Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 173
Перейти на страницу:

Uspo­ko­iła się z wy­raź­nym wy­sił­kiem.

– Nie dziw się, że mó­wię w two­im ję­zy­ku, chłop­cze. Ona też zna go le­piej, niż chce przy­znać, a ja nie mam cza­su ani sił na po­wta­rza­nie wszyst­kie­go po dwa razy. My­lisz się, my­śląc, że ko­pia to tyl­ko za­baw­ka. Ten Miecz zo­stał stwo­rzo­ny tak, aby po­chła­niać siłę ży­cio­wą ofiar i prze­ka­zy­wać ją swe­mu wła­ści­cie­lo­wi. Ka­pła­ni zna­leź­li ja­kiś spo­sób, by prze­lać tę siłę w re­pli­kę. Nie ośmie­li­li się jed­nak zro­bić du­pli­ka­tu tych sa­mych roz­mia­rów, gdyż mo­gli­by mieć kło­po­ty z za­pa­no­wa­niem nad jego Mocą. To trud­ne cza­ry, ko­pia musi być do­kład­na do naj­mniej­sze­go szcze­gó­łu, ale two­rzy się wte­dy parę czer­pak-dzban. Moc tego Mie­cza jest prze­ka­zy­wa­na do tej niby-re­li­kwii wy­sta­wia­nej w świą­ty­ni. A stam­tąd do wier­nych. Siła ży­cio­wa ma róż­ne aspek­ty, ale wszyst­kie zmie­nia­ją się tak, by uzdra­wiać, le­czyć i wspo­ma­gać. Tyl­ko...

– Żeby na gó­rze mo­gły dziać się cuda, tu musi ktoś umie­rać?

Ski­nę­ła gło­wą.

– Więc stąd pul­sa­cja mocy Mie­cza? – kon­ty­nu­ował.

Przez chwi­lę wy­glą­da­ła na za­sko­czo­ną.

– Tak. Mą­dry chło­pak. Po­mo­żesz mi?

Nie od­po­wie­dział, za­ję­ty od­ry­wa­niem ka­wał­ka ma­te­ria­łu od ko­szu­li. Owi­nął nim kil­ka­krot­nie dłoń i za­ci­snął ją w pięść. Czym­kol­wiek był ten Miecz, nie bę­dzie się kar­mił jego krwią.

– Czy...

– Nie ga­daj tyle – mruk­nął, pod­cho­dząc bli­żej. – Chcę zo­ba­czyć te wię­zy.

Z koń­ców jel­ca wy­ra­sta­ły czar­ne łań­cu­chy, za­koń­czo­ne spłasz­czo­ny­mi oko­wa­mi. Każ­dy łań­cuch miał sie­dem ogniw, z któ­rych pierw­sze wy­ra­sta­ło wprost z bro­ni. Ob­rę­cze opa­su­ją­ce nad­garst­ki ko­bie­ty były cia­sne i zda­wa­ły się wro­śnię­te w skó­rę.

Się­gnął do pasa i wy­jął jed­ną ze swo­ich spe­cjal­nych bu­te­le­czek. Na gru­bym, zie­lo­nym szkle wy­rżnię­to kil­ka za­bar­wio­nych na ciem­ny szkar­łat zna­ków.

Ko­bie­ta spoj­rza­ła na na­czyn­ko.

– Cza­ry – stwier­dzi­ła.

– Noo. Gdy­by nie za­klę­cie, za­war­tość tej bu­tel­ki prze­żar­ła­by szkło w sto ude­rzeń ser­ca. Nie­wie­lu al­che­mi­ków po­tra­fi coś ta­kie­go zro­bić. Na­zy­wa­my to siuś­ka­mi pi­ja­ne­go Nes­bord­czy­ka. – Ostroż­nie od­kor­ko­wał bu­te­lecz­kę i pod­sta­wił jej szyj­kę pod naj­bliż­sze ogni­wo.

– Za­zwy­czaj same opa­ry po­tra­fią prze­gryźć że­la­zo. Cze­kał dłuż­szą chwi­lę, wresz­cie skrzy­wił się i lek­ko do­tknął pal­cem me­ta­lu. Żad­nych śla­dów. De­li­kat­nie, z naj­wyż­szą uwa­gą prze­chy­lił szyj­kę nad łań­cu­chem i po­zwo­lił, by po­je­dyn­cza kro­pla spa­dła na jego po­wierzch­nię. Pa­mię­tał do­kład­nie re­ak­cję zwy­kłej sta­li, na­wet naj­lep­szej, sy­cze­nie, bą­ble i dym o gorz­ko-kwa­śnym za­pa­chu. Tu nie wy­da­rzy­ło się nic ta­kie­go, kro­pla zsu­nę­ła się po me­ta­lu jak woda po na­wo­sko­wa­nym per­ga­mi­nie i spa­dła na po­sadz­kę. Do­pie­ro wte­dy roz­le­gło się sy­cze­nie i po­wie­trze wy­peł­nił smród. Alt­sin za­mknął i scho­wał bu­tel­kę.

– Co bę­dzie te­raz? – za­py­ta­ła z ła­god­ną kpi­ną. – Ostrze do me­ta­lu?

Zro­zu­miał, że od po­cząt­ku wie­dzia­ła, jak skoń­czy się pró­ba z kwa­sem.

– A wy­trzy­masz cię­cie ko­ści? – wark­nął roz­gnie­wa­ny.

Uśmiech­nę­ła się prze­ra­ża­ją­co.

– Są­dzisz, że nie?

Och. Do dia­bła, kula żół­ci sie­dzą­ca mu od dłuż­sze­go cza­su w żo­łąd­ku wy­bra­ła się na wy­ciecz­kę w górę.

– To się nie uda – oświad­czył ka­te­go­rycz­nie.

– Oczy­wi­ście. – Ski­nę­ła po­wo­li gło­wą. – Wy­krwa­wi­ła­bym się na śmierć, krzy­cząc i wierz­ga­jąc, a Miecz chłep­tał­by moją krew, aż w koń­cu by mnie po­chło­nął. Nie chcę tak umrzeć.

Cała sy­tu­acja za­czy­na­ła pach­nieć obłę­dem. Czy na­praw­dę stał te­raz w pod­zie­miach Świą­ty­ni Re­agwy­ra i roz­ma­wiał z se­ehij­ską ko­bie­tą o od­ci­na­niu jej rąk? Miał ocho­tę wy­biec stąd i za­cią­gnąć się na pierw­szy sta­tek wy­pły­wa­ją­cy w mo­rze.

Wy­czuł, że dziew­czy­na się po­ru­szy­ła. Cof­nął się nie­co, wo­dząc spoj­rze­niem od młod­szej do star­szej. Były... po­dob­ne. Bar­dzo po­dob­ne, te same rysy, ten sam kształt oczu i ust.

– Je­ste­ście ro­dzi­ną?

Star­sza uśmiech­nę­ła się sła­bo.

– Nie są­dzi­łam, że to jesz­cze wi­dać. Uro­dzi­łam ją.

Mat­ka i cór­ka. To tłu­ma­czy­ło upór dziew­czy­ny.

– Mu­si­cie otwo­rzyć mi drzwi do domu przod­ków.

Za­pa­dła ci­sza. Spo­dzie­wał się cze­goś ta­kie­go, ale nie wie­dział, co po­wie­dzieć.

– Jak się tu zna­la­złaś? – za­py­tał, żeby prze­rwać mil­cze­nie.

– Zo­sta­łam po­rwa­na przez han­dla­rzy nie­wol­ni­ków. Chy­ba na spe­cjal­ne za­mó­wie­nie, ka­pła­ni szu­ka­li ko­goś wła­da­ją­ce­go Mocą, ale nie­po­cho­dzą­ce­go z tego mia­sta.

– Je­steś se­ehij­ską wiedź­mą? Jak two­ja cór­ka? Więc dla­cze­go nie...

– Ma­gia... – wy­chry­pia­ła. – Miecz po­chła­nia więk­szość cza­rów rzu­co­nych w jego obec­no­ści. To gorz­ka na­uka dla ko­goś, kto był prze­ko­na­ny o wła­snej po­tę­dze. On – wska­za­ła gło­wą za ple­cy – się zmie­nił, na­uczył, że Moc czer­pać moż­na z tych, co tu ko­na­ją. Nie wy­pu­ści ni­ko­go, do­pó­ki ko­ła­cze się w nim ży­cie. Wa­szym ka­pła­nom uda­ło się od­mie­nić... wy­pa­czyć broń, któ­rą wła­da­ła ręka boga...

Prze­rwa­ła na chwi­lę.

– W tej chwi­li mogę tyl­ko le­czyć swo­je ob­ra­że­nia. W ogra­ni­czo­nym stop­niu, ale to wy­star­czy. Po­trze­bo­wa­li ko­goś, kto wy­trzy­ma na Mie­czu dłu­żej niż dzie­sięć-dwa­na­ście dni.

– Bo? To mia­sto peł­ne jest że­bra­ków i bez­dom­nych, któ­rzy są cią­gle w ru­chu, nikt nie za­uwa­żył­by, że kil­ku wię­cej zni­ka mie­sięcz­nie.

– Bo ży­cie i śmierć zo­sta­wia­ją ślad w aspek­tach. Śmierć ko­goś, kto miesz­kał w mie­ście, prze­siąkł nim... Ktoś wy­star­cza­ją­co po­tęż­ny mógł­by wresz­cie po­łą­czyć róż­ne tro­py. Nie. Le­piej, żeby umie­ra­li ci, któ­rzy nie po­cho­dzą z Pon­kee-Laa. Poza tym je­stem ta­kim... do­świad­cze­niem. Te­stem, jak dłu­go moż­na prze­żyć w tym lo­chu.

– Roz­sąd­ni lu­dzie z tych ka­pła­nów. – Alt­sin od­wró­cił wzrok, ro­zej­rzał się po czar­nych ścia­nach, dziw­ne, ale nie trzę­sły mu się ręce. – No więc? Jak dłu­go moż­na tu prze­żyć?

– Roz­sąd­ni – zgo­dzi­ła się. – Nie wiem, tu nie ma dni ani nocy, ani re­gu­lar­nych pór po­sił­ków. Jak dłu­go? – zwró­ci­ła się do cór­ki.

Awes yanw.

Przy­ku­ta ko­bie­ta wes­tchnę­ła.

– Aż tyle? My­śla­łam... są­dzi­łam, że nie wię­cej niż trzy mie­sią­ce. Ja... czy Ene­wis już uro­dzi­ła?

Grewn.

– Chło­piec. Mam wnu­ka... mam...

Na­gle coś w niej pę­kło, wes­tchnę­ła gło­śniej, opu­ści­ła gło­wę na pier­si.

– Osiem mie­się­cy – szep­nę­ła. – Osiem mie­się­cy... Moja star­sza cór­ka uro­dzi­ła dziec­ko... a gdy... – Za­pła­ka­ła bez­gło­śnie.

1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)