Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 296
Перейти на страницу:

W obozie zapadła cisza. Następnie ludzie pokiwali głowami, a niektórzy nawet zasalutowali Tamowi. Ten zaś jęknął, ale tak cicho, że Perrin wątpił, by ktokolwiek usłyszał.

– Już za późno, żeby cię odesłać do Koła Kobiet na chwilę poważnej rozmowy? – zapytał Tam. – Ale może chociaż porządny klaps w tyłek i tydzień noszenia wody dla wdowy al’Thone?

– Przykro mi, Tam – uciął Perrin. – Neald, spróbuj otworzyć bramę do Czarnej Wieży.

Na twarzy młodego Asha’mana pojawił się wyraz skupienia.

– Wciąż nic z tego, lordzie Złotooki.

Perrin pokręcił głową. Znał raporty z frontu Lana, w myśl których Czarna Wieża walczyła – przynajmniej po części – po stronie Cienia. Coś więc tam się musiało stać. Coś okropnego.

– Dobrze, niech będzie z powrotem na Pole Merrilora – powiedział.

Neald skinął głową i skoncentrował się na splotach.

Tymczasem Perrin zwrócił się do swoich ludzi:

– Nieznośna jest mi myśl, że muszę was zostawić samych, ale jakaś siła wyższa ciągnie mnie ku północy. Muszę udać się do Randa, rzecz jest poza dyskusją. Spróbuję powrócić… Jeżeli mi się nie uda… Cóż, chcę, abyście wszyscy wiedzieli, że jestem z was dumny. Ze wszystkich. Kiedy cała sprawa dobiegnie końca, każdy z was będzie mile widzianym gościem w moim domu. Otworzymy baryłkę czy dwie najlepszej brandy pana al’Vere. Będziemy wspominać naszych poległych i opowiadać naszym dzieciom, jak dzielnie stawaliśmy, gdy sczerniały chmury, a świat zaczął umierać. Opowiemy im, że stanęliśmy ramię w ramię, i że Cień nie mógł przedrzeć się przez nasze szeregi.

Uniósł w górę Mah’alleinira, odpowiedziały mu ich wiwaty. Nie dlatego, że on na nie zasługiwał, ale dlatego, że oni zasługiwali.

Neald w końcu poradził sobie z bramą. Perrin ruszył w jej kierunku, ale zatrzymał się, słysząc swoje imię. Odwrócił się i zobaczył biegnącego w jego stronę Daina Bornhalda.

Jego dłoń sama opadła na głowicę młota, oczy spojrzały czujnie. Choć tamten ocalił mu życie podczas walki z Trollokami, a drugi raz wyratował od zemsty swych towarzyszy, Białych Płaszczy, to nie sposób było zauważyć, że go nie cierpi. Może i nie obwiniał już Perrina za śmierć ojca, ale o jakimkolwiek braterstwie – nawet o zwykłej akceptacji – nie było mowy.

– Jedno słowo, Aybara – powiedział Bornhald, a potem obrzucił przelotnym spojrzeniem stojącego obok Gaula. – Na osobności.

Perrin gestem odesłał Gaula; Aiel oddalił się z wyraźną niechęcią. Potem razem z Bornhaldem odeszli na kilka kroków od otwartej bramy.

– O co chodzi? Jeżeli chcesz rozmawiać o swoim ojcu, to…

– Światłości, zmilczże – uciął Bornhald, uciekając wzrokiem. – Nie chciałem ci tego mówić. Nienawidzę tego, co mam ci do powiedzenia. Ale musisz się dowiedzieć. Choćbym sczezł w Światłości, musisz.

– O czym niby muszę wiedzieć?

– Aybara… – zaczął Bornhald i zaraz urwał, biorąc głęboki wdech. – To nie Trolloki zabiły twoją rodzinę.

Perrin poczuł, jak dreszcz przeszywa go od stóp do głów.

– Przykro mi… – ciągnął dalej Bornhald. – To był Ordeith. Twój ojciec go obraził. A on wymordował ich wszystkich, a potem zwaliliśmy winę na Trolloki. Nie brałem w tym udziału, ale nie protestowałem. Tyle krwi…

– Co? – Perrin schwycił kurczowo ramię tamtego. – Ale przecież mówili… To znaczy… – Światłości, przecież już uporał się z tą tragedią!

To, co zobaczył w oczach Bornhalda, gdy ich spojrzenia się spotkały, na nowo wzburzyło pogrzebane, zdawałoby się, emocje. Ból, groza, wściekłość. Bornhald uniósł dłoń i schwycił Perrina za nadgarstek, a potem oderwał jego rękę od swego ramienia.

– Wiem, że to zapewne najgorszy moment, aby ci o tym mówić – rzekł. – Ale już dłużej nie umiałem milczeć. Po prostu… Przecież możemy przegrać. Światłości, możemy przegrać te wojnę. Dlatego uznałem, że muszę przemówić, muszę ci powiedzieć.

I odszedł ze spuszczonym wzrokiem w stronę, gdzie stały pozostałe Białe Płaszcze. Perrin został sam, czując, jak cały jego świat chwieje się w posadach.

Po dłuższej chwili jednak wziął się w garść. Przecież ta wiedza w istocie niczego nie zmieniała, przecież opłakał już swoją rodzinę. Pogodził się z tym, że odeszli.

Nie wolno się teraz załamywać, trzeba się wziąć w garść! Da radę… Światłości, stare rany na powrót się odezwały, ale odepchnął od siebie ten ból i zwrócił wzrok w stronę bramy. Tam czekał na niego Rand, czekała jego powinność.

Miał robotę do wykonania. Niemniej Ordeith… Padan Fain… Ta wina tylko wydłużała i tak już długą listę straszliwych zbrodni tamtego. Za które przyjdzie mu zapłacić – co sobie Perrin teraz solennie obiecał – w taki czy inny sposób.

W momencie gdy dochodził do bramy, przez którą miał Podróżować do miejsca, gdzie znajdzie Randa, dołączył do niego Gaul.

– Moim celem jest miejsce, do którego nie możesz się udać, przyjacielu – powiedział cicho Perrin, czując, jak ból powoli ustępuje. – Przykro mi.

– Zmierzasz do miejsca, gdzie wśród snu śni się sen – zauważył Gaul i ziewnął. – Tak się składa, że ja też jestem zmęczony i chętnie przymknę oczy.

– Ale…

– Idę z tobą, Perrinie Aybara. Musiałbyś mnie zabić, żeby mi to uniemożliwić.

Perrin zrozumiał, że Aiel mówi śmiertelnie poważnie i dalszy spór jest bezprzedmiotowy, więc tylko w milczeniu skinął głową.

Obejrzał się za siebie i po raz ostatni wzniósł młot nad głowę. Równocześnie kątem oka pochwycił widok zza drugiej bramy, tej, którą Grady otworzył do Mayene, i która wciąż pozostawała otwarta. Dwie odziane w biel postaci patrzyły na Gaula. Pozdrowił je uniesioną włócznią. Perrin zastanowił się przelotnie, jak też musi się czuć dwójka wojowniczek, zmuszonych do bierności w czas Ostatniej Bitwy? Może Rand powinien spróbować uwolnić wszystkich gai’shain z ich przysiąg, choćby na kilka tygodni?

Cóż, wtedy zapewne stałby się wrogiem Aielów, wszystkich razem i każdego z osobna. Niech Światłość ma w swej opiece mieszkańca mokradeł, który ośmieliłby się majstrować przy ji’e’toh.

Raźnym krokiem przeszedł przez bramę i znalazł się na Polu Merrilora. Tam on i Gaul wyposażyli się, jakby szykowali na długą, trudną drogę: kostury wędrowne i tyle wody, ile ważyli się wziąć na swoje barki.

Prawie pół godziny zabrało Perrinowi przekonanie Asha’manów Randa, żeby zdradzili miejsce pobytu swego wodza. W końcu nieprzestający utyskiwać Naeff stworzył dla nich bramę. Tym sposobem opuścili Pole Merrilora i znaleźli się na terenie, który pod prawie wszystkimi względami przypominał Ugór. Tylko skały były zimne.

W powietrzu wisiała woń śmierci i rozpaczy, tak silna, że Perrin poczuł ją niczym uderzenie pałką i dopiero po dłuższej chwili był w stanie obok niej wyłowić pozostałe zapachy. Rand znajdował się kilka kroków przed nimi, z rękoma z tyłu stał na krawędzi urwiska. Towarzyszyli mu doradcy, dowódcy i straż przyboczna – między innymi Moiraine, Aviendha oraz Cadsuane. Jednak wszyscy trzymali się z tyłu, tak że Rand wyglądał, jakby był sam, sam ponad światem.

Przed nim w oddali wznosił się ku niebu szczyt Shayol Ghul. Na ten widok Perrina przeszył dreszcz. Od szczytu dzieliła ich jeszcze długa droga, jednak wyraz determinacji na twarzy Randa jednoznacznie świadczył o jego zamiarach.

– Na Światłość! – powiedział Perrin. – To już czas?

– Nie – odparł cicho Rand. – To tylko próba. Chcę się przekonać, czy on potrafi wyczuć moją obecność.

– Perrin? – dobiegł go z boku głos Nynaeve. Stała na zboczu, rozmawiając z Moiraine i choć raz u żadnej Perrin nie wyczuł nawet śladu złych uczuć. Między nimi musiało się coś wydarzyć.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)