Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– Czy powiedział im, czego zamierza szukać?
– Oczywiście. Uznali go niemal za wariata. Nie chcieli w tym w ogóle uczestniczyć, zależało im tylko na pozbyciu się bezużytecznej działki i z największą ochotą ją sprzedali. Wyśrubowali zresztą cenę tak, że ojciec z trudnością zgromadził tyle pieniędzy.
– Skąd w takim razie przeświadczenie de Vroome'a, że profesor zachował się nieuczciwie?
– To sprawka Tury oczywiście. Kiedy odkrycie stało się faktem, Tura po prostu szalał z zazdrości. Porozumiał się z poprzednimi właścicielami terenu i przekonał ich, że sprzedając działkę ojcu, stracili fortunę. Nakłonił ich, żeby poskarżyli się w ministerstwie, żeby powiedzieli, że ojciec skłamał, kupując ziemię, że nie wiedzieli, iż chodzi o wykopaliska. Ludzie z ministerstwa byli zmuszeni przeprowadzić dochodzenie. Odbyło się zamknięte przesłuchanie, które dowiodło, że ojciec postąpił właściwie, a zarzuty są bezpodstawne. Został całkowicie oczyszczony. W ministerstwie jest protokół z tego przesłuchania i jeśli zostanie odtajniony, będziesz mógł go przeczytać.
– A co potem zrobił twój ojciec?
– Był oczywiście zadowolony, że wszystko się wyjaśniło. Ale to bardzo nerwowy i wrażliwy człowiek, Steve. Trudno mu było znieść ciężar tego dochodzenia, a szczególnie to, że ludzie, których uważał za przyjaciół, w ogóle rozważali zarzuty przeciwko niemu, okazali mu taki brak zaufania. Jeszcze przed zakończeniem sprawy zrezygnował z pracy na uniwersytecie i z własnej woli odszedł na emeryturę. Nie chciał mieć już nic wspólnego z tą polityką. Osiągnął swój życiowy cel i to mu wystarczało.
– I jest na emeryturze?
– Tak. Prowadzi życie pustelnika, poświęcając się pisaniu i nauce. Jest rozgoryczony tym, jak go potraktowano, i nie chce mieć nic wspólnego z ludźmi z kręgów akademickich, a nawet z tymi, którzy zajmowali się później jego odkryciem. Ojciec uważa, że informacja o jego osiągnięciach będzie mówiła sama za siebie. A jednak doktor Tura, chcąc usprawiedliwić swoje zachowanie i chronić swoją pozycję, wciąż szerzy insynuacje i pogłoski o skandalu. De Vroome to usłyszał, pewnie nawet spotkał się z Turą, i włączył oszczerstwa do swego dossier. No bo dlaczego nie? Jak sam powiedziałeś, Steve, de Vroome chce zniszczyć projekt i ludzi z nim związanych. Dlaczego spotkałam się z tobą w Mediolanie, skoro przedtem nie chciałam rozmawiać z twoimi pracownikami? Po prostu musiałam się upewnić, że będziesz miał właściwe informacje na temat ojca. Skoro on wierzy, że samo ogłoszenie jego osiągnięć musi wystarczyć światu, to ja, jako jego córka, powinnam dopilnować, żeby to było kompletne i prawdziwe.
– A dlaczego zgodziłaś się pracować w Amsterdamie jako konsultantka?
Na twarzy Angeli pojawił się cień uśmiechu.
– Nie po to, żeby cię wykorzystać, Steve. Nie było takiej potrzeby. Zaprosiłeś mnie i przystałam na propozycję, ale nie po to, żeby zapewnić ojcu lepszą reklamę. On tego nie potrzebuje. Zgodziłam się, bo… poczułam coś do ciebie, od pierwszej chwili… chciałam być przy tobie.
Randall był poruszony jej słowami, lecz nie mógł sobie teraz pozwolić na miękkość. Miał w zanadrzu o wiele poważniejsze oskarżenie. W chwili gdy bomba wybuchnie, ich związek umrze na zawsze. Angela była Mateuszem, była zdrajczynią i musiał ją poinformować o swoim odkryciu, zanim powiadomi o tym Helderinga, Wheelera i innych.
– Angelo – powiedział – czy nie ma żadnej innej przyczyny, dla której włączyłaś się do pracy nad projektem?
– Innej przyczyny? Nie, jest tylko ta jedna. – Zmarszczyła brwi. – Co masz właściwie na myśli?
– Może na przykład chciałaś coś zrobić dla kogoś jeszcze, poza swoim ojcem i mną.
– Kogoś innego? O co ci chodzi?
Randall zrozumiał, że ciosu nie da się złagodzić. Musiał uderzyć wprost.
– O to, że jesteś tajnym informatorem pastora de Vroome'a. Powiedz, dlaczego to robisz? Dlaczego przekazujesz nasze tajemnice wrogowi?
Jeszcze nigdy nie widział u nikogo tak zaskoczonej miny. Nie przestraszonej, tylko zwyczajnie zaskoczonej. Angela poruszała bezgłośnie ustami, niezdolna wymówić słowa.
– Co takiego? – wykrztusiła wreszcie. – Coś ty powiedział? Powtórzył jeszcze raz to samo i dodał:
– Mam niezbite dowody na to, że pracujesz dla de Vroome'a.
– Steve, co ty wygadujesz? Przecież to jakieś szaleństwo! Randall nie dał się zbić z tropu.
– Wczoraj późnym popołudniem rozesłałem do dwunastu osób z naszego personelu tajną notatkę. Jedna kopia trafiła do de Vroome'a. To była twoja kopia, Angelo, wiem to na sto procent.
Jej zdumienie wydawało się jak najbardziej autentyczne.
– Ja przekazałam jakąś tajną notatkę de Vroome'owi? Przecież ja go w ogóle nie znam! W życiu nie widziałam go na oczy i nie chcę widzieć. Dlaczego miałabym to robić? Nic z tego nie rozumiem, Steve!
– Zaraz zrozumiesz, tylko słuchaj uważnie. – Najpierw powiedział o pierwszej notatce, której treść przeciekła do de Vroome'a, a potem o drugiej, która była pułapką i której kopię z imieniem kodowym Mateusz widział poprzedniej nocy w Westerkerk.
– Notatkę z imieniem Mateusz dostałaś tylko ty, nikt inny, Angelo. Mam podpisane przez ciebie potwierdzenie. Chyba to pamiętasz?
– Pamiętam, oczywiście. Akurat przenosiłam rzeczy z mojego poprzedniego pokoju w Krasnapolskym do twojego sekretariatu. Przyszedł strażnik i przyniósł notatkę, pamiętam, że spojrzałam na nią i nie wydała mi się zbyt ważna, więc włożyłam ją do segregatora z korespondencją i zaniosłam do biura Lori. Schowałam teczkę do szuflady w drugiej szafce na akta, to też pamiętam, bo tylko ta szuflada była pusta. Notatka na pewno tam jest.
Randall zastanawiał się nad jej słowami. Albo Angela była kryształowo uczciwa, albo miał do czynienia z najbezczelniejszym kłamstwem w życiu. Za niewinnością dziewczyny przemawiało niewiele.
Istnieje tylko jedna notatka z imieniem Matuesz w ostatnim zdaniu – powiedział. – Ty twierdzisz, że wciąż ją masz, a ja wiem, że widziałem ją u de Vroome'a. Ta sama kartka nie może być jednocześnie w dwóch miejscach.
– Nie potrafię tego wyjaśnić – odparła Angela. – Po prostu jedźmy teraz do twojego biura i sprawdźmy to.
– Dobrze, przekonajmy się.
Zanim ruszyli do wyjścia z baru, Angela stanęła przed nim twarzą w twarz.
– Ty mi nie wierzysz, prawda? – zapytała.
– Wiem tylko to, co wiem – odparł. – De Vroome pokazał mi twoją kopię notatki i tyle.
– Steve, czy ty nie rozumiesz, że to, co mi zarzucasz, nie ma sensu? Przecież ten okropny człowiek chce zdyskredytować nową Biblię, a mnie zależy na jej powodzeniu, jeżeli nie ze względu na ciebie, to na ojca, na jego dobre imię i uznanie, jakie mu się należy. Jak mogłabym współpracować z kimś, kto w rezultacie zniszczyłby także mojego ojca?
– Nie wiem. Być może jest wiele rzeczy, których nie wiem o profesorze Montim i jego córce. Nie jest wcale wykluczone, że nienawidzisz swojego ojca.
Angela nie odpowiedziała. W jej oczach widział rozpacz. Dziesięć minut później znaleźli się w Krasnapolskym i weszli do sekretariatu.
Randall czekał z posępną miną, podczas gdy ona otwierała szafkę i wysuwała szufladę.
– Jest pod „N" – powiedziała, przyklękając – w teczce z napisem „Notatki służbowe". – Otworzyła segregator na literze N i spojrzała zaskoczona na Randalla. – Nie ma jej. Jestem pewna, że… – Zaczęła gorączkowo przewracać teczki w segregatorze. – Może włożyłam pod złą literę. Zaczekaj, zaraz ją znajdę.
Mijały minuty, lecz teczka się nie znalazła. Angela wstała z wyrazem paniki na twarzy. Randall bynajmniej nie zaczął wierzyć w jej uczciwość.
– Na pewno włożyłaś notatkę do teczki? – zapytał.
– Wydaje mi się, że tak – odparła niepewnie. – Przeniosłam rzeczy i zaczęłam segregować papiery…