Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– Ano dotarła – stwierdził Randall.
– Ten człowiek, ten mój łącznik, zaczął nalegać, żebym jednak postarał się zdobyć Biblię. Odpowiedziałem, że sama myśl o tym jest dla mnie wstrętna. On na to, że na pewno zapłacą mi więcej, niż było umówione. Powiedziałem, że nie mam zamiaru się targować. Zaczął mi grozić, że jeżeli odmówię, ujawni, że dla nich pracowałem. Odparłem, że mam to w nosie, i wyszedłem. Wróciłem tutaj, zniszczyłem fotokopie, żeby przypadkiem nie wpadły w łapy de Vroome'a, i zaraz potem dowiedziałem się, że pan tu jest i chce się ze mną widzieć. Teraz już pan wie, co zawdzięczam nowej Biblii, Jakubowi, mojej pracy tutaj i dlaczego modlę się o to, żeby mnie pan nie wyrzucił. Ja muszę zostać, panie Randall. Muszę pomagać w tym zbożnym dziele.
Randall słuchał i zastanawiał się. Nie ulegało kwestii, że Florian Knight odzyskał słuch, wszystko jedno czy za sprawą cudu, czy psychicznej przemiany. W pewnym sensie tak czy inaczej był to cud. Nie miało przy tym znaczenia, czy uzdrowienie Lori Cook było oszustwem, czy nie, ponieważ historia Knighta sama w sobie była dowodem mocy oddziaływania nowej Biblii. Jednakże Randall postanowił, że tego cudu nigdy nie ujawni ani wydawcom, ani szerszej publiczności, nie pozwoli go wykorzystać do promocji Międzynarodowego Nowego Testamentu. Poradzi Knightowi, żeby w dalszym ciągu nosił aparat słuchowy, dopóki nowa Biblia nie ukaże się drukiem. Nie miał najmniejszej wątpliwości, że Knight jest teraz całkowicie wiarygodny. Pozostała jeszcze tylko jedna sprawa.
– Florianie – powiedział – jeżeli chce pan z nami zostać, chce pan pomagać, jak to pan określił, w zbożnym dziele, to proszę zacząć od ujawnienia, kim jest prawdziwy zdrajca w naszym gronie, kim jest pański łącznik i przyjaciel de Vroome'a.
– Ten człowiek nie jest przyjacielem de Vroome'a – odparł Knight. – Nie wiem nawet, czy zna go osobiście. To przyjaciel Cedrica Plummera, zorientowałem się od razu przy pierwszym spotkaniu. Zabrali mnie do nocnego klubu Fantasio. Oni obaj palili trawkę i czuło się, że są w wielkiej zażyłości. Więc na pewno mój łącznik przekazywał informacje Plummerowi, a ten z kolei de Vroome'owi.
– To oczywiste – odrzekł Randall. – Teraz poproszę o nazwisko tego człowieka. Kto jest zdrajcą w Drugim Zmartwychwstaniu, Florianie?
– Kto jest naszym Judaszem? To bibliotekarz Hans Bogardus. To jego musimy się jak najszybciej pozbyć, jeśli nie chcemy, żeby nasz Chrystus został ukrzyżowany powtórnie i już na zawsze.
Randall wrócił do hotelu i udał się prosto do swego biura. Siedząca w sekretariacie Angela Monti spojrzała nań pytająco znad maszyny do pisania.
– Czy to doktor Knight, Steve?
– Nie.
– To bardzo się cieszę. W takim razie kto?
– Nie teraz, Angelo. Porozmawiamy później. Połącz mnie z Deichhardtem, a jeśli go nie ma, to z Wheelerem.
Randall wszedł do swego gabinetu, wyjął dyktafon i zabrał się do wymazywania z taśmy niektórych fragmentów rozmowy z Knightem. Gdy skończył, schował urządzenie do teczki i czekał na sygnał od Angeli.
W końcu zniecierpliwiony wziął teczkę i wrócił do sekretariatu akurat w chwili, gdy dziewczyna odkładała słuchawkę.
– Nie ma ich, Steve – oznajmiła. – Sekretarka Deichhardta powiedziała, że obaj pojechali do Moguncji na spotkanie z Hennigiem.
– A kiedy wrócą?
– Nie wiedziała.
Randall zaklął pod nosem. Będzie musiał sam wykonać brudną robotę. Zdawał sobie sprawę, że konfrontacja z Bogardusem jest pilna. Zbyt wiele było do stracenia.
Wyszedł na korytarz i po chwili stanął pod drzwiami pokoju sto dziewięćdziesiąt. Wisiała na nich tabliczka z napisem BIBLIOTEKA w pięciu językach, a pod spodem, kursywą, Hans Bogardus.
Randall zebrał się w sobie i wszedł do środka.
Bogardus siedział przy wielkim stole zawalonym książkami i pochylony nad jakimś tomem robił notatki. Długie włosy opadły mu na twarz. Na odgłos otwieranych drzwi podniósł głowę. Jego twarz wyrażała zaskoczenie. Chciał wstać, lecz Randall powstrzymał go gestem.
– Niech pan siedzi – powiedział, zajmując krzesło naprzeciw bibliotekarza. Postawił teczkę na stole i otwierając ją, patrzył wprost na niego. Wydał mu się tak samo odpychający jak poprzednio. Pomijając wyłupiaste oczy i grube wargi, twarz młodego Holendra była niemal płaska, z samymi nozdrzami zamiast nosa i bladą, prawie albinoską karnacją.
– Co słychać, panie Randall? – zapytał falsetem Bogardus.
– Mam coś dla pana – odparł Randall. Bibliotekarz spojrzał z ożywieniem na otwartą teczkę.
– Przyszły gotowe Biblie z Moguncji? – dociekał.
– Nie, nie przyszły – odpowiedział Randall – ale nawet gdyby, to ty i tak nie dostaniesz do ręki ani jednej, Hans.
Białe rzęsy Bogardusa zatrzepotały czujnie. Zwilżył językiem tłuste wargi.
– Ale… dlaczego? Nic nie rozumiem.
– Zaraz zrozumiesz – rzekł Randall, stawiając na stole dyktafon. – Pierwszy głos należy do doktora Floriana Knighta, ten drugi to mój. Nagrałem to niecałą godzinę temu.
Wcisnął odtwarzanie i z miniaturowego urządzenia popłynęło wyznanie doktora Knighta. Minuty wlokły się boleśnie, a blade oblicze Bogardusa stopniowo nabierało rumieńców. Bibliotekarz siedział bez ruchu i tylko jego przyspieszony oddech akompaniował słowom uczonego.
Nagranie dobiegało końca. W ciszy pełnego książek pokoju popłynęło wypowiedziane z bezwzględną szczerością oskarżenie: Kto jest naszym Judaszem? To bibliotekarz Hans Bogardus. To jego musimy się jak najszybciej pozbyć, jeśli nie chcemy, żeby nasz Chrystus został ukrzyżowany powtórnie i już na zawsze.
Rozległ się szum pustej taśmy. Randall wyłączył dyktafon, schował go do teczki i lodowatym wzrokiem spojrzał w oczy Bogardusowi.
– Czy zaprzeczysz tym słowom w obecności doktora Knighta i wydawców oraz inspektora Helderinga? – zapytał.
Hans Bogardus nie odpowiedział.
– No cóż, Hans, wszystko jasne – rzekł Randall. – Na szczęście dla nas to, co zdołałeś przekazać de Vroome'owi przez swego przyjaciela Plummera, nie miało zbyt wielkiej wartości. Niczego więcej nie przekażesz, a już z pewnością nie będzie to egzemplarz nowej Biblii. Zaraz poproszę Helderinga, żeby przysłał tu strażnika. Popilnuje cię do chwili, gdy skontaktuję się z Deichhardtem albo Wheelerem i zostaniesz formalnie zwolniony.
Randall spodziewał się wybuchu, potoku zaprzeczeń, gorączkowej obrony.
Nic takiego nie nastąpiło.
Na płaską twarz młodego Holendra wypłynął kpiący, niemal złowrogi uśmieszek.
– Jest pan śmieszny, panie Randall – odezwał się. – Pańscy wielcy szefowie z pewnością mnie nie zwolnią.
– Tak uważasz, Hans? – Randall nie spodziewał się takiego zuchwalstwa. – Przecież wystarczy, że…
– Nie uważam, tylko wiem – przerwał mu Bogardus. – Kiedy usłyszą, co odkryłem, nie odważą się mnie wyrzucić. Zostanę w tej pracy, dopóki sam nie zdecyduję się odejść. A nie odejdę, dopóki nie będę miał przy sobie nowej Biblii.
On jest szalony, pomyślał Randall, nie ma sensu z nim rozmawiać.
– Dobrze, w takim razie sprawdzimy to od razu – powiedział. – Zaraz zadzwonię do Moguncji, do Deichhardta i Wheelera.
Bogardus wsparł się o stół, z jego ust nie schodził kpiący uśmieszek.
– Niech pan dzwoni – odparł. – Niech pan im powie, że Hans Bogardus jest genialny, że odkrył w ich Biblii coś, czego nie zauważyli wszyscy naukowcy, teolodzy i tłumacze, bo byli zbyt ślepi. Niech pan im powie, że Bogardus znalazł w Biblii fatalny błąd, błąd, który ich zniszczy, jeżeli zdecyduję się go ujawnić, świadczy bowiem o tym, że jest ona fałszerstwem. A ujawnię to z pewnością, jeśli mnie zmuszą do odejścia.