Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]
Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]

Электронная книга - «Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]». Краткое содержание книги:

Planeta Tiamat należy do konfederacji skolonizowanych przez ludzkość światów, zwanej Hegemonią. Faktyczną władzę dzierży technokracja z planety Kharemough. Tiamat jest cywilizacyjnie zacofana, pokryta w większości oceanem, z osadnictwem rozlokowanym na licznych archipelagach. Na Tiamat występuje jednak wielkie bogactwo — woda życia, wyciąg z krwi merów — morskich zwierząt. Jej zażywanie pozwala przedłużać życie.
Ze względów astronomicznych Tiamat ma tylko dwie pory roku, trwające po około 150 lat — Lato i Zimę. Podczas Lata rządzą Letniacy, lud zabobonny, odrzucający technikę, a Zimą Zimacy, lud współpracujący z Hegemonią i bezlitośnie eksploatujący swoją planetę. W czasie lata Tiamat, z powodu bliskości czarnej dziury, jest niedostępna dla statków kosmicznych i transport wody życia urywa się.
Nadchodzi czas zmiany warty. Ustępująca Królowa Zimy nie zamierza ustąpić i nie chce się pogodzić ze swoją rytualną śmiercią na zakończenie Zimy. Sprawia, że kilka kobiet Letniaków urodzi jej klony… Spisek ma doprowadzić do przedłużenia jej panowania.

Zdobyła nagrody Hugo i Locusa w 1981.
Nominowana do nagrody Nebula w 1981.
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 138
Перейти на страницу:

Tłumy wydały się jej równie tętniące zabawą i nieskończone jak przedtem, jakby jedna zmiana hulających została niepostrzeżenie zastąpiona przez następną, przesunęło się wieczne koło. Trzymała się ścian budynków, wybierała drogę przez spokojniejsze zakola nurtu wokół kramów handlarzy i kawiarenek na chodnikach. Z mijanego stołu wzięła kawałek przyprawionego korzeniami mięsa, połknęła je, czerpiąc siły z otaczającej ją z wszystkich stron czystej energii.

Wreszcie wcisnęła się w Aleję Cytrynową, gdzie nurt płynących rzesz był wolniejszy i coraz płytszy. Dotarła do sklepu z roślinami i podeszła do następnego, sklepu maskarki. Prowadzące do niego żółto-zielone podwójne drzwi były zamknięte na głucho, zaczęła walić pięściami w górną ich część, wkładając w to całe swe zdenerwowanie i niecierpliwość.

— Otwórzcie! Otwórzcie! Proszę!

Umilkła w połowie krzyku, gdy rozwarła się górna połowa drzwi; odetchnęła głęboko z ulgą. Kobieta w średnim wieku, nosząca gruby warkocz, wpatrywała się w nią, poza nią, oczami zaczerwienionymi od snu… oczami, które nic nie widziały.

— Słucham, kto tam? — zapytała cicho, trochę niecierpliwie.

— Czy pani jest Fate Ravenglass, maskarką? — Zastanawiała się, czego oczekiwała, skoro poczuła ulgę, że się to nie spełniło.

— Tak. — Kobieta przetarła twarz. — Ale nie została mi już ani jedna maska. Jeśli chce pani je zobaczyć, musi pójść do którejś z wystaw. W całym mieście wypełniają magazyny i puste sklepy.

— Nie przyszłam po maskę. Chcę się zapytać o… o Sparksa. Sparksa Dawntreadera.

— Sparksa? — Uczucie, którego oczekiwała, o które się modliła, wypełniło twarz kobiety. Otworzyła dół drzwi. — W takim razie zapraszam! Proszę wejść.

Moon wkroczyła do wnętrza, zamrugała w mętnym świetle. Gdy jej oczy do niego przywykły, ujrzała pudełka i koszyki piętrzące się w równo ułożonym bezładzie w czterech kątach pokoju — pozostałości po szmatkach, matrycach twarzy, piórach, błyskotkach, paciorkach. Gdy weszła głębiej, stąpnęła na koralik. Podniosła go ostrożnie i przytrzymała. Ściany pokoju były teraz puste, błyszczały od setek haczyków, na których jak rzadkie kwiaty jeszcze przed dniem czy dwoma musiały wisieć maski Ostatnia ściana nie była pusta. Wisiała na niej jedna tylko maska. Stanęła, wpatrując się w przetworzoną wizję letniego dnia. Od pstrokatych sadzawek odbijały się mgliste tęcze, w dole widniały szmaragdowe, aksamitne mchy, zbocza wzgórz porastały zielono-żółte jedwabie świeżych traw; wśród nich kwitły kępki polnych, pachnących życiem kwiatów, jagody i ptasie skrzydła dostarczały plam cienia; w środku zmuszała do podziwu twarz promieniująca niewinnością, zwieńczona bliźniaczymi słońcami.

— Czy to… Królowa Lata? — wyszeptała z lękiem.

Kobieta instynktownie skierowała ku niej twarz.

— To jej maska. Kim będzie ona sama, jest nadal tajemnicą znaną tylko bogom.

— Znaną Pani — powiedziała bez namysłu Moon.

— Tak, oczywiście. — Maskarką uśmiechnęła się trochę smutnie; Moon zrozumiała, co ta maska oznacza dla Zimaków i że dla każdego z nich będzie czymś innym niż dla niej.

— Zrobiła ją pani taką piękną; a przyjdzie tu zabrać wam życie.

— Dziękuję. — Kobieta uśmiechnęła się znowu, tym razem z dumą. — Ale tę cenę płaci każda artystka — traci cząstkę siebie za każdym razem, gdy stwarza coś, co ma nadzieję, iż po niej zostanie. Liczę też, że jeśli wykonam ją ładną i miłą, Królowa Lata wypełni może proroctwo i będzie taka dla nas.

— Będzie — mruknęła Moon. Ale cię nie zrozumie — jak to więc możliwe!

— Powiedz mi teraz, dziewczyno z Lata — Moon obejrzała się ze zdziwieniem — dlaczego przyszłaś tu spytać o Sparksa Dawntreadera.

— Jestem jego kuzynką, nazywam się Moon Dawntreader.

— Moon! — Maskarką skrzywiła się. — Zaczekaj, będę za chwilę. — Przeszła pewnie przez drzwi do następnego pokoju i zaraz wróciła w dziwnej opasce na czole. — Tyle mi o tobie opowiadał, o was obojgu. Podejdź do drzwi, będę cię lepiej widzieć mym “trzecim okiem”.

Moon posłuchała. Kobieta podstawiła do światła jej twarz i nagle zesztywniała.

— Sparks powiedział, że jesteś do niej podobna… do niej… — Wzdrygnęła się nagle.

— Do kogo? — Moon wydusiła te słowa przez sztywne wargi.

— Do Arienrhod, do Królowej Śniegu. Widziałam cię już, kiedyś indziej, gdzieś indziej. — Uniosła dłoń, by zbadać twarz Moon czułymi opuszkami palców, powstrzymując ją od zadawania następnych pytań. Fate zaprowadziła dziewczynę do pokoju, którego jedynym umeblowaniem był okrągły, poplamiony klejem stół i krzesła.

— Moon, gdzie cię widziałam? — Nie wiadomo skąd na stole zjawił się wielki szary kot, podszedł, by powąchać badawczo dłonie dziewczyny. Ta z roztargnieniem podrapała go pod brodą.

— Nie… nie wydaje mi się, by tak było. — Moon usiadła na znak Fate, rozwarła pięści i położyła na stole jeden czerwony paciorek.

— Było. Jesteś sybillą.

Moon złapała się za gardło.

— Nie…

— Twój kuzyn mi powiedział, nie bój się. — Fate uspokajająco pokiwała głową. — Nie zdradzę twego sekretu. A oznacza to, że teraz mogę ci śmiało zawierzyć swój. — Ściągnęła wysoki kołnierz nocnej koszuli, odsłaniając szyję.

Moon poczuła, jak wstrzymuje oddech.

— Jesteś sybillą, tutaj? Ale jak? W jaki sposób się uchowałaś? — Przypomniała sobie Danaquila Lu, noszone przez niego dla przestrogi blizny.

— Mam bardzo… dobrze dobraną klientelę. — Fate odwróciła twarz. — Może było to z mojej strony egoistyczne, może nie wykorzystywałam w pełni swego daru, ale… czułam, że powinnam tu być. Jako… wyjście, jeśli nie coś innego. — Jej dłonie znalazły na blacie porzucone piórko. Wzięła je, obracała w palcach. Kot obserwował to, strzygąc uszami. — Mam dziwne poglądy na sybille; może są bzdurne, ale… — Wzruszyła ramionami.

Moon pochyliła się.

— Czy uważasz, że sybille są nie tylko na tym świecie?

Piórko opadło, kot je złapał.

— Tak! Och, na bogów, też tak myślisz? — Fate wyraźnie czekała na potwierdzenie.

— Widziałam je — Moon dotknęła dłoni maskarki. — Spotkałam sybille na innej planecie. Występują wszędzie, są częścią sieci informacyjnej zostawionej przez Stare Imperium, by nam pomóc. Hegemonia okłamuje nas.

— Domyślałam się tego, wiedziałam, że musi być coś więcej! Tak, to brzmi bardzo sensownie. — Jej uśmiech był jak świeca zapalona w mroku. — Gdzie je widziałaś? Na innej planecie? Zapytałaś o niego…

— Zapytałam! To dlatego wróciłam. A więc to ty powiedziałaś mi o nim… — Że kocha kogoś innego. — Że nic nie jest jeszcze zakończone, że mnie potrzebuje. — Podniosła głos, by pozbyć się wątpliwości. — Ale skąd o tym wiedziałaś? Czy pamiętamy, co mówimy i widzimy? Nigdy jeszcze nie byłam wezwana.

— Tak, pamięta się to. Dokładnie. — Fate uśmiechnęła się na wspomnienie wyraźnego widzenia. — Zdarza mi się to dość często, dlatego czułam się tu potrzebna. Tylko ja mogę odpowiadać na pytania dotyczące Krwawnika. Dlatego też zaczęłam podejrzewać, iż jest nas więcej, niż można by przypuszczać. Jak Hega może nie wiedzieć, że naprawdę działamy?

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)