Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 210
Перейти на страницу:

Plot­ki gło­si­ły, że ar­mia Krwa­we­go Ka­hel­le li­czy po­nad sto ty­się­cy lu­dzi i z dnia na dzień ro­śnie w siłę.

Co zro­bi, je­śli bun­tow­ni­cy ze­chcą ude­rzyć na sto­li­cę i zmieść Bia­łe Ko­no­we­ryn z po­wierzch­ni zie­mi?

Czar­ne oczy Awe­lo­ney Dłu­gi Pa­lec wę­dro­wa­ły po jej ek­cha­arze, ra­mio­nach, dło­niach. Bi­blio­te­kar­ka mil­cza­ła, za co De­ana była jej wdzięcz­na. Nie po­trze­bo­wa­ła ko­lej­nej por­cji do­brych rad, po­na­gleń czy żą­dań.

Na do­da­tek stra­ci­li Ród Trzcin, któ­ry jed­no­znacz­nie opo­wie­dział się za Ob­ra­rem. Te­raz mu­sie­li ja­koś wy­peł­nić tę lukę. Był to zresz­tą je­den z po­wo­dów, dla któ­rych po­wsta­nie mia­ło tak gwał­tow­ny prze­bieg i osią­gnę­ło taki suk­ces: głów­nym za­da­niem Trzcin była do tej pory kon­tro­la na­stro­jów wśród nie­wol­ni­ków, li­kwi­da­cja po­ten­cjal­nych pro­wo­dy­rów, pre­wen­cyj­ne ude­rze­nia w za­rze­wia bun­tu. Bez tego Rodu Woj­ny po­wsta­nie sza­la­ło ni­czym po­żar w su­chym le­sie. Na do­da­tek Trzci­ny trzy­ma­ły tak­że swo­ich agen­tów w ościen­nych księ­stwach, więc po ich od­su­nię­ciu Bia­łe Ko­no­we­ryn sta­ło się śle­pe i głu­che na to, co dzia­ło się poza jego gra­ni­ca­mi.

To Evi­kiat pod­su­nął jej po­mysł, jak roz­wią­zać ten pro­blem. Była jesz­cze jed­na or­ga­ni­za­cja, któ­ra mia­ła kon­tak­ty na ca­łym Da­le­kim Po­łu­dniu. Fi­lie i od­dzia­ły po­łą­czo­ne w je­den wiel­ki or­ga­nizm. Dzia­ła­ją­ca od se­tek lat w dzie­dzi­nie wy­mia­ny i gro­ma­dze­nia in­for­ma­cji, ofi­cjal­nie nie­mie­sza­ją­ca się do kon­flik­tów. Jej neu­tral­ność była wręcz le­gen­dar­na, zna­na i po­wszech­nie sza­no­wa­na – miej­skie plot­kar­ki opo­wia­da­ły o uczo­nych w bia­łych sza­tach, któ­rzy wę­dro­wa­li po po­lach bi­tew w sa­mym środ­ku wal­ki, by spo­rzą­dzić do­kład­ny opis star­cia, i ża­den z wal­czą­cych ich nie nie­po­ko­ił.

De­ana nie wie­rzy­ła w ta­kie baj­ki. Ale roz­le­głe kon­tak­ty Wiel­kiej Bi­blio­te­ki za­in­te­re­so­wa­ły ją wy­star­cza­ją­co, żeby im się przyj­rzeć. Oka­za­ło się, że ucze­ni na­praw­dę mają swo­je przed­sta­wi­ciel­stwa w każ­dym więk­szym mie­ście Po­łu­dnia. Od ma­łych, zaj­mu­ją­cych le­d­wo je­den czy dwa po­ko­iki, aż do ol­brzy­mich, li­czą­cych ty­sią­ce ksiąg i zwo­jów, znaj­du­ją­cych się w sto­li­cach in­nych księstw. Do tego Bi­blio­te­ka nad­zo­ro­wa­ła wpi­sy do Ksiąg Krwi, Zwo­jów Czy­sto­ści czy Pism Ognia, jak róż­nie zwa­no do­ku­men­ty opi­su­ją­ce po­wią­za­nia mię­dzy po­szcze­gól­ny­mi ro­da­mi ary­sto­kra­tycz­ny­mi i ich wza­jem­ne ko­li­ga­cje. Na ich pod­sta­wie usta­la­no czy­stość li­nii krwi po­cho­dzą­cej od sa­mych awen­de­ri Pana Ognia. Skom­pli­ko­wa­ne drze­wa ge­ne­alo­gicz­ne, się­ga­ją­ce wie­le po­ko­leń wstecz – wię­zy cza­sem tak splą­ta­ne, że bez wglą­du w wie­le roz­rzu­co­nych po ca­łym Po­łu­dniu do­ku­men­tów nie dało się usta­lić, kto jest z kim i w ja­kim stop­niu spo­wi­no­wa­co­ny. A tym sa­mym nie dało się stwier­dzić hie­rar­chii wśród miej­sco­wej szlach­ty.

Krew „na­czyń” Aga­ra była zaś naj­cen­niej­szym skar­bem tu­tej­szych księstw. Bez niej nie moż­na było wejść do Oka i sta­nąć przed ob­li­czem boga. A bez in­for­ma­cji prze­cho­wy­wa­nych przez Bi­blio­te­kę nie dało się wy­brać od­po­wied­nich dziew­cząt do za­płod­nie­nia przez miej­sco­wych ksią­żąt, a tym sa­mym dy­na­stia mo­gła­by upaść.

To wszyst­ko spra­wia­ło, że Wiel­ka Bi­blio­te­ka dys­po­no­wa­ła po­tę­gą, skry­tą w cie­niu, nie­wi­docz­ną, lecz groź­ną ni­czym je­dwab­na apasz­ka, któ­ra za­ci­ska się na­gle na gar­dle.

Je­śli któ­ryś ary­sto­kra­ta albo ka­płan spró­bo­wał­by za­drzeć z uczo­ny­mi, do­ku­men­ty opi­su­ją­ce jego li­nię krwi mo­gły „za­gi­nąć”, cza­sem na kil­ka mie­się­cy, cza­sem na wie­le lat, co wy­rzu­ci­ło­by daną ro­dzi­nę poza na­wias spo­łecz­no­ści. Nikt nie chciał­by się sko­li­ga­cić ze szlach­ci­cem, któ­re­go miej­sce w hie­rar­chii mo­gło się oka­zać nie­wie­le wyż­sze niż po­zy­cja wy­zwo­lo­ne­go nie­wol­ni­ka.

Bi­blio­te­ka mia­ła do tego wła­sną sieć goń­ców, pocz­tę go­łę­bią, a na­wet, jak gło­si­ły plot­ki, sys­tem ma­gicz­nej łącz­no­ści mię­dzy więk­szy­mi fi­lia­mi. Pra­co­wa­ły dla niej ty­sią­ce lu­dzi bie­głych w po­słu­gi­wa­niu się pi­smem, zbie­ra­niu in­for­ma­cji i prze­ka­zy­wa­niu ich na duże od­le­gło­ści. Do tego lu­dzie ci zna­li ję­zy­ki na tyle rzad­kie, że ide­al­nie nada­wa­ły się do szy­fro­wa­nia wia­do­mo­ści. Jak k’is­sa­ri.

Dzie­sięć dni za­ję­ło jej zła­ma­nie opo­ru Wiel­kiej Bi­blio­te­ki. Dzie­sięć dni na­le­gań, próśb, bła­gań i prób prze­kup­stwa. Raz po raz wzy­wa­ła do pa­ła­cu Kan­his­sa z Klew, Pon­me­riu­sza Si­we­go i Po­es­sę Lom­bros­se. Trój­ka naj­waż­niej­szych bi­blio­te­ka­rzy od­ma­wia­ła po­mo­cy, oka­zu­jąc jej coś mię­dzy ła­ska­wą wy­ro­zu­mia­ło­ścią dla nie­sfor­ne­go dziec­ka a iry­tu­ją­cym lek­ce­wa­że­niem wy­ni­ka­ją­cym z po­czu­cia wła­dzy. Wiel­ka Bi­blio­te­ka była na tyle waż­na, że na­wet Świą­ty­nia Ognia u szczy­tu po­tę­gi nie ośmie­li­ła się na­rzu­cać jej swo­jej woli, a ona, bar­ba­rzyń­ska dziew­czy­na z ple­mie­nia pół­noc­nych dzi­ku­sów, chce za­mie­nić jej słu­gi w swo­ich szpie­gów? Jest co praw­da Pło­mie­niem Aga­ra, pod­kre­śla­li, we­szła i wy­szła z Oka, nie bę­dąc po­tom­kiem awen­de­ri Pana Ognia, co nie zda­rzy­ło się ni­g­dy w dzie­jach. Ucze­ni od­no­to­wa­li to skru­pu­lat­nie w licz­nych zwo­jach i księ­gach, a na­wet, w uzna­niu wy­jąt­ko­wo­ści tego zda­rze­nia, ka­za­li wy­ryć opis jej czy­nu na brą­zo­wych płyt­kach prze­cho­wy­wa­nych w pod­zie­miach głów­ne­go bu­dyn­ku, aby za­cho­wać wie­dzę o tym wy­da­rze­niu na wie­ki. Ale na tym ko­niec. Jej wła­dza nie się­ga za mury Bi­blio­te­ki. Je­śli jed­nak spró­bu­je użyć prze­mo­cy, znisz­cze­niu lub uszko­dze­niu mogą ulec bez­cen­ne Księ­gi Krwi, co na­tych­miast ob­ró­ci­ło­by prze­ciw niej całe Po­łu­dnie.

— A co bę­dzie, je­śli nie­wol­ni­cy wy­gra­ją? — za­py­ta­ła w pew­nej chwi­li gniew­nie.

— Bi­blio­te­ka ni­g­dy nie ku­po­wa­ła nie­wol­nych — od­par­ła Po­es­sa Lom­bros­se, pa­trząc na nią z krzy­wym uśmie­chem — a je­śli ja­kiś zo­stał jej po­da­ro­wa­ny, to po kil­ku la­tach uczci­wej służ­by mógł od­zy­skać wol­ność. Nie mamy po­wo­du, by oba­wiać się nie­wol­ni­ków. Nie my je­ste­śmy ich wro­ga­mi.

To był ten mo­ment, w któ­rym De­ana po­pa­trzy­ła na bi­blio­te­ka­rzy z naj­czyst­szym zdu­mie­niem. Mi­ło­śni­cy za­pi­sa­nej wie­dzy i ich na­iw­ność. Gdy pło­nie mia­sto, ogień nie oszczę­dza bu­dyn­ków, któ­re twier­dzą, że nie są jego wro­ga­mi.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)