Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 296
Перейти на страницу:

„Światłości” – pomyślał Perrin. Czy Rand w ogóle zdaje sobie sprawę, że można coś takiego wyrządzić człowiekowi? Niewykluczone, że coś takiego zaplanowali również dla niego.

– Uważałabym na tych dwóch – ciągnęła dalej Lanfear. – Są bardzo silni Jedyną Mocą.

– Wobec tego powinnaś mówić ciszej – szepnął Perrin.

– Ba. W tym miejscu łatwo zapanować nad rozchodzącym się głosem. Mogłabym krzyczeć z całych sił, a i tak by mnie nie usłyszeli. Poza tym sam widzisz, że piją. Przynieśli sobie wino na wartę. Rzecz jasna, znajdują się tutaj we własnych ciałach, ale wątpię, by wódz ich ostrzegł przed wszelkimi niebezpieczeństwami z tym związanymi.

Perrin ponownie przyjrzał się wartownikom. Faktycznie, pili wino i wypili go już dużo, sądząc po zachowaniu – to było przyczyną chichotu, który wcześniej ostrzegł Perrina.

Kiedy ten przyglądał im się, jeden przechylił się na bok, a po chwili drugi poszedł jego śladem. Wkrótce potem bezwładne ciała zsunęły się z krzeseł i spadły na ziemię.

– Co im zrobiłaś?

– Widłokorzeń w winie – wyjaśniła Lanfear.

– Czemu mi pomagasz? – dopytywał się Perrin.

– Lubię cię.

– Jesteś jedną z Przeklętych!

– Byłam – sprostowała. – Ten… przywilej został mi odebrany. Czarny odkrył, że spiskowałam na rzecz triumfu Lewsa Therina. Teraz jestem… – Zamarła i znowu uniosła wzrok ku niebu. Cóż mogła widzieć w tych chmurach? W każdym razie to coś sprawiło, że zbladła. A chwilę później zniknęła.

Perrin stał przez jakiś czas w bezruchu, próbując zdecydować, co robić dalej. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie może jej ufać. Z drugiej strony, w wilczym śnie radziła sobie po mistrzowsku. Dwukrotnie udało się jej pojawić tuż przy nim zupełnie niepostrzeżenie. Sztuczka była znacznie trudniejsza, niż mogłoby się z pozoru wydawać – trzeba było, na przykład, powstrzymać tchnienie powietrza, jakie z konieczności powstawało w momencie, gdy pojawiające się ciało wypychało je z zajmowanego miejsca. Nie wspominając już o tym, że należało wylądować na ziemi, nie czyniąc przy tym najlżejszego odgłosu i stłumić szelest ubioru.

Drgnął, gdy zrozumiał, że musiała również zamaskować swą woń. Poczuł ją – pachniała jak wodna lilia – dopiero wówczas, gdy się doń odezwała.

Nie bardzo wiedząc, co robić, wygramolił się z fundamentu i zbliżył do baraku. Obaj Asha’mani spali. Co działo się z ludźmi, którzy zasypiali we śnie? W normalnych okolicznościach trafiliby do swoich ciał w świecie jawy – ale ci dwaj byli tu obecni cieleśnie.

Zadrżał, uświadomiwszy sobie, co im zrobiono.

– Konwersja? – szepnął. Takiego słowa użyła? Światłości. To wydawało się takie niesprawiedliwe… „Ale czyż Wzór kiedykolwiek układa się sprawiedliwie?” – przemknęło mu przez głowę, gdy myszkował po wnętrzu baraku.

Szpilę snów znalazł wbitą w ziemię pod stołem. Smukły przedmiot ze srebrzystego metalu przypominał długi kolec z rodzaju tych, jakich używa się do mocowania płótna namiotów, od końca do końca pokryty grawerunkami. Była podobna do tej, którą widział poprzednio, a jednak w subtelny sposób różna. Wyciągnął ją, a potem z dłonią na głowicy młota czekał, aż pojawi się Zabójca.

– Nie ma go tu – usłyszał głos Lanfear.

– Światłości! – Drgnął, instynktownie unosząc młot. Odwrócił się w jej stronę. – Dlaczego wciąż pojawiasz się tak znienacka, kobieto?

– On mnie szuka – odpowiedziała, znów zerkając w górę. – Rzekomo nie powinnam być do tego zdolna, nic dziwnego więc, że nabrał podejrzeń. Kiedy mnie znajdzie, pozbędzie się wątpliwości, a wtedy porwie mnie i pogrzebie na wieczność.

– Oczekujesz ode mnie współczucia dla jednej z Przeklętych? – warknął Perrin.

– Sama wybrałam sobie pana – odparła, przyglądając mu się z uwagą. – A to jest cena, jaką za to płacę… i płacić będę, o ile nie uda mi się jakoś od tego wymigać.

– Co?

– Myślę, że ty masz największe szanse – rzekła. – I dlatego chcę, abyś zwyciężył. Perrin, musisz zwyciężyć, a w chwili twego triumfu ja będę stała u twego boku.

Parsknął.

– Nie wymyśliłaś żadnych nowych sztuczek, co? Komu innemu składaj takie propozycje. Ja nie jestem zainteresowany. – Z namysłem obrócił szpilę snów w dłoniach. Ale – jak poprzednio – nie potrafił wykombinować sposobu na jej dezaktywację.

– Musisz ją przekręcić na górze. – Lanfear wyciągnęła dłoń.

Perrin zmierzył ją wzrokiem.

– Nie sądzisz chyba, że nie zdobyłabym jej sama, gdyby mi zależało? – zapytała z wyraźnym rozbawieniem. – Poza tym, przypomnij sobie, kto przed chwilą uśpił te dwa pieski M’Haela.

Zawahał się, ale po chwili podał jej metalowy kolec. Przesunęła kciukiem od czubka szpili do miejsca gdzieś w połowie jej długości i metal cicho szczęknął. Potem odwróciła ją w dłoniach i przekręciła główkę. W górze przezroczysta purpurowa ściana zadrżała, po czym zniknęła.

Oddała mu szpilę snów.

– Gdy będziesz chciał stworzyć pole, przekręć ją znowu. Im dalej przekręcisz, tym większy będzie jego zasięg. Następnie przesuń palcem w przeciwną stronę niż ja przed chwilą, wyłączając ją. Tylko uważaj. Gdziekolwiek ją umieścisz, skutki działania sięgną świata jawy i zarówno twoi przyjaciele, jak i wrogowie nie będą w stanie w tym miejscu Podróżować. Możliwe jest to tylko, gdy dysponuje się kluczem, ale nie mam pojęcia, jak on wygląda dla tej akurat szpili.

– Dzięki – z niechęcią wymamrotał Perrin. Jeden z leżących u jego stóp mężczyzn jęknął, a potem przewrócił się na drugi bok. – Czy… czy naprawdę nie ma sposobu, żeby oprzeć się Konwersji? Nic nie można dla nich zrobić?

– Można się jej opierać przez czas jakiś, zazwyczaj dość krótki – wyjaśniła. – W ostatecznym rozrachunku nawet najsilniejsza wola musi ulec. Kiedy nad mężczyzną pracują kobiety, nie trwa to długo.

– Takie rzeczy nie powinny się dziać – oznajmił Perrin, przyklękając. – Jest czymś niewyobrażalnym, żeby człowieka można było zmusić wbrew woli do przejścia na stronę Cienia. Choćby nam zabrano wszystko inne, ten wybór powinniśmy zachować.

– Och, oni przecież mieli wybór – zauważyła Lanfear. – Mogli wybrać poskromienie. W ten sposób pozbyliby się jedynej słabości, która umożliwia Konwersję.

– Kiepski to wybór.

– Taka jest osnowa Wzoru, Perrinie Aybara. Nie wszystkie wybory są dobre. Czasami musisz wybrać mniejsze zło i ulec porywom burzy.

Spojrzał na nią ostrym wzrokiem.

– Chcesz mi dać do zrozumienia, że tak było z tobą? Że dołączyłaś do Cienia, ponieważ to było „mniejsze zło”? Nie wmówisz mi tego. Kierowała tobą żądza władzy i potęgi. Wszyscy to wiedzą.

– Myśl sobie, co chcesz, wilczku – powiedziała, a jej spojrzenie stwardniało. – Odcierpiałam konsekwencje swoich decyzji. Znosiłam ból, niewysłowioną mękę i smutek skutkiem tego, co robiłam w życiu. Nie jesteś w stanie nawet sobie tego wyobrazić.

– Ale ze wszystkich Przeklętych – wtrącił Perrin – ty wybrałaś swój los i zaakceptowałaś go z największą gotowością.

Prychnęła.

– Wierzysz w historie sprzed ponad trzech tysięcy lat?

– Wolę wierzyć im niż tobie.

– Jak sobie chcesz – powtórzyła, a potem objęła wzrokiem śpiących mężczyzn. – Jeżeli cię to interesuje, wilczku, to powinieneś wiedzieć, że zdaniem wielu podczas Konwersji człowiek umiera. A na jego miejsce w ciele wchodzi coś innego. Nie wszyscy tak uważają, ale takie opinie też można spotkać.

1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)