Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 173
Перейти на страницу:

Za­sty­gła w bez­ru­chu.

Skrzyp­nę­ły drzwi, do lo­chu we­szło trzech lu­dzi.

Alt­sin znie­ru­cho­miał. Przy­by­sze no­si­li czer­wo­ne świą­tyn­ne płasz­cze. Z tego, co wie­dział, ten ko­lor przy­słu­gi­wał tyl­ko naj­wyż­szym do­stoj­ni­kom Świą­ty­ni Re­agwy­ra. Więc jed­nak nie wszy­scy szu­ka­li Mie­cza na ze­wnątrz. Przy­mknął oczy, wy­ci­szył się. Pe­le­ry­na da­wa­ła im cień szan­sy – je­śli ża­den z ka­pła­nów nie za­cznie się prze­cha­dzać, może ich nie znaj­dą.

Męż­czyź­ni po­de­szli do ka­mien­ne­go po­stu­men­tu.

– Nie ma na­wet śla­du – po­wie­dział ten, któ­re­go zło­dziej wi­dział naj­wy­raź­niej, dłu­ga do pasa siwa bro­da nada­wa­ła mu wy­gląd czci­god­ne­go pa­triar­chy.

Po­zo­sta­ła dwój­ka sta­nę­ła tak, że nie mógł ich zo­ba­czyć przez ma­leń­ką dziur­kę, któ­rą ośmie­lił się zro­bić, roz­chy­la­jąc de­li­kat­nie poły płasz­cza.

– Dla­cze­go nas tu we­zwa­łeś? – Gło­sem tego za­kon­ni­ka moż­na by było mleć ziar­no na chleb. Chra­pli­wy i cięż­ki.

– Wła­śnie, po co? – Dla od­mia­ny ten gło­sik był ci­chy i pi­skli­wy. – Mia­łem spró­bo­wać jesz­cze jed­ne­go od­czy­tu i...

Si­wo­bro­dy uniósł dłoń i pi­skli­wiec prze­rwał, jak­by na gar­dle za­ci­snę­ła mu się sta­lo­wa ob­ręcz.

– Brat skarb­nik pod­jął pew­ne dzia­ła­nia bez po­ro­zu­mie­nia z Radą. Do­wie­dzia­łem się, że wta­jem­ni­czył w nasz pro­blem pew­ną... gru­pę lu­dzi, z któ­rą łą­czy­ły go za­prze­szłe wy­da­rze­nia.

Chra­pli­wy par­sk­nął.

– Wszy­scy wie­my, gdzie De­ar­gon za­czy­nał. Je­śli zło­dziej­ska gil­dia może nam po­móc, niech dzia­ła. Mu­si­my od­zy­skać Miecz.

– Wiem o tym, Hegr. Trze­ba jed­nak roz­wa­żyć kon­se­kwen­cje tych dzia­łań.

– Ja­kich? Po mie­ście już za­czy­na­ją krą­żyć plot­ki. Wstrzy­ma­li­śmy pra­cę por­tu, za­blo­ko­wa­li­śmy wszyst­kie dro­gi, cza­row­ni­cy za­czy­na­ją wę­szyć na pra­wo i lewo. Ja­kie mogą być jesz­cze kon­se­kwen­cje?

– Je­śli nie od­naj­dzie­my Mie­cza, a w pro­ce­sji i tak bę­dzie on nie­sio­ny, ktoś może za­cząć za­da­wać py­ta­nia.

– Albo... – Pi­skli­wy za­jąk­nął się. – Je­śli po­ja­wią się na­gle dwa...

Za­pa­no­wa­ła ci­sza.

– Czy bluź­nier­cy skon­tak­to­wa­li się po­now­nie? – prze­rwał ją zgrzy­tli­wy.

– Nie. Mamy uwol­nić źró­dło, a wte­dy wska­żą nam miej­sce ukry­cia Mie­cza, tyl­ko tyle. Czas mija.

– Po co więc go tra­ci­my?

Si­wo­bro­dy uśmiech­nął się lek­ko. Na wi­dok tego uśmie­chu Alt­sin po­czuł, jak cierp­nie mu skó­ra.

– Chcę jej za­dać kil­ka py­tań. Ale jest jesz­cze zbyt sil­na, będę po­trze­bo­wał wa­szej po­mo­cy, bra­cia.

Nie było żad­nych dys­ku­sji. Męż­czyź­ni bez sło­wa po­de­szli do znaj­du­ją­cej się na­prze­ciw wej­ścia ścia­ny i znik­nę­li na chwi­lę z pola wi­dze­nia zło­dzie­ja. Alt­sin usły­szał, jak je­den z nich coś wy­mam­ro­tał, dwu­krot­nie szczęk­nął za­mek i na­gle wszyst­kie lamp­ki za­mi­go­ta­ły, tar­gnię­te prze­cią­giem. Po­wie­trze wy­peł­nił nowy typ wil­go­ci, taki, któ­ry ko­ja­rzy się z mo­rzem i wo­do­ro­sta­mi.

W tym mo­men­cie Alt­sin mu­siał sto­czyć za­żar­tą wal­kę z Se­ehij­ką, któ­ra upar­ła się, że ko­niecz­nie musi spraw­dzić, co się dzie­je. De­cy­du­ją­cym ar­gu­men­tem oka­zał się so­lid­ny kop­niak i jej wła­sny szty­let przy­ło­żo­ny do gar­dła.

– Nie je­stem... wa­ria­tem – wy­sy­czał jej do ucha. – Nie pój­dzie­my tam. Ro­zu­miesz? Zo­ba­czy­my, co bę­dzie da­lej.

Czuł, jak wali jej ser­ce. Czas za­czął dłu­żyć się nie­mi­ło­sier­nie, a pra­we ko­la­no, na któ­rym przy­klęk­nął, co­raz ostrzej­szym bó­lem do­ma­ga­ło się zmia­ny po­zy­cji. Na­gle przez prze­strzeń prze­to­czył się dźwięk. Głu­chy i przy­tłu­mio­ny. Zło­dziej po­trze­bo­wał dłuż­szej chwi­li, aby sko­ja­rzyć go z czymś kon­kret­nym. Tak mógł­by krzy­czeć ktoś, komu wy­ry­wa­no pa­znok­cie, a wrzask tłam­szo­no brud­nym kne­blem.

Dziew­czy­na mu­sia­ła w tej sa­mej chwi­li dojść do po­dob­nych wnio­sków, bo jęk­nę­ła ci­cho i mimo ostrza przy­ło­żo­ne­go do gar­dła pró­bo­wa­ła rzu­cić się w przód. Sza­mo­ta­li się chwi­lę, cią­gle pod pe­le­ry­ną, wresz­cie za­ło­żył jej dźwi­gnię na ra­mię i przy­du­sił do ścia­ny.

– Nie szarp się, bo zła­mię ci rękę – wark­nął przez za­ci­śnię­te zęby. – Tam jest trzech wiel­kich ka­pła­nów. Są na te­re­nie świą­ty­ni i wła­da­ją Mocą w aspek­cie swo­je­go boga. Zdmuch­ną cię jak świecz­kę.

Ko­lej­ny stłu­mio­ny jęk wy­peł­nił loch. Dziew­czy­na prze­sta­ła się szar­pać i znie­ru­cho­mia­ła. Wy­ko­rzy­stał chwi­lę, by po­pra­wić płaszcz.

Trud­no było oce­nić, ile mu­sie­li cze­kać, gdy­by go ktoś za­py­tał, po­wie­dział­by, że kwa­drans, nie wię­cej. Trój­ka ka­pła­nów po­ja­wi­ła się w po­miesz­cze­niu tak ci­cho, że wy­glą­da­ło to na ma­gię.

– Twar­da jest – mruk­nął ten o chro­pa­wym gło­sie.

– Tak. – Si­wo­bro­dy wy­glą­dał na za­wie­dzio­ne­go. – By­łem pe­wien, że tym ra­zem się zła­mie. Chcę, żeby w cza­sie na­stęp­nej pro­ce­sji po­tro­jo­no stra­że. Do Mie­cza nikt nie ma pra­wa się zbli­żyć. Mam po­mysł, jak od­wró­cić uwa­gę od kra­dzie­ży.

Idą­cy przo­dem ka­płan za­trzy­mał się i od­wró­cił.

– Jaki? – za­pisz­czał.

– Roz­gło­ście, że do świą­ty­ni do­tar­ła in­for­ma­cja, iż me­ekhań­scy szpie­dzy będą pró­bo­wa­li zbez­cze­ścić re­li­kwię. Dla­te­go urzą­dza­my na nich po­lo­wa­nie w ca­łym mie­ście, a Miecz chro­ni­my w szcze­gól­ny spo­sób. Do tych, któ­rzy wie­dzą, że na­praw­dę go skra­dzio­no, niech do­trze wieść, że to był tyl­ko pod­stęp, by zmy­lić bluź­nier­ców.

– Do­bre po­my­sły przy­cho­dzą ci do gło­wy w lo­chach – za­re­cho­tał na­zy­wa­ny He­grem. – Po­wi­nie­neś czę­ściej tam prze­by­wać. A co z gil­dią zło­dziei? Mimo wszyst­ko mogą zna­leźć dzban.

– Je­śli my go nie mo­że­my zna­leźć, oni też nie da­dzą rady, hm... Ale zwró­ci­łeś uwa­gę na waż­ną rzecz. Trze­ba bę­dzie za­jąć się tą gil­dią. Liga nie po­win­na się sprze­ci­wiać...

Ka­pła­ni ru­szy­li do wyj­ścia. Ostat­ni, ten o pi­skli­wym gło­sie, za­trzy­mał się w drzwiach i omiótł po­miesz­cze­nie wzro­kiem. Alt­sin miał wra­że­nie, że pa­trzył w jego stro­nę nie­co dłu­żej. Szczu­pła twarz du­chow­ne­go była mu aż za do­brze zna­na. Wstrzy­mał od­dech.

Po cią­gną­cej się jak wiecz­ność chwi­li mnich od­wró­cił się i wy­szedł, drzwi za­mknę­ły się za nim, wy­peł­nia­jąc loch me­ta­licz­nym szczę­kiem. Zgrzyt­nę­ły za­su­wy, byli w pu­łap­ce.

Le­d­wo kro­ki uci­chły, dziew­czy­na wy­sko­czy­ła spod pe­le­ry­ny jak wy­strze­lo­na z ka­ta­pul­ty. Na ścia­nie, któ­ra wcze­śniej nie wy­róż­nia­ła się ni­czym szcze­gól­nym, wid­niał za­rys nie­wiel­kich drzwi. To tam­tę­dy ka­pła­ni mu­sie­li do­stać się do dal­szej czę­ści lo­chów. Usły­szał, jak Se­ehij­ka mysz­ku­je przy nich, mam­ro­cząc coś pod no­sem. On miał inne pro­ble­my na gło­wie.

1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)