Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 173
Перейти на страницу:

Na­parł na nie bar­kiem, otwo­rzy­ły się bez­sze­lest­nie i na­gle zna­lazł się twa­rzą na po­zio­mie pod­ło­ża. Se­ehij­ka rzu­ci­ła się na­przód, jak­by po­tęż­na siła we­ssa­ła ją do środ­ka. Tyl­ko wes­tchnął, pod­no­sząc się z po­sadz­ki.

Pró­bo­wał so­bie przy­po­mnieć, w któ­rą wła­ści­wie stro­nę jest skie­ro­wa­ny ten tu­nel. Je­śli się nie po­my­lił, ko­ry­tarz pro­wa­dził w kie­run­ku mo­rza.

By po trzy­dzie­stu jar­dach za­koń­czyć się zwy­kły­mi, drew­nia­ny­mi drzwia­mi. Gdy zło­dziej do­tarł do dziew­czy­ny, sta­ła przed nimi i za­glą­da­ła do środ­ka przez małe, za­kra­to­wa­ne okien­ko.

Alt­sin zer­k­nął nad jej gło­wą i ci­cho gwizd­nął. Mi­go­czą­cy blask oświe­tlił sto­sy zło­tych i srebr­nych mo­net, ku­fer­ki i skrzy­necz­ki wy­peł­nio­ne dro­gi­mi ka­mie­nia­mi, klej­no­ta­mi i bursz­ty­nem, rów­no uło­żo­ne sztab­ki zło­ta i wi­szą­ce na ścia­nach ba­jecz­ne go­be­li­ny. Pod prze­ciw­le­głą ścia­ną błysz­cza­ło kil­ka pa­rad­nych zbroi, war­tych na oko wię­cej niż rocz­ny do­chód ze spo­rej wsi. Za­war­tość tego skarb­czy­ka mo­gła­by za­chwiać ryn­kiem krusz­ców i klej­no­tów w księ­stwie.

Świą­ty­nia na­praw­dę ro­sła w siłę.

Przez chwi­lę sy­cił oczy wi­do­kiem tych wszyst­kich skar­bów i na­gle ode­zwał się w nim zło­dziej­ski in­stynkt. W lo­chach było zim­no i wil­got­no, nikt nie trzy­ma tka­ne­go z naj­droż­szej weł­ny go­be­li­nu w ta­kich wa­run­kach. A mo­ne­ty i zbro­je błysz­cza­ły zbyt ja­sno i zbyt za­chę­ca­ją­co.

Dziew­czy­na za­drża­ła.

Iv’ kes­syu.

Za­czy­nał ła­pać po­szcze­gól­ne słów­ka. Cza­ry. Tyl­ko ja­kie?

– Ja­kaś ilu­zja, pie­kiel­nie do­bra.

Po­ki­wa­ła gło­wą. Po­tem zła­pa­ła go za rękę i wska­za­ła miej­sce pod ścia­ną. Po­słusz­nie sta­nął obok. Ma­gia była jej dział­ką.

Fre­den... oka.

Nie zro­zu­miał, wy­mam­ro­ta­ła coś pod no­sem, zła­pa­ła go za ręce i przy­ło­ży­ła do twa­rzy. Po­słusz­nie za­mknął oczy i za­sło­nił je dłoń­mi. Nie usły­szał, jak wy­ma­wia za­klę­cie, na­gle po­czuł pie­cze­nie w głę­bi czasz­ki, gdzieś za gał­ka­mi oczny­mi, do ust na­pły­nę­ła mu śli­na, a ręce za­czę­ły się po­cić. Mię­dzy ło­pat­ka­mi całe mro­wi­sko wła­śnie urzą­dzi­ło so­bie za­ba­wę w gry­zio­ne­go. Wo­lał nie my­śleć, jak za­re­ago­wał­by na zdję­cie za­klę­cia, gdy­by nie ka­za­ła mu za­sło­nić oczu.

Dziew­czy­na wes­tchnę­ła gło­śno. Otwo­rzył oczy i ro­zej­rzał się.

Ko­ry­tarz się zmie­nił. Ka­mien­ne ścia­ny za­czę­ły stra­szyć li­sza­ja­mi za­cie­ków i za­pra­wą, wy­kru­sza­ją­cą się spo­mię­dzy spo­in. Nie wy­glą­da­ło to zbyt so­lid­nie. Z su­fi­tu zwie­sza­ły się ja­kieś bia­łe so­ple, odła­mał je­den i ostroż­nie po­li­zał. Sól. Byli pod po­wierzch­nią mo­rza. Co­raz moc­niej tę­sk­nił za za­rzy­ga­nym mo­lem i po­twor­nym ka­cem.

Ostroż­nie pod­szedł do drzwi. Te­raz wy­glą­da­ły na zro­bio­ne ze sta­lo­wych blach, sze­ro­kie na dwa cale za­wia­sy i po­tęż­na za­su­wa bu­dzi­ły in­stynk­tow­ną oba­wę. Zaj­rzał przez okien­ko.

Łup! Coś po­tęż­ne­go wal­nę­ło w drzwi na wy­so­ko­ści jego twa­rzy. Czer­wo­ne, dłu­gie na ja­kieś trzy cale kły trza­snę­ły tuż przed jego no­sem. Od­sko­czył, wy­szar­pu­jąc szty­let. Do­pie­ro po chwi­li zdał so­bie spra­wę z głu­po­ty tego ge­stu. Gdy­by za­wia­sy nie wy­trzy­ma­ły, miał­by ta­kie szan­se jak flą­dra w star­ciu z re­ki­nem.

Se­ehij­ka sta­nę­ła obok.

Au­ra­we­erstwier­dzi­ła.

– Tak, au­ra­wir, nie chciał­bym być w skó­rze tego, kto da się na­brać na ilu­zję.

Skarb­czy­ki i taj­ne schow­ki za­bez­pie­cza­no w naj­róż­niej­szy spo­sób. Od pro­stych sprę­ży­no­wych pu­ła­pek, po­przez stró­żu­ją­ce zwie­rzę­ta, róż­no­ra­kie za­klę­cia i klą­twy, aż do umiesz­cza­nia w nich wred­nych i śmier­tel­nie groź­nych stwo­rów po­cho­dzą­cych z Uro­czysk. Gdy księ­stwo było czę­ścią Im­pe­rium, za sam kon­takt z taką ma­gią wy­sy­ła­no do ko­palń lub na ga­le­ry. Te­raz jed­nak Me­ekhań­czy­cy wy­co­fa­li się na wschód i dla lu­dzi nie­bo­ją­cych się ry­zy­ka otwo­rzy­ły się nowe moż­li­wo­ści. Szkar­łat­ne Wzgó­rza, jed­no z naj­więk­szych po­bi­tew­nych Uro­czysk na kon­ty­nen­cie, le­ża­ły za­le­d­wie pięć­dzie­siąt mil na po­łu­dnie od mia­sta. Więk­szość po­ja­wia­ją­cych się tam stwo­rzeń nie po­tra­fi­ła żyć poza prze­klę­tym te­re­nem, były jed­nak i ta­kie, któ­re wy­ka­zy­wa­ły za­dzi­wia­ją­cą i dość nie­po­ko­ją­cą zdol­ność ad­ap­ta­cji. Dłu­gi na dzie­sięć stóp, po­dob­ny do po­kry­te­go łu­ską lwa au­ra­wir był jed­nym z ta­kich stwo­rów. Po­dob­no ni­g­dy nie sy­piał, nie tra­cił czuj­no­ści i ni­g­dy nie opusz­cza­ła go żą­dza krwi. Alt­sin znał przy­naj­mniej trzy gil­die ma­gów, któ­re wy­spe­cja­li­zo­wa­ły się w chwy­ta­niu, pę­ta­niu za­klę­cia­mi i przy­mu­sza­niu ta­kich stwo­rzeń do służ­by. Sły­szał też o dwóch, któ­re opra­co­wy­wa­ły spo­so­by neu­tra­li­za­cji tych straż­ni­ków, dzię­ki cze­mu rów­no­wa­ga w wiecz­nej woj­nie mię­dzy tymi, co chcie­li kraść, a tymi, któ­rzy pra­gnę­li ochro­nić swo­je do­bra, zo­sta­ła za­cho­wa­na.

To jed­nak nie wy­ja­śnia­ło, cze­go wła­ści­wie szu­ka­li tu ka­pła­ni i ta dziew­czy­na, któ­ra wła­śnie za­czę­ła mysz­ko­wać po ko­ry­ta­rzu, oglą­da­jąc do­kład­nie wszyst­kie ścia­ny. Za­mknię­ta za sta­lo­wy­mi drzwia­mi be­stia na pew­no nie wy­da­ła tego mro­żą­ce­go krew w ży­łach jęku, któ­ry wcze­śniej usły­szał. I do cho­le­ry, jaki był sens umiesz­cza­nia au­ra­wi­ra w pu­stym lo­chu, ukry­tym za bar­dzo nę­cą­cą ilu­zją? Gdy­by do pod­zie­mi wdarł się ktoś inny, ja­kiś zwy­kły zło­dziej albo zbyt cie­kaw­ski brat... Mógł­by ulec po­ku­sie, otwo­rzyć drzwi i... Wiel­kim ka­pła­nom po­zo­sta­ło­by wte­dy tyl­ko po­sprzą­ta­nie i za­pę­dze­nie be­stii z po­wro­tem do losz­ku... Cze­go tak na­praw­dę strzegł stwór?

I wła­ści­wie, dla­cze­go wła­śnie on miał­by się tym przej­mo­wać?

– Otwo­rzy­łem drzwi – przy­po­mniał. – Gdzie jest Miecz?

Nie od­wró­ci­ła się i nie prze­sta­ła ba­dać ścian. Na­gle wy­da­ła ci­chy okrzyk, pchnę­ła je­den z ka­mie­ni i zni­kła w po­wsta­łej na­gle szcze­li­nie. Za­klął i ru­szył za nią. Je­śli te­raz dziew­czy­na wpad­nie w ja­kąś pu­łap­kę i da się za­bić, cały jego wy­si­łek pój­dzie na mar­ne.

Do na­stęp­nych drzwi pro­wa­dził ko­ry­tarz dłu­gi na za­le­d­wie kil­ka jar­dów. Za­my­ka­ła je zwy­kła, że­la­zna, lśnią­ca od oli­wy za­su­wa.

Dziew­czy­na była już przy nich, jed­nym ru­chem otwo­rzy­ła drzwi i wpa­dła do środ­ka. Nie­mal na­tych­miast usły­szał jej roz­pacz­li­wy okrzyk:

Na­ale­ee!

A póź­niej dru­gi, od któ­re­go wło­sy sta­nę­ły mu dęba:

Na­aaale­eeeee!!!

Wszedł do środ­ka.

Czar­ne ścia­ny, czar­ne skle­pie­nie, czar­ne pły­ty po­sadz­ki.

1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)