Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 137
Перейти на страницу:

— Wiem, co to znaczy stracony czas — rzekł melancholijnie Mark.

— Tak… coś słyszałam. Chyba miałeś w życiu sporo przygód.

— Nie nazwałbym tego przygodami — poprawił ją. — Raczej poniosłem wiele klęsk. — Zamyślił się nad tym, jak jego życie mogło wyglądać w jej oczach. Pewnie w trochę jaśniejszych barwach… — Może po powrocie więcej ci o tym opowiem. — Gdyby wrócił. Gdyby mu się powiodło.

Nie jestem miły. Powinnaś o tym wiedzieć już przedtem. To znaczy kiedy? Im niebezpiecznie bliższa stawała się ich znajomość, tym trudniej będzie mu mówić o swoich odrażających tajemnicach.

— Posłuchaj, musisz… zrozumieć. — Boże, mówił zupełnie jak Bothari — Jesek, kiedy szykowała się do swego wyznania. — Mam ze sobą problemy, ale nie chodzi tylko o wygląd. — Do diabła, co ta miła i niewinna dziewczyna mogła wiedzieć o subtelnościach tortur psychoprogramowania i ich nieprzewidywalnych skutkach? Kto dał mu prawo, by roztaczać przed nią tak przerażające obrazy? — Nawet nie wiem, co mam ci powiedzieć!

Wyraźnie czuł, że jeszcze na to za wcześnie. Ale potem mogło się okazać za późno, a ona poczuje się zdradzona i wystrychnięta na dudka. Jeśli przeciągnie tę rozmowę o minutę dłużej, na pewno nędznie się wygada i straci tę jedyną jasną i niezepsutą istotę, jaką znalazł.

Kareen przechyliła głowę z zaciekawieniem.

— Może powinieneś poprosić księżnę?

— Znasz ją dobrze? Tak żeby z nią porozmawiać?

— O, tak. Ona i moja matka to najlepsze przyjaciółki. Moja matka była jej osobistą ochroną, zanim odeszła, żeby zająć się nami.

Mark znów wyczuł wspomnianą wcześniej ligę cieni założoną przez babcie. Wpływowe starsze panie i ich genetyczne cele… Domyślał się, że o pewne rzeczy człowiek powinien zadbać sam. Jednak na Barrayarze korzystano z usług pośredników. W swoim obozie miał ambasadora nadzwyczajnego — wyjątkowego dla całego kobiecego rodu. Księżna na pewno będzie działać na rzecz jego dobra. Tak jak kobieta trzymająca wrzeszczące dziecko, by podano mu bolesną szczepionkę, która uchroni je przed śmiertelną chorobą.

W jakim stopniu ufał księżnej? Czy odważył się zaufać jej w tej sprawie?

— Kareen… zanim wrócę, chciałbym cię prosić o przysługę. Jeśli znajdziesz okazję, porozmawiaj z księżną na osobności i zapytaj ją, co jej zdaniem powinnaś o mnie wiedzieć, zanim się lepiej poznamy. Powiedz jej, że ja cię o to poprosiłem.

— Dobrze. Lubię rozmawiać z lady Cordelia. Jest kimś w rodzaju mojej nauczycielki. Dzięki niej wydaje mi się, że wszystko potrafię. — Kareen zawahała się. — Jeżeli wrócisz na Święto Zimy, zatańczysz znowu ze mną na balu w Rezydencji Cesarskiej? I nie będziesz się chował po kątach — dodała surowo.

— Jeśli wrócę na Święto Zimy, nie będę musiał się chować po kątach. I zatańczę z tobą.

— To dobrze. Trzymam cię za słowo.

— Słowo Vorkosigana — zapewnił ją.

Jej niebieskie oczy otworzyły się szeroko.

— Ojej. — Miękkie usta rozchyliły się w olśniewającym uśmiechu.

Poczuł się jak ktoś, kto splunął i stwierdził, że zamiast śliny z ust wypadł mu brylant. Nie mógł wciągnąć go z powrotem. W tej dziewczynie musi płynąć krew jakiegoś Vora, jeśli traktuje słowo mężczyzny tak poważnie.

— Muszę już kończyć — powiedział.

— Dobrze. Lordzie Marku — uważaj na siebie.

— Dlaczego… to mówisz? — Mógłby przysiąc, że ani słowem nie wspomniał, dokąd ani po co jedzie.

— Mój ojciec jest żołnierzem. Masz w oczach ten sam wyraz co on, kiedy kłamie, mówiąc o jakimś czekającym go zadaniu. Nigdy nie udaje mu się oszukać mojej matki.

Żadna dziewczyna nie prosiła go nigdy, by na siebie uważał. Szczerze się wzruszył.

— Dziękuję, Kareen. — Wbrew własnej woli rozłączył się, dotykając wyłącznika niemal pieszczotliwym gestem.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

Mark i Bothari — Jesek odbyli podróż z Barrayaru na Komarr statkiem kurierskim należącym do CesBezu, bardzo podobnym do tego, który przywiózł ich na planetę. Mark przysiągł sobie, że to ostatnia uprzejmość, o jaką poprosi Simona Illyana. Trwał w tym postanowieniu, dopóki nie znaleźli się na orbicie Komarru, gdzie się dowiedział, że Dendarianie przedwcześnie sprawili mu prezent z okazji Święta Zimy. Z floty dendariańskiej przysłano wszystkie rzeczy osobiste sanitariusza Norwooda.

CesBez jak to CesBez, pierwszy otworzył przesyłkę. Tym lepiej; nie pozwoliliby tknąć jej Markowi, gdyby nie mieli pewności, że opróżnili ją ze wszystkich tajemnic. Wspierany przez Bothari — Jesek, Mark uciekał się do próśb i gróźb, by uzyskać dostęp do rzeczy Norwooda. CesBez niechętnie wpuścił go pod nadzorem do zamkniętego pokoju w swojej kwaterze orbitalnej. Niechętnie, ale jednak wpuścił.

Mark zwolnił Bothari — Jesek, aby dopilnowała przygotowań na statku sprowadzonym na orbitę przez agenta księżnej. Jako dowódca dendariańskiego okrętu Elena była z pewnością najodpowiedniejszą osobą do zadań logistycznych, może nawet bardziej niż najodpowiedniejszą. Bez wyrzutów sumienia Mark usunął ją ze swych myśli i pogrążył się w badaniu nowej skrzyni skarbów. Sam w pustym pokoju. Bosko.

Po pierwszym szybkim przeglądzie materiału — na który składały się stare ubrania, biblioteka dysków, listy i różne bibeloty, jakie Norwood zgromadził podczas czterech lat służby u Dendarian — Mark z ciężkim sercem był skłonny przyznać CesBezowi rację.

Nie znalazł tu nic cennego. Nigdzie nie krył się żaden sekret — CesBez sprawdził wszystko; Mark odłożył na bok ubrania, buty, pamiątki i inne przedmioty. Dziwnie się czuł, dotykając starych strojów należących do kogoś, kto już nigdy ich nie włoży. Panowała tu nieznośna atmosfera śmierci. Skupił uwagę na drobiazgach stanowiących intelektualny obraz życia i kariery sanitariusza: na bibliotece i notatkach. Zauważył przygnębiony, że CesBez przed nim dokonał podobnej segregacji.

Westchnął, sadowiąc się wygodnie na krześle i przygotowując do żmudnej pracy. Pragnął, żeby Norwood zostawił mu cień wskazówki, choćby po to, by człowiek, którego nieumyślnie posłał na śmierć, nie umarł na próżno. Nigdy już nie chcę być dowódcą frontowym. Przenigdy.

Nie spodziewał się, że od razu dostrzeże właściwy trop. Ale kiedy wreszcie po paru godzinach natknął się na ślad, rozpoznał go tylko dzięki podświadomości. Była to odręczna notatka sporządzona na przezroczystym plastikowym arkusiku umieszczonym wśród podobnych karteczek wciśniętych w podręcznik kriozabiegów dla techników ratownictwa medycznego. Jej treść brzmiała: Spotkanie w sprawie materiałów laboratoryjnych z doktor Duroną o 9.00.

Chyba nie z tą Duroną…?

Mark cofnął się do certyfikatów i świadectw Norwooda — części komputerowego zapisu nauki sanitariusza, jaki widział jeszcze na Barrayarze w materiale zebranym przez CesBez. Norwood przeszedł swoje dendariańskie szkolenie krioniczne w jakimś Centrum Życia Beauchene, cieszącej się wielkim poważaniem krioklinice na Escobarze. Wśród jego instruktorów nie pojawiło się nazwisko „Duroną”. Nie pojawiło się również na liście personelu Centrum Życia. Właściwie nie pojawiło się nigdzie. Mark dla pewności sprawdził wszystko jeszcze raz.

Na Escobarze jest pewnie wiele osób o nazwisku Duroną. Wcale nie tak rzadko się je spotyka. Mimo to chwycił arkusik, który zdawał się parzyć go w palce.

Połączył się z Quinn przebywającą na pokładzie przycumowanego niedaleko „Ariela”.

— Ach — powiedziała, przypatrując mu się dość nieprzychylnie. — Wróciłeś. Elena nam mówiła. Coś ty znowu wymyślił?

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)