Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 137
Перейти на страницу:

— Doskonale. Mam nadzieję, że jednej z nich się uda, zanim Aral stanie na nogi, bo inaczej nigdy nie zdołam go namówić na emeryturę.

— Tylko to się dla ciebie liczy? — spytał dociekliwie Illyan. — Szansa na zakończenie kariery męża? Czy to lojalna postawa, milady?

— Liczy się dla mnie szansa, by go wywieźć żywego z Vorbarr Sultany — odparła lodowatym tonem. — Czego pragnęłam przez długie lata. Ty masz swoją lojalność, ja swoją.

— Kto potrafi go zastąpić? — zapytał przygnębiony Illyan.

— Wielu ludzi. Racozy, Vorhalas albo Sendorf, żeby wymienić tylko trzech. Jeśli nie, to znaczy, że z przywództwem Arala było coś nie tak. Wybitnego człowieka można poznać po tym, że zostawia godnych następców, którym przekazuje swoje umiejętności. Jeżeli uważasz Arala za małego człowieka, który usunął wszystkich potencjalnych rywali, siejąc tę małość jak dżumę, to zapewne Barrayarowi lepiej będzie bez niego.

— Wiesz, że tak nie myślę!

— Dobrze. Wobec tego sam sobie przeczysz.

— Co ja z tobą mam. — Illyan potarł kark. — Milady — rzekł w końcu. — Nie chciałem tego powiedzieć, ale czy pomyślałaś o niebezpieczeństwie, jakie może zaistnieć, kiedy lord Mark dotrze do lorda Milesa przed innymi?

Odchyliła się na krześle z uśmiechem, bębniąc lekko palcami o blat konsoli.

— Nie, Simonie. Jakie niebezpieczeństwo masz na myśli?

— Pokusę awansowania samego siebie — wypalił Illyan.

— Zamordowania Milesa. Powiedz to. — Jej oczy błysnęły groźnie. — Musisz zatem zrobić wszystko, żeby twoi ludzie dotarli do Milesa pierwsi. Nie mam nic przeciwko temu.

— Do diabła, Cordelio! — wykrzyknął z rozpaczą. — Zdajesz sobie sprawę, że jeśli wpakują się w kłopoty, natychmiast wezwą na ratunek CesBez!

Księżna rozpromieniła się w uśmiechu.

— Będę służyć całym swoim życiem — coś takiego mówicie w przysiędze, prawda?

— Jeszcze zobaczymy — warknął Illyan, po czym się wyłączył.

— Co on chce zrobić? — spytał zaniepokojony Mark.

— Prawdopodobnie zwrócić się do kogoś o szczebel wyżej. Ponieważ odcięłam mu drogę do Arala, pozostaje mu tylko jedno. Chyba nie będę wstawała. Spodziewam się za chwilę następnej rozmowy.

Mark i Bothari — Jesek usiłowali wrócić do omawiania szczegółów technicznych statku. Mark drgnął, kiedy ponownie rozległ się brzęczyk konsoli.

W holowidzie pojawił się anonimowy młody człowiek, skinął głową księżnej i zaanonsował:

— Lady Vorkosigan, cesarz Gregor — i zniknął, ustępując miejsca twarzy Gregora. Cesarz spoglądał na księżnę w zadumie.

— Dzień dobry, lady Cordelio. Naprawdę nie powinnaś się w ten sposób drażnić z biednym Simonem.

— Zasłużył sobie na to — odparła łagodnie. — Przyznaję, że w tej chwili ma za dużo spraw na głowie. Za każdym razem, gdy stara się opanować panikę, wychodzi z niego kawał drania. Niektórzy biegają w kółko i krzyczą, a on radzi sobie w taki sposób.

— Inni natomiast wolą przeprowadzać zbyt drobiazgową analizę — mruknął Gregor. Usta księżnej drgnęły, a Mark nagle się domyślił, kto może „golić fryzjera”.

— Jego obawy o bezpieczeństwo są w pełni uzasadnione — ciągnął Gregor. — Czy ta wyprawa do Obszar Jacksona to mądry krok?

— Na to pytanie można odpowiedzieć tylko drogą empiryczną, by tak rzec. Zaręczam ci, że Simon przekonywał mnie zupełnie szczerze. Jednak… jak najlepiej służyć sprawom Barrayaru? Na to pytanie musisz odpowiedzieć sam, panie.

— Biję się z myślami.

— A z uczuciami? — Zabrzmiało to jak wyzwanie. Księżna rozłożyła ręce w przepraszającym geście, który miał go udobruchać. — Tak czy inaczej, jeszcze przez długi czas będziesz miał do czynienia z lordem Markiem Vorkosiganem. Ta ekspedycja, jeśli nie przyniesie innych rezultatów, potwierdzi wszystkie wątpliwości albo im zaprzeczy. Jeśli nie przeprowadzisz tej próby, wątpliwości pozostaną i wciąż będą o sobie przypominać. Poza tym to nie fair wobec Marka.

— Jakież to naukowe. — Gregor westchnął. Oboje spoglądali na siebie z ironią.

— Sądziłam, że w ten sposób przemówię ci do rozsądku.

— Jest z tobą lord Mark?

— Owszem. — Księżna dała mu znak, by podszedł bliżej.

Mark znalazł się w kadrze holowidu.

— Panie.

— Tak, lordzie Marku. — Gregor zmierzył go poważnym spojrzeniem. — Twoja matka chce, abym dał ci do ręki broń, którą sam zadasz sobie śmierć.

Mark przełknął ślinę.

— Tak, panie.

— Albo darujesz sobie życie… — Gregor pokiwał głową. — Niech tak będzie. Powodzenia i szczęśliwych łowów.

— Dziękuję, panie.

Gregor uśmiechnął się do niego i zniknął.

Illyan już się do nich nie odezwał.

Po południu księżna zabrała Marka do Cesarskiego Szpitala Wojskowego, by towarzyszył jej w jednej z codziennych wizyt u męża. Od czasu choroby księcia Mark był tam już z nią dwa razy, ale nie przepadał za tym miejscem. Zapach za bardzo kojarzył mu się z klinikami, które zmieniły jego młodość w Obszarze Jacksona w koszmar; zorientował się, że pamięta szczegóły operacji i zabiegów, o których, jak mu się wydawało, zupełnie zapomniał. Po drugie, książę wciąż przejmował Marka lękiem. Mimo poważnego zagrożenia życia jego osoba nadal emanowała wielką siłą. Mark nie był wcale pewien, czego się bardziej boi.

W korytarzu szpitalnym zwolnił i niezdecydowany przystanął pod strzeżonymi drzwiami sali premiera. Księżna obejrzała się i również się zatrzymała.

— O co chodzi?

— Naprawdę… nie chcę tam wchodzić.

Zmarszczyła w zamyśleniu brwi.

— Nie będę cię zmuszać. Ale coś ci przepowiem.

— Słucham.

— Nigdy nie będziesz żałował, że to zrobiłeś. Ale możesz głęboko żałować, że tego nie zrobiłeś.

Mark zastanowił się nad jej słowami.

— Dobrze — powiedział słabym głosem i ruszył za nią.

Weszli cicho, stąpając na palcach po miękkim dywanie. Zasłony były rozsunięte, ukazując szeroką panoramę wieżowców Vorbarr Sultany, starodawne budynki i przecinającą serce miasta rzekę. Było pochmurne, chłodne i deszczowe popołudnie i szczyty najwyższych nowoczesnych budynków otulała szarobiała mgła. Książę spoglądał w stronę srebrnego światła. Wyglądał na pogrążonego w myślach i znudzonego. Chora, opuchnięta i zielonkawa twarz zdawała się stanowić blade odbicie światła i zielonej mundurowej piżamy, która przypominała o tym, że książę jest pacjentem. Ciało księcia było naszpikowane plastrami monitorującymi, a z nozdrzy wystawała rurka tlenowa.

— Ach. — Gdy weszli, odwrócił głowę i się uśmiechnął. Podkręcił nieco lampę przy nocnym stoliku, która rzucała nieco cieplejszy blask, ale mimo to nie zdołała nadać jego cerze zdrowszego wyglądu. — Droga pani kapitan. Marku. — Księżna nachyliła się nad mężem i wymieniła z nim pocałunek, znacznie dłuższy niż formalne powitalne cmoknięcie. Usiadła na końcu łóżka ze skrzyżowanymi nogami i wygładziła długą spódnicę. Potem, jak gdyby od niechcenia, zaczęła masować bose stopy księcia, który westchnął z zadowoleniem.

Mark zbliżył się na odległość mniej więcej metra.

— Dzień dobry panu. Jak się pan czuje?

— Jak wszyscy diabli. Nie mogę pocałować własnej żony, żeby nie zabrakło mi tchu — poskarżył się. Opadł na poduszki, dysząc ciężko.

— Wpuścili mnie do laboratorium i pokazali twoje nowe serce — odezwała się księżna. — Już ma rozmiar serduszka kurczaka i wesoło bije w pojemniczku.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)