Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
- Автор: Буджолд Лоис Макмастер
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 3-7337-142-7
- Переводчик: Lukasz Praski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:
Nie była to grupa uderzeniowa. Mark zastanawiał się, czy nie powinien zabrać na pokład paru silnych ludzi… ale nie. Jeżeli pierwsza misja zdołała go czegokolwiek nauczyć, to tego, że kiedy nie dysponuje się wystarczającą siłą, by zwyciężyć, najlepiej w ogóle nie angażować żadnych sił. Zatem zgarnął najlepszych fachowców od Obszaru Jacksona, jakich mógł znaleźć wśród Dendarian.
Do kabiny weszła komandor Bothari — Jesek i skinęła mu głową.
— Jesteśmy w drodze. Opuściliśmy orbitę, pilot dostał szczegółowe rozkazy. Do pierwszego punktu skokowego dwadzieścia godzin.
— Dziękuję, komandorze.
Quinn zrobiła obok siebie miejsce dla Bothari — Jesek; Mark usiadł na sztucznym palenisku z nieoszlifowanych kamieni, zwrócony plecami do trzaskających płomieni, i wsunął dłonie między kolana. Głęboko nabrał powietrza.
— Witam na pokładzie i dziękuję, że przyjęliście moje zaproszenie. Zdajecie sobie wszyscy sprawę, że to nie jest oficjalna wyprawa Dendarian, nie jest też autoryzowana ani finansowana przez CesBez. Nasze wydatki pokrywa ze swoich prywatnych funduszy księżna Vorkosigan. Wszyscy otrzymaliście bezpłatne przepustki od swojej floty. Poza jednym wyjątkiem nie mam nad żadnym z was żadnej formalnej władzy. Ani wy nade mną. Łączy nas wspólny, niecierpiący zwłoki interes, dlatego powinniśmy połączyli nasze umiejętności i informacje. Pierwszą z nich jest prawdziwa tożsamość admirała Naismitha. Quinn, wtajemniczyłaś komandora Thorne’a i sierżant Taurę?
Bel Thorne kiwnął głową.
— Razem ze starym Tungiem domyśliliśmy się już dawno temu. Obawiam się, że tajna tożsamość Milesa nie jest tak tajna, jakby sobie tego życzył.
— Dla mnie to była nowina — zadudniła sierżant Taura. — Ale wyjaśniła wiele rzeczy, nad którymi się zastanawiałam.
— W każdym razie oficjalnie witamy w Kręgu Wtajemniczonych — powiedziała Quinn, po czym zwróciła się do Marka: — No dobrze, co masz? Znalazłeś wreszcie jakiś trop?
— Och, Quinn, tropów mam w bród. Brakuje mi tylko motywu.
— Zatem wyprzedziłeś CesBez.
— Może nie na długo. Wysłali już agentów na Escobar, żeby zebrać więcej szczegółów na temat Centrum Życia Beauchene — na pewno wpadną na ten sam ślad, co ja. Prędzej czy później. Ale w planach brałem pod uwagę dwadzieścia miejsc w Obszarze Jacksona, które należałoby dokładnie sprawdzić. W rzeczach osobistych Norwooda znalazłem jednak coś, co pozwoliło mi zmienić po rządek tej listy. Jeśli Miles zostanie reanimowany — bo taką mam hipotezę — ile waszym zdaniem minie czasu, zanim zrobi coś, żeby zwrócić na siebie uwagę?
— Niewiele — odparła niechętnie Bothari — Jesek. Quinn pokiwała drwiąco głową.
— Ale równie dobrze może się ocknąć z amnezją, która potrwa przez pewien czas. — Albo nie minie nigdy, mówiła jej mina. Jednak nie powiedziała tego głośno. — To zupełnie normalne po krioreanimacji.
— Chodzi o to, że nie tylko my i CesBez go szukamy. Najważniejszy jest czas. Kto pierwszy zwróci na niego uwagę?
— Mhm — mruknęła ponuro Quinn. Thorne i Taura wymienili pełne niepokoju spojrzenie.
— No dobrze. — Mark przygładził dłonią włosy. Nie wstał i nie zaczął spacerować jak Miles; jednak nieprzychylne spojrzenia, jakie rzucała mu Quinn, sprawiały, że miał ochotę przejść się po kabinie. — Oto czego się dowiedziałem i jakie z tego wyciągam wnioski. Gdy Norwood odbywał szkolenie krioniczne na Escobarze, poznał niejaką doktor Robertę czy Rowannę Duronę z Obszaru Jacksona, która w tym samym czasie była tam na stażu, ucząc się krioreanimacji. Stosunki między nimi, jakikolwiek miały charakter, układały się na tyle dobrze, że gdy Norwood znalazł się w sytuacji bez wyjścia w Bharaputrze, przypomniał sobie właśnie o niej. Musiał mieć do niej duże zaufanie, ponieważ wysłał do niej kriokomorę. Pamiętajcie, że w tym momencie Norwood trwał w przekonaniu, że Dom Fell jest naszym sojusznikiem. Bo Grupa Durony pracuje dla Domu Fell.
— Chwileczkę — powiedziała nagle Quinn. — Dom Fell twierdzi, że nie miał kriokomory!
Mark powstrzymał ją gestem.
— Opowiem wam coś o historii Obszaru Jacksona. Otóż jakieś dziewięćdziesiąt czy sto lat temu…
— O Boże, lordzie Marku, jak długa to będzie opowieść? — zapytała Bothari — Jesek. Na dźwięk grzecznościowego zwrotu rodem z Barrayaru Quinn posłała jej ostre spojrzenie.
— Cierpliwości. Musicie wiedzieć, kto to jest Grupa Durony. Zatem mniej więcej dziewięćdziesiąt lat temu ojciec obecnego barona Ryovala zakładał interes handlu genetycznymi niewolnikami, produkcję ludzkich istot na specjalne zamówienia. W pewnym momencie przyszło mu do głowy: po co sprowadzać geniusza z zewnątrz? Lepiej wyhodować własnego. Cechy umysłowości stanowią zwykle najtrudniejsze zadanie dla genetyków, lecz stary Ryoval sam był geniuszem. Rozpoczął projekt i stworzył kobietę, którą nazwał Lilly Durona. Miała być muzą jego badań medycznych, niewolniczo oddanym lekarzem. W jednym i drugim znaczeniu.
— Urosła, przeszła odpowiednią szkołę i zaprzęgnięto ją do pracy. Radziła sobie doskonale. Wtedy mniej więcej zmarł stary baron Ryoval, w niezbyt tajemniczych okolicznościach, bo podczas jednej z pierwszych prób przeszczepu mózgu.
— Mówię „w niezbyt tajemniczych okolicznościach” ze względu na charakter, jaki niedługo potem ujawnił jego syn i następca, obecny baron Ryoval, którego pierwszy projekt polegał na tym, aby pozbyć się wszystkich potencjalnych rywali spośród rodzeństwa. Jego ojciec spłodził naprawdę dużo dzieci. Początek kariery Ryovala stał się jacksońską legendą. Najstarszych i najbardziej niebezpiecznych braci po prostu zamordował. Kobiety i młodszych braci wysłał do swoich laboratoriów modyfikujących ludzkie ciało, a stamtąd do swoich prywatnych burdelików, które stanowiły jego dodatkową działalność, aby tam usługiwali klientom. Przypuszczam, że dziś już wszyscy nie żyją. Jeśli mieli szczęście.
— Wygląda na to, że Ryoval zastosował tak samo bezpośrednie podejście do podwładnych jak jego ojciec, dla którego Lilly Durona była ukochanym skarbem. Nowy baron Ryoval zagroził jej jednak, że jeżeli nie zgodzi się z nim współpracować, odeśle ją razem ze swoimi siostrami, aby w bardziej bezpośredni sposób zaspokajała cielesne fantazje klientów. Zaczęła planować ucieczkę razem z pogardzanym przez barona jego bratem przyrodnim, który nazywał się Georish Stauber.
— Ach! Baron Fell! — powiedział Thorne. Wyglądał, jakby nagle go olśniło. Taura słuchała zaintrygowana, a Quinn i Bothari — Jesek ze zgrozą.
— Ten sam, ale wtedy jeszcze nie baron. Lilly i młody Georish uciekli pod opiekę Domu Fell. Domyślam się, że Lilly posłużyła Georishowi za przepustkę. Oboje zaczęli służyć nowym panom, zachowując pewien wynegocjowany margines autonomii, przynajmniej jeśli idzie o Lilly. Tak stanowiła Umowa. Umowy uważa się w Obszarze Jacksona za niemal święte.
— Georish zaczął się piąć po szczeblach hierarchii Domu Fell. A Lilly dała początek Grupie Badawczej Durony, klonując się. Wielokrotnie. Grupa Durony, która składa się teraz z trzydziestu lub czterdziestu sklonowanych sióstr, służy Domowi Fell na kilka sposobów. Jest kimś w rodzaju lekarza rodzinnego dla członków wyższych sfer, którzy nie mają ochoty powierzać swojego zdrowia specjalistycznym domom, takim na przykład jak Bharaputra. Ponieważ specjalnością Fella jest handel bronią, Grupa prowadziła badania nad bronią chemiczną i biologiczną. A także antidotami. Grupa Durony zarobiła dla Domu Fell skromną fortunę na specyfiku o nazwie Peritaint, a kilka lat później ogromną fortunę na antidotum przeciw temu środkowi. Grupa Durony cieszy się pewną cichą sławą, jeśli wiecie, co mam na myśli. Bo CesBez wie. W tych niewielu plikach danych, jakie pozwolili mi obejrzeć, było sporo materiałów na jej temat. Choć na Jacksonie wiedzą o tym prawie wszyscy.