Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 137
Перейти на страницу:

— Georish, między innymi dzięki sukcesowi, jakim było sprowadzenie osoby Lilly, kilka lat temu wspiął się na sam szczyt i został baronem Fellem. W tym momencie wkraczają Najemnicy Dendarii. Musicie mi powiedzieć, co się wtedy stało. — Mark skinął głową Thorne’owi. — Słyszałem tylko fragmenty.

Bel gwizdnął.

— Trochę wiedziałem, ale nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę całą historię. Nic dziwnego, że Fell i Ryoval tak się nienawidzą. — Zerknął na Quinn, która nieznacznym skinieniem głowy wyraziła zgodę. — Cztery lata temu Miles zdobył dla Dendarian kontrakt. Chodziło o przywiezienie kogoś. Nasz Pracodawca — przepraszam, Barrayar. Zawsze nazywałem go Naszym Pracodawcą, więc odruchowo tak mówię.

— I lepiej zachowaj ten odruch — poradził mu Mark.

Bel pokiwał głową.

— Cesarstwo chciało sprowadzić do siebie galaktycznego genetyka. Nie wiem dokładnie, po co. — Spojrzał na Quinn.

— Nie musisz — odparła.

— Ale niejaki doktor Canaba, jeden z najlepszych ludzi od genetyki w Domu Bharaputra, chciał porzucić ojczyznę. Dom Bharaputra odnosi się z ogromną niechęcią do pracowników, którzy wyjeżdżają z głową pełną tajemnic, więc Canaba potrzebował pomocy. Zawarł umowę z Cesarstwem Barrayaru, żeby go przyjęło.

— Stamtąd pochodzę — wtrąciła się Taura.

— Tak — potwierdził Thorne. — Taura była jednym z jego ulubionych projektów. Upierał się, żeby ją zabrać ze sobą. Niestety, jakiś czas wcześniej projekt skonstruowania superżołnierza odwołano, a Taurę sprzedano baronowi Ryovalowi, który kolekcjonuje, wybacz, sierżancie, osobliwości genetyczne. Musieliśmy ją więc wykraść z Domu Ryoval, a doktora Canabę z Domu Bharaputra. Hm, Tauro, może lepiej ty mów, co się działo potem.

— Zjawił się admirał i wyratował mnie z centrum biologicznego Ryovala — zadudniła olbrzymka. Wydała głośne westchnienie, jak gdyby przypomniała sobie coś miłego. — Podczas ucieczki całkowicie zniszczyliśmy główne banki genów Domu Ryoval. Zbiór tkanek liczący ze sto lat poszedł z dymem. Dosłownie. — Uśmiechnęła się, obnażając kły.

— Tamtej nocy Dom Ryoval stracił według szacunków barona jakieś pięćdziesiąt procent swojego majątku — dodał Thorne. — Co najmniej.

Mark wydał z siebie stłumiony okrzyk zdumienia, ale po chwili ochłonął.

— To wyjaśnia, dlaczego waszym zdaniem ludzie barona Ryovala będą szukać admirała Naismitha.

— Mark — powiedział z rozpaczą w głosie Thorne. — Jeśli Ryoval znajdzie Milesa pierwszy, ożywi go tylko po to, żeby go znowu zabić. I jeszcze raz, i jeszcze… Dlatego upieraliśmy się, żebyś udawał Milesa, kiedy opuszczaliśmy Obszar Jacksona. Ryoval nie ma żadnego motywu, żeby się mścić na klonie, chodzi mu tylko o admirała.

— Rozumiem. Uff, dzięki. A co się stało z doktorem Canaba? Jeśli mogę spytać.

— Został bezpiecznie dostarczony tam, gdzie trzeba — powiedziała Quinn. — Nosi nowe nazwisko, nową twarz, ma nowe laboratorium i pensję, dzięki której powinien być zadowolony. Został lojalnym poddanym cesarstwa.

— Hm. To nasuwa mi myśl o jeszcze jednym powiązaniu. Znam je od jakiegoś czasu, to żadna tajemnica, chociaż jeszcze nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. CesBez, nawiasem mówiąc, też nie, choć z tego powodu dwa razy wysyłał agentów, żeby sprawdzili Grupę Durony. Baronowa Lotus Bharaputra, żona barona, jest klonem Durony.

Taura przysłoniła usta szponiastą dłonią.

— Tamta dziewczyna!

— Tak, tamta dziewczyna. Zastanawiałem się, dlaczego traktowała mnie z takim chłodem. Już ją kiedyś widziałem, w innym wcieleniu. Klon klona.

— Baronowa jest jedną z najstarszych córek czy sióstr, czy jak chcecie nazywać to klonowane plemię Lilly Durony. Rój. Nie sprzedała się tanio. Lotus została zdrajczynią za najwyższą łapówkę w historii Obszaru Jacksona — za cenę połowy albo prawie połowy władzy w Domu Bharaputra. Jest partnerką barona Bharaputry od dwudziestu lat. I wygląda na to, że chce zdobyć coś jeszcze. Grupa Durony specjalizuje się chyba we wszystkich dziedzinach biologii, ale odmawia wykonywania przeszczepów mózgu. Zapisano to w umowie z Domem Fell. Ale baronowa Bharaputra, która musi mieć już ponad sześćdziesiąt lat, zamierza widocznie rozpocząć niebawem swą drugą młodość. Sądząc po tym, co widzieliśmy.

— Niech to szlag — mruknęła Quinn.

— Czyli mamy następne powiązanie — rzekł Mark. — Właściwie całą sieć powiązań, jeśli się złapie koniec właściwej nici. Tylko brakuje wyjaśnienia, przynajmniej ja tego nie rozumiem, dlaczego Grupa Durony miałaby ukrywać Milesa przed swoimi szefami z Domu Fell. Bo chyba tak się jednak stało.

— Jeżeli go mają — zauważyła Quinn, gryząc wewnętrzną stronę policzka.

— Jeżeli — zgodził się Mark. — Chociaż… — Twarz mu się na chwilę rozjaśniła. — To by tłumaczyło, jak kriokomora znalazła się w Hegen Hub. Grupa Durony nie chciała jej ukryć przed CesBezem. Próbowali ją ukryć przed innymi Jacksończykami.

— Prawie wszystko pasuje — odezwał się Thorne.

Mark wyciągnął przed siebie wyprostowane dłonie, jak gdyby między palcami trzymał niewidzialne nitki.

— Tak. Prawie. — Złączył dłonie. — Tak to wygląda. Tam właśnie zmierzamy. Nasza pierwsza sztuczka będzie polegała na wejściu w przestrzeń Jacksona obok stacji skokowej Fella. Komandor Quinn wzięła ze sobą świetny ekwipunek, dzięki któremu będziemy mogli przybrać fałszywą tożsamość. Konsultujcie z nią swoje pomysły na ten temat. Mamy na to dziesięć dni.

Rozeszli się, aby każdy mógł w spokoju rozważyć nowiny. Bothari — Jesek i Quinn zostały na miejscach, a Mark wstał i rozprostował obolały kark. Mózg też go bolał.

— To była całkiem niezła analiza, Mark — przyznała niechętnie Quinn. — Jeśli to coś więcej niż czcza gadanina.

Powinna wiedzieć.

— Dziękuję, Quinn — rzekł szczerze. On również modlił się, aby wszystko okazało się halucynacją albo wielkim błędem.

— Tak… chyba trochę się zmienił — zauważyła roztropnie Bothari — Jesek. — Urósł.

— Tak? — Quinn obrzuciła go taksującym spojrzeniem od stóp do głów. — Rzeczywiście…

Mark zamarł w radosnym oczekiwaniu na jedno maleńkie słowo aprobaty.

— …jest grubszy.

— Bierzmy się do roboty — uciął krótko Mark.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI

Pamiętał, że kiedyś uczył się zdań — łamańców językowych. Miał nawet przed oczami zapełniony nimi ekran — czarne słowa na bladoniebieskim tle. To była część jakiegoś kursu retoryki? Niestety, choć pamiętał ekran, potrafił sobie przypomnieć treść zaledwie jednej linijki. Usiłował usiąść prosto w łóżku i wypowiedzieć to zdanie.

— Chrząszsz… czszci… brzrz… chrząszcz brzmiwczsz… niech to szszlag!

Nabrał powietrza i zaczął jeszcze raz. Potem jeszcze i znowu. Jego język przypominał starą skarpetę. Czuł palącą potrzebę odzyskania panowania nad mową. Dopóki będzie mówił jak idiota, tak go będą traktować.

Mogło być gorzej. Dostawał już prawdziwe jedzenie, nie wodę z cukrem czy papkę. Od dwóch dni samodzielnie brał prysznic i ubierał się. Nie nosił już długiej koszuli, tylko bluzę i spodnie. Jak strój pokładowy. Szary kolor podobał mu się, ale potem się zaniepokoił, bo nie wiedział, dlaczego mu się podoba.

— Chrząszcz. Brzmi. W trzcinie. Ha! — Opadł na łóżko, rzężąc triumfalnie. Kiedy uniósł wzrok, zauważył opartą o drzwi doktor Rowan, która obserwowała go z lekkim uśmiechem.

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)