Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 167
Перейти на страницу:

— Ile Żyd dawał za szafir? — zapytał.

— Pięćset pistoli.

— To znaczy o dwieście pistoli więcej: sto pistoli dla ciebie, sto pistoli dla mnie. Ależ to prawdziwy majątek, przyjacielu, idź do Żyda.

— Jak to, chcesz...

— Doprawdy, ten pierścień budzi we mnie zbyt smutne wspomnienia; zresztą nigdy nie będziemy mieli trzystu pistoli, żeby go wykupić, tak że stracimy dwa tysiące liwrów na tym targu. Pójdź mu powiedzieć, że pierścień należy do niego, i wracaj z dwustu pistolami.

— Zastanów się Atosie.

— Gotowe pieniądze są dziś bardzo drogie, czasem też trzeba umieć się czegoś wyrzec. Idź, idź, d’Artagnanie; Grimaud uzbrojony w muszkiet będzie ci towarzyszył.

W pół godziny potem d’Artagnan wrócił z dwoma tysiącami liwrów i nic złego nie przytrafiło mu się w drodze.

Tak oto Atos zdobył na ekwipunek zasoby, których ani się spodziewał.

Rozdział IX

ZJAWA

O czwartej godzinie czterej przyjaciele spotkali się u Atosa. Nie kłopotali się już o ekwipunek, a twarze ich wyrażały tylko ów tajemny i nie opuszczający człowieka niepokój; albowiem za szczęściem chwili obecnej zawsze kryje się lęk o przyszłość.

Nagle wszedł Planchet przynosząc dwa listy adresowane do d’Artagnana. Jeden list był mały, zgrabnie złożony wzdłuż i zapieczętowany pieczęcią z zielonego wosku, wyobrażającą gołębia z zieloną gałązką.

Drugi był wielki i kwadratowy, ze strasznymi pieczęciami Jego Eminencji księcia kardynała.

Na widok bileciku w d’Artagnanie zadrżało serce, zdawało mu się bowiem, że rozpoznaje pismo; choć widział to pismo raz tylko w życiu, wyryte było w głębi jego serca.

Wziął tedy liścik i rozpieczętował go szybko.

“W przyszłą środę, między szóstą a siódmą wieczór, wyjdź na drogę Chaillot[*] i przypatruj się bacznie wszystkim przejeżdżającym kolaskom; wszelako, jeśli zależy Ci na własnym życiu i życiu tych, co Cię kochają, nie mów słowa, nie czyń najmniejszego gestu, z którego można by odgadnąć, że rozpoznałeś osobę wystawiającą się na wielkie niebezpieczeństwa, by widzieć Cię przez chwilę.”

Podpisu nie było.

— To zasadzka — rzekł Atos — nie idź, d’Artagnanie.

— Wydaje mi się jednak, że rozpoznaję charakter pisma — odparł d’Artagnan.

— Może być podrobione — ciągnął Atos. — W tej porze roku między szóstą a siódmą droga Chaillot jest całkiem pusta; to tak samo, jakbyś poszedł na przechadzkę do lasu Bondy.

— Ale gdybyśmy poszli wszyscy! — rzekł d’Artagnan — do kaduka, przecież nie połkną nas wszystkich czterech; ponadto czterech służących, konie, broń.

— Będzie to zresztą okazja do zaprezentowania naszego ekwipunku — rzekł Portos.

— Ale jeśli to pisze kobieta — rzekł Aramis — i ta kobieta nie chce być widziana, skompromitujesz ją, d’Artagnanie, tak się szlachcicowi nie godzi.

— Pozostaniemy w tyle — powiedział Portos — on sam tylko wysunie się naprzód.

— Ale strzelić z kolaski jadącej galopem to fraszka.

— Cóż z tego — rzekł d’Artagnan — jeśli chybią. Potem skoczymy do kolaski i zabijemy wszystkich znajdujących się w środku. Zawsze będzie o kilku nieprzyjaciół mniej.

— Dobrze mówi — rzekł Portos — bitwa! Trzeba zresztą wypróbować naszą broń.

— Ba, pozwólmy sobie na tę przyjemność — powiedział Aramis ze swoją słodką i niedbałą miną.

— Jak chcecie — rzekł Atos.

— Panowie — rzekł d’Artagnan — jest wpół do piątej, nie mamy zbyt wiele czasu, jeśli chcemy znaleźć się o szóstej na drodze Chaillot.

— Poza tym, gdybyśmy wyjechali później — dorzucił Portos — nie zauważono by nas, a to byłaby szkoda. Pośpieszmy się, panowie.

— Zapomniałeś jednak o drugiej epistole — powiedział Atos — a zdaje mi się, że pieczęć zasługuje na to, by ją złamać. Co do mnie, oświadczam ci, mój drogi d’Artagnanie, że znacznie więcej obchodzi mnie ten właśnie list niż ów miłosny bilecik, który tak czule ukryłeś na sercu.

D’Artagnan zaczerwienił się.

— Dobrze — rzekł — zobaczmy, panowie, czego chce ode mnie Jego Eminencja.

D’Artagnan rozpieczętował list i przeczytał:

“Pan d’Artagnan, gwardia królewska, kompania pana des Essarts, jest oczekiwany dziś wieczór o godzinie ósmej w pałacu księcia kardynała.

La Houdinière[*]

kapitan gwardii”

— Do kata! — zawołał Atos — oto mi spotkanie budzące zgoła inny niepokój.

— Stawię się na nie, gdy wrócę z pierwszego — powiedział d’Artagnan. — Jedno spotkanie jest wyznaczone na siódmą, drugie na ósmą; dość mam czasu na wszystko.

— Hm, ja bym nie poszedł — rzekł Aramis — dworny kawaler nie może nie stawić się na spotkanie wyznaczone przez damę, ale ostrożny szlachcic może znaleźć wytłumaczenie, dlaczego nie udał się do Jego Eminencji, zwłaszcza jeśli ma powody przypuszczać, że spotkania nie wyznaczono po to, by prawić mu słodkie słówka.

— Jestem zdania Aramisa — rzekł Portos.

— Panowie — odparł d’Artagnan — otrzymałem już przez pana de Cavois podobne zaproszenie od Jego Eminencji, nie skorzystałem z niego i nazajutrz zdarzyło mi się wielkie nieszczęście: Konstancja znikła. Niech się dzieje, co chce, pójdę.

— Jeśli powziąłeś decyzję — rzekł Atos — idź.

— Ale Bastylia? — wtrącił Aramis.

— Ba, wyciągniecie mnie — odparł d’Artagnan.

— Oczywiście — odpowiedział Aramis i Portos z podziwu godną pewnością siebie, jakby to była rzecz najłatwiejsza w świecie — oczywiście, ale na razie, jako że mamy wyruszyć pojutrze, lepiej byś uczynił nie narażając się na Bastylię.

— Zróbmy co innego — rzekł Atos — nie opuszczajmy go przez cały wieczór, czekajmy na niego przy bramach pałacu, każdy w towarzystwie trzech muszkieterów; jeśli zobaczymy jakiś pojazd z zamkniętymi drzwiczkami wyglądający podejrzanie, zaatakujemy go. Od dawna już nie mieliśmy do czynienia z gwardzistami pana kardynała i pan de Tréville sądzi pewnie, żeśmy umarli.

— Doprawdy, Atosie — powiedział Aramis — urodziłeś się na dowódcę armii. Co powiecie o tym planie, panowie?

— Wspaniały! — krzyknęli chórem młodzi ludzie.

— W takim razie — rzekł Portos — pędzę do pałacu, uprzedzę naszych kolegów, żeby byli gotowi na ósmą; miejsce spotkania — plac przed pałacem kardynalskim. Tymczasem każcie służącym osiodłać konie.

— Ale ja nie mam konia — powiedział d’Artagnan. — To nic, pożyczę ze stajni pana de Tréville.

— To zbyteczne — rzekł Aramis — weźmiesz jednego z moich.

— Ile ich masz? — zapytał d’Artagnan.

— Trzy — odparł Aramis z uśmiechem.

— Mój drogi — rzekł Atos — jesteś najlepiej wyekwipowanym poetą Francji i Nawarry, to pewna.

— Posłuchaj, mój zacny Aramisie, co zrobisz z trzema końmi? Nie rozumiem nawet, dlaczegoś je kupił.

— Nie kupiłem, trzeciego konia otrzymałem dziś rano. Przyprowadził go służący bez liberii, nie chciał mi nawet powiedzieć, u kogo służy; zapewnił mnie, że dostał rozkaz od swego pana...

— Lub od swej pani — przerwał d’Artagnan.

1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)