Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– O tak, stało się – odrzekł z naciskiem Randall. – I ma to związek z pańską osobą.
– A więc słucham, miły panie.
Randall postanowił nie tracić czasu i nie owijać niczego w bawełnę.
– Doktorze Knight – zaczął – wczoraj pod koniec dnia pożyczył pan teczkę z dokumentami od mojej sekretarki, panny Monti. Była wśród nich tajna notatka, która kilka godzin później znalazła się w rękach Maertina de Vroome'a, zawziętego wroga naszego przedsięwzięcia.
Przerwał, oczekując gwałtownej reakcji uczonego, zaskoczenia albo protestu. Knight jednak nie okazał żadnej emocji.
– Przykro mi to słyszeć – odparł, otwierając paczkę mięto wek i wkładając jedną do ust. – Jednakże przyznam, że nie jestem zaskoczony.
Randall spojrzał na niego ze zdumieniem.
– Nie jest pan zaskoczony?
– No cóż, nie spodziewałem się, że to dotrze do de Vroome'a, ale taka możliwość zawsze istniała. Zdziwiło mnie tylko, że pan to odkrył. Czy jest pan pewien, że pastor rzeczywiście zdobył tę notatkę?
– Jestem pewien jak wszyscy diabli – oświadczył Randall. – Byłem wczoraj u niego i widziałem ją na własne oczy.
– A skąd wiadomo, że to ta sama, którą wziąłem od panny Monti?
Randall, nieco poirytowany tak rzeczowym podejściem Knighta do własnych zdradzieckich poczynań, wyjaśnił mu metodę kodowania notatek i opowiedział pokrótce o swym spotkaniu z de Vroome'em i późniejszej konfrontacji z Angela.
– I co pan teraz powie? – zapytał.
– Bardzo sprytne – odparł Knight z podziwem. Wciąż ssał miętówki, lecz ręka trzymająca pudełko lekko teraz drżała.
– Natomiast pan wcale nie postąpił sprytnie – powiedział Randall. – Postąpił pan bardzo głupio. Przypuszczałem, że może pan zagrażać naszemu bezpieczeństwu, odkąd się dowiedziałem, że pańska książka, Chrystus bez tajemnic, stała się nieaktualna w świetle nowej Biblii. Powinienem był wiedzieć, że ktoś tak rozpaczliwie potrzebujący gotówki i tak rozgoryczony z powodu porażki będzie zdolny do wszystkiego, żeby odzyskać to, co w jego odczuciu słusznie mu się należy.
Pudełko w dłoni Knighta drżało nieco mocniej.
– Więc wie pan o mnie wszystko?
– Wiedziałem to już w Londynie – odparł Randall. – Byłem jednak pod takim wrażeniem pańskich referencji, pańskiej potencjalnej przydatności dla naszego projektu… do tego jeszcze Valerie wstawiła się za panem…
– Valerie, no tak.
– …i w końcu stłumiłem wszystkie wątpliwości i wmówiłem sobie, że można panu jednak zaufać. Myliłem się. Jest pan zdrajcą. Zamierzam to ujawnić. Koniec z panem, doktorze Knight.
– Nie – zaprotestował Knight niemal gorączkowo. Chłodna, angielska fasada jego spokoju zaczęła się walić w gruzy. I nagle Randall miał przed sobą człowieka, który zmienia się i starzeje w oczach, niczym Dorian Gray. – Nie, niech pan im nie mówi! – zawołał błagalnie. – Niech pan nie dopuści, żeby mnie wyrzucili!
– Nie dopuści? – zdumiał się Randall. – Sam pan się przyznał do przekazania tajnej notatki de Vroome'owi, a teraz…
– Niczego nie przekazywałem de Vroome'owi bezpośrednio, proszę mi uwierzyć. Jeżeli okazałem słabość i zdradziłem, to tylko w drobiazgach zupełnie nieszkodliwych. Ale i to już się zmieniło, teraz można mi już zaufać w stu procentach. Jestem całkowicie oddany Drugiemu Zmartwychwstaniu, to całe moje życie. Nie mogę pozwolić, żeby mnie odsunięto od tej pracy.
Florian Knight wstał podekscytowany i zaczął chodzić po pokoju, wyłamując palce.
Randall przyglądał mu się, zaskoczony sprzecznościami w zachowaniu. Ten człowiek jest chory, pomyślał, to po prostu histeryk. Postanowił przywołać go ostro do porządku.
– Doktorze Knight – rzucił ostrym tonem – jak pan może mówić o swoim oddaniu, skoro przed chwilą przyznał pan, że ujawnia nasze tajemnice pastorowi de Vroome'owi? Nie będziemy przecież tolerować zdrajcy w naszych szeregach!
– Nie jestem zdrajcą!-wybuchnął Knight. Stanął tuż przed Randallem. – Czy pan nie rozumie? Zamierzałem nim zostać, ale… nie mogłem, zwyczajnie nie mogłem. Odkąd poznałem prawdę, nie byłem w stanie tego zrobić. I teraz pan nie może mnie usunąć. Jeżeli pan to zrobi, zabiję się.
– O czymże pan, u diabła, mówi?! – wykrzyknął Randall. – To wszystko się kupy nie trzyma. To śmieszne, mam tego dość…
Chciał wstać z krzesła, lecz Knight przytrzymał go za ramiona.
– Nie, nie, panie Randall, proszę mi dać szansę. Wszystko panu wyjaśnię, opowiem od początku i wtedy pan zrozumie. Bałem się tego, ale teraz widzę, że muszę, bo inaczej wszystko stracone. Proszę mnie wysłuchać.
Randall usiadł z powrotem, a Knight po chwili odzyskał panowanie nad sobą, przysiadł znów na skraju łóżka i wpatrując się w podłogę, zaczął mówić:
– Na początku naszej rozmowy trochę nadrabiałem miną. Myślałem, że zrozumie pan, że się zmieniłem i jestem godny zaufania. Teraz jednak widzę, że wciąż uważa mnie pan za sprzedawczyka i zamierza usunąć z zespołu. Nie ma więc innego sposobu, jak tylko wyznać panu całą prawdę. Nie widzę zresztą powodu, żebym chronił innych…
Innych. Randall wyprostował się i nadstawił ucha.
– …i obawiał się wyjawić panu, co się wydarzyło wczoraj wieczorem i dziś rano. – Spojrzał na Randalla. – Może pan uważa, że mówię nieskładnie…
– Proszę kontynuować – ponaglił go Randall.
– Dziękuję. Co do mojego rozgoryczenia i złości na Jeffriesa, to prawda. Kochana Valerie popełniła niedyskrecję, mówiąc panu o tym, ale wybaczam jej. Zawsze się stara mnie chronić przede mną samym – przez twarz Knighta przemknął cień uśmiechu – i uratować dla siebie. Jestem jej wielce oddany. Istotnie, Valerie błagała mnie, żebym się przyłączył do Drugiego Zmartwychwstania, i zgodziłem się, ale nie z tych powodów, które miała na myśli. Zjawiłem się tutaj, jak słusznie pan przypuszczał, pełen złych emocji i zupełnie niegodny zaufania. Wiedziałem, że Drugie Zmartwychwstanie ma wrogów. Czytałem wywiad Plummera z Maertinem de Vroome'em i jeszcze dwa inne jego artykuły utrzymane w podobnym tonie. Nie miałem żadnego planu, ale gdzieś tam we mnie kiełkowała myśl, że przyłączając się do was, będę mógł poprawić własną sytuację.
– Czyli zdobyć pieniądze – rzucił zgryźliwie Randall.
– No… tak. Uczciwie mówiąc, uważałem, że moją sytuację poprawią właśnie pieniądze. Pieniądze, które umknęły mi sprzed nosa z powodu zbliżającej się publikacji Międzynarodowego Nowego Testamentu, pieniądze na wyleczenie mojego słuchu, na ślub z Valerie i zapewnienie jej utrzymania, na życie, jakie powinno przysługiwać obiecującemu angielskiemu naukowcowi.
– I skontaktował się pan z Cedrikiem Plummerem? – zapytał Randall.
– To nie było konieczne – odparł Knight. – Plummer sam mnie odnalazł. A ściślej mówiąc, odnalazł mnie jego przedstawiciel.
– Przedstawiciel? – Randall uniósł brwi. – Ktoś z Krasnapolsky'ego?
– Tak.
Randall wyjął z kieszeni marynarki dyktafon.
– Pozwoli pan? – zapytał.
– Chce pan to nagrywać? W jakim celu? – zaniepokoił się Knight.
– Skoro były w to zamieszane inne osoby…
– Rozumiem. To pomoże mnie oczyścić?
– Tego nie mogę panu gwarantować, doktorze Knight. Jeżeli ma pan naprawdę coś na swoją obronę, nagranie zadziała na pańską korzyść. Jeśli natomiast panu nie uwierzę, oddam panu taśmę i będzie pan mógł osobiście przedstawić swoją historię Wheelerowi i reszcie.
– To uczciwe postawienie sprawy. – Knight przyjrzał się dyktafonowi. – Moja ława przysięgłych – powiedział. – Dzięki temu urządzeniu moja mowa obrończa będzie możliwie najpełniejsza i bardziej natchniona.