Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 92 93 94 95 96 97 98 99 100 ... 173
Перейти на страницу:

– To zwier­cia­dło. Słu­ży do wy­kry­wa­nia na od­le­głość Mocy, za­rów­no czyn­nej, jak i bier­nej. Jest aspek­to­wa­ne na Zie­mię, Ogień i Wodę. Ta czer­wo­na krop­ka to sam krysz­tał, ta ja­sna pla­ma wo­kół niej to D’Ar­twe­ena. Resz­ta to amu­le­ty, ta­li­zma­ny, klą­twy, za­klę­cia ochron­ne, ak­tyw­ne i pa­syw­ne pen­ta­gra­my i wszyst­ko, co ma ja­ki­kol­wiek zwią­zek z me­ta­lem do­tknię­tym Mocą.

Zor­ste­an wy­ko­na­ła kil­ka ge­stów, swę­dze­nie na­si­li­ło się.

Po­chy­lił się nad krysz­ta­łem. Świa­te­łek były set­ki, róż­ni­ły się wiel­ko­ścią, ko­lo­rem, od­cie­niem. Nie­któ­re po­wo­li się prze­miesz­cza­ły. Jed­na stro­na zwier­cia­dła świe­ci­ła jed­nak tyl­ko kil­ku­na­sto­ma bar­dzo ja­sny­mi iskier­ka­mi.

– A te?

– To mo­rze. Na stat­kach jest pew­nie wię­cej amu­le­tów niż w ca­łym mie­ście, ale są sku­pio­ne na ma­łej prze­strze­ni. Wiesz, dla­cze­go ci to po­ka­zu­ję?

– Nie.

– Bo zwier­cia­dło to naj­pew­niej­szy i naj­szyb­szy spo­sób, żeby zna­leźć przed­miot z me­ta­lu ma­ją­cy ja­ki­kol­wiek zwią­zek z Mocą. Do Dro­gi Po­świę­ce­nia zo­sta­ły dwa dni, w tym okre­sie Miecz pro­mie­niu­je szcze­gól­nie sil­nie. Po­tra­fisz go tu wska­zać?

Po­pa­trzył na ty­sią­ce ja­snych kro­pek.

– Nie. Nie w tym cha­osie. Czy Miecz ja­koś się tu wy­róż­nia? Kształ­tem, pul­sa­cją?

Po­krę­ci­ła gło­wą.

– Nie, a po­nie­waż ma zmien­ny aspekt, nie da się go tak­że od­na­leźć na pod­sta­wie ko­lo­ru... Nor­mal­nie jest tyl­ko dużą, ja­sną krop­ką.

Du­żych, ja­snych kro­pek było w krysz­ta­le kil­ka­dzie­siąt.

– Do cze­go wła­ści­wie zmie­rzasz?

Po­pa­trzy­ła mu w oczy.

– Alt­sin, ja się zaj­mu­ję me­ta­la­mi. Wiesz o tym. A ten Miecz to wiel­ki ka­wał sta­li o tak ol­brzy­mim po­ten­cja­le, że nie spo­sób go sku­tecz­nie ukryć. Gdy ka­pła­ni wy­cią­ga­li go ze świą­ty­ni, to w cza­sie pro­ce­sji mo­głam go wy­czuć z po­ło­wy mili. Ale na­wet ja nie po­tra­fię wska­zać miej­sca, gdzie on te­raz może być. Pon­kee-Laa to ist­ny ko­cioł. Są tu świą­ty­nie dzie­się­ciu głów­nych i kil­ku­na­stu po­mniej­szych bóstw, całe uli­ce oku­po­wa­ne przez cza­ro­dzie­jów, wró­żów, wiedź­my, ja­sno­wi­dzów i resz­tę ca­łej tej ho­ło­ty. Cza­sa­mi wy­da­je mi się, że nie­któ­rzy nie wy­obra­ża­ją so­bie na­wet pierd­nię­cia bez uży­cia Mocy. Tu nie da się zna­leźć ta­kie­go przed­mio­tu za po­mo­cą ma­gii.

Na­dal nie za bar­dzo poj­mo­wał, do cze­go cza­ro­dziej­ka zmie­rza. Naj­wy­raź­niej jej wy­war miał zba­wien­ny wpływ tyl­ko na żo­łą­dek.

– A więc?

Spoj­rza­ła na nie­go dziw­nie.

– A więc, je­śli do­brze cię zro­zu­mia­łam, Świą­ty­nia ma z ja­kie­goś po­wo­du pew­ność, że Miecz jest jesz­cze w mie­ście. Nie wy­sła­ła po­ści­gu ani lą­dem, ani mo­rzem, cho­ciaż zło­dzie­je mie­li przy­naj­mniej kil­ka go­dzin, żeby wy­wieźć zdo­bycz. Skąd ka­pła­ni wie­dzą, że Miecz jest tu­taj, sko­ro nie moż­na tego usta­lić z całą pew­no­ścią?

Alt­sin miał ocho­tę rąb­nąć gło­wą o naj­bliż­szy ka­wa­łek ścia­ny. Jak mógł to prze­ga­pić? Na sa­mym po­cząt­ku na­le­ża­ło przy­ci­snąć De­ar­go­na.

Zor­ste­an pa­trzy­ła na nie­go, prze­chy­la­jąc lek­ko gło­wę.

– Te­raz się czer­wie­nisz. I co tam tak mam­ro­czesz?

– ... chę­do­żo­ny przez dwa ko­zły – do­koń­czył wią­zan­kę pod wła­snym ad­re­sem. – Już mi le­piej. Cały czas czu­łem, że coś mi umknę­ło.

– Coś oprócz świe­że­go od­de­chu? I co te­raz zro­bisz?

– Po­krę­cę się jesz­cze tu i tam. Po­tem może rze­czy­wi­ście spró­bu­ję się­gnąć do sa­me­go źró­dła.

Pod­szedł do niej i ją ob­jął.

– Cie­szę się, że już się nie gnie­wasz. I dzię­ku­ję za po­moc.

Po­ca­ło­wa­ła go w po­li­czek. Bar­dzo po mat­czy­ne­mu.

– Uwa­żaj na sie­bie. Sie­dzisz po uszy w kło­po­tach.

– Wiem... i jesz­cze raz prze­pra­szam, że zja­wiam się z taką no­wi­ną. – Uśmiech­nął się kwa­śno.

Cmok­nął ją w czo­ło i ru­szył do drzwi.

– Nie po­że­gnasz się?

Za­trzy­mał się.

– Nie lu­bię po­że­gnań, przy­gnę­bia­ją mnie. Je­śli jed­nak będę mu­siał wy­je­chać, dam znać. Sło­wo zło­dzie­ja.

* * *

Po opusz­cze­niu D’Ar­twe­eny po­szedł pro­sto do Śred­nie­go Vo­lee. Ce­tron sie­dział w tym sa­mym miej­scu i na tym sa­mym krze­śle. Tyl­ko sto­ją­cy przed nim gą­sio­rek był zde­cy­do­wa­nie inny. Przy­naj­mniej dwa razy więk­szy od po­przed­nie­go.

Przy­wód­ca gil­dii w ża­den spo­sób nie sko­men­to­wał fak­tu, że zło­dziej znik­nął na prze­szło go­dzi­nę. Nie py­tał też, gdzie był i co ro­bił. Ob­rzu­cił go tyl­ko nie­obec­nym spoj­rze­niem i za­to­pił nos w per­ga­mi­nach.

Na py­ta­nie, czy wia­do­mo mu coś o po­ści­gu wy­sła­nym poza mia­sto, od­burk­nął, że tym zaj­mu­je się De­ar­gon. Alt­sin nie od­zy­wał się wię­cej, za­brał tyl­ko do­ku­men­ty do­ty­czą­ce świą­ty­ni i bez sło­wa wy­szedł.

Nie mu­siał py­tać, jak sto­ją spra­wy. Gą­sio­rek mó­wił sam za sie­bie.

Po­tem za­ha­czył o swo­je lo­kum. Wy­naj­mo­wał po­kój w ka­mie­ni­cy nie­da­le­ko por­tu, gdzie przede wszyst­kim dba­no, by lo­ka­to­rzy pła­ci­li na czas. Poza tym nikt nie in­te­re­so­wał się ich pry­wat­nym ży­ciem.

Prze­brał się, umył, wy­pił pół kwar­ty soku z ki­szo­nej ka­pu­sty i na go­dzi­nę po­grą­żył w stu­dio­wa­niu do­ku­men­tów.

Świą­ty­nia gó­ro­wa­ła nie­co nad mia­stem, sto­jąc na skal­nym cy­plu wrzy­na­ją­cym się w mo­rze. Kie­dyś jej ze­wnętrz­ne ścia­ny sta­no­wi­ły waż­ną część for­ty­fi­ka­cji, obec­nie, wraz z do­bu­do­wa­nym za cza­sów Im­pe­rium dzie­się­cio­sto­po­wym mu­rem, za­pew­nia­ły izo­la­cję i od­osob­nie­nie, bo cały kom­pleks bu­dyn­ków peł­nił tak­że funk­cję klasz­to­ru. Na szczę­ście bra­ma świą­ty­ni była za­my­ka­na wy­jąt­ko­wo rzad­ko, a wszy­scy straż­ni­cy i za­kon­ni­cy po­win­ni te­raz bie­gać po mie­ście i por­cie.

Wej­ście do pod­zie­mia, gdzie prze­cho­wy­wa­no Miecz, znaj­do­wa­ło się za głów­nym oł­ta­rzem. Ist­nia­ła spo­ra szan­sa, że nikt nie za­uwa­ży jego wi­zy­ty.

Wy­bie­ra­jąc się tam, po­sta­no­wił za­brać kom­plet na­rzę­dzi do na­praw­dę trud­nych za­dań. Ni­g­dy nie wia­do­mo, co może się przy­dać, a on miał za­miar spraw­dzić, w jaki spo­sób moż­na było ukraść naj­więk­szą – do­słow­nie naj­więk­szą – re­li­kwię Świą­ty­ni Re­agwy­ra.

I dla­cze­go Wiel­ki Skarb­nik był pe­wien, że Miecz nie opu­ścił jesz­cze mia­sta.

* * *

Scho­dził co­raz ni­żej i ni­żej. Po­chod­nia pa­li­ła się rów­nym, ja­snym pło­mie­niem, a dym z niej ula­ty­wał szyb­ko w górę. Pod­zie­mia mu­sia­ły być znacz­nie roz­le­glej­sze, niż wy­ni­ka­ło to z do­ku­men­tów Ce­tro­na.

Świą­ty­nia była opu­sto­sza­ła. Zgod­nie z tym, cze­go się spo­dzie­wał, więk­szość mni­chów i cała straż szu­ka­ła re­li­kwii poza jej mu­ra­mi. Nie miał naj­mniej­sze­go pro­ble­mu, żeby zna­leźć wej­ście do lo­chów, z któ­rych skra­dzio­no Miecz.

Na sa­mym dole scho­dów były drzwi, zgod­nie z per­ga­mi­nem, drew­nia­ne. Otwar­te. Za nimi dru­gie, z brą­zu, rów­nież otwar­te, i trze­cie, z że­la­znych sztab. Te wy­po­sa­żo­no w skom­pli­ko­wa­ny za­mek i dwie za­su­wy. Za­mek i za­su­wy były otwar­te. Naj­wi­docz­niej po kra­dzie­ży nikt nie miał cza­su i gło­wy, żeby za­ry­glo­wać wej­ście.

1 ... 92 93 94 95 96 97 98 99 100 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)