Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Wróciła z kuchni, niosąc dwa cynowe pucharki. Bez słowa wręczyła mu jeden.
Powąchał ostrożnie. Mięta. I mnóstwo innych składników.
– W co się zmienię po wypiciu tej mikstury?
Wzruszyła ramionami.
– Nie mam pojęcia. Wlałam tu to, co było pod ręką. Na pewno jednak polepszy ci się oddech.
Pociągnął łyk. Niezłe, na dodatek żołądek przyjął to jak jakiś balsam.
Usiadła naprzeciwko, poprawiając odruchowo włosy. Poczuł swędzenie między łopatkami.
– Wiesz, że nie lubię, jak to robisz.
– Cuchniesz dziwną Mocą, Alt. Już ktoś dziś badał cię, używając magii. Żyję jeszcze tylko dlatego, że zawsze sprawdzam takie rzeczy. Kto to był i dlaczego to robił?
Wyjaśnił.
Przyjęła to całkiem spokojnie.
– Co?! Miecz Reagwyra?! I dopiero teraz mi o tym mówisz?!
Zerwała się z miejsca i pognała na górę. Po chwili z poddasza dobiegł jej głos:
– Na co czekasz? Chodź tutaj!
Dopił cudowny specyfik i powędrował do górnej pracowni.
To pomieszczenie jako tako spełniało wymogi dotyczące domu czarownicy. Co prawda nadal brakowało w nim odpowiednich ozdobników w typie ludzkiej czaszki czy chociażby mumii noworodka, ale ogólnie wyglądało całkiem, całkiem. Drugiej takiej komnaty, pełnej tajemniczych przyrządów, kryształów, szklanych kul i dziwacznych mechanizmów stojących na wszystkich półkach, szafkach, stołach lub wiszących pod powałą, trudno byłoby szukać w całym mieście.
Zorstean pracowała głównie z metalami i kryształami. Jak sama twierdziła, najczęściej korzystała z aspektu zwanego Ciemna Pięść, związanego bezpośrednio ze Ścieżką Ziemi. Altsin podejrzewał, że jej umiejętności nie ograniczają się tylko do jednego aspektowanego Źródła, jednak sama nigdy o tym nie wspominała. Jej pracownia, oświetlona promieniami słońca, wpadającymi przez przeszklony dach, wyglądała, jakby eksplodowała w niej tęcza. Tysiące kryształów rozszczepiało światło na miliardy promyków, które mknęły przed siebie, wpadały na ściany, odbijały się od stalowych luster, kawałków szkła, metalu i kamieni, błyskały w kątach i pod sufitem, zawracały i pędziły z powrotem. Istna orgia światła.
Można było dostać oczopląsu.
W chwili, gdy wchodził, czarodziejka niecierpliwym gestem uniosła dłoń i pstryknęła palcami. Szklany dach pociemniał, szalejące promyki zgasły.
– Opowiadaj. Wszystko po kolei – rozkazała, rzucając się w szaleńczy bieg po poddaszu. Wydawało się, że łapie różne rzeczy na chybił trafił i układa je na szerokim stole.
Nie przerywała krzątaniny ani na moment, nie zadawała żadnych pytań i nie wydawała zdumionych okrzyków.
Wydawało się, że równie dobrze mógłby recytować nesbordzki epos rodowy. I to w oryginale.
Ale kiedy skończył, udowodniła, że nic nie umknie jej uwagi.
– Deargon na pewno był pewien, że nie miałeś kontaktu z Mieczem?
– A sądzisz, że wypuściłby mnie z rąk, gdyby było inaczej? Był nawet pewien, że nie spotkałem się z nikim, kto go dotykał. To się da sprawdzić?
– Owszem. Aura Miecza jest jedyna w swoim rodzaju. Człowiek, który się z nią zetknie, nie pozbędzie się przez kilka dni pewnego... cholera, no i jak mam wytłumaczyć ślepemu kolory? To coś jak ten twój zapach.
– Dziękuję bardzo. A nie można tego w jakiś sposób zamaskować?
Wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Nigdy nie miałam okazji zbadać tego Miecza. Z tego, co wiem, nikt nie miał. Kapłani strzegą swoich relikwii jak oka w głowie. Zwłaszcza przed nami. Ten ich lęk bierze się pewnie z tego, że po dokładniejszym zbadaniu większość cudów okazałaby się zwykłym szalbierstwem, a wszelkie boskie ingerencje normalną magią. Niektórzy kapłani władają Mocą lepiej niż większość adeptów.
– A Miecz?
– Miecz... Hm, mówiłam już, że go nie badałam, a te kilka chwil, które mu poświęciłam w czasie jednej czy dwóch procesji, to za mało. Ale w tym Mieczu jest coś więcej niż tylko kapłańskie czary.
– Co konkretnie? Tylko proszę, bez tej waszej terminologii, ja nadal nie rozumiem, co to jest potencjał uwsteczniony ujemnie.
– To jest...
– Zorstean. – Skrzywił się.
– Dobrze, dobrze. Miecz... jakby ci to wytłumaczyć? Widzisz, Miecz Reagwyra jest źródłem Mocy. Samodzielnym. Oczywiście Moc jako taka jest wszędzie, płynie Ścieżkami, zalega w studniach i jeziorach, przemieszcza się, pulsuje, jest wyrzucana w erupcjach, kipi, wrze lub zamarza. Na ogół mówimy po prostu Źródło Mocy, tak samo jak kałużę i ocean nazywamy wodą. Czasami Moc jest dzika i zabójcza, czasem miękka i łagodna; wszystko zależy od jej aspektu. Oczywiście nie mówię o dzikiej, chaotycznej magii. Nigdy jednak nie słyszałam o przedmiocie, tak niewielkim przedmiocie jak Miecz, który byłby jej samodzielnym źródłem. Na tym polega jego wyjątkowość. – Zastanowiła się przez chwilę. – Na tym oraz na fakcie, że nie można określić stałego aspektu Mocy z niego wypływającej, bo on się zmienia, ma różne odcienie, raz to jest Życie, innym razem Głaz, Płomień, Drewno czy Liść. Raz nawet wyczułam w nim Sopel, choć tylko bogowie wiedzą, jakim cudem, bo Reagwyr podobno nie przepada za aspektami związanymi z zimnem. Każdy z nich, odpowiednio użyty, może uzdrawiać, choć nie wszystkie dolegliwości. Słyszałam kiedyś, że w ciągu ostatnich lat w Mieczu wyczuwało się ponad czterdzieści aspektów.
– Nie wiedziałem, że jest ich aż tyle.
– Poza główną trzydziestką czy czterdziestką – a ta liczba zależy od gildii, która je interpretuje – są jeszcze dziesiątki, a może nawet setki aspektów. Niektóre nie mają nawet nazwy, tak mało znaczą. To wszystko nie zmienia faktu, że Miecz dokonuje cudów. Tak, tak, nie rób takiej miny, on naprawdę uzdrawia, i to zarówno dolegliwości fizyczne, jak i umysłowe. A gdyby był tylko ślepym źródłem Mocy, raniłby i zabijał równie często, jak leczył.