Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Zastygła w bezruchu.
Skrzypnęły drzwi, do lochu weszło trzech ludzi.
Altsin znieruchomiał. Przybysze nosili czerwone świątynne płaszcze. Z tego, co wiedział, ten kolor przysługiwał tylko najwyższym dostojnikom Świątyni Reagwyra. Więc jednak nie wszyscy szukali Miecza na zewnątrz. Przymknął oczy, wyciszył się. Peleryna dawała im cień szansy – jeśli żaden z kapłanów nie zacznie się przechadzać, może ich nie znajdą.
Mężczyźni podeszli do kamiennego postumentu.
– Nie ma nawet śladu – powiedział ten, którego złodziej widział najwyraźniej, długa do pasa siwa broda nadawała mu wygląd czcigodnego patriarchy.
Pozostała dwójka stanęła tak, że nie mógł ich zobaczyć przez maleńką dziurkę, którą ośmielił się zrobić, rozchylając delikatnie poły płaszcza.
– Dlaczego nas tu wezwałeś? – Głosem tego zakonnika można by było mleć ziarno na chleb. Chrapliwy i ciężki.
– Właśnie, po co? – Dla odmiany ten głosik był cichy i piskliwy. – Miałem spróbować jeszcze jednego odczytu i...
Siwobrody uniósł dłoń i piskliwiec przerwał, jakby na gardle zacisnęła mu się stalowa obręcz.
– Brat skarbnik podjął pewne działania bez porozumienia z Radą. Dowiedziałem się, że wtajemniczył w nasz problem pewną... grupę ludzi, z którą łączyły go zaprzeszłe wydarzenia.
Chrapliwy parsknął.
– Wszyscy wiemy, gdzie Deargon zaczynał. Jeśli złodziejska gildia może nam pomóc, niech działa. Musimy odzyskać Miecz.
– Wiem o tym, Hegr. Trzeba jednak rozważyć konsekwencje tych działań.
– Jakich? Po mieście już zaczynają krążyć plotki. Wstrzymaliśmy pracę portu, zablokowaliśmy wszystkie drogi, czarownicy zaczynają węszyć na prawo i lewo. Jakie mogą być jeszcze konsekwencje?
– Jeśli nie odnajdziemy Miecza, a w procesji i tak będzie on niesiony, ktoś może zacząć zadawać pytania.
– Albo... – Piskliwy zająknął się. – Jeśli pojawią się nagle dwa...
Zapanowała cisza.
– Czy bluźniercy skontaktowali się ponownie? – przerwał ją zgrzytliwy.
– Nie. Mamy uwolnić źródło, a wtedy wskażą nam miejsce ukrycia Miecza, tylko tyle. Czas mija.
– Po co więc go tracimy?
Siwobrody uśmiechnął się lekko. Na widok tego uśmiechu Altsin poczuł, jak cierpnie mu skóra.
– Chcę jej zadać kilka pytań. Ale jest jeszcze zbyt silna, będę potrzebował waszej pomocy, bracia.
Nie było żadnych dyskusji. Mężczyźni bez słowa podeszli do znajdującej się naprzeciw wejścia ściany i zniknęli na chwilę z pola widzenia złodzieja. Altsin usłyszał, jak jeden z nich coś wymamrotał, dwukrotnie szczęknął zamek i nagle wszystkie lampki zamigotały, targnięte przeciągiem. Powietrze wypełnił nowy typ wilgoci, taki, który kojarzy się z morzem i wodorostami.
W tym momencie Altsin musiał stoczyć zażartą walkę z Seehijką, która uparła się, że koniecznie musi sprawdzić, co się dzieje. Decydującym argumentem okazał się solidny kopniak i jej własny sztylet przyłożony do gardła.
– Nie jestem... wariatem – wysyczał jej do ucha. – Nie pójdziemy tam. Rozumiesz? Zobaczymy, co będzie dalej.
Czuł, jak wali jej serce. Czas zaczął dłużyć się niemiłosiernie, a prawe kolano, na którym przyklęknął, coraz ostrzejszym bólem domagało się zmiany pozycji. Nagle przez przestrzeń przetoczył się dźwięk. Głuchy i przytłumiony. Złodziej potrzebował dłuższej chwili, aby skojarzyć go z czymś konkretnym. Tak mógłby krzyczeć ktoś, komu wyrywano paznokcie, a wrzask tłamszono brudnym kneblem.
Dziewczyna musiała w tej samej chwili dojść do podobnych wniosków, bo jęknęła cicho i mimo ostrza przyłożonego do gardła próbowała rzucić się w przód. Szamotali się chwilę, ciągle pod peleryną, wreszcie założył jej dźwignię na ramię i przydusił do ściany.
– Nie szarp się, bo złamię ci rękę – warknął przez zaciśnięte zęby. – Tam jest trzech wielkich kapłanów. Są na terenie świątyni i władają Mocą w aspekcie swojego boga. Zdmuchną cię jak świeczkę.
Kolejny stłumiony jęk wypełnił loch. Dziewczyna przestała się szarpać i znieruchomiała. Wykorzystał chwilę, by poprawić płaszcz.
Trudno było ocenić, ile musieli czekać, gdyby go ktoś zapytał, powiedziałby, że kwadrans, nie więcej. Trójka kapłanów pojawiła się w pomieszczeniu tak cicho, że wyglądało to na magię.
– Twarda jest – mruknął ten o chropawym głosie.
– Tak. – Siwobrody wyglądał na zawiedzionego. – Byłem pewien, że tym razem się złamie. Chcę, żeby w czasie następnej procesji potrojono straże. Do Miecza nikt nie ma prawa się zbliżyć. Mam pomysł, jak odwrócić uwagę od kradzieży.
Idący przodem kapłan zatrzymał się i odwrócił.
– Jaki? – zapiszczał.
– Rozgłoście, że do świątyni dotarła informacja, iż meekhańscy szpiedzy będą próbowali zbezcześcić relikwię. Dlatego urządzamy na nich polowanie w całym mieście, a Miecz chronimy w szczególny sposób. Do tych, którzy wiedzą, że naprawdę go skradziono, niech dotrze wieść, że to był tylko podstęp, by zmylić bluźnierców.
– Dobre pomysły przychodzą ci do głowy w lochach – zarechotał nazywany Hegrem. – Powinieneś częściej tam przebywać. A co z gildią złodziei? Mimo wszystko mogą znaleźć dzban.
– Jeśli my go nie możemy znaleźć, oni też nie dadzą rady, hm... Ale zwróciłeś uwagę na ważną rzecz. Trzeba będzie zająć się tą gildią. Liga nie powinna się sprzeciwiać...
Kapłani ruszyli do wyjścia. Ostatni, ten o piskliwym głosie, zatrzymał się w drzwiach i omiótł pomieszczenie wzrokiem. Altsin miał wrażenie, że patrzył w jego stronę nieco dłużej. Szczupła twarz duchownego była mu aż za dobrze znana. Wstrzymał oddech.
Po ciągnącej się jak wieczność chwili mnich odwrócił się i wyszedł, drzwi zamknęły się za nim, wypełniając loch metalicznym szczękiem. Zgrzytnęły zasuwy, byli w pułapce.
Ledwo kroki ucichły, dziewczyna wyskoczyła spod peleryny jak wystrzelona z katapulty. Na ścianie, która wcześniej nie wyróżniała się niczym szczególnym, widniał zarys niewielkich drzwi. To tamtędy kapłani musieli dostać się do dalszej części lochów. Usłyszał, jak Seehijka myszkuje przy nich, mamrocząc coś pod nosem. On miał inne problemy na głowie.