Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 167
Перейти на страницу:

— Widzę, że się wahasz?

— Nie, nie waham się, Boże uchowaj; ale czy to się godzi posyłać mnie na śmierć pewną, być może, dając mi tylko odrobinę nadziei?

Milady odpowiedziała spojrzeniem, które mówiło: Więc o to tylko chodzi?

— To prawda — dodała po chwili czule, a słowa jej tłumaczyły to, co powiedziała spojrzeniem.

— Och, jesteś aniołem! — zawołał młody człowiek.

— A zatem wszystko postanowione? — rzekła.

— Prócz tego, o co cię proszę, moja duszko.

— Ale skoro ci powiadam, że możesz zaufać mej miłości?

— Nie mam przed sobą jutra, nie mogę czekać.

— Dosyć; spodziewam się brata: nie powinien cię tu zastać.

Zadzwoniła; weszła Ketty.

— Niech pan wyjdzie tymi drzwiami — rzekła otwierając zamaskowane drzwiczki — i wróci o jedenastej. Dokończymy rozmowy. Ketty wprowadzi pana do mnie.

Biedna dziewczyna słysząc te słowa omal nie wyciągnęła się jak długa.

— Cóż ty sobie myślisz stojąc tu jak wryta, moja panno! Nuże, odprowadź pana kawalera. Dziś wieczór o jedenastej, panie!

“Zdaje się, że jedenasta to godzina jej schadzek — pomyślał d’Artagnan — niezmienny zwyczaj”.

Milady wyciągnęła do niego rękę, którą d’Artagnan ucałował czule.

— No, no — rzekł wychodząc i odpowiadając niedbale na wyrzuty Ketty — nie bądźmy głupi; ta kobieta jest wielką zbrodniarką, to rzecz oczywista; miejmy się na baczności.

Rozdział VII

TAJEMNICA MILADY

D’Artagnan, mimo nalegań młodej dziewczyny, wyszedł z pałacu, zamiast pójść do Ketty, a to z dwóch przyczyn: po pierwsze dlatego, że w ten sposób unikał wyrzutów, wymówek, błagań; po drugie dlatego, że chciał się nieco zastanowić nad sobą i jeśli to możliwe, przemknąć myśli tej kobiety.

Oczywiste w tym wszystkim było to tylko, że kocha Milady jak szaleniec, a ona nie kocha go ani trochę. Była chwila, gdy d’Artagnan zrozumiał, że zrobiłby najlepiej wracając do domu i pisząc do Milady długi list, w którym wyznałby jej, że i on i de Wardes są jedną i tą samą osobą; nie może tedy zabić hrabiego, chyba że popełniłby samobójstwo. Ale i jego ożywiało okrutne pragnienie zemsty. Pragnął posiąść tę kobietę jako d’Artagnan, a nie jako de Wardes, ta zemsta była za słodka i nie chciał się jej wyrzec.

Okrążył pięć czy sześć razy plac Royale, co dziesięć kroków spoglądając ku oknom, by ujrzeć światło sączące się przez okiennice z pokojów Milady. Było rzeczą oczywistą, że tym razem młoda kobieta nie śpieszyła się nazbyt do swej sypialni.

Wreszcie światło zgasło.

Wraz z nim zgasły ostatnie wahania w sercu d’Artagnana. Przypomniał sobie pierwszą noc i z bijącym sercem, z głową w ogniu, wszedł do pałacu i skierował się do pokoju Ketty.

Młoda dziewczyna, blada jak śmierć i cała drżąca, chciała zatrzymać kochanka, ale Milady czuwała: usłyszała hałas i otworzyła drzwi.

— Niech pan wejdzie — rzekła.

Wszystko to było tak bezwstydne, tak niewiarygodnie bezczelne, że d’Artagnan z trudem mógł uwierzyć w to, co widział i słyszał. Zdawało mu się, że został wciągnięty w fantastyczną przygodę, jaką przeżywa się tylko we śnie.

Poszedł jednak za Milady, ulegając sile przyciągania, działającej nań jak magnes na żelazo.

Drzwi zamknęły się za nim.

Ketty rzuciła się ku drzwiom.

Zazdrość, wściekłość, obrażona duma, wszystkie namiętności, które walczą ze sobą w sercu zakochanej kobiety, popychały ją do zdrady; ale byłaby zgubiona, gdyby wyznała, że maczała palce w tej sprawie, co więcej, utraciłaby d’Artagnana. Ta ostatnia myśl, dyktowana miłością, skłoniła ją raz jeszcze do poświęcenia.

Tymczasem d’Artagnan osiągnął, czego pragnął; tym razem nie kochano w nim rywala; Milady kochała lub udawała, że kocha jego samego. Tajemny głos, płynący z głębi serca, mówił mu wprawdzie, że jest tylko narzędziem zemsty, że zaznaje pieszczot, ponieważ ma zadać śmierć, ale duma, miłość własna, szaleństwo zagłuszały ten głos, dusiły ten szept. Poza tym nasz Gaskończyk, którego dobre mniemanie o sobie znamy, porównywał się w myśli do pana de Wardes i zapytywał się w duchu, dlaczegóż to on sam nie miałby być kochany.

Oddał się więc całkowicie rozkoszom chwili. Milady nie była już teraz dla niego ową fatalną kobietą, budzącą grozę. Była to kochanka płomienna i namiętna, oddająca się bez reszty miłości, którą zdawała się podzielać. Tak upłynęły dwie godziny.

Tymczasem zapał dwojga kochanków ostygł powoli. Milady, która w przeciwieństwie do d’Artagnana nie miała powodów, by zapomnieć o wszystkim, pierwsza wróciła do rzeczywistości i zapytała młodzieńca, czy pomyślał już, jak doprowadzi nazajutrz do spotkania z panem de Wardes.

Ale d’Artagnan, który myślał zupełnie o czym innym, zapomniał się jak głupiec i odpowiedział grzecznie, że pora jest zbyt późna, by zajmować się pojedynkiem na szpady.

Ta obojętność dla jedynej sprawy, która zajmowała Milady naprawdę, przeraziła ją. Zaczęła coraz bardziej nalegać.

D’Artagnan, który nigdy nie myślał na serio o tym niemożliwym pojedynku, chciał odwrócić rozmowę, ale nie było to już w jego mocy.

Piekielna inteligencja i żelazna wola Milady wytyczyły zawczasu granice, jakich nie pozwalała młodzieńcowi przekroczyć.

D’Artagnan mniemał, że poczyna sobie nader dowcipnie radząc Milady, by wyrzekła się swoich szaleńczych projektów i przebaczyła hrabiemu.

Ale przy pierwszych słowach młoda kobieta zadrżała i odsunęła się od niego.

— Czyżbyś się bał, drogi d’Artagnanie? — rzekła głosem ostrym i kpiącym, który dziwnie zadźwięczał w ciemnościach.

— Skądże znowu, moja duszko! — odparł d’Artagnan — ale czy ten biedny hrabia de Wardes jest naprawdę tak bardzo winien, jak przypuszczasz?

— W każdym razie — rzekła poważnie Milady — zdradził mnie, a skoro mnie zdradził, zasłużył sobie na śmierć.

— Umrze więc, jeśli wydałaś na niego wyrok! — rzekł d’Artagnan tonem tak stanowczym, że Milady uznała to za wyraz całkowitego oddania.

Natychmiast przysunęła się do niego.

Nie potrafimy powiedzieć, jak długo trwała ta noc dla Milady, ale d’Artagnanowi wydało się, że jest z kochanką dwie godziny zaledwie, gdy świt zaczął przenikać przez szpary w okiennicach, zalewając pokój szarawym światłem.

Milady widząc, że d’Artagnan wkrótce ją opuści, przypomniała mu o danej obietnicy i zemście na panu de Wardes.

— Jestem gotów — rzekł d’Artagnan — ale przedtem jednego chciałbym być pewien.

— Czegóż to? — zapytała Milady.

— Że mnie kochasz.

— Zdaje mi się, że dałam tego dowody.

— Tak, i jestem ci oddany ciałem i duszą.

— Dzięki, mój dzielny kochanku! Ale jak ja złożyłam ci dowody mej miłości, ty dasz mi dowody swojej, prawda?

— Oczywiście, lecz jeśli kochasz mnie, jak powiadasz — podjął d’Artagnan — czy nie boisz się trochę o mnie?

— Czegóż mogłabym się obawiać?

— Że zostanę ciężko ranny, że zginę nawet.

— To niemożliwe, jesteś tak dzielny, tak świetnie władasz szpadą.

— Nie wolisz więc — mówił d’Artagnan — posłużyć się sposobem, który cię pomści czyniąc walkę zgoła niepotrzebną?

Milady patrzyła na kochanka w milczeniu: w szarawym świetle brzasku jej oczy miały dziwnie ponury wyraz.

— Doprawdy — rzekła — wydaje mi się, że się teraz wahasz.

1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)