Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Na pomoc! Na pomoc! Ratunku! — zawołał.
— Milcz, głupcze! — rzekł młodzieniec — jestem d’Artagnan, czy mnie nie poznajesz? Gdzie twój pan?
— Pan jest d’Artagnan?! — zawołał Grimaud — to niemożliwe.
— Grimaud — rzekł Atos wychodząc ze swego pokoju w szlafroku — zdaje się, że pozwalasz sobie mówić.
— Ach, panie, bo to...
— Cicho...
Grimaud wskazał tylko d’Artagnana palcem.
Atos rozpoznał przyjaciela i choć był z natury flegmatyczny, wybuchnął zrozumiałym śmiechem zważywszy, jak dziwną maszkarę miał przed oczami: przekręcony czepek, spódnica spadająca na pantofle, podwinięte rękawy i wąsy zjeżone z przerażenia.
— Nie śmiej się, przyjacielu — zawołał d’Artagnan — nie śmiej się, na Boga, przysięgam ci, że nie ma z czego się śmiać.
Słowa te powiedział z miną tak uroczystą i strachem tak niekłamanym, że Atos chwycił go za ręce, wołając:
— Czy jesteś ranny, druhu? Takiś blady!
— Nie, ale zdarzyła mi się rzecz straszna. Czy jesteś sam, Atosie?
— Do licha! A któż mógłby być u mnie o tej porze?
— Dobrze, dobrze.
I d’Artagnan pośpieszył do pokoju Atosa.
— No, mów — rzekł Atos zamykając drzwi na zasuwy, by im nie przeszkadzano. — Król nie żyje? Zabiłeś pana kardynała? Jesteś taki nieswój! Nuże, mów, bo naprawdę umieram z niepokoju.
— Atosie — rzekł d’Artagnan uwalniając się od sukien kobiecych i stojąc w koszuli — przygotuj się do wysłuchania niewiarygodnej, niesłychanej historii.
— Włóż najpierw ten szlafrok — powiedział muszkieter do przyjaciela.
D’Artagnan wziął szlafrok, ale tak był wciąż jeszcze wstrząśnięty, że włożył rękę do niewłaściwego rękawa.
— A zatem? — spytał Atos.
— A zatem — odparł d’Artagnan nachylając się do ucha Atosa i zniżając głos — Milady jest napiętnowana na ramieniu kwiatem lilii.
— Ha! — krzyknął muszkieter, jak gdyby ugodzony kulą w samo serce.
— Powiedz — rzekł d’Artagnan — czy jesteś pewien, że tamta nie żyje?
— Tamta? — powiedział Atos tak głuchym głosem, że d’Artagnan zaledwie go usłyszał.
— Tak, kobieta, o której opowiadałeś mi pewnego razu w Amiens.
Atos jęknął i opuścił głowę na ręce.
— Milady ma dwadzieścia sześć, najwyżej dwadzieścia osiem lat — mówił d’Artagnan.
— Blondynka — rzekł Atos — prawda?
— Tak.
— Oczy jasnoniebieskie, dziwnie przejrzyste, brwi i rzęsy czarne?
— Tak.
— Wysoka, dobrze zbudowana? Brak jej jednego zęba z lewej strony.
— Tak.
— Kwiat lilii jest mały, rudej barwy i nieco zatarty na skutek stałego używania maści.
— Tak.
— Powiadasz jednak, że to Angielka!
— Mówią do niej Milady, ale może być Francuzką. Lord Winter jest tylko jej szwagrem.
— Chcę ją zobaczyć, d’Artagnanie.
— Uważaj, uważaj, Atosie. Chciałeś ją zabić, a jest to kobieta, która potrafi zapłacić pięknym za nadobne.
— Nie odważy się pisnąć słowa, przecież nie zechce się zdradzić.
— Jest zdolna do wszystkiego! Czy widziałeś ją kiedy w gniewie?
— Nie — rzekł Atos.
— Tygrysica, pantera! Ach, mój drogi Atosie, obawiam się, że ściągnąłem na nas obu straszliwą zemstę!
Wówczas d’Artagnan opowiedział o wszystkim, o szalonej z wściekłości Milady i jej straszliwych groźbach.
— Słusznie mówisz i, na mą duszę, gra niewarta świeczki — powiedział Atos. — Na szczęście wyruszamy pojutrze z Paryża, prawdopodobnie do La Rochelle, a skoro nas już nie będzie...
— Będzie cię ścigała na kraj świata, Atosie, jeśli cię rozpozna. Niechaj więc jej nienawiść ograniczy się do mojej osoby.
— Mój drogi, a jeśli nawet mnie zabije? — rzekł Atos — czyżbyś mniemał przypadkiem, że zależy mi na życiu?
— Jest jakaś straszliwa tajemnica w tym wszystkim, Atosie! Ta kobieta jest szpiegiem kardynała, jestem tego pewien.
— W takim razie miej się na baczności. Kardynał albo podziwia cię za wyprawę londyńską, albo potężnie nienawidzi. Zresztą nie może ci nic zarzucić, trzeba poczekać, aż nienawiść minie, a ponieważ jest to pan kardynał, miej się na baczności! Jeśli wychodzisz, nie wychodź sam; jeśli zasiadasz do stołu, bądź ostrożny. Strzeż się wszystkiego, nawet własnego cienia.
— Na szczęście — rzekł d’Artagnan — chodzi tylko o to, by dotrwać do pojutrza wieczór. Mam nadzieję, że w armii będziemy mieli do czynienia tylko z mężczyznami.
— Tymczasem jednak opuszczam swe więzienie i pójdę z tobą wszędzie: musisz wrócić na ulicę des Fossoyeurs, będę ci towarzyszył.
— Choć jest to bardzo blisko — powiedział d’Artagnan — nie mogę wrócić w tym stroju.
— To prawda — przyznał Atos i zadzwonił.
Wszedł Grimaud.
Atos dał służącemu znak, by poszedł do d’Artagnana i przyniósł mu ubranie.
Grimaud odpowiedział innym znakiem, że rozumie, po czym wyszedł.
— Tak, ale wszystko to nie posuwa naprzód sprawy ekwipunku, drogi przyjacielu — rzekł Atos. — Jeśli się nie mylę, zostawiłeś swój strój u Milady, która zapewne nie ma zamiaru ci go zwrócić. Na szczęście masz szafir.
— Szafir jest twój, mój drogi Atosie! Przecież powiedziałeś mi, że to klejnot rodzinny.
— Tak, mój ojciec kupił go za dwa tysiące talarów, powiedział mi to kiedyś; należał do ślubnych podarków, jakie ofiarował mojej matce; jest wspaniały. Matka dała mi go, a ja, szalony, zamiast strzec pierścienia jak świętej relikwii, ofiarowałem go tej nędznicy.
— A zatem weź pierścień, mój drogi, rozumiem, że ci na nim zależy.
— Ja miałbym wziąć pierścień, który był w rękach zbrodniarki! Nigdy, ten pierścień jest splamiony, d’Artagnanie.
— Więc go sprzedaj.
— Sprzedać klejnot pochodzący od mojej matki! Muszę ci wyznać, że uważałbym to za świętokradztwo.
— Więc zastaw go, dostaniesz ponad tysiąc talarów. Ta suma wystarczy ci aż nadto na wszystko, czego ci trzeba; kiedy wykupisz go za pierwsze wolne pieniądze, nie będzie już na nim żadnych plam, skoro przejdzie przez ręce lichwiarzy.
Atos uśmiechnął się.
— Jesteś czarującym towarzyszem, mój drogi d’Artagnanie — powiedział — twoja niewyczerpana wesołość przynosi pociechę strapionym duszom; niechaj tak będzie, zgoda, zastawimy ten pierścień, ale pod jednym warunkiem!
— Jakiż to warunek?
— Pięćset talarów bierzesz ty i pięćset ja.
— Co mówisz, Atosie! Nie trzeba mi ani czwartej części tej sumy, jestem przecież tylko w gwardii. Sprzedając siodło zdobędę ekwipunek bez trudu. Czegóż mi trzeba? Konia dla Plancheta, ot i wszystko. Zapominasz zresztą, że ja również mam pierścień.
— Na którym zależy ci jeszcze bardziej niż mnie na moim, tak mi się przynajmniej zdawało.
— Tak, jeśli bowiem znajdziemy się w ciężkiej sytuacji, może nas wybawić nie tylko z wielkiego kłopotu, ale i z wielkiego niebezpieczeństwa; to nie tylko cenny diament, ale i zaczarowany talizman.
— Nie rozumiem cię, ale wierzę w to, co mówisz. Wróćmy więc do mojego lub raczej do twojego pierścienia; albo weźmiesz połowę sumy, którą nam za niego dadzą, albo wrzucę go do Sekwany, a wątpię, czy zdarzy nam się to, co Polikratesowi[9]: nie sądzę, że trafi się ryba tak bardzo nam przychylna.
9
Legenda mówi, że Polikrates wrzucił do morza, na ofiarę bogom, pierścień, który wkrótce potem znaleziono w brzuch, i ryby podanej na jego stół.