Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 137
Перейти на страницу:

Książę zaśmiał się słabo.

— To groteskowe.

— Mnie się wydało śliczne.

— O tak, tobie na pewno.

— Jeżeli tak ci zależy na grotesce, to zastanów się, co zrobisz potem ze starym sercem — poradziła mu księżna z szelmowskim uśmieszkiem. — Pokusa niesmacznych żartów jest doprawdy nie do odparcia.

— Aż się w głowie mąci — mruknął książę. Spojrzał na Marka, wciąż się uśmiechając.

Mark nabrał powietrza.

— Lady Cordelia wyjaśniła panu, co zamierzam zrobić, prawda?

— Mhm. — Uśmiech zniknął z oblicza księcia. — Tak. Uważaj na siebie. Obszar Jacksona to paskudne miejsce.

— Tak… wiem.

— Rzeczywiście. — Odwrócił głowę, by spojrzeć w szare okno. — Szkoda, że nie mogę wysłać z tobą Bothariego.

Księżna wyglądała na zaskoczoną. Mark mógł wyczytać z jej twarzy: Czyżby zapomniał, że Bothari nie żyje? Bała się jednak zapytać. Przykleiła tylko do ust jeszcze bardziej promienny uśmiech.

— Zabieram ze sobą Elenę Bothari — Jesek.

— Historia się powtarza. — Książę z wysiłkiem wsparł się na łokciu i dorzucił surowym tonem: — Lepiej, żeby się nie powtórzyła, słyszysz, chłopcze? — Położył się z powrotem, zanim księżna zdążyła mu to nakazać. Z jej twarzy zniknął wyraz napięcia; książę oczywiście było nieco oszołomiony chorobą, ale na pewno nie zapomniał o strasznej śmierci najważniejszego członka swej straży przybocznej. — Elena jest inteligentniejsza od ojca, muszę to przyznać. — Westchnął. Księżna skończyła masować mu stopy.

Leżał i ściągnąwszy brwi, zastanawiał się nad bardziej przydatną radą, jakiej mógłby udzielić Markowi.

— Kiedyś myślałem — a zrozumiałem to dopiero wówczas, gdy się zestarzałem — że nie ma gorszego losu, niż zostać czyimś mentorem. Mówić komuś, jak ma coś zrobić, ale samemu nie kiwnąć palcem. Z uśmiechem wysłać swojego protegowanego na linię ognia, żeby narażał się zamiast nas… chyba odkryłem gorszy los. Wysłać swojego ucznia, doskonale wiedząc, że nie zdążyło się go nauczyć dostatecznie wielu rzeczy… Bądź sprytny, chłopcze. Uważaj i w porę rób uniki. Nie odkrywaj się zawczasu przed wrogiem ze swoimi myślami. Każdego można pokonać tylko tutaj. — Dotknął palcami własnych skroni.

— Nawet jeszcze nie wiem, kim jest ten wróg — rzekł ze smutkiem Mark.

— Przypuszczam, że sam cię znajdzie. — Książę westchnął. — Ludzie mogą się przed tobą zdradzić, słowem albo w inny sposób, jeśli będziesz cierpliwie milczał i pozwolisz im mówić, ale kiedy jesteś niecierpliwy, ślepy i głuchy, sam możesz się przed nimi zdradzić. Tak?

— Chyba tak, panie — odparł zaskoczony Mark.

— Ha. — Książę zupełnie stracił oddech. — Przekonasz się — wyrzęził.

Księżna popatrzyła na niego z uwagą, zsunęła się z łóżka i wstała.

— Cóż — powiedział Mark, skłaniając lekko głowę. — Do widzenia. — Jego słowa zawisły w powietrzu, jak gdyby nie wystarczyły na pożegnanie. Czego się boisz? Przecież choroby serca nie są zaraźliwe. Przełknął ślinę i ostrożnie podszedł bliżej księcia. Nigdy go nie dotykał z wyjątkiem jednego razu, gdy pomagał go posadzić na motolocie. W przypływie odwagi, choć nie bez lęku, wyciągnął rękę.

Książę chwycił ją i krótko, mocno uścisnął. Miał dużą, kwadratową dłoń o grubych palcach, nadającą się do łopaty i kilofa lub miecza i broni palnej. Ręka Marka wydawała się w niej mała i dziecinna, miękka i blada. Łączył je tylko uścisk.

— Zamęt w szeregach wroga, chłopcze — szepnął książę.

— Uczciwa taktyka to unik.

Jego ojciec parsknął śmiechem.

Tego wieczoru, ostatniego dnia pobytu na Barrayarze, Mark odbył jeszcze jedną rozmowę przez widkom. Zakradł się do pokoju Milesa, by skorzystać z jego konsoli — nie chciał rozmawiać w tajemnicy, ale na osobności. Przez dziesięć minut wpatrywał się w martwą maszynę, a potem zdecydowanym ruchem wstukał zapamiętany numer.

Kiedy umilkł brzęczyk, na ekranie ukazała się twarz blondynki w średnim wieku. Malowały się w niej zdecydowanie i pewność siebie — wynikające zapewne ze świadomości niepospolitej urody, jaką kiedyś się odznaczała. Miała wesołe, niebieskie oczy.

— Rezydencja komodora Koudelki — brzmiała powitalna formułka.

To jej matka. Mark zdusił w sobie panikę i bąknął:

— Czy mogę rozmawiać z Kareen Koudelką, proszę pani?

Jasna brew lekko drgnęła.

— Chyba wiem, kim pan jest, ale… kogo mam zapowiedzieć?

— Lord Mark Vorkosigan — wyrzucił z siebie.

— Chwileczkę, milordzie. — Zniknęła z ekranu holowidu; usłyszał jej oddalający się głos, wołający: „Kareen!”.

W tle dało się słyszeć stłumiony łomot, gwar głosów, pisk i śmiech Kareen, która krzyczała:

— Nie, Delio, to do mnie! Mamo, niech ona sobie idzie! Do mnie, tylko do mnie! Daj mi spokój!

Głuchy rumor, jak gdyby z drzwiami zderzyło się czyjeś ciało, wrzask, a potem bardziej zdecydowane trzaśniecie drzwi.

Nad płytą holowidu pojawiła się zdyszana i nieco potargana Kareen.

— Cześć — rzuciła mu z roziskrzonym wzrokiem.

Jeśli to nie było takie samo spojrzenie, jakie Ivanowi posłała lady Cassia, to bardzo podobne. Markowi zrobiło się słabo.

— Witaj — wykrztusił. — Chciałem się z tobą pożegnać. — Nie, do diabła, to za krótko…

— Co?

— Hm, przepraszam, właściwie nie to miałem na myśli. Niedługo opuszczę planetę i nie chciałem wyjeżdżać bez słowa.

— Och. — Jej uśmiech przybladł. — Kiedy wrócisz?

— Sam nie wiem. Ale po powrocie chciałbym się z tobą zobaczyć.

— No… pewnie.

Powiedziała: „pewnie”. Ileż radosnego oczekiwania kryło się w tym „pewnie”.

Zmrużyła oczy, spoglądając na niego badawczo.

— Coś nie tak, lordzie Marku?

— Nie — odrzekł pospiesznie. — Hm, czy to twoją siostrę było słychać przed chwilą?

— Tak, musiałam się przed nią zamknąć, bo inaczej stanęłaby za ekranem i robiła miny. — Szczery ton żalu ulotnił się w jednej chwili, gdy dodała: — Ja też jej tak robię, kiedy dzwonią chłopcy.

Chłopcy. Został zaliczony do chłopców. Jakie to… normalne. Zachęcona kolejnymi pytaniami, zaczęła opowiadać o siostrach, rodzicach i swoim życiu. Prywatne szkoły, ukochane dzieci… Rodzina komodora należała do majętnych, lecz kierując się specyficznie barrayarską etyką, miała szczególną pasję do nauki i ciągłego zdobywania nowych umiejętności, jak gdyby wszyscy jej członkowie wiązali swoją przyszłość z dążeniem do ideału służenia innym. Mark chłonął jej słowa, marząc, że sam należy do tej rodziny. Kareen była taka łagodna i prawdziwa. Wolna od wszelkich utrapień, czysta i nieskazitelna. Miał wrażenie, jak gdyby się nią karmił, żywiąc nie brzuch, ale myśli. W głowie czuł błogie ciepło i szczęście — doznanie niemal erotyczne, tylko mniej groźne w skutkach. Niestety, po pewnym czasie Kareen zdała sobie sprawę z dysproporcji w rozmowie.

— Dobry Boże, ależ paplę. Przepraszam.

— Nie! Bardzo lubię cię słuchać.

— To jesteś pierwszy. W tej rodzinie mam szczęście, jeśli uda mi się dojść do słowa. Do wieku trzech lat w ogóle nie mówiłam. Kazali mnie badać. Okazało się, że wszystko przez moje siostry, które zawsze odzywały się w moim imieniu!

Mark się roześmiał.

— Teraz twierdzą, że odrabiam stracony czas.

1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)