Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 210
Перейти на страницу:

— Tak, Wa­sza Wy­so­kość.

Chy­ba po raz pierw­szy w ży­ciu cała trój­ka po­wie­dzia­ła coś jed­nym gło­sem.

— Do­sko­na­le. Ro­zejść się.

* * *

— Nie za ostro?

Ce­sarz mil­czał, wpa­tru­jąc się w su­fit. Na­chy­li­ła się i po­ła­sko­ta­ła go wło­sa­mi po szyi, pier­si, brzu­chu.

— My­śla­łem, że tak lu­bisz.

Uśmiech­nę­ła się i przez chwi­lę wo­dzi­ła ję­zy­kiem wzdłuż jego cia­ła. Ni­żej, co­raz ni­żej. Zła­pał ją za wło­sy, pod­cią­gnął w górę, po­ca­ło­wał. Gwał­tow­nie i moc­no.

— Ufff — sap­nę­ła. — Lu­bię. Cza­sem bar­dzo. Ale nie o to py­ta­łam. Czy nie za ostro po­trak­to­wa­łeś Szczu­ry? Luwo w aresz­cie? Dru­gi tak na­praw­dę na wy­gna­niu, a Trze­ci do­stał tyle ro­bo­ty, że nie bę­dzie spał przez na­stęp­ne dzie­sięć dni.

Kre­gan-ber-Ar­lens uniósł się lek­ko, po­pra­wia­jąc po­dusz­ki pod ple­ca­mi.

— Nora zbyt­nio się roz­pu­ści­ła ostat­ni­mi laty. To moja wina. By­łem za­ję­ty… czym in­nym…

— Prze­cież wiem. — Trą­ci­ła go bio­drem. — Pa­mię­tam.

Uśmiech­nął się oszczęd­nie.

— Aspek­ty się sy­pią. Na ca­łym świe­cie, nie tyl­ko u nas. Wiesz o tym. Po­ja­wia się co­raz wię­cej źró­deł, ale co­raz mniej z nich na­da­je się do sen­sow­ne­go użyt­ku. Kult Odźwier­nych ro­śnie w siłę i nie wiem, czy to za­mie­rzo­ne dzia­ła­nie, czy też lu­dzie ja­kimś in­stynk­tem wy­czu­wa­ją, że Odźwier­ni są po­trzeb­ni. Tyl­ko w ostat­nim roku po­wsta­ło sie­dem wi­ze­run­ków, a więk­szość świą­tyń żąda, że­bym wy­jął ten kult spod pra­wa. Ta dziew­ka, Ka­nay­oness… Za­gad­ka. Ale szu­ka­my jej, bo wie­my, że inni też to ro­bią. Wy­znaw­cy Byka, Re­agwy­ra, Bliź­niąt. Ofi­cjal­nie nie przy­zna­ją się do tego, ale szu­ka­ją.

— Wiem o tym… sama…

— Ciii… nic nie mów. Ta dziew­ka po­ka­za­ła dość, by­śmy ści­ga­li ją na­wet bez wie­dzy, że ści­ga­ją ją inni. I ana’bóg… A Nora? Szczu­rom po­trzeb­ny jest bat. Wy­ko­na­li mnó­stwo ru­chów bez mo­jej zgo­dy, ale Psiar­nia zresz­tą też. Ta pró­ba po­rwa­nia La­skol­ny­ka…

— To nie był mój po­mysł.

— Ale two­ja od­po­wie­dzial­ność. Trze­ci ma li­czy­dło w gło­wie, całą set­kę li­czy­deł, da so­bie radę. Dru­gi świet­nie spraw­dza się w polu, a to, co dzie­je się na Uro­czy­skach, bar­dzo mnie mar­twi. Pod wie­lo­ma wzglę­da­mi Luwo to cho­ler­ny ge­niusz, wiesz? Naj­więk­szy, jaki słu­żył w No­rze, ale ma umysł dziec­ka, roz­pra­sza się, ła­two zmie­nia za­in­te­re­so­wa­nia, klu­czy. Ostat­nio po­ka­zał mi ry­su­nek ma­chi­ny la­ta­ją­cej swo­je­go po­my­słu i po­pro­sił o zgo­dę na wy­ko­rzy­sta­nie więź­niów do prób. Od­mó­wi­łem. Luwo po­trze­bu­je mo­ty­wa­cji. I kon­kret­nych pro­ble­mów do roz­wią­za­nia. Pa­mię­tasz, co Gen­trell wspo­mniał o Sah­ren­dey?

— Że wal­czą na po­łu­dniu z Yawe­ny­rem?

— Nie.

Zmru­ży­ła oczy.

— Że… że stra­ci­li swo­je ple­mien­ne du­chy?

— Wła­śnie. Luwo twier­dzi, że naj­pew­niej ta mała, Key’la, je ma. Jej du­sza za­czę­ła się otwie­rać, du­chy po­pę­dzi­ły do cia­ła, a tu na­gle ciach. — Dło­nie ce­sa­rza kla­snę­ły w po­wie­trzu. — Drzwi się za­trza­sku­ją, a du­chy nie mogą albo nie chcą się uwol­nić. Żywe cia­ło jest dla nich atrak­cyj­niej­sze niż drew­nia­ny słup, do któ­re­go przy­wią­za­li je sza­ma­ni. Więc ta mała po­cią­gnę­ła je za sobą w Mrok. Set­ki, może ty­sią­ce. Nie po­łą­czy­ła się z nimi, ra­czej trzy­ma je na łań­cu­chu, może na­wet sama o tym nie wie. Jesz­cze. Bo jak się do­wie… Wiel­ki Ko­deks miał za­po­bie­gać ta­kim wy­da­rze­niom, ale te­raz Luwo…

Chrząk­nę­ła.

— Luwo to, Luwo tam­to… Może jego za­proś do łóż­ka.

— Ma­rzy ci się trój­kąt? Nie, nie mów. Le­piej nie. Luwo po­ka­zał mi nie­daw­no za­pi­ski Nory z ostat­nich stu lat. Tyl­ko w po­łu­dnio­wych pro­win­cjach licz­ba opę­tań w tym cza­sie zwięk­szy­ła się pię­cio­krot­nie. Na ra­zie Nora i świą­tyn­ni eg­zor­cy­ści ra­dzą so­bie z nimi, ale to i tak zna­czy, że co­raz mniej du­chów tra­fia do Domu Snu. I jak wspo­mnia­łem licz­ba aspek­tów wzro­sła trzy­krot­nie, lecz każ­dy nowy jest słab­szy od po­przed­nie­go. Sto lat temu mo­gli­śmy prze­bie­rać w cza­row­ni­kach z bo­jo­wy­mi ta­len­ta­mi, nie było puł­ku, któ­ry nie miał­by trzech bi­tew­nych ma­gów i kil­ku­na­stu zwy­kłych na do­kład­kę. Te­raz jak słu­ży je­den po­rząd­ny cza­ro­dziej z do­brym bo­jo­wym aspek­tem, to mamy szczę­ście. Jed­no­cze­śnie ro­śnie siła sza­ma­nów, ła­twiej im się­gać po du­chy, ła­twiej znaj­do­wać chęt­ne do po­mo­cy. My­ślisz, że dla­cze­go Se-koh­land­czy­cy tak nas ma­sa­kro­wa­li? Sto, dwie­ście lat temu ża­den ple­mien­ny sza­man nie mógł się rów­nać z bi­tew­nym ma­giem Im­pe­rium. Trze­ba było pię­ciu, dzie­się­ciu na jed­ne­go. A te­raz Źre­bia­rzy uwa­ża­my za rów­nych na­szym cza­ro­dzie­jom. Mil­czysz?

— Tego nie wie­dzia­łam. Czy to zna­czy, że klę­ski w ostat­niej woj­nie z ko­czow­ni­ka­mi to nie była na­sza wina?

— To była wa­sza wina, bo nie ostrze­gli­ście przed tą woj­ną. Psiar­nia mia­ła wę­szyć w polu.

Eu­se­we­nia Wam­lesch zwa­na Suką, choć ni­g­dy twa­rzą w twarz, wes­tchnę­ła.

— By­łam wte­dy le­d­wo mło­dym szcze­nię­ciem.

— Ale z ostry­mi zę­ba­mi. Do­brze pa­mię­tam. Luwo twier­dzi, że zmie­nia się sama na­tu­ra ma­gii. Ta aspek­to­wa­na słab­nie, ro­śnie rola sza­mań­skiej, za­ka­za­nej przez Ko­deks. Twier­dzi, że co­raz wię­cej du­chów bę­dzie po­tra­fi­ło uni­kać Domu Snu, więc wzro­śnie licz­ba swo­bod­nie się szwen­da­ją­cych. A to zna­czy, że jesz­cze zwięk­szy się licz­ba opę­tań oraz wzro­śnie za­gro­że­nie na po­ja­wie­nie się ko­lej­ne­go ana’boga. Na­wet nasi Nie­śmier­tel­ni się tego oba­wia­ją. Po­wró­ci­my do cza­sów bar­ba­rzyń­stwa.

— Nie­któ­rzy by po­wie­dzie­li, że już w nich ży­je­my.

— Nie cy­tuj mi tu do­mo­ro­słych fi­lo­zo­fów. Ko­lej­ny ana’bóg to kon­kret­ny pro­blem, a ob­lę­że­nia, rze­zie, pola bi­tew, każ­de to miej­sce może wy­pluć z sie­bie taką isto­tę, więc po­wi­nie­nem zro­bić wszyst­ko, by wo­jen uni­kać. A tak­że schwy­tać i zneu­tra­li­zo­wać Key’lę Ka­le­venh. Bo jest zbyt nie­bez­piecz­na. W tym celu po­wi­nie­nem zna­leźć tych cho­ler­nych gó­ra­li z tą prze­klę­tą One­lią Um­brą. Czy­ta­łem ra­por­ty z jej prze­słu­chań… Ty pew­nie też. I…

Za­ciął się. Ko­bie­ta wes­tchnę­ła jesz­cze raz. Cięż­ko.

— Co cię wła­ści­wie gry­zie?

1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)