Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Z setek, czasem tysięcy raportów, plotek, błahych, a czasem bezsensownych wieści, trzeba było wyłowić te najważniejsze, co często się nie udawało, mimo iż Evikiat zatrudnił trzy tuziny gryzipiórków, którzy zamknięci w podziemiach pałacu, mieli wstępnie filtrować ten chaos. Właśnie przez to zbyt późno dotarła do niej wieść o rzezi, którą Pomweńczycy postanowili zgotować swoim niewolnikom. Gdyby wiedziała wcześniej, wysłałaby tuzin gołębi zakazujących tego szaleństwa. Te tysiące nieszczęśników zaszkodziłoby Konoweryn mniej, gdyby znalazło się za murami i przyłączyło do powstania, niż teraz, gdy stali się męczennikami – symbolem okrucieństwa właścicieli.
— Mam wieści z Pomwe — Aweloney przerwała przedłużającą się ciszę.
Deana zamrugała, zaskoczona. Czy bibliotekarka czytała jej w myślach?
— Mów.
Po nieszczęsnej bitwie pod tym miastem, samowolnej i głupiej, Deana wydała rozkaz, by miejscowy garnizon Bawołów został za murami i przygotował się do obrony. To był jedyny większy oddział ciężkiej piechoty, jakiego nie ściągnęła do stolicy. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jeśli niewolnicy spróbują ruszyć na wschód wzdłuż Tos, Pomwe ma ich zatrzymać, póki nie nadejdą posiłki. A po drugie, obawiała się po prostu, że ten tysiąc ciężkozbrojnych zostanie zniszczony, wykrwawiony i pożarty przez armię niewolników, gdy tylko wyjdzie za mury miasta.
Dość już broni dostarczyli buntownikom.
Spojrzenie czarnych oczu uciekło na stół, wędrując między półmiskami i karafkami. Deana poczuła ukłucie niepokoju.
— Co się stało?
— Pomwe jest oblężone. Całkowicie odcięte od strony lądu i rzeki. To skutek ataku, który przypuszczono na obozowisko niewolników trzy dni temu. Krwawy Kahelle odparł napaść, po czym wyprowadził armię z lasu i obległ miasto.
Ekchaar okazał się błogosławieństwem, kryjąc krew, która wystąpiła Deanie na policzki. Niewolnicy wykonali ruch. Zaatakowali. A ta kobieta zamiast wpaść tu z krzykiem, zajmuje ją pogaduszkami o tym, czy Issaram mają dziwki.
— Dlaczego… — głośno nabrała powietrza i wypuściła je powoli. — Dlaczego nie zaczęłaś od tej wieści?
— Przekazałam ją już Evikiatowi i Suchiemu. Truciciel powiedział, żeby najpierw pozwolić ci usiąść i napić się wina. Żeby wstrząs nie zaszkodził dziecku. Zresztą, odkąd weszłam, nie minął nawet kwadrans. Evikiat szykuje Salę Koni do narady. Stoły, mapy, plany… Wezwał też Kossego i Wuara, a oni potrzebują chwili, by tu dotrzeć.
To była prawda. Bawoły i Słowiki obozowały za murami Konoweryn.
Ale mimo wszystko gniew szarpnął nią tak bardzo, że potrzebowała całej siły woli, by nie zerwać się i nie trzasnąć Aweloney w zęby.
— Następnym razem — wycedziła powoli, akcentując każde słowo — przekażesz takie wieści najpierw mnie. Bezzwłocznie. Nieważne, czy będę stała, siedziała, leżała czy rodziła. Evikiat, Varala i Suchi mają moje pełne zaufanie, ale żadne z nich nie będzie decydować, co i jak można mi powiedzieć. Rozumiesz?
Właściwie k’issari świetnie nadawał się do takich przemów, miał dużo niskich, gardłowych głosek i brzmiał wtedy naprawdę groźnie. Gdy Deana skończyła, Aweloney nie siedziała już naprzeciw, tylko tkwiła obok stołu, gnąc się w głębokim ukłonie.
— Wybacz, Pani Płomieni. Ja… nie chciałam… ja…
Gniew, jak szybko przyszedł, tak szybko zniknął, ustępując miejsca rozgoryczeniu i smutkowi.
Zacisnęła zęby. Ciąża, psiakrew.
— Wystarczy. Nie mam czasu na takie… głupoty. Mów po kolei. Co się tam dzieje?
Rozdział 20
Coś jakby rozpalony do białości żelazny pręt połaskotał go w kark. Gentrell uniósł wzrok. Eusewenia Wamlesch. Ubrana w skromny błękit, machająca dystyngowanie wachlarzem, pewna swojego jak śmierć pod szubienicą. Promieniała takim triumfem, że dziwne, iż nie zapaliła się na niej suknia.
Suka.
— Dwa pułki Górskiej Straży, Szósty z Belenden i Ósmy z Lagh, idą teraz na tę przełęcz szybkim marszem. Za dwa dni dotrze do nich Drugi Pieszy. Możemy się tylko modlić, by zdążyli zamknąć aherom drogę na południe. Mają się też rozglądać za Szóstą Kompanią. Jeśli rzeczywiście ci żołnierze przebijają się bezdrożami w naszą stronę, może naprawdę są z nimi Szczury i ich towarzyszka.
Gentrell dopiero teraz dostrzegł, że na kamiennej mapie kilku ołowianych żołnierzy zbliżało się do plamy czerni. Wyglądali żałośnie na tle gór.
— Ale jeśli nie… jeśli z powodu głupoty podszytej niefrasobliwością i poczuciem władzy stracimy tak cennego jeńca… i tych żołnierzy… Luwo ma od wczoraj areszt domowy. Nadal jest dowódcą Nory, ale nie wolno mu opuszczać tego zamku. Ma tu zresztą kilka swoich osobistych komnat, więc powinien być szczęśliwy. Jego przyszłość zależy od tego, jak rozwiąże się sprawa zniknięcia Szóstej i reszty. Na wszelki wypadek wysłałem też rozkazy do wszystkich północnych jednostek, że natychmiast po nawiązaniu kontaktu należy ich odesłać do stolicy. A jeśli ci żołnierze pojawią się sto mil od Belenden, należy ich traktować jak dezerterów. Rozbroić, aresztować i też wysłać do Meekhanu. Razem ze wszystkimi towarzyszącymi im osobami. Rozumiesz?
— Tak, Wasza Wysokość.
— Pytam, czy rozumiesz, bo od dziś ty zajmujesz się tymi żołnierzami.
Było naprawdę cholernie źle, jeśli cesarz oficjalnie odbierał tę sprawę Pierwszemu i przekazywał ją Gentrellowi.
— Nie będę zawracał głowy Drugiemu, jest wystarczająco zajęty przy Bagnie. Więc od teraz to twoja osobista odpowiedzialność, Trzeci. Nie będę tolerował niepowodzenia. W tej chwili, na mój rozkaz, tworzymy na terenie Meekhanu sieć magicznej łączności, wspartej gońcami, żeby na bieżąco aktualizować to. — Cesarz wskazał na płaskorzeźbę. — Informacja jest dla nas kluczowa, za dużo się dzieje, żebym o nieprzyjacielskiej armii dowiadywał się dopiero wtedy, gdy na horyzoncie zobaczę dymy z płonących wiosek. Nora, Psiarnia, korpus dyplomatyczny, gildie czarowników. Wszyscy radośnie i z entuzjazmem przyłączają się do naszych działań. — Gdyby sarkazm dało się sprzedawać, Kregan-ber-Arlens zapewne zostałby jego pierwszym dostawcą w Imperium. — Na razie system działa. Jak ktoś spyta, po co to wszystko, odpowiadamy, że po to, by trzymać rękę na pulsie i zapobiec wojnie na Wschodzie. Jeśli zapyta, ile to kosztuje, mówimy, że mniej niż utrata jednego miasta. Wyjaśniam ci to, bo dostaniesz odpowiednie prerogatywy do korzystania z tej sieci. Osobista odpowiedzialność musi być wspierana odpowiednimi narzędziami. Rozumiesz?