Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 92 93 94 95 96 97 98 99 100 ... 296
Перейти на страницу:

Wiatr szarpał ich płaszcze i włosy, ale nie był na tyle dokuczliwy, żeby Perrin musiał go poskramiać siłą woli. Ot, zwykłe podmuchy zrywające się tuż przed burzą, których śladem pójdą zaraz deszcz i grzmoty. Zwiastuny nadciągającego niszczycielskiego żywiołu.

Gaul naciągnął shoufę na głowę i rozglądał się podejrzliwie dookoła. Jego ubranie zmieniło kolor, nabierając zielonej barwy otaczających traw.

– Musisz bardzo uważać – napomniał go Perrin. – Tu najbardziej błahe myśli mogą stać się rzeczywistością.

Gaul pokiwał głową, potem z wahaniem odsłonił twarz.

– Będę robił, co mi każesz.

Optymizmem mogło nastrajać, że kiedy szli przez pole traw, kolor ubioru Gaula nie zmieniał się aż tak bardzo.

– Staraj się po prostu zachowywać czystą świadomość – tłumaczył Perrin. – Otwarty umysł, wolny od myśli. Działaj instynktownie i zwracaj uwagę na to, co ja robię.

– Będę jak gara na łowach – odparł Gaul. – Moja włócznia należy do ciebie, Perrinie Aybara.

Szli razem przez otwartą przestrzeń, ale Perrin jakoś nie potrafił przestać się obawiać, że Gaul w każdej chwili może przypadkiem, przez nieuwagę przenieść się gdzie indziej. Z drugiej strony wilczy sen wywierał nań nieznaczny tylko wpływ. Odcień ubioru zmieniał się nieco, gdy coś zwróciło jego uwagę. Welon sam z siebie zakrywał od czasu do czasu twarz, ale to było właściwie wszystko.

– W porządku – powiedział po jakimś czasie Perrin. – Teraz przeniosę nas do Czarnej Wieży. Ścigamy niebezpieczną zwierzynę, człowieka zwanego Zabójcą. Pamiętasz lorda Luca?

– Tego lopinginny?

Perrin zmarszczył brwi.

– To jest taki ptak – wyjaśnił Gaul – który mieszka na Ziemi Trzech Sfer. Tego człowieka widziałem ledwie parę razy, ale wydał mi się kimś, kto dużo drze dziób, ale wewnątrz jest tchórzem.

– Cóż, takie chciał sprawiać wrażenie – rzekł Perrin. – Tak czy owak, we śnie jest kimś zupełnie innym: jest drapieżcą noszącym imię Zabójcy i polującym na wilki oraz ludzi. Ma tu wielką moc. Potrafi w mgnieniu oka pojawić się za tobą i równocześnie sprawić, że oplączą cię pnącza, a potem, obezwładnionemu, poderżnąć gardło.

Gaul roześmiał się.

– Co w tym śmiesznego? – zdziwił się Perrin.

– Mówisz mi o tym, jakby to były jakieś rewelacje – wyjaśnił Aiel. – A przecież w tym śnie, który nazywamy jawą, gdziekolwiek się nie ruszę, otaczają mnie mężczyźni i kobiety, którzy mocą swej myśli mogą mnie skrępować i zawiesić w powietrzu, a potem zabić dla kaprysu. Przyzwyczaiłem się do tego, że w obliczu niektórych ludzi jestem zupełnie bezbronny, Perrinie Aybara. Taki już jest nasz świat.

– Mimo to – upierał się Perrin – jeżeli napotkamy Zabójcę, a poznasz go po mocno rzeźbionej twarzy, oczach, którym brakuje życia i ubraniu z czarnej skóry, chcę, żebyś trzymał się na uboczu. Ja będę z nim walczył.

– Ale…

– Powiedziałeś, że będziesz mnie słuchał – wszedł mu w słowo Perrin. – To nie są żarty. Zabił Skoczka, nie pozwolę mu zabić także ciebie. Nie będziesz walczył z Zabójcą.

– Niech będzie – zgodził się Gaul. – Masz moje słowo. Nie zatańczę włóczni z tym człowiekiem, póki nie wydasz mi rozkazu.

Perrin westchnął, wyobraziwszy sobie Gaula, który stoi bezczynnie z włóczniami w dłoniach, pozwalając, żeby Zabójca go spokojnie mordował – a wszystko tylko dlatego, że dał słowo. Światłości, ależ ci Aielowie mieli sztywne karki.

– Oczywiście możesz się bronić, gdy cię zaatakuje – powiedział – ale tylko po to, żeby sobie otworzyć drogę ucieczki. W żadnym wypadku nie ścigaj go, a kiedy ja będę z nim walczył, zejdź mi z drogi. Rozumiesz?

Gaul skinął głową. Perrin położył mu rękę na ramieniu, a potem przeniósł ich w następne miejsce, leżące gdzieś na drodze do Czarnej Wieży. Nigdy nawet nie był w jej pobliżu, więc musiał zdać się na metodę zgadywania oraz prób i błędów. Za pierwszym razem nieszczególnie trafił – znaleźli się gdzieś na obszarze Andoru, gdzie trawiaste wzgórza zdawały się tańczyć pod wyjącym wichrem. Zostawiony sam sobie, Perrin zapewne skakałby z jednego szczytu wzgórza na drugi, ale Gaul nie był na to gotów. Więc zamiast tego przenosił ich z miejsca na miejsce.

Za czwartym czy piątym razem przed ich oczyma ukazała się odległa purpurowa kopuła, przezroczyście migocząca w powietrzu.

– Co to jest? – zapytał Gaul.

– Nasz cel – wyjaśnił Perrin. – To jest to, przez co Grady i Neald nie są w stanie Podróżować do Czarnej Wieży.

– To samo, z czym mieliśmy kłopoty w Ghealdan.

– Właśnie. – Widok kopuły sprawił, że przez oczyma Perrina stanęły wspomnienia, żywe wspomnienia umierających wilków. Odepchnął od siebie te obrazy. Grzebanie w pamięci mogło skutkować niebacznymi myślami. Został tylko gniew płonący w głębi duszy, gorący niczym młot bojowy, ale to wszystko.

– Ruszamy – uprzedził Gaula, a potem przeniósł ich tuż pod ścianę kopuły. Z bliska wyglądała, jakby była zrobiona ze szkła. – Wyciągniesz mnie, gdybym stracił przytomność – dodał, a potem wszedł prosto w przeszkodę.

Zdało mu się, jakby uderzył w coś niewiarygodnie zimnego. Chłód w jednej chwili wyssał zeń wszystkie siły.

Zachwiał się, ale nie zgubił przyświecającego mu celu. Zabójca. Rzeźnik wilków. Morderca Skoczka.

Wyprostował się, siły powróciły. Poszło łatwiej niż ostatnim razem – faktycznie, obecność we własnym ciele w sennej realności czyniła go mocniejszym. Przede wszystkim nie musiał się martwić, że zbyt głęboko uwięźnie w wilczym śnie i zatraci kontakt ze śpiącym ciałem, które sczeźnie marnie.

Powoli brnął przez barierę niczym przez ścianę wody, wreszcie wydostał się na drugą stronę. Obejrzał się – Gaul z osobliwym wyrazem twarzy wyciągał właśnie dłoń, żeby postukać palcem wskazującym w ścianę kopuły.

Gdy tylko jego palec dotknął kopuły, Aiel zwalił się na ziemię niczym szmaciana lalka. Włócznie i kołczan ze strzałami posypały się na trawę. Ciało wojownika legło w całkowitym bezruchu, nawet piersi nie unosił oddech. Perrin sięgnął ku niemu – znowuż ruch ręki był powolny, jakby znajdował się pod wodą – schwycił za nogę i przeciągnął go na drugą stronę.

Po chwili Gaul westchnął głęboko. Przewrócił się na brzuch i jęknął. Usiadł, schwycił rękoma za głowę. Perrin bez słowa podniósł z ziemi rozsypane włócznie i strzały.

– Zapowiada się to na ciekawe doświadczenie, jeśli chodzi o gromadzenie naszego ji – zauważył Gaul. Wstał i rozmasował ramię, którym uderzył w ziemię. – Naprawdę Mądre widzą w tym samo zło? Można by sądzić, że powinny same tu sprowadzać mężczyzn, żeby dać im porządną szkołę.

Perrin zmierzył Aiela wzrokiem. Jakoś nie przyszło mu do głowy, że tamten przecież słyszał wszystko, o czym rozmawiał z Edarrą w sprawie wilczego snu.

– Czym sobie zasłużyłem na taką lojalność jak twoja, Gaul? – powiedział, na poły do samego siebie.

Gaul roześmiał się.

– Z pewnością sam nic w tym kierunku nie uczyniłeś.

– O co ci chodzi? Wyciągnąłem cię z klatki. To jest powód dla którego idziesz za mną.

– Z początku na pewno tak było – rzekł Gaul. – Ale nie dlatego pozostałem przy tobie później. Dobra, skończmy te pogaduszki. Czyż nasze polowanie nie jest niebezpieczne?

1 ... 92 93 94 95 96 97 98 99 100 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)