Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 173
Перейти на страницу:

– A inna ma­gia, nie­aspek­to­wa­na? Ja­kiś sza­mań­ski duch, dzi­ka Moc, coś znad sa­mej gra­ni­cy Mro­ku, ema­na­cja ze­wnętrz­na?

– Więc jed­nak uwa­ża­łeś na mo­ich lek­cjach, co? Tę broń wy­peł­nia­ją ka­płań­skie cza­ry, na­zna­czo­ne, ma­ją­ce wy­raź­ny aspekt. Zmie­nia­ją­cy się, lecz roz­po­zna­wal­ny. Wolę nie my­śleć, co na­praw­dę może ten Miecz.

– Więc jest praw­dzi­wą re­li­kwią? Na­praw­dę wła­da­ła nim ręka boga?

Na­gle po­czuł, jak cała kom­na­ta za­czy­na się kur­czyć. Spra­wa z bar­dzo du­żej zro­bi­ła się mon­stru­al­na. O wie­le za duża jak na bar­ki jed­ne­go czło­wie­ka. Może na­wet za duża dla ca­łej Ligi Czap­ki.

Przy­po­mniał so­bie plac stra­ceń i po­czuł swąd pa­lo­ne­go cia­ła. Zu­peł­nie jak­by ko­goś rwa­li roz­ża­rzo­ny­mi szczyp­ca­mi.

– Co ci jest? Zbla­dłeś. Chy­ba to nie mój wy­war?

Cza­ro­dziej­ka po­de­szła do nie­go za­nie­po­ko­jo­na.

– Nnnie... Po pro­stu cięż­ki dzień. Więc co z tym Mie­czem? Praw­dzi­wy?

– Gdy­by każ­da cu­dow­na re­li­kwia na świe­cie po­cho­dzi­ła z bo­skiej ręki, na­szym Nie­śmier­tel­nym nie star­czy­ło­by cza­su, żeby je wszyst­kie zro­bić. Więc nie są­dzę. Miecz ma dziw­ną aurę, zmien­ny aspekt i po­tra­fi le­czyć. Ale to za mało jak na broń Pana Bi­tew, nie są­dzisz? Hm, na pew­no do­brze się czu­jesz?

Po­ło­ży­ła mu rękę na czo­le.

– Nie masz go­rącz­ki. Ba­da­łam jed­ne­go czło­wie­ka, u któ­re­go po do­tknię­ciu skrzy­ni z Mie­czem zni­kła ja­skra. Może usią­dziesz?

– Nie. Za­raz mi przej­dzie. Co od­kry­łaś?

– Nic. Była ja­skra, nie ma ja­skry. Dało się u nie­go wy­czuć aurę od­po­wia­da­ją­cą kon­tak­to­wi z Mie­czem, ale same oczy nie no­si­ły śla­dów ja­kie­go­kol­wiek ma­gicz­ne­go za­bie­gu. A wszel­kie zna­ne mi spo­so­by ta­kie śla­dy zo­sta­wia­ją.

– Aha, a więc praw­dzi­wy cud.

– Że­byś wie­dział. Jed­nak­że – do­da­ła szyb­ko, nie po­zwa­la­jąc mu na żad­ną ką­śli­wą uwa­gę – w Mie­czu naj­dziw­niej­sza jest pul­sa­cja jego Mocy.

– Pul­sa­cja?

– Gdy wy­sta­wia­ją go raz w mie­sią­cu w świą­ty­ni, jego aurę moż­na po­rów­nać z tym. – Pstryk­nę­ła pal­ca­mi i po­kój za­la­ło świa­tło, ty­sią­ce sło­necz­nych za­jącz­ków pod­ję­ło prze­rwa­ne go­ni­twy. – Jed­nak jego Moc słab­nie i kie­dy po trzech dniach go cho­wa­ją, wy­glą­da to tak. – Pstryk i szy­by zma­to­wia­ły. Za­pa­no­wał pół­mrok. – A po dwu­dzie­stu sied­miu dniach, znów – pstryk.

Za­jącz­ki po­now­nie roz­bie­gły się na wszyst­kie stro­ny. Kon­ty­nu­owa­ła:

– Może taka jest na­tu­ra Mie­cza, może wy­sta­wia­ją go pu­blicz­nie w apo­geum jego Mocy? A może od­po­wiedź leży gdzie in­dziej? Głę­bo­ko za­grze­ba­na.

– Su­ge­ru­jesz, że­bym zaj­rzał do lo­chów pod świą­ty­nią?

– Je­śli chcesz się na­pić czy­stej wody, się­gnij do źró­dła.

Skrzy­wił się lek­ko.

– Skąd wzię­łaś to po­wie­dzon­ko? My­śla­łem, że tyl­ko Ce­tron bawi się w wiej­skie­go mę­dr­ka.

– Przy naj­bliż­szej oka­zji za­po­znam go z two­ją opi­nią na ten te­mat. A te­raz po­zwól na chwi­lę, coś ci po­ka­żę.

Na sto­le le­ża­ła ogrom­na, szli­fo­wa­na pły­ta gór­skie­go krysz­ta­łu. Mia­ła kształt wie­lo­ra­mien­nej gwiaz­dy o śred­ni­cy prze­szło dwu­dzie­stu, a gru­bo­ści oko­ło dwóch cali. Po­mię­dzy ra­mio­na­mi znaj­do­wa­ły się ka­wał­ki me­ta­li i krysz­ta­łów. Alt­sin od razu za­uwa­żył trzy sa­mo­rod­ki zło­ta i duży, oko­ło dwu­dzie­sto­ka­ra­to­wy dia­ment.

– Nie bo­isz się tego trzy­mać tak na wierz­chu?

– A co? Może chciał­byś coś ukraść?

Przy­po­mniał so­bie, jak po­dry­gi­wał na pod­ło­dze.

– Nie, dzię­ku­ję. Może in­nym ra­zem.

– Tak my­śla­łam. Daj rękę.

Zła­pa­ła go za dłoń, wy­cią­gnę­ła ją nad krysz­tał.

– Co...?

– Ci­cho. Uwa­żaj, za­bo­li.

Szyb­kim ru­chem ukłu­ła go w ser­decz­ny pa­lec. Ści­snę­ła, kro­ple krwi za­czę­ły pa­dać na przej­rzy­stą po­wierzch­nię. Cza­ro­dziej­ka ci­cho li­czy­ła.

– ... sie­dem, osiem, dzie­więć, dzie­sięć. Za­bierz dłoń.

Wsu­nął pa­lec do ust.

– Czo własz­czy­wie ro­bisz?

– Chcę ci coś po­ka­zać.

To była jed­na z tych ma­gicz­nych sztu­czek, któ­ra się­ga­ła poza aspek­to­wa­ne źró­dło. Krew, krysz­tał i być może duch uwię­zio­ny w tym krysz­ta­le. Coś z po­gra­ni­cza za­ka­za­nych cza­rów, ale tak wła­śnie ba­wio­no się w D’Ar­twe­enie. Zor­ste­an nie wy­po­wia­da­ła za­klęć, kie­dyś wy­tłu­ma­czy­ła mu, że za­klę­cia słu­żą tyl­ko kiep­skim cza­row­ni­kom do uzy­ska­nia lep­szej kon­tro­li nad Mocą. Praw­dzi­wą ma­gię kształ­to­wa­ły wola i umysł oso­by uzdol­nio­nej. Po­czuł swę­dze­nie mię­dzy ło­pat­ka­mi. Skrzy­wił się, a cza­ro­dziej­ka po­sła­ła mu zło­śli­wy uśmiech.

– Bądź dziel­ny, do­brze?

Ski­nął gło­wą, to też ra­czy­ła mu kie­dyś wy­ja­śnić. Lu­dzie i inni ro­zum­ni roz­wi­ja­li się w cie­niu Mocy, któ­ra nie za­wsze była przy­ja­zna, więc więk­szość osób w taki czy inny spo­sób po­tra­fi­ła wy­kryć na­gły przy­pływ ma­gii, tak jak zwie­rzę­ta wy­czu­wa­ją zbli­ża­ją­ce się trzę­sie­nie zie­mi czy wy­buch wul­ka­nu. Cza­sa­mi po­zwa­la­ło to uciec z za­gro­żo­ne­go te­re­nu i oca­lić ży­cie. Nie­któ­rzy czu­li dziw­ne za­pa­chy, in­nych bo­la­ło to lub owo, jesz­cze inni od­czu­wa­li pie­cze­nie, ła­sko­ta­nie, gwał­tow­ny głód czy za­wro­ty gło­wy. Jego swę­dzia­ło mię­dzy ło­pat­ka­mi. Tam, gdzie naj­trud­niej się po­dra­pać. Praw­dzi­wa zło­śli­wość losu, choć Zor­ste­an pró­bo­wa­ła go kie­dyś prze­ko­nać, że taka wy­jąt­ko­wa wraż­li­wość jak jego to szcze­gól­ny dar. Kie­dy jej od­burk­nął, gdzie so­bie może wsa­dzić taki dar, nie wpusz­cza­ła go do domu, do­pó­ki nie prze­pro­sił.

Krew na po­wierzch­ni krysz­ta­łu zda­wa­ła się bled­nąć, tra­cić bar­wę, kształt i kon­sy­sten­cję. Chwi­lę póź­niej ciem­no­czer­wo­ne pla­my zni­kły zu­peł­nie. Po­wo­li wnę­trze krysz­ta­łu roz­ja­rzy­ło się ty­sią­ca­mi świa­te­łek. Po­środ­ku pul­so­wa­ło jed­no, ru­bi­no­wo­czer­wo­ne.

Alt­sin wy­jął pa­lec z ust.

– Co to jest? I dla­cze­go to mnie boli pa­lec?

– Mia­łam tu gdzieś sło­ik z krwią trasz­ki, ale nie mo­głam go zna­leźć. Po­my­śla­łam więc, że za­stą­pię ją po­so­ką in­ne­go gada. Za­do­wo­lo­ny?

– Nie bar­dzo. Po­win­naś ra­czej użyć krwi ja­kie­goś węża. Żmi­ja by­ła­by ide­al­na.

Uśmiech­nę­ła się.

– Wy­bacz. Wiesz prze­cież, że nie cier­pię igieł, noży i in­nych ostrych rze­czy.

– Wiem. A co to jest?

Wska­za­ła na krysz­tał.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)