Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 167
Перейти на страницу:

— Niestety — odparł d’Artagnan z najbardziej sentymentalnym wyrazem twarzy — jakże jesteś pani okrutna, że zadajesz mi takie pytanie! Przecież od chwili, gdy cię ujrzałem, żyję tylko przez ciebie i dla ciebie.

Milady uśmiechnęła się szczególnym uśmiechem.

— Więc pan mnie kocha? — powiedziała.

— Czy muszę to pani mówić, czy nie zauważyłaś sama?

— Tak; ale pan wie, że im bardziej dumne jest serce, tym trudniej je posiąść.

— Och, nie boję się trudności, tylko rzeczy nieosiągalnych — rzekł d’Artagnan.

— Dla prawdziwej miłości nie ma rzeczy nieosiągalnych — rzekła Milady.

— Nie ma, pani?

— Nie — odparła Milady.

“U diabła — powiedział sobie d’Artagnan — śpiewamy teraz na inną nutę. Czy ta kapryśna istota zakocha się we mnie i zechce ofiarować, tym razem mnie samemu, szafir podobny do tego, jaki dała rzekomemu panu de Wardes?”

I przysunął żywo swoje krzesło do fotela Milady.

— Proszę — rzekła — co uczyniłby pan, by dać dowód tej miłości?

— Wszystko, czego ode mnie zażądasz. Czekam na rozkazy.

— Wszystko?

— Wszystko! — zawołał d’Artagnan, który wiedział, że nie ryzykuje wiele mówiąc w ten sposób.

— Dobrze, porozmawiajmy — rzekła Milady przysuwając z kolei swój fotel do krzesła d’Artagnana.

— Słucham cię, pani.

Milady przez chwilę była zakłopotana, niepewna. Wreszcie, jak gdyby powziąwszy decyzję, rzekła:

— Mam wroga.

— Ty, pani! — zawołał d’Artagnan udając zdumienie — czy to możliwe, mój Boże? Pani, taka piękna i dobra!

— Wroga śmiertelnego.

— Doprawdy?

— Wroga, który mnie obraził tak okrutnie, że między nami jest wojna na śmierć i życie. Czy mogę liczyć na twą pomoc?

D’Artagnan zrozumiał w lot, dokąd zmierza mściwa istota.

— Tak, pani — rzekł z emfazą — moja prawica i życie należą do ciebie tak samo jak moja miłość.

— A zatem — rzekła Milady — skoro jesteś równie wielkoduszny, jak zakochany...

Urwała.

— A zatem? — zapytał d’Artagnan.

— A zatem — podjęła Milady po chwili milczenia — niech pan przestanie mówić o rzeczach niemożliwych.

— Nie mogę uwierzyć w tak wielkie szczęście! — zawołał d’Artagnan padając na kolana i okrywając pocałunkami dłonie, których mu Milady nie broniła.

“Pomścij mnie na tym nikczemnym de Wardes — szeptała do siebie Milady — a pozbędę się z kolei ciebie, koronny głupcze, narzędzie w moich rękach”.

“Padnij dobrowolnie w moje ramiona, obłudna i niebezpieczna kobieto, co zakpiłaś sobie ze mnie tak bezczelnie — powiedział do siebie d’Artagnan — a zabawię się twoim kosztem wraz z tym, kogo chcesz zabić moją ręką”.

D’Artagnan podniósł głowę.

— Jestem gotów — powiedział.

— Zrozumiałeś mnie tedy, drogi d’Artagnanie! — powiedziała Milady.

— Odgadłem to z twego spojrzenia.

— Więc użyjesz dla mnie swej szpady, tak już sławnej?

— Kiedy zechcesz.

— Ale jakże ci zapłacę za taką przysługę? Znam zakochanych, nie czynią nic za darmo.

— Znasz odpowiedź, której pragnę, jedyną odpowiedź godną ciebie i mnie!

I przyciągnął ją lekko ku sobie. Ledwo stawiała opór.

— Wyrachowany człowieku! — rzekła z uśmiechem.

— Ach — zawołał d’Artagnan, naprawdę uniesiony namiętnością, jaką ta kobieta umiała zapalać w jego sercu — ach, moje szczęście wydaje mi się niewiarygodne! Wciąż się obawiam, że ucieknie ode mnie jak sen, i chciałbym zmienić sen w rzeczywistość.

— Dobrze, zasłuż więc sobie na to rzekome szczęście.

— Jestem na pani rozkazy — powiedział d’Artagnan.

— Na pewno? — rzekła Milady z resztką powątpiewania w głosie.

— Wymień nazwisko nikczemnika, przez którego płakały te piękne oczy.

— Któż panu powiedział, że płakałam? — rzekła.

— Zdawało mi się...

— Kobiety takie jak ja nie płaczą — powiedziała Milady.

— Tym lepiej! Zechciej mi więc powiedzieć, jak się nazywa.

— Pomyśl, że to nazwisko to cała moja tajemnica.

— Muszę ją wszakże znać.

— Tak, musisz: widzisz, jakie mam zaufanie do ciebie?

— Radość moja nie ma granic. Jakże się nazywa?

— Pan go zna.

— Doprawdy?

— Tak.

— To któryś z moich przyjaciół? — ciągnął d’Artagnan udając wahanie, by Milady uwierzyła, że nie wie o niczym.

— A gdyby to był twój przyjaciel, czy wahałbyś się? — zawołała Milady, a oczy jej błysnęły groźnie.

— Nie, nawet gdyby to był mój brat! — zawołał d’Artagnan, niby to porwany zapałem.

Nasz Gaskończyk szedł śmiało, wiedział bowiem doskonale, dokąd zmierza.

— Podoba mi się pańska gotowość — rzekła Milady.

— Niestety, czy tylko to podoba się pani we mnie? — zapytał d’Artagnan.

— Kocham pana przecież — rzekła ujmując jego rękę. Płomienny uścisk przyprawił d’Artagnana o drżenie, jak gdyby gorączka, która paliła Milady, od dotknięcia jej ręki ogarnęła i jego.

— Pani mnie kocha! — zawołał. — Ach, gdyby to była prawda, oszalałbym.

Otoczył ją ramionami. Nie próbowała się bronić, ale pozwalając całować swe usta nie oddawała mu pocałunków.

Jej usta były zimne; d’Artagnanowi zdało się, że całuje posąg.

Mimo to był pijany szczęściem, rozpłomieniony miłością; wierzył niemal w czułość Milady; wierzył niemal w zbrodnię pana de Wardes. Gdyby de Wardes znajdował się w tej chwili pod ręką, zabiłby go.

Milady skorzystała z okazji.

— Nazywa się... — powiedziała.

— De Wardes, wiem — zawołał d Artagnan.

— Skądże wiesz o tym? — zapytała Milady chwytając go za ręce i zatapiając spojrzenie w jego oczach, jak gdyby chciała przejrzeć duszę młodzieńca.

D’Artagnan zrozumiał, że posunął się za daleko i popełnił błąd.

— Powiedz, powiedzże wreszcie! — powtarzała Milady. — Skąd wiesz o tym?

— Skąd wiem? — rzekł d’Artagnan.

— Tak.

— Wiem, ponieważ wczoraj byłem w pewnym salonie, gdzie de Wardes pokazywał jakiś pierścień mówiąc, że otrzymał go od ciebie.

— Nędznik! — zawołała Milady.

Ten epitet, jak łatwo pojąć, zabrzmiał głośnym echem w sercu d’Artagnana.

— A więc? — powiedziała.

— A więc pomszczę cię, zabiję tego nędznika — podjął d’Artagnan z miną Jafeta z Armenii.

— Dzięki, mój dzielny przyjacielu! — zawołała Milady — a kiedy będę pomszczona?

— Jutro, natychmiast, kiedy zechcesz.

Milady miała już zawołać: “natychmiast”, ale zrozumiała, że taki pośpiech nie byłby zbyt miły dla d’Artagnana.

Zresztą musiała jeszcze pomyśleć o środkach ostrożności, dać swemu obrońcy niejedną radę, by wiedział, jak uniknąć wyjaśnień z hrabią w obecności świadków. Wszystko to d’Artagnan uprzedził jednym słowem.

— Jutro będziesz pomszczona albo padnę trupem.

— Nie — rzekła — pomścisz mnie, ale nie umrzesz. To tchórz.

— Może wobec kobiet, ale z mężczyznami... Wiem coś o tym.

— Ale zdaje mi się, że walcząc z nim nie mogłeś się uskarżać na brak szczęścia.

— Szczęście jest jak kochanka; dziś przychylna, jutro może odwrócić się do mnie plecami.

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)