Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Wróciwszy do domu d’Artagnan zastał Ketty, która czekała na niego. Miesiąc gorączki nie zmieniłby bardziej biednego dziecka niż ta bezsenna i pełna cierpień noc.
Pani wysłała ją do domniemanego pana de Wardes. Milady oszalała z miłości, była pijana szczęściem; chciała wiedzieć, kiedy kochanek spędzi z nią następną noc.
Biedna Ketty, blada i drżąca, czekała na odpowiedź d’Artagnana. Atos miał wielki wpływ na młodzieńca: rady przyjaciela, do których dołączył się głos jego własnego serca, położyły kres wahaniom i teraz, kiedy duma była uratowana, a zemsta zaspokojona, postanowił nie widywać więcej Milady.
W odpowiedzi wziął pióro i napisał ten oto list:
“Nie licz na mnie, Pani, jeśli idzie o następne spotkanie: odkąd wyzdrowiałem, mam tyle spotkań tego rodzaju, że muszę w nich zachować pewien porządek. Kiedy przyjdzie kolej na Panią, będę miał zaszczyt ją zawiadomić.
Całuję Pani ręce
Hrabia de Wardes”
Ani słowa o szafirze: czy Gaskończyk chciał mieć broń przeciw Milady, czy też, bądźmy szczerzy, liczył na ten szafir jako na ostatni sposób zdobycia ekwipunku?
Popełnilibyśmy zresztą błąd sądząc czyny jednej epoki z punktu widzenia innej. To, co dziś uznano by za niegodne uczciwego mężczyzny, w owych czasach było czymś prostym i naturalnym; młodszych synów najlepszych rodzin z reguły utrzymywały kochanki.
D’Artagnan podał otwarty list Ketty, która przeczytała go, wpierw nie rozumiejąc, i omal nie szalała z radości czytając list po raz drugi.
Ketty nie mogła uwierzyć w swe szczęście: d’Artagnan musiał powtórzyć jej zapewnienia zawarte w liście i choć biedna dziewczyna znała gwałtowny charakter Milady i wiedziała, jak niebezpiecznie wręczyć jej taki bilet, pobiegła pędem na plac Royale.
Serce najlepszej kobiety jest bezlitosne dla cierpień rywalki.
Milady rozpieczętowała list z pośpiechem równie wielkim, z jakim Ketty go przyniosła; ale gdy przeczytała pierwsze słowa, twarz jej zsiniała, zmięła papier i z płomieniem w oczach zwróciła się do Ketty:
— Co ma znaczyć ten list? — powiedziała.
— Ależ to odpowiedź na list pani — odparła Ketty cała drżąca.
— Niepodobna! — zawołała Milady — niepodobna, by szlachcic mógł napisać taki list do kobiety!
Nagle zatrzęsła się;
— Mój Boże, czyżby wiedział... — i urwała.
Zęby jej szczękały, twarz przybrała barwę popiołu; chciała postąpić krok w stronę okna, by odetchnąć świeżym powietrzem, ale nie mogła wyciągnąć ręki, nogi odmówiły jej posłuszeństwa i upadła na fotel.
Ketty sądziła, że zrobiło jej się słabo, i pośpieszyła, by rozpiąć swej pani stanik. Ale Milady wstała żywo:
— Czego chcesz ode mnie — rzekła — dlaczego mnie dotykasz?
— Myślałam, że pani zasłabła, i chciałam jej pomóc — odparła pokojówka przerażona straszliwym wyrazem twarzy Milady.
— Ja miałabym zasłabnąć! Ja! ja! ja! Więc bierzesz mnie za mdłą niewiastę? Znieważona nie słabnę, ale się mszczę, rozumiesz?
I dała znak ręką, by Ketty wyszła.
Rozdział VI
SEN O ZEMŚCIE
Wieczorem Milady dała rozkaz, by wprowadzić pana d’Artagnana, gdy tylko się zjawi. Ale d’Artagnan nie przyszedł.
Nazajutrz Ketty znów pobiegła do młodzieńca i opowiedziała mu, co zdarzyło się dnia poprzedniego; d’Artagnan uśmiechnął się: zazdrość i gniew Milady to była jego zemsta.
Wieczorem Milady, bardziej jeszcze niecierpliwa niż dnia poprzedniego, znów kazała wprowadzić Gaskończyka, ale i tym razem czekała na próżno.
Następnego ranka, gdy Ketty przyszła do d’Artagnana, nie była już wesoła i żwawa jak przez dwa ostatnie dni, ale smutna śmiertelnie.
D’Artagnan zapytał biednej dziewczyny, co jej jest; zamiast odpowiedzi wyjęła list z kieszeni i podała mu.
Pismo było Milady, tyle tylko, że tym razem list był zaadresowany nie do pana de Wardes, lecz do d’Artagnana.
Otworzył list i przeczytał:
“Drogi d’Artagnanie, to nieładnie zaniedbywać przyjaciół, zwłaszcza wówczas, gdy opuszcza się ich na tak długo. Wczoraj i przedwczoraj szwagier i ja czekaliśmy na Pana na próżno. Czy tak samo będzie i dziś?
Wielce oddana
Lady Clarick”
— To jasne — rzekł d’Artagnan — spodziewałem się tego listu. Moje szansę rosną, w miarę jak maleją szansę pana de Wardes.
— Czy pan pójdzie? — zapytała Ketty.
— Posłuchaj, moje drogie dziecko — rzekł Gaskończyk, który chciał usprawiedliwić się przed samym sobą, jako że nie dotrzymywał słowa danego Atosowi — rozumiesz, że byłoby bardzo niepolitycznie nie skorzystać z tak wyraźnego zaproszenia. Milady widząc, że nie przychodzę, nie zrozumiałaby, dlaczego zaprzestałem wizyt. Mogłaby coś zacząć podejrzewać, a któż może wiedzieć, jak daleko posunie się w zemście taka kobieta?
— O, mój Boże — rzekła Ketty — potrafi pan ukazać sprawę w taki sposób, że zawsze ma pan słuszność. Ale znowu będziesz się do niej zalecał, teraz spodobasz się pod swoim własnym nazwiskiem, dzięki własnej urodzie, i będzie to jeszcze gorsze niż za pierwszym razem!
Biedna dziewczyna odgadła instynktem to, co miało nastąpić. D’Artagnan pocieszył ją jak mógł, i przyrzekł, że będzie nieczuły na wdzięki Milady.
Kazał jej odpowiedzieć, że jest niezmiernie wdzięczny za łaski i będzie posłuszny rozkazom; nie ośmielił się wszakże pisać w obawie, że wyćwiczone oko Milady rozpozna charakter pisma.
Była dziewiąta, kiedy zjawił się na placu Royale. Nie ulegało wątpliwości, że służba czekająca w przedpokoju jest uprzedzona, ponieważ ledwie d’Artagnan się zjawił i zanim jeszcze zdążył zapytać, czy Milady przyjmuje, jeden ze służby pobiegł oznajmić jego przybycie.
— Prosić — powiedziała Milady krótko, ale tak przenikliwym głosem, że d’Artagnan usłyszał w przedpokoju.
Wszedł.
— Nie ma mnie dla nikogo — rzekła Milady — dla nikogo, rozumiesz?
Lokaj wyszedł.
D’Artagnan rzucił ciekawe spojrzenie na Milady: była blada i miała oczy zmęczone płaczem czy też bezsennością. Światło było bardziej przyćmione niż zazwyczaj, a jednak młoda kobieta nie mogła ukryć śladów gorączki, która trawiła ją od dwóch dni.
D’Artagnan zbliżył się do niej ze zwykłą dwornością; choć uczyniła wielki wysiłek, by go powitać, nigdy twarzy równie wzburzonej nie okrywał uśmiech równie uprzejmy.
Gdy d’Artagnan zapytał, jak się czuje, powiedziała:
— Źle, bardzo źle.
— Ale w takim razie — rzekł d’Artagnan — jestem tu intruzem, pani trzeba spoczynku, pójdę.
— Nie, przeciwnie — powiedziała Milady — niech pan zostanie, pańskie miłe towarzystwo mnie rozerwie.
“Ho, ho — pomyślał d’Artagnan — nigdy jeszcze nie była tak czarująca, miejmy się na baczności”.
Milady przybrała serdeczną minę i z wielkim wdziękiem poprowadziła rozmowę. Gorączka, która opuściła ją na chwilę, wróciła znowu, przydając blasku jej oczom, barwy policzkom, karminu ustom. D’Artagnan odnalazł Circe, która już przedtem omotała go swymi czarami. Sądził, że miłość ta zgasła, ale ona tylko przycichła i teraz obudziła się znów w jego sercu. Milady uśmiechała się i d’Artagnan czuł, że za ten uśmiech oddałby duszę diabłu.
Przez chwilę czuł coś niby wyrzut sumienia.
Powoli Milady stawała się coraz bardziej rozmowna. Zapytała d’Artagnana, czy ma kochankę.