniu coś logicznego, Siergiej? Właśnie, jakim cudem nasze roboty bojowe przestrojono tak, żeby atakowały człowieka, pana na przykład? To po prostu niemożliwe… Nawet atak pokazowy…
– To nie był atak pokazowy! To była prawdziwa walka, Maccord. Kiedy pozwolę wam zeskanować moją pamięć, sam pan się przekona!
Maccord spojrzał na mnie uważnie.
– Osobisty generator pola nie może oprzeć się salwie nawet jednego robota bojowego! Naprawdę, dał pan pozwolenie na skanowanie pamięci?
– Tak. Ale tylko walki na Somacie.
– Dziękuję, Siergiej. W przeciwnym razie musielibyśmy zdecydować się na skanowanie przymusowe, nie będę tego ukrywał. To, co wydarzyło się na Somacie, jest ważniejsze od stosunków z Tarem.
– Wypowiedzielibyśmy wam wojnę. – Głos Terry był zimny i cichy. Nigdy jeszcze jej takiej nie widziałem. – Łajdaki!
– Podobny rezultat byłby niestety nieunikniony, księżniczko – odpowiedział spokojnie Maccord. – No, prawie nieunikniony. A pani charakterystyka jest w pełni uzasadniona.
– Terry, praca Maccroda jest wredna z definicji – dotknąłem jej ręki. – Rozumiesz to doskonale i nieraz mówiłaś coś podobnego. Organizacja broniąca masy w nieuchronny sposób dławi jednostkę. A Siewcy jednak utrzymują się w ramach… dopuszczalnej podłości.
Rajmund uśmiechnął się i skinął mi głową z wyraźną wdzięcznością.
– Mnie łatwiej was zrozumieć niż każdemu Ziemianinowi XXII wieku. Dla większości z nich przemoc stała się niedopuszczalna i nieusprawiedliwiona.
– Zgadza się. Właśnie dlatego werbujemy do naszych szeregów głównie ludzi z chronokolonii, szanownego Lansa na przykład.
Lans spiął się. Klepnąłem go po ramieniu i szepnąłem, na tyle jednak głośno, żeby usłyszał mnie Maccord:
– To był komplement…
– Oczywiście – potwierdził Maccord. – Siergiej, czy słyszał pan kiedyś o Obojętnych?
– O kim?
– O Obojętnych.
Maccord wpił się we mnie spojrzeniem i powtórzył:
– Obojętni. Przypomina nazwę sekty religijnej albo kierunku filozoficznego.
– To ludzie czy Fangowie?
Rajmund pokiwał głową.
– A więc nie słyszał pan… Możliwe, że się mylę. Siergiej, będziemy panu wdzięczni za skanowanie pamięci. Potem może pan postąpić, jak zechce.
– O operacji „Igła” już nie rozmawiamy? – zapytałem. – Mam nadzieję, że pomoże nam pan również z „Igłą”… Tak czy inaczej, wyruszy pan z księżniczką na Tara?
– Owszem.
– W takim razie nie ma o czym mówić. Myślę, że Ziemianin nie dopuści do aliansu chronokolonii z Fangami… i nie pozwoli Fangom zająć planet zamieszkanych przez ludzi.
– Maccord, kto działał na Somacie? Ludzie czy Fangowie?
– Nie wiem. – Maccord popatrzył mi w oczy. – Ręczę, że projekt „Siewcy” nie ma z atakiem nic wspólnego. Jestem pewien, że służby specjalne ziemskich kolonii nie mogłyby zrobić nic podobnego. Chronokolonie, nawet te najbardziej rozwinięte, nie byłyby w stanie tak sprytnie zlikwidować naszego statku, nie mówiąc już o przestrojeniu robotów.
– A więc Fangowie?
– To mi też nie pasuje… – powiedział z wysiłkiem Maccord. – Ale po nich można się spodziewać wszystkiego… Najprawdopodobniej Somat zaatakowali oni.
– Maccord, co nimi kieruje?
– A może pan mógłby coś zasugerować? – Maccord wyglądał na zaintrygowanego. – Świeże spojrzenie… tym bardziej człowieka przeszłości…
– Pociąg do wojny – powiedziałem niepewnie. – Pierwotna agresja. Ale wówczas wszystkie reparacje, akcje humanitarne, przekazywanie technologii nie miałyby sensu… A może podoba im się sama wojna, Maccord? Fangowie chcą walczyć z godnym przeciwnikiem, interesuje ich sam proces wojny, a nie efekt. Wtedy wszystkie humanitarne postępki byłyby usprawiedliwione. Zresztą po co nam zgadywać! Przecież pan zna odpowiedź. Fangami zajmowały się tysiące, może miliony specjalistów. A hipotez było co najmniej sto.
Tysiące, Siergiej. Ale wszystkie były tylko hipotezami. Pociąg do podboju, pociąg do wojny jako procesu, współzawodnictwo różnych grup Fangów… dążenie do samozagłady… Problem polega na tym, że żadna z tych hipotez nie znajduje potwierdzenia w faktach. Fangowie rozmnażają się bardzo powoli, a w galaktyce są tysiące wolnych planet, więc nie wchodzi w grę brak przestrzeni życiowej. W ich historii od dawna nie było wojen, więc nie mogą kochać wojny jako takiej. Ich kultura jest wyjątkowo pokojowa. Można stworzyć symulację zachowań, ale nie sposób stworzyć całej kultury pełnej zachwytu nad pięknem, szacunku do każdego przejawu życia, podziwu dla samego faktu istnienia. Fangowie bardzo kochają życie i nie dążą do śmierci. Mają skomplikowany, nie do końca dla nas zrozumiały system stosunków społecznych, ale istnieje tam wspólny rząd, który kontroluje społeczeństwo w znacznie twardszy sposób niż ziemskie rządy. Widzi pan, najbardziej prawdopodobna wersja, na podstawie której stworzyliśmy naszą strategię, brzmi: Fangowie postanowili walczyć z Ziemią po kontakcie z ludźmi, po lądowaniu „Kolchidy”. Do tej pory nie mieli stałych sił wojskowych, atak „Missouri” na główny kosmodrom planety udowodnił to w całej pełni. Myśleliśmy, że załoga „Kolchidy” w jakiś sposób obraziła Fangów… złamała normy ich moralności, religii, jeśli mają coś takiego… Pytaliśmy o to ambasadorów. Odpowiedź była prosta – Fangowie cieszą się z kontaktu z Ziemią i są wdzięczni załodze „Kolchidy” i „Missouri”. Oni zawsze odpowiadają na bezpośrednie pytania, tylko w żaden sposób nie wyjaśniają swoich odpowiedzi. Możliwe, że gdyby udało nam się odnaleźć praprzyczynę konfliktu… Maccord zamilkł, jakby zląkł się własnej szczerości.