Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 137
Перейти на страницу:

— Myślisz, że to prawda?

— Prawda. Ale może nie cała.

— Co masz na myśli?

— Że ci chłopcy mogą nie znać całej prawdy. Że jest jeszcze ktoś, kto wie więcej.

— A z drugiej strony — Eryk popatrzył na mnie niemal ze złością — nie rozumiem, co to zmienia. No co? Wielkie mi rzeczy: hipnopromiennik… Przecież to nie jest zniewolenie czy jakiś gwałt. Czyż nie? Czy odkrywanie tego, co sama natura w nas wpakowała, to przestępstwo? Czy to jest obrzydliwe? Dlaczego tak mną wstrząsnęło, kiedy się… dowiedziałem?

— Nie wiem, Eryku — powiedziałem. — Pewnie po prostu czujemy się pokrzywdzeni.

3

Ala

Byłam strasznie niespokojna: prawie tak jak wtedy na Tęczy przez tych kilka godzin, kiedy już wiedzieliśmy o katastrofie, kiedy zaczęły krążyć straszne opowieści, ale kiedy też nie mieliśmy całkowitej pewności co do szybkiej i nieodwracalnej śmierci. Zrobiło się lżej, kiedy nadszedł czas umierania.

Teraz nie było ani Fali, ani bladych chłopców i dziewczynek na placu przed statkiem, ale czułam się przygniatana, przygniatana ze wszystkich stron. Fali nie dało się zobaczyć, a wszyscy wiedzieli o płonących osiedlach, ale milczeli, i nie było dokąd i jak wywieźć dzieci… Tylko Gorbowski był ten sam, był tu, obok. Ala popatrzyła nań kątem oka: posępny, z długim nosem… Przechwycił jej spojrzenie i uśmiechnął się smutno i zarazem pokrzepiająco:

— To nic, Saszeńko. Jakoś to…

Właśnie taki wrócił z ośrodka łączności: zafrasowany i zaintrygowany. Nic nie powiedział, a Ala — sama nie wiedząc dlaczego — nie potrafiła wykrztusić pytania.

Autopilot, chociaż tępy i bezmózgi, pamiętał trasę, więc nie trzeba było zwracać uwagi na kurs. Dżungla zamarła pod nimi, jak zamiera wiele rzeczy, gdy się na nie patrzy. Wystarczy odwrócić spojrzenie.

— Leonidzie Andriejewiczu, czy pan wierzy w Wędrowców? — Tamarka wysunęła się z tyłu. Lariska szarpnęła ją za nogi, wywlokła z powrotem, coś powiedziała na ucho. Tamarka wydała z siebie rodzaj gwizdu, który powstaje, gdy człowiek wciąga powietrze przez wysunięte wargi.

Gorbowski odwrócił się.

— Jak by ci to powiedzieć i szczerze, i krótko? Chyba ogólnie wierzę. Istnieją właśnie teraz. Nie w odległej przyszłości, jak to się kiedyś wydawało. Jestem od jakiegoś czasu przekonany, że wszystkie nasze wyobrażenia o Wędrowcach nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Mamy zbyt dużą bezwładność myślenia, przypisujemy im, chcąc czy nie chcąc, ludzkie cechy. Albo przynajmniej cechy znanych nam niehumanoidów. A oni są zupełnie inni.

— Boi się ich pan? — nagle zapytała Ala. Gorbowski popatrzył na nią z ukosa i westchnął.

— Co to znaczy: boję się? Przyzwyczaiłem się.

— Rozumiem — powiedziała Ala.

— Jakoś nieprzyjemnie często zaczęli się pojawiać — rzekł Gorbowski. — Może wcześniej nie zauważaliśmy ich śladów lub też… tych śladów nie było. Pamiętam przecież, że specjalnie szukaliśmy tych śladów, każdy guzik był sensacją. A gdzieś od dwudziestu lat już nie szukamy, może dlatego, że nie ma sensu szukanie czegoś, co istnieje w nadmiarze. Zaczyna się wydawać, że cały kosmos jest zaludniony Wędrowcami jak muchami. Śmieszne, na Księżycu tunel z jantarynu! Nie wiadomo, jak mogliśmy wcześniej go nie zauważyć. Dosłownie pod Ptolemeuszem. Tysiące ludzi tam chodziło, kopało, budowało i nikt niczego nie zauważył. I oto nagle on. Stary, zakurzony. Jak to wytłumaczyć? Czy to sto lat całkowitego bałaganu i gapienia się w górę, czy Wędrowcy znają znacznie więcej sztuczek niż my?

— Po prostu żyją nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie — powiedziała Lariska.

— Komow też tak uważa — smutno zgodził się Gorbowski. -Lecz ja się obawiam, że to niecała prawda.

— Zeszliśmy z kursu — zauważyła Tamarka. — Szukajmy lądowiska — pokazała gdzieś w bok, gdzie rzeczywiście między koronami drzew mignęła malutka wieżyczka.

— Nie rozumiem — powiedziała Ala. — Przecież to jest kurs…

— Proszę nie zwracać uwagi — miękko odparł Gorbowski. -Co tam autopilot? Maszyna… Mam wrażenie, że my wszyscy, chyba cała ludzkość, zamieszkaliśmy w opuszczonym domu. Ale nie do końca opuszczonym. Zwariowane cybery urządzają wariackie sprzątanie. Widma zmarłych gospodarzy przychodzą po nocach i dzwonią łańcuchami, wyją, zgrzytają zębami…

— Podrzucają dzieci, kradną chusteczki do nosa… — podchwyciła Ala.

Tamarka zapiszczała.

— Koza! — Ala odwróciła się do niej. — Mogłabyś…

Ale Tamarka, naprawdę blada, patrzyła gdzieś w bok i w dół, wskazując na coś trzęsącą się ręką, więc Ala również tam popatrzyła. Wynurzająca się zza koron drzew szachownica lądowiska była pusta. Przy podstawie wieży leżało dwoje ludzi. Coś z nimi było nie w porządku. Nie trzeba było mieć superbystrych oczu Tamary, żeby zobaczyć i zrozumieć, że…

Leżący po prostu nie mieli głów.

Stas

Po „sjeście” nie mogłem się uspokoić: trząsłem się, pot lał się ze mnie strumieniami, szczękałem zębami. O żadnym monitoringu, rzecz jasna, nie było co marzyć, ale wcześniej podobnym odczuciom towarzyszyło to, co nazwałem „pawianowaniem”: zręczne chodzenie na czterech kończynach, drapanie się, niewyraźne pomruki. I jeszcze inne rzeczy. Moich nowych klawiszy nie uprzedzałem o niczym takim — nawet nie wiem dlaczego. Ale w końcu musi istnieć coś, o czym nie mają pojęcia.

I dziwne, nagle okazało się, że bez monitoringu, bezwiednie koncentrując się na swoim nierealnym istnieniu, coś tam słabo, niewyraźnie, mętnie, niezrozumiale, bezbarwnie i bezsensownie — ale mimo wszystko — pamiętam! Czyli można nad tym popracować…

Pandoriański dzień chylił się ku wieczorowi, zatem minęła doba od chwili, kiedy oni u nas wylądowali. Właściwie kiedy one wylądowały. Miałem dziwną pewność, że to spotkanie zaczęło mieć konsekwencje, że poruszyły się i przemieściły jakieś warstwy wszechświata, i zaraz (nie w sensie czasu, lecz w sensie przyczyn i skutków; czasu może minąć i wiek) nastąpi trzęsienie ziemi, może moje osobiste, przez nikogo więcej nie zauważone, albo wspólne, ogólnoludzkie… Nie wiem dlaczego, ale chciało mi się wyć.

…Przecież wiem, że nie jestem człowiekiem! Kopia, podróbka… działający model naturalnej wielkości… dokładność co do molekuły, no to co? A z drugiej strony…

…coś nie wychodzi tym spiskowcom. Ale co, na razie nie wiem. Chociaż niby powinno to być bliskie i łatwe…

…jak ja sam — no to co? No dobra, hipnopromienniki. Eryk ma rację. Jeśli to pomogło przeżyć, jeśli to uratowało, jeśli w tej chwili miliardy ludzi są szczęśliwe nie iluzorycznie, nie na przekór realności, lecz właśnie dlatego, że życie jest tak wspaniale urządzone, skonstruowane i ucieleśnione, to czy nie należy zostawić tego wszystkiego tak jak jest na wieki wieków? Czy znowu zaczniemy szukać przygód?

A dlaczego nie wszystkim androidom wolno mieszkać na Ziemi? Przecież to nie kaprys Rady Światowej?

I Wędrowcy…

Wypędziłem z głowy wszystkie niepotrzebne myśli i zmusiłem się do skoncentrowania na dwóch ostatnich. Przyszedł ktoś w biomasce, przyniósł jedzenie. Mechanicznie wdusiłem w siebie kilka rybich paluszków, popiłem sokiem pomidorowym. Podładowałem się. Utrzymując przy tym na twarzy grymas znudzenia. Trzeba było wysiłku, żeby utrzymać taką minę, ponieważ to, co zaczęło mi się kształtować w głowie pół godziny od rozpoczęcia usilnych spekulacji, coraz mniej i mniej mi się podobało.

1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)