Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 173
Перейти на страницу:

Wró­ci­ła z kuch­ni, nio­sąc dwa cy­no­we pu­char­ki. Bez sło­wa wrę­czy­ła mu je­den.

Po­wą­chał ostroż­nie. Mię­ta. I mnó­stwo in­nych skład­ni­ków.

– W co się zmie­nię po wy­pi­ciu tej mik­stu­ry?

Wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– Nie mam po­ję­cia. Wla­łam tu to, co było pod ręką. Na pew­no jed­nak po­lep­szy ci się od­dech.

Po­cią­gnął łyk. Nie­złe, na do­da­tek żo­łą­dek przy­jął to jak ja­kiś bal­sam.

Usia­dła na­prze­ciw­ko, po­pra­wia­jąc od­ru­cho­wo wło­sy. Po­czuł swę­dze­nie mię­dzy ło­pat­ka­mi.

– Wiesz, że nie lu­bię, jak to ro­bisz.

– Cuch­niesz dziw­ną Mocą, Alt. Już ktoś dziś ba­dał cię, uży­wa­jąc ma­gii. Żyję jesz­cze tyl­ko dla­te­go, że za­wsze spraw­dzam ta­kie rze­czy. Kto to był i dla­cze­go to ro­bił?

Wy­ja­śnił.

Przy­ję­ła to cał­kiem spo­koj­nie.

– Co?! Miecz Re­agwy­ra?! I do­pie­ro te­raz mi o tym mó­wisz?!

Ze­rwa­ła się z miej­sca i po­gna­ła na górę. Po chwi­li z pod­da­sza do­biegł jej głos:

– Na co cze­kasz? Chodź tu­taj!

Do­pił cu­dow­ny spe­cy­fik i po­wę­dro­wał do gór­nej pra­cow­ni.

To po­miesz­cze­nie jako tako speł­nia­ło wy­mo­gi do­ty­czą­ce domu cza­row­ni­cy. Co praw­da na­dal bra­ko­wa­ło w nim od­po­wied­nich ozdob­ni­ków w ty­pie ludz­kiej czasz­ki czy cho­ciaż­by mu­mii no­wo­rod­ka, ale ogól­nie wy­glą­da­ło cał­kiem, cał­kiem. Dru­giej ta­kiej kom­na­ty, peł­nej ta­jem­ni­czych przy­rzą­dów, krysz­ta­łów, szkla­nych kul i dzi­wacz­nych me­cha­ni­zmów sto­ją­cych na wszyst­kich pół­kach, szaf­kach, sto­łach lub wi­szą­cych pod po­wa­łą, trud­no by­ło­by szu­kać w ca­łym mie­ście.

Zor­ste­an pra­co­wa­ła głów­nie z me­ta­la­mi i krysz­ta­ła­mi. Jak sama twier­dzi­ła, naj­czę­ściej ko­rzy­sta­ła z aspek­tu zwa­ne­go Ciem­na Pięść, zwią­za­ne­go bez­po­śred­nio ze Ścież­ką Zie­mi. Alt­sin po­dej­rze­wał, że jej umie­jęt­no­ści nie ogra­ni­cza­ją się tyl­ko do jed­ne­go aspek­to­wa­ne­go Źró­dła, jed­nak sama ni­g­dy o tym nie wspo­mi­na­ła. Jej pra­cow­nia, oświe­tlo­na pro­mie­nia­mi słoń­ca, wpa­da­ją­cy­mi przez prze­szklo­ny dach, wy­glą­da­ła, jak­by eks­plo­do­wa­ła w niej tę­cza. Ty­sią­ce krysz­ta­łów roz­sz­cze­pia­ło świa­tło na mi­liar­dy pro­my­ków, któ­re mknę­ły przed sie­bie, wpa­da­ły na ścia­ny, od­bi­ja­ły się od sta­lo­wych lu­ster, ka­wał­ków szkła, me­ta­lu i ka­mie­ni, bły­ska­ły w ką­tach i pod su­fi­tem, za­wra­ca­ły i pę­dzi­ły z po­wro­tem. Ist­na or­gia świa­tła.

Moż­na było do­stać oczo­plą­su.

W chwi­li, gdy wcho­dził, cza­ro­dziej­ka nie­cier­pli­wym ge­stem unio­sła dłoń i pstryk­nę­ła pal­ca­mi. Szkla­ny dach po­ciem­niał, sza­le­ją­ce pro­my­ki zga­sły.

– Opo­wia­daj. Wszyst­ko po ko­lei – roz­ka­za­ła, rzu­ca­jąc się w sza­leń­czy bieg po pod­da­szu. Wy­da­wa­ło się, że ła­pie róż­ne rze­czy na chy­bił tra­fił i ukła­da je na sze­ro­kim sto­le.

Nie prze­ry­wa­ła krzą­ta­ni­ny ani na mo­ment, nie za­da­wa­ła żad­nych py­tań i nie wy­da­wa­ła zdu­mio­nych okrzy­ków.

Wy­da­wa­ło się, że rów­nie do­brze mógł­by re­cy­to­wać nes­bordz­ki epos ro­do­wy. I to w ory­gi­na­le.

Ale kie­dy skoń­czył, udo­wod­ni­ła, że nic nie umknie jej uwa­gi.

– De­ar­gon na pew­no był pe­wien, że nie mia­łeś kon­tak­tu z Mie­czem?

– A są­dzisz, że wy­pu­ścił­by mnie z rąk, gdy­by było ina­czej? Był na­wet pe­wien, że nie spo­tka­łem się z ni­kim, kto go do­ty­kał. To się da spraw­dzić?

– Ow­szem. Aura Mie­cza jest je­dy­na w swo­im ro­dza­ju. Czło­wiek, któ­ry się z nią ze­tknie, nie po­zbę­dzie się przez kil­ka dni pew­ne­go... cho­le­ra, no i jak mam wy­tłu­ma­czyć śle­pe­mu ko­lo­ry? To coś jak ten twój za­pach.

– Dzię­ku­ję bar­dzo. A nie moż­na tego w ja­kiś spo­sób za­ma­sko­wać?

Wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– Nie wiem. Ni­g­dy nie mia­łam oka­zji zba­dać tego Mie­cza. Z tego, co wiem, nikt nie miał. Ka­pła­ni strze­gą swo­ich re­li­kwii jak oka w gło­wie. Zwłasz­cza przed nami. Ten ich lęk bie­rze się pew­nie z tego, że po do­kład­niej­szym zba­da­niu więk­szość cu­dów oka­za­ła­by się zwy­kłym szal­bier­stwem, a wszel­kie bo­skie in­ge­ren­cje nor­mal­ną ma­gią. Nie­któ­rzy ka­pła­ni wła­da­ją Mocą le­piej niż więk­szość adep­tów.

– A Miecz?

– Miecz... Hm, mó­wi­łam już, że go nie ba­da­łam, a te kil­ka chwil, któ­re mu po­świę­ci­łam w cza­sie jed­nej czy dwóch pro­ce­sji, to za mało. Ale w tym Mie­czu jest coś wię­cej niż tyl­ko ka­płań­skie cza­ry.

– Co kon­kret­nie? Tyl­ko pro­szę, bez tej wa­szej ter­mi­no­lo­gii, ja na­dal nie ro­zu­miem, co to jest po­ten­cjał uwstecz­nio­ny ujem­nie.

– To jest...

– Zor­ste­an. – Skrzy­wił się.

– Do­brze, do­brze. Miecz... jak­by ci to wy­tłu­ma­czyć? Wi­dzisz, Miecz Re­agwy­ra jest źró­dłem Mocy. Sa­mo­dziel­nym. Oczy­wi­ście Moc jako taka jest wszę­dzie, pły­nie Ścież­ka­mi, za­le­ga w stud­niach i je­zio­rach, prze­miesz­cza się, pul­su­je, jest wy­rzu­ca­na w erup­cjach, kipi, wrze lub za­ma­rza. Na ogół mó­wi­my po pro­stu Źró­dło Mocy, tak samo jak ka­łu­żę i oce­an na­zy­wa­my wodą. Cza­sa­mi Moc jest dzi­ka i za­bój­cza, cza­sem mięk­ka i ła­god­na; wszyst­ko za­le­ży od jej aspek­tu. Oczy­wi­ście nie mó­wię o dzi­kiej, cha­otycz­nej ma­gii. Ni­g­dy jed­nak nie sły­sza­łam o przed­mio­cie, tak nie­wiel­kim przed­mio­cie jak Miecz, któ­ry był­by jej sa­mo­dziel­nym źró­dłem. Na tym po­le­ga jego wy­jąt­ko­wość. – Za­sta­no­wi­ła się przez chwi­lę. – Na tym oraz na fak­cie, że nie moż­na okre­ślić sta­łe­go aspek­tu Mocy z nie­go wy­pły­wa­ją­cej, bo on się zmie­nia, ma róż­ne od­cie­nie, raz to jest Ży­cie, in­nym ra­zem Głaz, Pło­mień, Drew­no czy Liść. Raz na­wet wy­czu­łam w nim So­pel, choć tyl­ko bo­go­wie wie­dzą, ja­kim cu­dem, bo Re­agwyr po­dob­no nie prze­pa­da za aspek­ta­mi zwią­za­ny­mi z zim­nem. Każ­dy z nich, od­po­wied­nio uży­ty, może uzdra­wiać, choć nie wszyst­kie do­le­gli­wo­ści. Sły­sza­łam kie­dyś, że w cią­gu ostat­nich lat w Mie­czu wy­czu­wa­ło się po­nad czter­dzie­ści aspek­tów.

– Nie wie­dzia­łem, że jest ich aż tyle.

– Poza głów­ną trzy­dziest­ką czy czter­dziest­ką – a ta licz­ba za­le­ży od gil­dii, któ­ra je in­ter­pre­tu­je – są jesz­cze dzie­siąt­ki, a może na­wet set­ki aspek­tów. Nie­któ­re nie mają na­wet na­zwy, tak mało zna­czą. To wszyst­ko nie zmie­nia fak­tu, że Miecz do­ko­nu­je cu­dów. Tak, tak, nie rób ta­kiej miny, on na­praw­dę uzdra­wia, i to za­rów­no do­le­gli­wo­ści fi­zycz­ne, jak i umy­sło­we. A gdy­by był tyl­ko śle­pym źró­dłem Mocy, ra­nił­by i za­bi­jał rów­nie czę­sto, jak le­czył.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)