Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Tak, Wasza Wysokość.
— Nora ma kilku, ponoć ośmiu, jeśli dobrze pamiętam, ludzi, którzy – jak Onelia Umbra – pochodzą zza Mroku. — Sukinsyn, pamiętał każde słowo z ich narady sprzed kilku dni. Jakimż byłby szpiegiem, gdyby go dobrze wyszkolić? — Przekażecie ich Psiarni. Wszystkich. Całych i zdrowych. Tym również się zajmiesz. Jak wspomniałem, Luwo zostaje tutaj, więc nie ma sensu obciążać go ponad miarę. I, w pewnym sensie, jego los spoczywa w twoim ręku, prawda? Bo jeśli ci żołnierze i nasza fałszywa hrabianka się nie znajdą, jego głowa potoczy się po ziemi. Zaraz po twojej.
Poza wszystkim złożenie losu Pierwszego w ręce jednego z jego zastępców było cudownie złośliwe. Dziel i rządź.
— Rozumiem, Wasza Wysokość.
— Doskonale. A teraz kolejna sprawa. Genno Laskolnyk ma się znaleźć w tym pałacu najszybciej jak się da. To też twoja odpowiedzialność, Szczurze. Bez względu na to, co robi i gdzie jest, ma rzucić wszystko i wracać. Napisałem już zresztą odpowiednie rozkazy, żeby nie kazał wam się odpieprzyć. Czy ta twoja droga teleportacyjna jest już gotowa?
— Jeszcze nie. Przynajmniej jeśli chodzi o zdublowanie trasy w najbardziej wrażliwych miejscach. Ale podciągniemy ją do końca w ciągu ośm… trzech dni.
Uśmiech cesarza był oszczędny i chłodny.
— Dobrze. Bardzo dobrze. Chcę wiedzieć, kiedy ją skończycie, i kiedy sprowadzicie tu Laskolnyka. Jego ludzie mogą wracać statkiem albo karawaną.
Delikatne chrząknięcie i równie delikatny ruch powietrza wywołany trzepnięciem jedwabnego skrzydła wachlarza przyciągnęły uwagę obu mężczyzn. Eusewenia Wamlesch, Pierwszy Ogar Imperium, stała trzy kroki od cesarza ze skromnie opuszczonymi oczyma. I choć nawet sugestia uśmiechu nie krzywiła jej warg, promieniała. A raczej cała była uśmiechem.
Na ten widok czoło, kark i szyja kan-Owara znów pokryły się potem. Bogowie! Co jeszcze?
— Wasza Wysokość, jak wspomniałam tuż przed przyjściem Gentrella, dziś rano odebrałam raport od naszej siatki w Białym Konoweryn.
— Mówiłaś. Kazałem z tym zaczekać.
— Owszem, ale to może dotyczyć Genno Laskolnyka.
Oba kolana, to zdrowe i to chore, ugięły się pod Trzecim Szczurem. W skroniach zahuczał mu wicher, pole widzenia przesłoniła czerwona mgiełka.
Nie. Tylko nie to. Nie Laskolnyk. Tę górską kompanię i dziewkę cesarz może by i nam darował, ale jeśli Genno Laskolnyk zginął, cała pierwsza piątka Nory trafi jeszcze dziś na szafot.
Balustrada zaskrzypiała, gdy dłonie Kregana-ber-Arlensa, białe teraz jak posągowy marmur, zacisnęły się na drewnie. W ciszy, jaka zapadła, rozbrzmiał jeden rozkaz:
— Wszyscy wyjść. Zostają tylko Szczury i hrabina.
Służący błyskawicznie opuścili komnatę, ostatni zamknął za sobą drzwi.
— Sprawdzi pani, hrabino, którzy to ludzie i umieści ich w bezpiecznym miejscu — głos imperatora był cichy i spokojny. — Usłyszeli dość, by poszła plotka, że Genno Laskolnyk zginął.
— Rozumiem, panie.
— A zginął?
Gentrell wlepił wzrok w Sukę. No, dawaj. Załóż nam pętle na szyje.
— Nie wiemy, panie. Nasz główny agent, Kciuk, przekazał wiadomość kanałem alarmowym jakąś godzinę temu. Przed trzema dniami zaatakowano główny obóz niewolniczej armii. Ten sam, do którego miał się udać generał. Nie wiadomo jeszcze, kto to zrobił, ale atak był potężny, z użyciem magii klasy bitewnej i tysięcy żołnierzy. Wieści dopiero wczoraj dotarły do Konoweryn, co świadczy o wielkim chaosie, jaki zapanował w zachodniej części księstwa. Kciuk zakłada, że to nie był ruch Pani Płomienia, tej dzikuski, która rządzi Białym Konoweryn, bo cała konowerska armia wciąż stoi pod miastem. Z tego, co ustalił, atak rozpoczęto wieczorem, a bitwa trwała całą noc i zakończyła się wyparciem większości niewolniczej armii ze wzgórz. Ponoć straty buntowników są znaczne. Mimo prób nie udało mu się nawiązać kontaktu z ludźmi przydzielonymi generałowi, a mieli oni odpowiednie artefakty, by przekazać wieści. Więc najpewniej nie żyją. Los Genno Laskolnyka pozostaje nieznany.
Każde słowo Suki było jak uderzenie młota zbijającego szubienicę dla elity Szczurów. Czyżby to już? Tu i teraz zakończy się wojenka między wywiadami, a Psiarnia przejmie i wchłonie resztki Nory?
Palce cesarza zabębniły o balustradę. Myślał.
— Gentrell…
— Tak, Wasza Wysokość.
Trzeci Szczur nie pamiętał, żeby kiedykolwiek w życiu te trzy słowa kosztowały go więcej.
— Masz dwa dni na dokończenie drogi przez pustynię. I kolejne dwa, by ją wzmocnić. Jeśli trzeba będzie posłać na południe sto drużyn bojowych, to mają się tam znaleźć w mgnieniu oka, choćby połowie czarowników zagotowały się mózgi.
— Tak jest!
— Hrabino.
Suknia zaszeleściła, gdy Suka gięła się w głębokim ukłonie.
— Panie. Służę i czekam na rozkazy.
— Poślesz na Dalekie Południe swoich najlepszych ludzi. Możesz też wybrać sobie jednego z dyplomatów pierwszego stopnia i wysłać go z odpowiednimi uprawnieniami do tej issarskiej dzikuski. Korpus dyplomatyczny w sprawie Genno Laskolnyka podlega Psiarni, podpiszę ci odpowiedni dokument.
Korpus dyplomatyczny? Dyplomata pierwszego stopnia? Taki, który może wypowiedzieć bez konsultacji ze stolicą czy cesarzem wojnę dowolnemu królestwu na świecie? To jakby oddać Suce połowę cesarstwa i imperatora za męża.
— Macie go znaleźć i sprowadzić do domu. Macie też odszukać tych cholernych górali i tę przeklętą dziewkę. I tę małą wozaczkę też, niech ją szlag trafi.
No tak, służący wyszli. Kregan-ber-Arlens kontynuował:
— A potem macie się dowiedzieć, kto i w jakim celu próbuje podpalić nasze Imperium. Wraz z resztą świata. Ja zajmę się działaniami bardziej przyziemnymi — cesarz wskazał na mapę — a wy zadbacie o to, żebym wiedział, gdy przyjdzie już co do czego, gdzie i w kogo uderzyć. Nieważne: bóg, demon, awenderi, emanacja spoza Mroku. Nie będziemy — dłonie władcy zacisnęły się w pięści — pionkami, ołowianymi żołnierzykami padającymi w cudzej gierce. Zrozumiano?