Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 137
Перейти на страницу:

Wiele razy ją widziałam…

Mnemoniator wyłączył się sam: zadziałał stres-blok. Ale można go…

Ala przejechała dłonią po twarzy. Pot. Palce drżą. I ktoś wewnątrz krzyczy: Wystarczy! Nie wolno! Nie próbuj więcej! Co się ze mną dzieje?

Ja się boję. To prawdziwy strach. Boję się…

Leżała jeszcze chwilę, rozluźniając się, patrząc na czysty, niczym nie zmącony ekran. Wreszcie to leżenie stało się nieznośne. Wyłączyła stres-blok. Zielone oko zgasło, zapłonęło czerwone.

…Udaje mi się odskoczyć, ponieważ wiem, czego oczekiwać. Ale w tym ostatnim króciutkim błysku widzę nie kończące się pole. Stoją na nim jak pionki na szachownicy chudzi czarni chłopcy w idealnie równych szeregach. Są ich setki albo tysiące. Stoją i patrzą na mnie, a ja patrzę na nich z jakiegoś podium. I czekają… Na co? Na moje słowa? Nie, tu się w ogóle nie rozmawia. Dźwięki są inne. Tylko ja sam mogę, gdy zechcę, powiedzieć i usłyszeć: „Dzwoneczek!”

Potem wszystko gaśnie. Kobieta w bieli podchodzi, kładzie mi dłoń na ramieniu. „Witaj, wodzu. Znalazłam pytanie, na które nie znasz odpowiedzi…” Zaraz je zada i wtedy wszystko się skończy. Ponieważ jest takie pytanie, którego zadawać nie wolno. A ja, żeby nie odpowiadać, uciekam wstecz, na stację Arka.

Amet-chan gniewa się na mnie: znowu musi iść kłaniać się Kamilowi, a to staje się coraz mniej przyjemne. Kamil już Wcześniej był nieznośny, a po aferze „podrzutków”, kiedy go z jakiegoś powodu odizolowano od całej posiadanej informacji, stał się nieznośny do sześcianu. Ma wyraźny kompleks Kasandry: zawsze ma rację, ale i tak mu nikt nie wierzy. A skoro tak, to po co ciskać perły. Natomiast Amet-chan jest niezależnie od całej swojej niewzruszoności człowiekiem delikatnym, czułym i wrażliwym. Ja zrobię to, o co prosi Mały, Amet-chan zrobi to, o co proszę ja, Kamil zrobi to, o co prosi Amet-chan… Nikomu to nic dobrego nie da. Ale, być może, czasem ma sens robienie tego, co nic dobrego nie daje?

Podejrzanie często wspominam Majkę. I jej nieracjonalne racje.

„Co robią ludzie?” Oto już sześć lat z hakiem odpowiadam na to pierwsze pytanie Małego i sam coraz mniej rozumiem, co oni robią. Wcześniej wydawało mi się, że wiem wszystko. Stopniowo — skala rosła — zacząłem dostrzegać dziwne luki w mojej wiedzy. Potem wypełniły się, ale ponieważ skala nadal rosła, pojawiły się luki w informacji BPI. One również musiały zostać wypełnione przy pomocy specjalistów. Potem okazało się, że są specjaliści, których jakby właściwie nie było, i że są prace, które jak gdyby nie powstały, i jest jeszcze coś…

Ale to jest prawie nieważne. Chłopcy rozbierają czarny sputnik Wędrowców. Nie za bardzo wnikam w ich sprawy, bo jestem zajęty właśnie tymi ostatnimi problemami, do których doprowadził mnie nieprzyjemnie wydoroślały Mały… Jakże mało zostało w nim z tego zachwyconego i podnieconego, rozdzieranego namiętnościami chłopca! Jest oschły, ironiczny, czasem pogardliwy. Zbyt wiele o nas wie i wyciąga wnioski. Jest podobny do młodego upartego głowana.

Nadal go kocham.

Espada i chłopcy chodzą szczęśliwi. Dogrzebali się do jakiegoś zespołu, którego wcześniej nie spotkano na żadnych innych budowlach Wędrowców. Zespół jest solidnych rozmiarów grudą rur i rurek, splecionych ciasno i dziwacznie. Nikt nie wie, do czego służy…

Prześwietlają i obstukują zespół, próbują tomografii. W jakimś momencie coś się dzieje, chociaż to „coś” nie zostało w żaden sposób odnotowane. Po prostu wszyscy czują się tak, jakby ktoś uważnie przyglądał im się z tyłu.

Pierwszy znika Espada. po nim następni dwaj.

Korytarze stacji wydają się studniami, na dnie których kłębi się mrok. Z tyłu już nie czuje się spojrzenia, czuje się oddech.

Pewnie trzeba było ewakuować się od razu. Nie wiem, dlaczego tego nie uczyniono. Pewnie wstyd było uciekać, porzuciwszy tych, co zniknęli. Mieli nadzieję, że ich znajdą, przywrócą… Kiedy pojawił się zapach fiołków, było już za późno.

Zapach był gęsty. Powietrze stało się galaretowate, drżące. Na granicach pola widzenia działo się coś dziwnego i często strasznego. Cybery wymarły. Komputery stacji i statku robiły, co chciały.

Może trzeba było zaryzykować i uciekać na ręcznym sterowaniu. Nie zaryzykowali. To już była demoralizacja.

Nadeszły odpowiedzi na pytania Małego. Już nie mogłem ich przekazać. Zaczęły gasnąć gwiazdy…

A potem jakby gigantyczna ręka zaczęła powoli ściskać i skręcać stację. Szczęk, zgrzyt i chrzęst. Miotaliśmy się po pomieszczeniach, potem rozeszliśmy się po kajutach i zaczęliśmy czekać na koniec.

Trwało to prawie trzy doby.

Zgniotło nas starannie, powietrze nie uciekało. Korytarze stały się podobne do rurek przeciętych cążkami; ściany stykały się ze sobą. Na moim suficie powstała mokra plama, wisiały tam też duże zimne krople, które czasem odrywały się i spadały na twarz i pierś. Leżałem i myślałem o ostatnich pytaniach Małego i odpowiedziach na nie. Mały wiedział o nas wszystko — znacznie więcej niż my sami. Myślał nie tak jak my. Oczywiście w dużej części to nie on sam myślał, lecz tajemniczy aborygeni planety. Ale mimo to, mimo to…

Dlaczego Mały tak bardzo chciał poznać szczegółową bio-kronikę doktora Bromberga? (I dlaczego nagle okazało się, że tak trudno jest ją zdobyć?)

Dlaczego ludzie najczęściej mają różne zdania, ale w niektórych sprawach — całkiem jednakowe?

Dlaczego androidy nie mogą mieszkać na Ziemi? Kto i kiedy zabronił i jak to wyjaśniono?

I w końcu: co to jest projekt „Walhalla”?

Otrzymałem odpowiedzi od Amet-chana, ale nawet nie przeczytałem ich — po prostu co innego stało się ważniejsze…

Ściany kajuty zwierały się, marszczyły. Drzwi zostały wysadzone, membrana nie zamykała się, zwisała jak martwa pofałdowana skórka. Śmierdziało coraz mocniej…

Ala zmarszczyła nos, czując mocny, wcale nie kwiatowy zapach, odruchowo szarpnęła głową i nagle jakby ocknęła się. Leżała w hotelowym pokoju, sama, na suficie blado mrugał ekran mnemoniatora. Za szerokim, panoramicznym oknem dojrzewała burza. Niebo miało kolor oceanicznej zieleni z białą pianą. Zbliżały się wieże z chmur we wszystkich możliwych odcieniach czerni. Jasna strzałka glidera ślizgała się ukośnie w dół, przecinając obłoki…

Co to było? Wstała, niepewnie zrobiła krok w kierunku stolika. Dopiero teraz ociężałość zaczęła znikać, parować… i tak samo znikały i parowały urywki widzianego i zrozumianego, rozlane kałuże cudzej pamięci… Śpiesząc się, żeby zdążyć, podpłynęła do stolika, chwyciła notes i zaczęła dyktować to, co jeszcze pamiętała: stacja Arka, projekt „Walhalla”, Espada, androidy, Bromberg, Mały…

Stas

Szedłem pierwszy, potykając się, i jakieś bezcielesne istoty dotykały moich policzków i czoła. Opaska była szczelna i twarda, dwaj za plecami trzymali mnie za łokcie, brakowało tylko skrzypienia zardzewiałych zawiasów i woni pochodni. Wyczuwałem natomiast inny zapach, niepodobny do niczego. Byłem przekonany, że znajdujemy się w przystosowanej do ludzkich potrzeb naturalnej jaskini czy kopalni. Na Pandorze było dużo kopalń kobaltu, powstałych jeszcze przed utworzeniem rezerwatu. Mało kto o tym wie.

Przede mną otworzyła się jakaś naturalna przestrzeń. Sala? Głucho i ciemno. Tu, w podziemiu, odkryłem w sobie nową umiejętność: wyczuwanie bliskości ścian, ludzi i przedmiotów. Przedmioty emitują takie jakieś srebrzenie, a ludzie jawią się jako zielonkawe cienie. Opaska na oczach przeszkadza w tym widzeniu, ale nie do końca, więc odróżniam przed sobą trzy wydłużone, zielonoszare plamy…

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)