Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 210
Перейти на страницу:

A ogień ludz­kie­go gnie­wu i nie­na­wi­ści jest sto­kroć groź­niej­szy niż taki, któ­ry tra­wi drew­no.

Od­wró­ci­ła się wte­dy ple­ca­mi do tej nie­prze­jed­na­nej trój­ki i na­gle w od­bi­ciu w lu­strze zo­ba­czy­ła, że Kan­hiss z Klew, Pon­me­riusz i Po­es­sa wy­mie­nia­ją szyb­kie, nie­pew­ne spoj­rze­nia. Na mgnie­nie oka zdję­li ma­ski i De­ana zo­ba­czy­ła ich ta­ki­mi, ja­ki­mi byli na­praw­dę – trój­ką sta­rych uczo­nych, któ­rzy wie­dzie­li, że ich wła­dza opie­ra się nie na zło­cie, ar­mii czy wie­rze, lecz na tra­dy­cji i oby­cza­jach. Tra­dy­cjach i oby­cza­jach, któ­re ona, dzi­ku­ska z pół­no­cy, zdą­ży­ła już wy­wró­cić do góry no­ga­mi. We­szła w Oko Aga­ra i wy­szła z nie­go jako pierw­sza ko­bie­ta w hi­sto­rii Da­le­kie­go Po­łu­dnia, a było to za­le­d­wie zwień­cze­nie le­gen­dy, któ­ra ją ota­cza­ła, po­cząw­szy od oca­le­nia księ­cia z rąk pu­styn­nych ban­dy­tów, po nie­spo­dzie­wa­ną, cu­dow­ną cią­żę, bo jed­na z miej­skich plo­tek gło­si­ła, że sta­jąc przed ob­li­czem Pana Ognia, De­ana była dzie­wi­cą, nie­tknię­tą przez żad­ne­go męż­czy­znę.

Bi­blio­te­ka­rze bali się jej. Byli jak mah, pu­styn­na jasz­czur­ka, któ­ra w ob­li­czu wro­ga na­dy­ma fał­dy luź­nej skó­ry, uda­jąc wiel­ką i groź­ną.

Dzie­sią­te­go dnia we­zwa­ła ich do sie­bie po raz ostat­ni. W jed­nym z ogro­dów cze­kał wy­so­ki na dwóch męż­czyzn stos ksiąg i zwo­jów, za­re­kwi­ro­wa­nych z ca­łe­go pa­ła­cu. Były tam głów­nie ja­kieś ro­man­si­dła, ta­nia po­ezja, ero­tycz­ne opo­wiast­ki dla znu­dzo­nych chłop­ców i spo­ro sta­rych ksiąg ra­chun­ko­wych.

— Mia­łam sen — za­czę­ła, pa­trząc, jak spoj­rze­nia bi­blio­te­ka­rzy wę­dru­ją mię­dzy sto­sem a ota­cza­ją­cy­mi go słu­żą­cy­mi trzy­ma­ją­cy­mi w rę­kach po­chod­nie. — Wiel­ki ogni­sty ptak usiadł na da­chu Bi­blio­te­ki, a jego pió­ra opa­dły, prze­bi­ły stro­py i roz­nio­sły pło­mie­nie po wszyst­kich po­miesz­cze­niach. A gdy wszyst­ko ob­ró­ci­ło się w po­piół, ptak za­nu­rzył gło­wę w zglisz­czach, wy­cią­gnął z nich małą, za­krwa­wio­ną księ­gę, roz­ło­żył skrzy­dła i prze­fru­nął na dach Domu Ognia. Po czym zło­żył swój łup po­środ­ku Oka. I we śnie usły­sza­łam głos, któ­ry prze­mó­wił do mnie sło­wa­mi: „Od­daj, co naj­waż­niej­sze”. Trzy sło­wa. Nie wię­cej. Nie mniej.

Mach­nę­ła dło­nią i dwóch słu­żą­cych po­de­szło do sto­su i opróż­ni­ło na nie­go dzba­ny oli­wy.

— Nie wiem, jak je zro­zu­mieć. Oko to ser­ce Ko­no­we­ryn, więc i ser­ce ca­łe­go księ­stwa. Ca­łe­go Po­łu­dnia. Czy ten sen ozna­cza, że Pan Ognia do­ma­ga się, by Bi­blio­te­ka zło­ży­ła w Oku da­ni­nę krwi? Czy żeby od­da­ła księ­ciu, co do księ­cia na­le­ży? Czy też cho­dzi­ło o to, że Księ­gi Krwi są naj­waż­niej­szym i je­dy­nym — pod­kre­śli­ła do sło­wo, ce­dząc je po­wo­li — po­wo­dem ist­nie­nia Bi­blio­te­ki, a resz­ta…

Mach­nę­ła po­now­nie dło­nią i po­chod­nie po­wę­dro­wa­ły na stos. Wo­lu­mi­ny bły­ska­wicz­nie za­ję­ły się ogniem. De­ana od­cze­ka­ła kil­ka chwil, aż pło­mie­nie ogar­ną je wszyst­kie.

— … resz­ta ksiąg, trak­ta­ty na­uko­we i fi­lo­zo­ficz­ne, roz­pra­wy o hi­sto­rii kró­lestw, ję­zy­kach i oby­cza­jach od­le­głych lu­dów, ro­man­se, sztu­ki te­atral­ne, opi­sy wy­praw i wę­dró­wek wa­szych uczo­nych, to pył i po­piół, nie­wart wspo­mnie­nia.

Dwie łzy spły­nę­ły po po­licz­kach Kan­his­sa z Klew, choć pło­nę­ło przed nią coś, co we­dług Su­chie­go nie było war­te tu­szu, któ­rym to spi­sa­no.

De­ana za­kla­ska­ła i słu­żą­cy dys­kret­nie od­da­li­li się na od­le­głość wy­star­cza­ją­cą, by nic nie sły­szeć.

— Je­śli Pło­mień Aga­ra ogło­si, że Bi­blio­te­ka po­win­na zaj­mo­wać się tyl­ko ba­da­niem czy­sto­ści krwi po­tom­ków awen­de­ri, jak ro­bi­ła to w pierw­szych la­tach swe­go ist­nie­nia, a resz­tę zbio­rów na­le­ży spa­lić na chwa­łę Pana Ognia, ma­ją­tek bi­blio­te­ka­rzy roz­dać ubo­gim, a pu­ste kom­na­ty za­mie­nić w miej­ski szpi­tal i przy­tu­łek dla sie­rot, to jak wie­lu lu­dzi wyj­dzie na uli­ce, by prze­ciw temu pro­te­sto­wać? Te­raz, gdy ar­mia nie­wol­ni­ków gro­ma­dzi się na za­cho­dzie, a nasi są­sie­dzi mają chrap­kę na Ko­no­we­ryn?

Pa­trzy­ła na ich twa­rze. Kan­hiss pła­kał, po­licz­ki Pon­me­riu­sza po­czer­wie­nia­ły, jak­by ktoś chlap­nął na nie szkar­łat­ną far­bą, a Po­es­sa za­ci­snę­ła usta w wą­ską kre­chę i nie od­ry­wa­ła wzro­ku od pło­mie­ni.

— Księ­stwo po­trze­bu­je wa­szej po­mo­cy. Od­da­cie mu, co naj­waż­niej­sze?

Ski­nę­li gło­wa­mi. Po­wo­li i sztyw­no, jak­by trzy drew­nia­ne ku­kieł­ki zgię­ły wy­stru­ga­ne kar­ki. Ale De­ana jesz­cze nie skoń­czy­ła.

— Bi­blio­te­ka po­trze­bu­je wa­sze­go do­świad­cze­nia i mą­dro­ści — po­wie­dzia­ła. — Nie wiem, jak za­koń­czy się po­wsta­nie, nie wiem, czy nie wy­buch­nie woj­na z ościen­ny­mi księ­stwa­mi, nie wiem, czy Pan Ognia nie oka­że nam swo­je­go nie­za­do­wo­le­nia. Dla­te­go wa­sza trój­ka na­tych­miast zaj­mie się spo­rzą­dza­niem spi­su naj­waż­niej­szych dzieł, ja­kie Wiel­ka Bi­blio­te­ka ma na sta­nie, za­bez­pie­czy je i przy­go­tu­je do wy­wie­zie­nia z mia­sta. W por­cie wy­na­ję­to dwa ma­ga­zy­ny, gdzie zgro­ma­dzi­cie to, co uzna­cie za bez­cen­ne. Ufam wam i w ca­ło­ści zda­ję się na wa­szą wie­dzę. Je­śli los nie bę­dzie nam sprzy­jał, wy­wie­zie­my je mo­rzem w bez­piecz­ne miej­sce. Do­sta­nie­cie od razu zbroj­ną eskor­tę, żeby nikt wam nie prze­szka­dzał.

Po­es­sa spoj­rza­ła na nią, a blask pło­mie­ni tań­czą­cy w oczach sta­rej bi­blio­te­kar­ki nadał jej ob­li­czu de­mo­nicz­ny wy­gląd. Uczo­na otwo­rzy­ła usta, ale De­ana nie do­pu­ści­ła jej do gło­su.

— Mo­że­cie do­brać so­bie po trzy oso­by do po­mo­cy. Wszyst­kie zbio­ry mają być ska­ta­lo­go­wa­ne i za­bez­pie­czo­ne tak, by nic im nie za­szko­dzi­ło. Zwłasz­cza po­dróż mor­ska. Wa­sze obo­wiąz­ki przej­mie Awe­lo­ney Dłu­gi Pa­lec.

Wska­za­ła na pło­mie­nie.

— Gdy stos się do­pa­li, straż­ni­cy od­pro­wa­dzą was do wyj­ścia. Pra­cę za­cznie­cie jesz­cze dziś.

Bi­blio­te­ka sta­ła się jej ocza­mi i usza­mi. A naj­za­baw­niej­sze było to, że w pra­cy uczo­nych pra­wie nic się nie zmie­ni­ło. Ra­por­ty mię­dzy po­szcze­gól­ny­mi pla­ców­ka­mi wę­dro­wa­ły jak zwy­kle, opi­sy po­ty­czek, ogni­ska po­wsta­nia, ru­chy wojsk są­sied­nich księstw, na­stro­je na pro­win­cji, sy­tu­acja za mu­ra­mi miast… Bi­blio­te­ka­rze i tak gro­ma­dzi­li i wy­mie­nia­li się tymi in­for­ma­cja­mi, tyl­ko te­raz, za­nim zo­sta­ły za­pi­sa­ne w księ­gach, tra­fia­ły do De­any. Rzecz ja­sna taka sieć mia­ła wie­le wad, kon­ni po­słań­cy po­ru­sza­ją­cy się po wie­lu re­jo­nach księ­stwa czę­sto zni­ka­li bez śla­du, go­łę­bie pocz­to­we nie były zbyt pew­ne, a łącz­ność ma­gicz­na ist­nia­ła tyl­ko mię­dzy tu­zi­nem naj­więk­szych fi­lii na Da­le­kim Po­łu­dniu. Ale i tak naj­więk­szym pro­ble­mem oka­za­ła się ilość śmie­ci, któ­re do niej tra­fia­ły.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)