Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 92 93 94 95 96 97 98 99 100 ... 210
Перейти на страницу:

Z se­tek, cza­sem ty­się­cy ra­por­tów, plo­tek, bła­hych, a cza­sem bez­sen­sow­nych wie­ści, trze­ba było wy­ło­wić te naj­waż­niej­sze, co czę­sto się nie uda­wa­ło, mimo iż Evi­kiat za­trud­nił trzy tu­zi­ny gry­zi­piór­ków, któ­rzy za­mknię­ci w pod­zie­miach pa­ła­cu, mie­li wstęp­nie fil­tro­wać ten cha­os. Wła­śnie przez to zbyt póź­no do­tar­ła do niej wieść o rze­zi, któ­rą Po­mweń­czy­cy po­sta­no­wi­li zgo­to­wać swo­im nie­wol­ni­kom. Gdy­by wie­dzia­ła wcze­śniej, wy­sła­ła­by tu­zin go­łę­bi za­ka­zu­ją­cych tego sza­leń­stwa. Te ty­sią­ce nie­szczę­śni­ków za­szko­dzi­ło­by Ko­no­we­ryn mniej, gdy­by zna­la­zło się za mu­ra­mi i przy­łą­czy­ło do po­wsta­nia, niż te­raz, gdy sta­li się mę­czen­ni­ka­mi – sym­bo­lem okru­cień­stwa wła­ści­cie­li.

— Mam wie­ści z Po­mwe — Awe­lo­ney prze­rwa­ła prze­dłu­ża­ją­cą się ci­szę.

De­ana za­mru­ga­ła, za­sko­czo­na. Czy bi­blio­te­kar­ka czy­ta­ła jej w my­ślach?

— Mów.

Po nie­szczę­snej bi­twie pod tym mia­stem, sa­mo­wol­nej i głu­piej, De­ana wy­da­ła roz­kaz, by miej­sco­wy gar­ni­zon Ba­wo­łów zo­stał za mu­ra­mi i przy­go­to­wał się do obro­ny. To był je­dy­ny więk­szy od­dział cięż­kiej pie­cho­ty, ja­kie­go nie ścią­gnę­ła do sto­li­cy. Z dwóch po­wo­dów. Po pierw­sze, je­śli nie­wol­ni­cy spró­bu­ją ru­szyć na wschód wzdłuż Tos, Po­mwe ma ich za­trzy­mać, póki nie na­dej­dą po­sił­ki. A po dru­gie, oba­wia­ła się po pro­stu, że ten ty­siąc cięż­ko­zbroj­nych zo­sta­nie znisz­czo­ny, wy­krwa­wio­ny i po­żar­ty przez ar­mię nie­wol­ni­ków, gdy tyl­ko wyj­dzie za mury mia­sta.

Dość już bro­ni do­star­czy­li bun­tow­ni­kom.

Spoj­rze­nie czar­nych oczu ucie­kło na stół, wę­dru­jąc mię­dzy pół­mi­ska­mi i ka­raf­ka­mi. De­ana po­czu­ła ukłu­cie nie­po­ko­ju.

— Co się sta­ło?

— Po­mwe jest ob­lę­żo­ne. Cał­ko­wi­cie od­cię­te od stro­ny lądu i rze­ki. To sku­tek ata­ku, któ­ry przy­pusz­czo­no na obo­zo­wi­sko nie­wol­ni­ków trzy dni temu. Krwa­wy Ka­hel­le od­parł na­paść, po czym wy­pro­wa­dził ar­mię z lasu i ob­legł mia­sto.

Ek­cha­ar oka­zał się bło­go­sła­wień­stwem, kry­jąc krew, któ­ra wy­stą­pi­ła De­anie na po­licz­ki. Nie­wol­ni­cy wy­ko­na­li ruch. Za­ata­ko­wa­li. A ta ko­bie­ta za­miast wpaść tu z krzy­kiem, zaj­mu­je ją po­ga­dusz­ka­mi o tym, czy Is­sa­ram mają dziw­ki.

— Dla­cze­go… — gło­śno na­bra­ła po­wie­trza i wy­pu­ści­ła je po­wo­li. — Dla­cze­go nie za­czę­łaś od tej wie­ści?

— Prze­ka­za­łam ją już Evi­kia­to­wi i Su­chie­mu. Tru­ci­ciel po­wie­dział, żeby naj­pierw po­zwo­lić ci usiąść i na­pić się wina. Żeby wstrząs nie za­szko­dził dziec­ku. Zresz­tą, od­kąd we­szłam, nie mi­nął na­wet kwa­drans. Evi­kiat szy­ku­je Salę Koni do na­ra­dy. Sto­ły, mapy, pla­ny… We­zwał też Kos­se­go i Wu­ara, a oni po­trze­bu­ją chwi­li, by tu do­trzeć.

To była praw­da. Ba­wo­ły i Sło­wi­ki obo­zo­wa­ły za mu­ra­mi Ko­no­we­ryn.

Ale mimo wszyst­ko gniew szarp­nął nią tak bar­dzo, że po­trze­bo­wa­ła ca­łej siły woli, by nie ze­rwać się i nie trza­snąć Awe­lo­ney w zęby.

— Na­stęp­nym ra­zem — wy­ce­dzi­ła po­wo­li, ak­cen­tu­jąc każ­de sło­wo — prze­ka­żesz ta­kie wie­ści naj­pierw mnie. Bez­zwłocz­nie. Nie­waż­ne, czy będę sta­ła, sie­dzia­ła, le­ża­ła czy ro­dzi­ła. Evi­kiat, Va­ra­la i Su­chi mają moje peł­ne za­ufa­nie, ale żad­ne z nich nie bę­dzie de­cy­do­wać, co i jak moż­na mi po­wie­dzieć. Ro­zu­miesz?

Wła­ści­wie k’is­sa­ri świet­nie nada­wał się do ta­kich prze­mów, miał dużo ni­skich, gar­dło­wych gło­sek i brzmiał wte­dy na­praw­dę groź­nie. Gdy De­ana skoń­czy­ła, Awe­lo­ney nie sie­dzia­ła już na­prze­ciw, tyl­ko tkwi­ła obok sto­łu, gnąc się w głę­bo­kim ukło­nie.

— Wy­bacz, Pani Pło­mie­ni. Ja… nie chcia­łam… ja…

Gniew, jak szyb­ko przy­szedł, tak szyb­ko znik­nął, ustę­pu­jąc miej­sca roz­go­ry­cze­niu i smut­ko­wi.

Za­ci­snę­ła zęby. Cią­ża, psia­krew.

— Wy­star­czy. Nie mam cza­su na ta­kie… głu­po­ty. Mów po ko­lei. Co się tam dzie­je?

Rozdział 20

Coś jak­by roz­pa­lo­ny do bia­ło­ści że­la­zny pręt po­ła­sko­tał go w kark. Gen­trell uniósł wzrok. Eu­se­we­nia Wam­lesch. Ubra­na w skrom­ny błę­kit, ma­cha­ją­ca dys­tyn­go­wa­nie wa­chla­rzem, pew­na swo­je­go jak śmierć pod szu­bie­ni­cą. Pro­mie­nia­ła ta­kim trium­fem, że dziw­ne, iż nie za­pa­li­ła się na niej suk­nia.

Suka.

— Dwa puł­ki Gór­skiej Stra­ży, Szó­sty z Be­len­den i Ósmy z Lagh, idą te­raz na tę prze­łęcz szyb­kim mar­szem. Za dwa dni do­trze do nich Dru­gi Pie­szy. Mo­że­my się tyl­ko mo­dlić, by zdą­ży­li za­mknąć ahe­rom dro­gę na po­łu­dnie. Mają się też roz­glą­dać za Szó­stą Kom­pa­nią. Je­śli rze­czy­wi­ście ci żoł­nie­rze prze­bi­ja­ją się bez­dro­ża­mi w na­szą stro­nę, może na­praw­dę są z nimi Szczu­ry i ich to­wa­rzysz­ka.

Gen­trell do­pie­ro te­raz do­strzegł, że na ka­mien­nej ma­pie kil­ku oło­wia­nych żoł­nie­rzy zbli­ża­ło się do pla­my czer­ni. Wy­glą­da­li ża­ło­śnie na tle gór.

— Ale je­śli nie… je­śli z po­wo­du głu­po­ty pod­szy­tej nie­fra­so­bli­wo­ścią i po­czu­ciem wła­dzy stra­ci­my tak cen­ne­go jeń­ca… i tych żoł­nie­rzy… Luwo ma od wczo­raj areszt do­mo­wy. Na­dal jest do­wód­cą Nory, ale nie wol­no mu opusz­czać tego zam­ku. Ma tu zresz­tą kil­ka swo­ich oso­bi­stych kom­nat, więc po­wi­nien być szczę­śli­wy. Jego przy­szłość za­le­ży od tego, jak roz­wią­że się spra­wa znik­nię­cia Szó­stej i resz­ty. Na wszel­ki wy­pa­dek wy­sła­łem też roz­ka­zy do wszyst­kich pół­noc­nych jed­no­stek, że na­tych­miast po na­wią­za­niu kon­tak­tu na­le­ży ich ode­słać do sto­li­cy. A je­śli ci żoł­nie­rze po­ja­wią się sto mil od Be­len­den, na­le­ży ich trak­to­wać jak de­zer­te­rów. Roz­bro­ić, aresz­to­wać i też wy­słać do Me­ekha­nu. Ra­zem ze wszyst­ki­mi to­wa­rzy­szą­cy­mi im oso­ba­mi. Ro­zu­miesz?

— Tak, Wa­sza Wy­so­kość.

— Py­tam, czy ro­zu­miesz, bo od dziś ty zaj­mu­jesz się tymi żoł­nie­rza­mi.

Było na­praw­dę cho­ler­nie źle, je­śli ce­sarz ofi­cjal­nie od­bie­rał tę spra­wę Pierw­sze­mu i prze­ka­zy­wał ją Gen­trel­lo­wi.

— Nie będę za­wra­cał gło­wy Dru­gie­mu, jest wy­star­cza­ją­co za­ję­ty przy Ba­gnie. Więc od te­raz to two­ja oso­bi­sta od­po­wie­dzial­ność, Trze­ci. Nie będę to­le­ro­wał nie­po­wo­dze­nia. W tej chwi­li, na mój roz­kaz, two­rzy­my na te­re­nie Me­ekha­nu sieć ma­gicz­nej łącz­no­ści, wspar­tej goń­ca­mi, żeby na bie­żą­co ak­tu­ali­zo­wać to. — Ce­sarz wska­zał na pła­sko­rzeź­bę. — In­for­ma­cja jest dla nas klu­czo­wa, za dużo się dzie­je, że­bym o nie­przy­ja­ciel­skiej ar­mii do­wia­dy­wał się do­pie­ro wte­dy, gdy na ho­ry­zon­cie zo­ba­czę dymy z pło­ną­cych wio­sek. Nora, Psiar­nia, kor­pus dy­plo­ma­tycz­ny, gil­die cza­row­ni­ków. Wszy­scy ra­do­śnie i z en­tu­zja­zmem przy­łą­cza­ją się do na­szych dzia­łań. — Gdy­by sar­kazm dało się sprze­da­wać, Kre­gan-ber-Ar­lens za­pew­ne zo­stał­by jego pierw­szym do­staw­cą w Im­pe­rium. — Na ra­zie sys­tem dzia­ła. Jak ktoś spy­ta, po co to wszyst­ko, od­po­wia­da­my, że po to, by trzy­mać rękę na pul­sie i za­po­biec woj­nie na Wscho­dzie. Je­śli za­py­ta, ile to kosz­tu­je, mó­wi­my, że mniej niż utra­ta jed­ne­go mia­sta. Wy­ja­śniam ci to, bo do­sta­niesz od­po­wied­nie pre­ro­ga­ty­wy do ko­rzy­sta­nia z tej sie­ci. Oso­bi­sta od­po­wie­dzial­ność musi być wspie­ra­na od­po­wied­ni­mi na­rzę­dzia­mi. Ro­zu­miesz?

1 ... 92 93 94 95 96 97 98 99 100 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)