Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
– To zwierciadło. Służy do wykrywania na odległość Mocy, zarówno czynnej, jak i biernej. Jest aspektowane na Ziemię, Ogień i Wodę. Ta czerwona kropka to sam kryształ, ta jasna plama wokół niej to D’Artweena. Reszta to amulety, talizmany, klątwy, zaklęcia ochronne, aktywne i pasywne pentagramy i wszystko, co ma jakikolwiek związek z metalem dotkniętym Mocą.
Zorstean wykonała kilka gestów, swędzenie nasiliło się.
Pochylił się nad kryształem. Światełek były setki, różniły się wielkością, kolorem, odcieniem. Niektóre powoli się przemieszczały. Jedna strona zwierciadła świeciła jednak tylko kilkunastoma bardzo jasnymi iskierkami.
– A te?
– To morze. Na statkach jest pewnie więcej amuletów niż w całym mieście, ale są skupione na małej przestrzeni. Wiesz, dlaczego ci to pokazuję?
– Nie.
– Bo zwierciadło to najpewniejszy i najszybszy sposób, żeby znaleźć przedmiot z metalu mający jakikolwiek związek z Mocą. Do Drogi Poświęcenia zostały dwa dni, w tym okresie Miecz promieniuje szczególnie silnie. Potrafisz go tu wskazać?
Popatrzył na tysiące jasnych kropek.
– Nie. Nie w tym chaosie. Czy Miecz jakoś się tu wyróżnia? Kształtem, pulsacją?
Pokręciła głową.
– Nie, a ponieważ ma zmienny aspekt, nie da się go także odnaleźć na podstawie koloru... Normalnie jest tylko dużą, jasną kropką.
Dużych, jasnych kropek było w krysztale kilkadziesiąt.
– Do czego właściwie zmierzasz?
Popatrzyła mu w oczy.
– Altsin, ja się zajmuję metalami. Wiesz o tym. A ten Miecz to wielki kawał stali o tak olbrzymim potencjale, że nie sposób go skutecznie ukryć. Gdy kapłani wyciągali go ze świątyni, to w czasie procesji mogłam go wyczuć z połowy mili. Ale nawet ja nie potrafię wskazać miejsca, gdzie on teraz może być. Ponkee-Laa to istny kocioł. Są tu świątynie dziesięciu głównych i kilkunastu pomniejszych bóstw, całe ulice okupowane przez czarodziejów, wróżów, wiedźmy, jasnowidzów i resztę całej tej hołoty. Czasami wydaje mi się, że niektórzy nie wyobrażają sobie nawet pierdnięcia bez użycia Mocy. Tu nie da się znaleźć takiego przedmiotu za pomocą magii.
Nadal nie za bardzo pojmował, do czego czarodziejka zmierza. Najwyraźniej jej wywar miał zbawienny wpływ tylko na żołądek.
– A więc?
Spojrzała na niego dziwnie.
– A więc, jeśli dobrze cię zrozumiałam, Świątynia ma z jakiegoś powodu pewność, że Miecz jest jeszcze w mieście. Nie wysłała pościgu ani lądem, ani morzem, chociaż złodzieje mieli przynajmniej kilka godzin, żeby wywieźć zdobycz. Skąd kapłani wiedzą, że Miecz jest tutaj, skoro nie można tego ustalić z całą pewnością?
Altsin miał ochotę rąbnąć głową o najbliższy kawałek ściany. Jak mógł to przegapić? Na samym początku należało przycisnąć Deargona.
Zorstean patrzyła na niego, przechylając lekko głowę.
– Teraz się czerwienisz. I co tam tak mamroczesz?
– ... chędożony przez dwa kozły – dokończył wiązankę pod własnym adresem. – Już mi lepiej. Cały czas czułem, że coś mi umknęło.
– Coś oprócz świeżego oddechu? I co teraz zrobisz?
– Pokręcę się jeszcze tu i tam. Potem może rzeczywiście spróbuję sięgnąć do samego źródła.
Podszedł do niej i ją objął.
– Cieszę się, że już się nie gniewasz. I dziękuję za pomoc.
Pocałowała go w policzek. Bardzo po matczynemu.
– Uważaj na siebie. Siedzisz po uszy w kłopotach.
– Wiem... i jeszcze raz przepraszam, że zjawiam się z taką nowiną. – Uśmiechnął się kwaśno.
Cmoknął ją w czoło i ruszył do drzwi.
– Nie pożegnasz się?
Zatrzymał się.
– Nie lubię pożegnań, przygnębiają mnie. Jeśli jednak będę musiał wyjechać, dam znać. Słowo złodzieja.
* * *
Po opuszczeniu D’Artweeny poszedł prosto do Średniego Volee. Cetron siedział w tym samym miejscu i na tym samym krześle. Tylko stojący przed nim gąsiorek był zdecydowanie inny. Przynajmniej dwa razy większy od poprzedniego.
Przywódca gildii w żaden sposób nie skomentował faktu, że złodziej zniknął na przeszło godzinę. Nie pytał też, gdzie był i co robił. Obrzucił go tylko nieobecnym spojrzeniem i zatopił nos w pergaminach.
Na pytanie, czy wiadomo mu coś o pościgu wysłanym poza miasto, odburknął, że tym zajmuje się Deargon. Altsin nie odzywał się więcej, zabrał tylko dokumenty dotyczące świątyni i bez słowa wyszedł.
Nie musiał pytać, jak stoją sprawy. Gąsiorek mówił sam za siebie.
Potem zahaczył o swoje lokum. Wynajmował pokój w kamienicy niedaleko portu, gdzie przede wszystkim dbano, by lokatorzy płacili na czas. Poza tym nikt nie interesował się ich prywatnym życiem.
Przebrał się, umył, wypił pół kwarty soku z kiszonej kapusty i na godzinę pogrążył w studiowaniu dokumentów.
Świątynia górowała nieco nad miastem, stojąc na skalnym cyplu wrzynającym się w morze. Kiedyś jej zewnętrzne ściany stanowiły ważną część fortyfikacji, obecnie, wraz z dobudowanym za czasów Imperium dziesięciostopowym murem, zapewniały izolację i odosobnienie, bo cały kompleks budynków pełnił także funkcję klasztoru. Na szczęście brama świątyni była zamykana wyjątkowo rzadko, a wszyscy strażnicy i zakonnicy powinni teraz biegać po mieście i porcie.
Wejście do podziemia, gdzie przechowywano Miecz, znajdowało się za głównym ołtarzem. Istniała spora szansa, że nikt nie zauważy jego wizyty.
Wybierając się tam, postanowił zabrać komplet narzędzi do naprawdę trudnych zadań. Nigdy nie wiadomo, co może się przydać, a on miał zamiar sprawdzić, w jaki sposób można było ukraść największą – dosłownie największą – relikwię Świątyni Reagwyra.
I dlaczego Wielki Skarbnik był pewien, że Miecz nie opuścił jeszcze miasta.
* * *
Schodził coraz niżej i niżej. Pochodnia paliła się równym, jasnym płomieniem, a dym z niej ulatywał szybko w górę. Podziemia musiały być znacznie rozleglejsze, niż wynikało to z dokumentów Cetrona.
Świątynia była opustoszała. Zgodnie z tym, czego się spodziewał, większość mnichów i cała straż szukała relikwii poza jej murami. Nie miał najmniejszego problemu, żeby znaleźć wejście do lochów, z których skradziono Miecz.
Na samym dole schodów były drzwi, zgodnie z pergaminem, drewniane. Otwarte. Za nimi drugie, z brązu, również otwarte, i trzecie, z żelaznych sztab. Te wyposażono w skomplikowany zamek i dwie zasuwy. Zamek i zasuwy były otwarte. Najwidoczniej po kradzieży nikt nie miał czasu i głowy, żeby zaryglować wejście.