Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 296
Перейти на страницу:

– Zajmę mu tylko chwilę – zapewnił Perrin, ruszając w stronę, gdzie Rand stał na kamiennym występie. W świecie Randa znajdowało się kilkoro Aielów, a Perrin za nic nie chciał, aby którykolwiek z nich, w szczególności zaś Mądre, usłyszał, o co chce go poprosić.

– Możesz zająć mi i tę chwilę, i wiele, wiele innych, Perrin – poinformował go Rand. – Przecież jestem twoim dłużnikiem. Czego chcesz?

– Cóż… – Perrin obejrzał się przez ramię. Czy Moiraine i Nynaeve na tyle orientują się w całej sprawie, żeby spróbowały go powstrzymać? Niewykluczone. Kobiety zawsze rzucały mężczyźnie kłody pod nogi, gdy ten decydował się zrobić to, co uważał za konieczne, jakby wydawało się im, że samobójczo dąży do skręcenia sobie karku. Nawet jeśli wszyscy mieli przed sobą perspektywę Ostatniej Bitwy…

– Perrin? – Głos Randa przerwał mu tok myśli.

– Rand, muszę się dostać do wilczego snu.

– Chodzi ci o Tel’aran’rhiod? Nie mam pojęcia, co ty tam robisz, jak dotąd niewiele mi mówiłeś. Jednak, jak rozumiem, dobrze wiesz, co…

– Umiem dostać się doń w zwykły sposób – wyjaśnił Perrin szeptem, mając nadzieję, że ani Mądre, ani nikt inny go nie słyszy. – Prostą drogą. Tylko teraz to dla mnie za mało. Wiesz różne rzeczy, pamiętasz. Może w tym swoim starożytnym umyśle znajdziesz jakąś metodę dostania się do Świata Snów we własnym ciele?

Rand znienacka spoważniał.

– To, o co prosisz, jest bardzo niebezpieczne.

– Równie niebezpieczne jak to, co ty sobie zamierzyłeś?

– Może. – Rand zmarszczył brwi. – Gdybym wtedy wiedział, kiedy… Cóż, są tacy, dla których natura twojej prośby jest ostatecznym złem.

– To nie jest złe, Rand – protestował Perrin. – Wiem, kiedy mam do czynienia ze złem, poznaję je po zapachu. To nie jest złe, tylko nieprzytomnie głupie.

Rand uśmiechnął się.

– I mimo to prosisz?

– Wszystkie pozostałe możliwości, wszystkie dobre możliwości już wyczerpałem. Lepiej zdecydować się na rozpaczliwe nawet rozwiązanie, niż nie robić nic.

Rand nie odpowiedział.

– Posłuchaj – mówił dalej Perrin. – Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o Czarnej Wieży… Pamiętasz, jak martwiłeś się tym, co tam się dzieje…

– Będę musiał się tam udać – zgodził się Rand, a jego twarz pociemniała. – Choć wiem, że to ewidentna pułapka.

– Sądzę, że wiem, czyja to sprawka… przynajmniej po części – oznajmił Perrin. – Czeka mnie ostateczny pojedynek z wrogiem, a nie dotrzymam mu placu, jeżeli będzie miał nade mną przewagę. To znaczy, we śnie.

Rand powoli pokiwał głową.

– Koło obraca się, jak chce. Będziesz musiał zaczekać, aż opuścimy Spustoszone Ziemie. Stąd nie da się wejść w sen…

Urwał, a potem wykonał drobny gest dłonią. Splótł strumienie. Obok niego powietrze rozpękło się, otworzyła się brama Podróżowania. Ale jakoś inna od wszystkich, jakie Perrin w życiu widział.

– Rozumiem – powiedział Rand. – Światy zbliżają się do siebie, zlewają się. Co kiedyś było rozłączone, już takie nie jest. Przez tę bramę dotrzesz do wnętrza snu. Uważaj na siebie, Perrin. Jeżeli zginiesz, będąc fizycznie obecnym we śnie, poniesiesz… konsekwencje. Spotka cię los gorszy od śmierci, zwłaszcza teraz. Wiadomo, jakie są czasy.

– Wiadomo – zgodził się Perrin. – Ale będę też potrzebował drogi wyjścia. Czy mógłbyś kazać jednemu ze swoich Asha’manów, żeby codziennie, o ustalonej porze, powiedzmy o świcie, otwierał taką bramę? Dajmy na to, na terenach przeznaczonych pod Podróżowanie na Polu Merrilora?

– To niebezpieczne – szepnął Rand. – Ale dobrze, zgoda.

Perrin ukłonił się z wdzięcznością.

– Jeżeli taka będzie wola Światłości, jeszcze się spotkamy – rzekł Rand. Wyciągnął do Perrina rękę. – Dbaj o Mata. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co sobie umyślił, ale czuję, że okaże się to wysoce niebezpieczne dla wszystkich, którzy zostaną wplątani.

– Nas to z pewnością nie obejmie – stwierdził z poważną miną Perrin, drugą dłonią ściskając przedramię Randa. – Nikt nie może zarzucić tobie i mnie nadmiernej brawury.

Rand uśmiechnął się.

– Niech cię Światłość prowadzi, Perrinie Aybara.

– I ciebie, Randzie al’Thor. – Perrin odpowiedział odruchowo i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, co tu się dzieje. Żegnali się. Objął towarzysza. – Dbajcie o niego – powiedział Perrin, wypuszczając Randa z uścisku i spoglądając na Nynaeve oraz Moiraine. – Słyszycie?

– Ty mnie upominasz, żebym troszczyła się o Randa? – z niedowierzaniem zapytała Nynaeve, biorąc się pod boki. – A co niby robiłam przez cały ten czas, Perrinie Aybara? I nie wyobrażaj sobie, że nie rozumiem, po co tak szeptaliście. Chcesz zrobić coś kompletnie głupiego, tak?

– Jak zawsze – skwitował Perrin, a równocześnie gestem uniesionej dłoni pożegnał się z Thomem. – Gaul, jesteś całkiem pewny, że tego chcesz?

– Tak – odparł Aiel, luzując włócznię i zerkając za bramę otwartą przez Randa.

Bez dalszych słów obaj unieśli ciężkie worki i weszli do Świata Snów.

14

Dawki widłokorzenia.

– Światłości… – szepnął Perrin do Gaula, rozglądając się po okolicy.

– Wszystko wokół umiera.

Do widoku kipiących, kłębiących i ścierających się chmur na niebie wilczego snu zdołał się już przyzwyczaić, okazało się jednak, że burza, którą od miesięcy zapowiadały, wreszcie nadeszła. Wiatr zrywał się w potężnych podmuchach, szarpał to w jedną, to w drugą stronę, bez ładu i składu. Perrin otulił się płaszczem, zawiązał tasiemki, a potem na dodatek wyobraził sobie, że stanowią litą całość z materią, i że trzymają mocno.

W następnej kolejności otoczył siebie i Aiela pęcherzem nieruchomego powietrza, który sprawił, że podmuchy wiatru stały się znacznie mniej dotkliwe. Okazało się to łatwiejsze, niż można było sądzić – jakby sięgnął po coś, co wydawało mu się ciężkim dębem, a okazało się, że dłoń natrafiła na lekką sosnę.

Otaczający ich świat wydawał się jakby mniej rzeczywisty niż wcześniej. Szalejące wichury „wypolerowały” kontury wzgórz rodzajem przyspieszonej erozji. Gdzie indziej natomiast teren wybrzuszył się, tworząc nowe wypiętrzenia skalne i zbocza. W powietrze wylatywały kęsy ziemi, sypiąc piaskowym deszczem. Trwał proces rozkładu.

Perrin schwycił Gaula za ramię i przeniósł się razem z nim w inne miejsce, ponieważ przyszło mu na myśl, że punkt, w którym weszli do Świata Snów, znajdował się po prostu zbyt blisko osoby Randa. I faktycznie – gdy pojawili się na znajomej równinie południa – tam gdzie ongiś polował ze Skoczkiem – szaleństwo żywiołów znacznie straciło na sile.

Ciężkie worki pełne zapasów żywności i wody schowali w pobliskiej kępie krzewów. Perrin nie miał pojęcia, czy uda się im korzystać wyłącznie z żywności i wody znalezionej we śnie, ale wolał nie ryzykować. Zapasów powinno im wystarczyć przynajmniej na tydzień, a póki mógł liczyć na to, że co dzień będzie czekała otwarta brama do świata jawy, był spokojny – w tej jednej kwestii, gdyż cała wyprawa wciąż pozostawała przedsięwzięciem z lekka szalonym.

Krajobraz wokół nie nosił śladów działania tych niszczycielskich sił, które szalały przy Shayol Ghul. Niemniej, kiedy przez dłuższą chwilę przyglądał się z uwagą fragmentowi otaczającej rzeczywistości, dostrzegał, jak wiatr… cóż, kawałek po kawałeczku zrywa substancję realności i unosi ze sobą. Źdźbła martwych traw, fragmenty pni drzew, grudki gliny, skalne okruchy – wszystko wsysały powoli te opasłe czarne chmury. Kiedy się nad tym teraz zastanawiał, przypominał sobie, że podczas kolejnych wizyt w wilczym śnie zniszczone poprzednim razem rzeczy zastawał często jakby nietknięte. Pojął, co się tu dzieje: ten świat niszczał, pożerany powoli przez rozkład, nie inaczej niż świat jawy, tyle że cały proces bardziej rzucał się w oczy.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)