Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
A ogień ludzkiego gniewu i nienawiści jest stokroć groźniejszy niż taki, który trawi drewno.
Odwróciła się wtedy plecami do tej nieprzejednanej trójki i nagle w odbiciu w lustrze zobaczyła, że Kanhiss z Klew, Ponmeriusz i Poessa wymieniają szybkie, niepewne spojrzenia. Na mgnienie oka zdjęli maski i Deana zobaczyła ich takimi, jakimi byli naprawdę – trójką starych uczonych, którzy wiedzieli, że ich władza opiera się nie na złocie, armii czy wierze, lecz na tradycji i obyczajach. Tradycjach i obyczajach, które ona, dzikuska z północy, zdążyła już wywrócić do góry nogami. Weszła w Oko Agara i wyszła z niego jako pierwsza kobieta w historii Dalekiego Południa, a było to zaledwie zwieńczenie legendy, która ją otaczała, począwszy od ocalenia księcia z rąk pustynnych bandytów, po niespodziewaną, cudowną ciążę, bo jedna z miejskich plotek głosiła, że stając przed obliczem Pana Ognia, Deana była dziewicą, nietkniętą przez żadnego mężczyznę.
Bibliotekarze bali się jej. Byli jak mah, pustynna jaszczurka, która w obliczu wroga nadyma fałdy luźnej skóry, udając wielką i groźną.
Dziesiątego dnia wezwała ich do siebie po raz ostatni. W jednym z ogrodów czekał wysoki na dwóch mężczyzn stos ksiąg i zwojów, zarekwirowanych z całego pałacu. Były tam głównie jakieś romansidła, tania poezja, erotyczne opowiastki dla znudzonych chłopców i sporo starych ksiąg rachunkowych.
— Miałam sen — zaczęła, patrząc, jak spojrzenia bibliotekarzy wędrują między stosem a otaczającymi go służącymi trzymającymi w rękach pochodnie. — Wielki ognisty ptak usiadł na dachu Biblioteki, a jego pióra opadły, przebiły stropy i rozniosły płomienie po wszystkich pomieszczeniach. A gdy wszystko obróciło się w popiół, ptak zanurzył głowę w zgliszczach, wyciągnął z nich małą, zakrwawioną księgę, rozłożył skrzydła i przefrunął na dach Domu Ognia. Po czym złożył swój łup pośrodku Oka. I we śnie usłyszałam głos, który przemówił do mnie słowami: „Oddaj, co najważniejsze”. Trzy słowa. Nie więcej. Nie mniej.
Machnęła dłonią i dwóch służących podeszło do stosu i opróżniło na niego dzbany oliwy.
— Nie wiem, jak je zrozumieć. Oko to serce Konoweryn, więc i serce całego księstwa. Całego Południa. Czy ten sen oznacza, że Pan Ognia domaga się, by Biblioteka złożyła w Oku daninę krwi? Czy żeby oddała księciu, co do księcia należy? Czy też chodziło o to, że Księgi Krwi są najważniejszym i jedynym — podkreśliła do słowo, cedząc je powoli — powodem istnienia Biblioteki, a reszta…
Machnęła ponownie dłonią i pochodnie powędrowały na stos. Woluminy błyskawicznie zajęły się ogniem. Deana odczekała kilka chwil, aż płomienie ogarną je wszystkie.
— … reszta ksiąg, traktaty naukowe i filozoficzne, rozprawy o historii królestw, językach i obyczajach odległych ludów, romanse, sztuki teatralne, opisy wypraw i wędrówek waszych uczonych, to pył i popiół, niewart wspomnienia.
Dwie łzy spłynęły po policzkach Kanhissa z Klew, choć płonęło przed nią coś, co według Suchiego nie było warte tuszu, którym to spisano.
Deana zaklaskała i służący dyskretnie oddalili się na odległość wystarczającą, by nic nie słyszeć.
— Jeśli Płomień Agara ogłosi, że Biblioteka powinna zajmować się tylko badaniem czystości krwi potomków awenderi, jak robiła to w pierwszych latach swego istnienia, a resztę zbiorów należy spalić na chwałę Pana Ognia, majątek bibliotekarzy rozdać ubogim, a puste komnaty zamienić w miejski szpital i przytułek dla sierot, to jak wielu ludzi wyjdzie na ulice, by przeciw temu protestować? Teraz, gdy armia niewolników gromadzi się na zachodzie, a nasi sąsiedzi mają chrapkę na Konoweryn?
Patrzyła na ich twarze. Kanhiss płakał, policzki Ponmeriusza poczerwieniały, jakby ktoś chlapnął na nie szkarłatną farbą, a Poessa zacisnęła usta w wąską krechę i nie odrywała wzroku od płomieni.
— Księstwo potrzebuje waszej pomocy. Oddacie mu, co najważniejsze?
Skinęli głowami. Powoli i sztywno, jakby trzy drewniane kukiełki zgięły wystrugane karki. Ale Deana jeszcze nie skończyła.
— Biblioteka potrzebuje waszego doświadczenia i mądrości — powiedziała. — Nie wiem, jak zakończy się powstanie, nie wiem, czy nie wybuchnie wojna z ościennymi księstwami, nie wiem, czy Pan Ognia nie okaże nam swojego niezadowolenia. Dlatego wasza trójka natychmiast zajmie się sporządzaniem spisu najważniejszych dzieł, jakie Wielka Biblioteka ma na stanie, zabezpieczy je i przygotuje do wywiezienia z miasta. W porcie wynajęto dwa magazyny, gdzie zgromadzicie to, co uznacie za bezcenne. Ufam wam i w całości zdaję się na waszą wiedzę. Jeśli los nie będzie nam sprzyjał, wywieziemy je morzem w bezpieczne miejsce. Dostaniecie od razu zbrojną eskortę, żeby nikt wam nie przeszkadzał.
Poessa spojrzała na nią, a blask płomieni tańczący w oczach starej bibliotekarki nadał jej obliczu demoniczny wygląd. Uczona otworzyła usta, ale Deana nie dopuściła jej do głosu.
— Możecie dobrać sobie po trzy osoby do pomocy. Wszystkie zbiory mają być skatalogowane i zabezpieczone tak, by nic im nie zaszkodziło. Zwłaszcza podróż morska. Wasze obowiązki przejmie Aweloney Długi Palec.
Wskazała na płomienie.
— Gdy stos się dopali, strażnicy odprowadzą was do wyjścia. Pracę zaczniecie jeszcze dziś.
Biblioteka stała się jej oczami i uszami. A najzabawniejsze było to, że w pracy uczonych prawie nic się nie zmieniło. Raporty między poszczególnymi placówkami wędrowały jak zwykle, opisy potyczek, ogniska powstania, ruchy wojsk sąsiednich księstw, nastroje na prowincji, sytuacja za murami miast… Bibliotekarze i tak gromadzili i wymieniali się tymi informacjami, tylko teraz, zanim zostały zapisane w księgach, trafiały do Deany. Rzecz jasna taka sieć miała wiele wad, konni posłańcy poruszający się po wielu rejonach księstwa często znikali bez śladu, gołębie pocztowe nie były zbyt pewne, a łączność magiczna istniała tylko między tuzinem największych filii na Dalekim Południu. Ale i tak największym problemem okazała się ilość śmieci, które do niej trafiały.