Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Zgoda, niech tak będzie! — rzekł d’Artagnan.
W tej chwili wszedł Grimaud w towarzystwie Plancheta; ten ostatni, niespokojny o swego pana i ciekaw dowiedzieć się, co mu się przydarzyło, skorzystał z okazji i sam przyniósł ubranie.
D’Artagnan ubrał się, Atos uczynił to samo. Kiedy obaj byli gotowi do wyjścia, Atos dał znak Grimaudowi: złożył się do strzału. Służący zdjął natychmiast z haka muszkiet i ruszył za swym panem.
Na ulicę des Fossoyeurs przyszli bez przeszkód. Bonacieux stał przy bramie i patrzył na d’Artagnana z wdzięcznym uśmiechem.
— Ach, mój drogi panie lokatorze — powiedział — pośpiesz no się, czeka na ciebie piękna i młoda dziewczyna, a wiesz przecie, że kobiety nie lubią czekać!
— To Ketty! — zawołał d’Artagnan.
I pobiegł.
Na podeście prowadzącym do pokoju zastał biedną dziewczynę; stała wsparta o drzwi, cała drżąca. Na widok d’Artagnana zawołała:
— Przyrzekł mi pan swoją opiekę, przyrzekł pan uratować mnie od jej gniewu; przypomnij sobie, żeś mnie zgubił!
— Tak, oczywiście — powiedział d’Artagnan — bądź spokojna, Ketty, ale co się stało po moim odejściu?
— Och, mój Boże! — rzekła Ketty. — Na jej krzyk przybiegli lokaje, oszalała z wściekłości; nie ma przekleństwa, którego by nie rzuciła na pańską głowę. Pomyślałam sobie wtedy, iż przypomni sobie, że wszedł pan do niej przez mój pokój, i przyjdzie jej na myśl, że jestem pana wspólniczką; wzięłam te trochę pieniędzy, jakie miałam, co lepsze rzeczy i uciekłam.
— Biedne dziecko! Ale co z tobą pocznę? Wyjeżdżam pojutrze.
— Wszystko, co pan zechce, panie kawalerze, pomóż mi opuścić Paryż, pomóż mi opuścić Francję.
— Nie mogę cię przecież wziąć ze sobą na oblężenie La Rochelle — rzekł d’Artagnan.
— Nie, ale może mnie pan umieścić na prowincji u jakiej znajomej damy, w Gaskonii na przykład.
— Ach, moja miła! W Gaskonii damy nie mają pokojówek. Ale zaczekaj, znalazłem coś dla ciebie. Planchet, biegnij mi po Aramisa; niechaj tu zaraz przyjdzie, mamy mu coś bardzo ważnego do powiedzenia.
— Rozumiem — powiedział Atos — ale dlaczego nie do Portosa? Wydaje mi się, że jego markiza...
— Markizę Portosa ubierają pisarczyki jej męża — odparł d’Artagnan ze śmiechem. — Zresztą Ketty nie chciałaby mieszkać przy ulicy aux Ours, prawda, Ketty?
— Będę mieszkać wszędzie, gdzie mi wypadnie — rzekła Ketty — bylebym była dobrze ukryta i byleby nie wiedziano, gdzie jestem.
— Teraz, Ketty, kiedy mamy się rozstać i kiedy nie jesteś już zazdrosna o mnie...
— Panie kawalerze, z daleka czy z bliska, będę pana kochać zawsze — rzekła Ketty.
— I gdzie, u diabła, mieszka stałość? — mruknął Atos.
— Ja również — rzekł d’Artagnan — ja również będę cię kochał zawsze, możesz mi wierzyć. Ale proszę, odpowiedz mi, przywiązuję wielką wagę do pytania, które ci teraz zadam: czy nie słyszałaś nigdy o młodej kobiecie, którą porwano w nocy?
— Zaraz... Ale, mój Boże! Panie kawalerze, czy wciąż kochasz tę kobietę?
— Nie, kocha ją mój przyjaciel. O, ten właśnie, Atos.
— Ja! — zawołał Atos tonem człowieka, który czuje, że za chwilę rozdepcze jaszczurkę.
— Oczywiście że ty! — powiedział d’Artagnan ściskając rękę Atosa. — Wiesz dobrze, jak bardzo interesujemy się wszyscy tą biedną panią Bonacieux. Zresztą Ketty dochowa tajemnicy; prawda Ketty? Rozumiesz, moje dziecko — ciągnął d’Artagnan — to żona tego potwora, którego widziałaś przy bramie wchodząc tutaj.
— Och, mój Boże! — zawołała Ketty — pan mnie przeraża! Oby mnie nie poznał!
— Jak to: oby cię nie poznał! Widziałaś już tego człowieka?
— Był dwa razy u Milady.
— To mi dopiero! Kiedy?
— Przed dwoma albo trzema tygodniami.
— Otóż to.
— I wczoraj wieczorem był także.
— Wczoraj wieczorem?
— Tak, na chwilę przed pana przyjściem.
— Mój drogi Atosie, jesteśmy otoczeni siecią szpiegów. Myślisz, że cię poznał, Ketty?
— Nasunęłam kaptur, kiedy go ujrzałam, ale może było już za późno.
— Zejdź, Atosie, przed tobą mniej ma się na baczności, i zobacz, czy stoi jeszcze przy bramie.
Atos zszedł i wkrótce wrócił.
— Nie ma go, dom jest zamknięty.
— Poszedł złożyć raport i donieść, że wszystkie ptaszki są w klatce.
— W takim razie zbierzmy się do odlotu — rzekł Atos — i zostawmy tu tylko Plancheta, który dostarczy nam wiadomości.
— Powoli! A Aramis, po którego posłaliśmy?
— To prawda — rzekł Atos — poczekajmy na Aramisa.
W tej chwili wszedł Aramis.
Wyłożono mu sprawę, objaśniając, że niezwłocznie musi znaleźć miejsce dla Ketty u którejś ze swych wysoko postawionych przyjaciółek.
Aramis zastanawiał się przez chwilę, po czym rzekł z rumieńcem na twarzy:
— Czy w ten sposób oddam ci prawdziwą usługę, d’Artagnanie?
— Będę ci wdzięczny do grobowej deski.
— Dobrze, pani de Bois-Tracy prosiła mnie o zaufaną pokojówkę dla swojej przyjaciółki, mieszkającej na prowincji. Mój drogi d’Artagnanie, jeśli odpowiadasz za tę panienkę...
— Ach, proszę pana — zawołała Ketty — niech pan będzie pewien, że będę bezgranicznie oddana osobie, która pomoże mi opuścić Paryż.
— Wszystko zatem składa się jak najlepiej — rzekł Aramis.
Usiadł przy stole i napisał liścik, który zapieczętował swym pierścieniem, po czym wręczył list Ketty.
— Posłuchaj, moje dziecko — powiedział d’Artagnan — wiesz dobrze, że powietrze nie jest tu zdrowe ani dla nas, ani dla ciebie. Pożegnamy się zatem; spotkamy się, gdy nadejdą lepsze dni.
— Gdziekolwiek i kiedykolwiek się spotkamy — rzekła Ketty — zawsze znajdzie mnie pan tak samo kochającą jak dziś.
— Przysięga gracza — rzekł Atos, kiedy d’Artagnan odprowadzał Ketty na schody.
W chwilę potem trzej młodzi ludzie rozstali się i umówili na godzinę czwartą u Atosa. Planchetowi kazano pilnować mieszkania.
Aramis udał się do domu, Atos i d’Artagnan poszli zastawić szafir.
Jak to przewidział nasz Gaskończyk, z łatwością zdobyli trzysta pistoli pod zastaw pierścienia. Co więcej, Żyd powiedział, że jeśli zechcą go sprzedać, da im pięćset pistoli: ma podobny szafir i zrobiłby z obu wspaniałe kolczyki.
Atos i d’Artagnan znali się na rzeczy i byli sprawnymi żołnierzami, zużyli więc zaledwie trzy godziny na zakup całego muszkieterskiego ekwipunku. Atos zresztą, wielki pan do szpiku kości, za każdym razem, gdy jakaś rzecz mu się podobała, płacił żądaną cenę nie myśląc się nawet spierać. D’Artagnan próbował go miarkować, ale Atos kładł z uśmiechem rękę na ramieniu młodzieńca i d’Artagnan pojmował, że targować mógł się on, mały sztachetka gaskoński, ale nie ten człowiek z miną księcia.
Muszkieter wybrał sobie wspaniałego konia andaluzyjskiego, sześciolatka czarnego jak agat, o ognistych nozdrzach i cienkich, zgrabnych nogach. Przyjrzał mu się i uznał, że jest bez wady. Zażądano tysiąc talarów.
Być może kupiłby go taniej, ale kiedy d’Artagnan targował się o cenę z handlarzem, Atos kładł już sto pistoli na stole.
Grimaudowi dostał się konik pikardyjski, krępy i silny, który kosztował trzysta liwrów.
Kiedy zakupiono już siodło i broń dla Grimauda, ze stu pięćdziesięciu pistoli Atosa nie zostało ani szeląga. D’Artagnan ofiarował przyjacielowi swoje pieniądze, proponując, żeby Atos zwrócił mu je później. Ale w odpowiedzi Atos wzruszył tylko ramionami.