Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Tak, Wasza Wysokość.
Chyba po raz pierwszy w życiu cała trójka powiedziała coś jednym głosem.
— Doskonale. Rozejść się.
* * *
— Nie za ostro?
Cesarz milczał, wpatrując się w sufit. Nachyliła się i połaskotała go włosami po szyi, piersi, brzuchu.
— Myślałem, że tak lubisz.
Uśmiechnęła się i przez chwilę wodziła językiem wzdłuż jego ciała. Niżej, coraz niżej. Złapał ją za włosy, podciągnął w górę, pocałował. Gwałtownie i mocno.
— Ufff — sapnęła. — Lubię. Czasem bardzo. Ale nie o to pytałam. Czy nie za ostro potraktowałeś Szczury? Luwo w areszcie? Drugi tak naprawdę na wygnaniu, a Trzeci dostał tyle roboty, że nie będzie spał przez następne dziesięć dni.
Kregan-ber-Arlens uniósł się lekko, poprawiając poduszki pod plecami.
— Nora zbytnio się rozpuściła ostatnimi laty. To moja wina. Byłem zajęty… czym innym…
— Przecież wiem. — Trąciła go biodrem. — Pamiętam.
Uśmiechnął się oszczędnie.
— Aspekty się sypią. Na całym świecie, nie tylko u nas. Wiesz o tym. Pojawia się coraz więcej źródeł, ale coraz mniej z nich nadaje się do sensownego użytku. Kult Odźwiernych rośnie w siłę i nie wiem, czy to zamierzone działanie, czy też ludzie jakimś instynktem wyczuwają, że Odźwierni są potrzebni. Tylko w ostatnim roku powstało siedem wizerunków, a większość świątyń żąda, żebym wyjął ten kult spod prawa. Ta dziewka, Kanayoness… Zagadka. Ale szukamy jej, bo wiemy, że inni też to robią. Wyznawcy Byka, Reagwyra, Bliźniąt. Oficjalnie nie przyznają się do tego, ale szukają.
— Wiem o tym… sama…
— Ciii… nic nie mów. Ta dziewka pokazała dość, byśmy ścigali ją nawet bez wiedzy, że ścigają ją inni. I ana’bóg… A Nora? Szczurom potrzebny jest bat. Wykonali mnóstwo ruchów bez mojej zgody, ale Psiarnia zresztą też. Ta próba porwania Laskolnyka…
— To nie był mój pomysł.
— Ale twoja odpowiedzialność. Trzeci ma liczydło w głowie, całą setkę liczydeł, da sobie radę. Drugi świetnie sprawdza się w polu, a to, co dzieje się na Uroczyskach, bardzo mnie martwi. Pod wieloma względami Luwo to cholerny geniusz, wiesz? Największy, jaki służył w Norze, ale ma umysł dziecka, rozprasza się, łatwo zmienia zainteresowania, kluczy. Ostatnio pokazał mi rysunek machiny latającej swojego pomysłu i poprosił o zgodę na wykorzystanie więźniów do prób. Odmówiłem. Luwo potrzebuje motywacji. I konkretnych problemów do rozwiązania. Pamiętasz, co Gentrell wspomniał o Sahrendey?
— Że walczą na południu z Yawenyrem?
— Nie.
Zmrużyła oczy.
— Że… że stracili swoje plemienne duchy?
— Właśnie. Luwo twierdzi, że najpewniej ta mała, Key’la, je ma. Jej dusza zaczęła się otwierać, duchy popędziły do ciała, a tu nagle ciach. — Dłonie cesarza klasnęły w powietrzu. — Drzwi się zatrzaskują, a duchy nie mogą albo nie chcą się uwolnić. Żywe ciało jest dla nich atrakcyjniejsze niż drewniany słup, do którego przywiązali je szamani. Więc ta mała pociągnęła je za sobą w Mrok. Setki, może tysiące. Nie połączyła się z nimi, raczej trzyma je na łańcuchu, może nawet sama o tym nie wie. Jeszcze. Bo jak się dowie… Wielki Kodeks miał zapobiegać takim wydarzeniom, ale teraz Luwo…
Chrząknęła.
— Luwo to, Luwo tamto… Może jego zaproś do łóżka.
— Marzy ci się trójkąt? Nie, nie mów. Lepiej nie. Luwo pokazał mi niedawno zapiski Nory z ostatnich stu lat. Tylko w południowych prowincjach liczba opętań w tym czasie zwiększyła się pięciokrotnie. Na razie Nora i świątynni egzorcyści radzą sobie z nimi, ale to i tak znaczy, że coraz mniej duchów trafia do Domu Snu. I jak wspomniałem liczba aspektów wzrosła trzykrotnie, lecz każdy nowy jest słabszy od poprzedniego. Sto lat temu mogliśmy przebierać w czarownikach z bojowymi talentami, nie było pułku, który nie miałby trzech bitewnych magów i kilkunastu zwykłych na dokładkę. Teraz jak służy jeden porządny czarodziej z dobrym bojowym aspektem, to mamy szczęście. Jednocześnie rośnie siła szamanów, łatwiej im sięgać po duchy, łatwiej znajdować chętne do pomocy. Myślisz, że dlaczego Se-kohlandczycy tak nas masakrowali? Sto, dwieście lat temu żaden plemienny szaman nie mógł się równać z bitewnym magiem Imperium. Trzeba było pięciu, dziesięciu na jednego. A teraz Źrebiarzy uważamy za równych naszym czarodziejom. Milczysz?
— Tego nie wiedziałam. Czy to znaczy, że klęski w ostatniej wojnie z koczownikami to nie była nasza wina?
— To była wasza wina, bo nie ostrzegliście przed tą wojną. Psiarnia miała węszyć w polu.
Eusewenia Wamlesch zwana Suką, choć nigdy twarzą w twarz, westchnęła.
— Byłam wtedy ledwo młodym szczenięciem.
— Ale z ostrymi zębami. Dobrze pamiętam. Luwo twierdzi, że zmienia się sama natura magii. Ta aspektowana słabnie, rośnie rola szamańskiej, zakazanej przez Kodeks. Twierdzi, że coraz więcej duchów będzie potrafiło unikać Domu Snu, więc wzrośnie liczba swobodnie się szwendających. A to znaczy, że jeszcze zwiększy się liczba opętań oraz wzrośnie zagrożenie na pojawienie się kolejnego ana’boga. Nawet nasi Nieśmiertelni się tego obawiają. Powrócimy do czasów barbarzyństwa.
— Niektórzy by powiedzieli, że już w nich żyjemy.
— Nie cytuj mi tu domorosłych filozofów. Kolejny ana’bóg to konkretny problem, a oblężenia, rzezie, pola bitew, każde to miejsce może wypluć z siebie taką istotę, więc powinienem zrobić wszystko, by wojen unikać. A także schwytać i zneutralizować Key’lę Kalevenh. Bo jest zbyt niebezpieczna. W tym celu powinienem znaleźć tych cholernych górali z tą przeklętą Onelią Umbrą. Czytałem raporty z jej przesłuchań… Ty pewnie też. I…
Zaciął się. Kobieta westchnęła jeszcze raz. Ciężko.
— Co cię właściwie gryzie?