Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 146
Перейти на страницу:

Jon spojrzał na grupkę w korytarzu; nie mógł się skupić; Kressich, Maziana sytuacja kupców… Unia. Flota Unii musi niebawem wykonać jakiś ruch… musi.

— Co miał pan na myśli mówiąc, że musimy się tam dostać? Wie pan, gdzie on jest czy nie?

— Są pewne wątpliwości — przyznał Jessad. — Napuściliśmy na niego tę zbieraninę, ale mamy zbyt mało danych, aby stwierdzić z całą pewnością, że to on. A musimy to wiedzieć. Niech pan mi wierzy. Niech pan porozmawia z Kressichem. I proszę się z tym pospieszyć, panie Lukas.

Spojrzał w tamtą stronę, napotkał wzrok Kressicha, skinął głową i grupka podeszła bliżej… Kressich tak samo szary i żałosny jak zawsze. Ale ci, którzy mu towarzyszyli, to co innego: młodzi, aroganccy, pewni siebie.

— Radca chce się w to włączyć — powiedział jeden z nich, niski ciemnowłosy mężczyzna z blizną na twarzy.

— Dlaczego mówisz za niego?

— To pan Nino Coledy — przedstawił go Kressich zaskakując Lukasa pewnością odpowiedzi i spojrzeniem twardszym, niżby się spodziewał pamiętając jego zachowanie na posiedzeniach rady. — Radzę panom go wysłuchać, panie Lukas i panie Jessad. Coledy dowodzi ochotniczą służbą bezpieczeństwa Q. Mamy swoje własne siły i możemy podporządkować się waszym rozkazom, jeśli zostaniemy o to poproszeni. Jesteście gotowi skorzystać z naszych usług?

Jon skierował zaniepokojone spojrzenie na Jessada, ale nie uzyskał z jego strony żadnego wsparcia; Jessad nie silił sina komentarze.

— Jeśli potraficie powstrzymać te tłumy, zróbcie to — powiedział wreszcie od siebie.

— Tak — odezwał się cicho Jessad. — Spokój na tym etapie będzie działał na naszą korzyść. Witamy w naszej radzie, panie Kressich i panie Coledy.

— Udostępnijcie mi komunikator — powiedział Coledy. Kanał ogólnostacyjny.

— Niech pan mu go udostępni — zwrócił się Jessad do Lukasa.

Jon westchnął głęboko tłumiąc cisnące mu się na usta pytanie, w co gra z nim Jessad wciągając tych dwóch do ścisłego grona spiskowców; byli na usługach Jessada, tak jak Hale służył jemu? Przełknął to pytanie, przełknął ogarniającą go wściekłość przypominając sobie, co dzieje się tam, na zewnątrz, jak kruche jest jeszcze ich zwycięstwo.

— Chodźcie ze mną — rzucił i ruszył przodem prowadząc Coledy’ego do najbliższego pulpitu komunikatora. Widać stąd było skaner; Mazian wciąż trwał w bezruchu. Płonna była ich nadzieja, że łatwo się go pozbędą. Pomylili się bardzo, przewidując, że to będzie proste. Flota obsadziła dokładnie ten rejon… punkciki oznaczające pozycje statków Maziana błyskały tu i tam wokół wielopoziomowej otoczki będącej orbitą kupców okrążających Pell. — Odsuń się — powiedział do technika, posadził na jego miejscu Coledy’ego i sam nacisnął klawisz połączenia z centralą komunikatom. Na rozjaśniającym się ekranie pojawiła się twarz Brana Hale’a. — Mam dla ciebie komunikat do przesłania — poinformował go. — Pójdzie priorytetowym kanałem ogólnostacyjnym.

— W porządku — powiedział Hale.

— Panie Lukas — zawołał ktoś mącąc panującą ciszę. Obejrzał się. Ekrany skanera błyskały ostrzeżeniem o przecinaniu się kursów.

— Gdzie to jest? — wykrzyknął.

Skaner nie podawał żadnych konkretnych informacji. Smużąca się żółta mgiełka ostrzegała przed zbliżaniem się czegoś, szybkim zbliżaniem. Komputer rozpoczął już włączanie syren alarmowych. Rozległy się stłumione okrzyki, przekleństwa, technicy sięgnęli do pulpitów.

— Panie Lukas! — krzyknął ktoś z przerażeniem.

KONIEC SKOŃCZONOŚCI

— Skaner — rozbrzmiał alarm.

Elena dostrzegła to migotanie i rzuciła rozgorączkowane spojrzenie Neihartowi.

— Zrywamy się! — wrzasnął bez zastanowienia Neihart unikając jej wzroku. — Start!

Wieść rozchodziła się lotem błyskawicy ze statku na statek. Elena przygotowała się na wstrząs oderwania się od stanowiska cumowniczego… za późno na ucieczkę do doku, o wiele za późno; przewody startowe zostały już dawno zamknięte, statki wisiały tylko na nich.

Drugie szarpnięcie. Byli wolni, odpadali od stacji z całym rzędem cumujących do niej dotąd kupców, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, wokół obrzeża; bo najmniejszy błąd w odcinaniu przewodów startowych od wewnątrz statku mógł doprowadzić do ich rozerwania, bo mogła nastąpić dekompresja całej sekcji doku. Siedziała nieruchomo, odczuwając znajome sensacje, których nie spodziewała się już nigdy odczuwać, wolna, swobodna jak ten statek, oddalająca się od tego, co na nich spadało; a jednak miała wrażenie, że zostawia tam cząstkę siebie.

Przemknął drugi napastnik… osiągnął zenit, ogłupił skanery, wyzwolił alarmy… odleciał ku Flocie. Żyli, dryfując z bezsilną powolnością, aby wyjść na kurs zgodny z przyjętym przez statki, które odcumowały razem z nimi. Splotła ręce na brzuchu i wpatrywała się w ekrany mostka dowodzenia Końca myśląc o Damonie, o wszystkich, którzy tam zostali.

Może nie żyje; powiedzieli, że Angelo zginął; może Alicja też; może i Damon — może… odważnie dopuściła do siebie tę myśl starając się zaakceptować ją w spokoju, jeśli już trzeba ją zaakceptować, jeśli ma się za to zrewanżować. Oddychała głęboko, wspominając Estelle, wszystkich swych krewnych. A więc po raz drugi dane jej było ocaleć. Ma talent do wychodzenia cało z katastrof. Miała w sobie życie, które było jednocześnie Quen i Konstantinem, nosiło nazwiska znaczące coś na Pograniczu; nazwiska, które kiedyś zakłócą spokój Unii, bo ona już się postara, żeby je na długo zapamiętali.

— Pryskajmy stąd — zwróciła się do Neiharta głosem zimnym i kipiącym furią; a kiedy spojrzał na nią chyba oszołomiony tą zmianą poglądów, dodała: — Wynosimy się. Wchodźcie w skok. Przekażcie to dalej. Punkt Mateusza. Nadajcie to na cały układ. Odlatujemy; prosto przez pozycje Floty.

Była z Quenów i Konstantinów, i Neihart posłuchał. Koniec Skończoności oddalał się od stacji nadając instrukcje dla wszystkich kupców znajdujących się w pobliżu i rozsianych daleko po układzie. Maziana Unia, Pell — żadne z nich nie było w stanie ich powstrzymać.

Widziała przyrządy jak przez mgłę; mrugnęła oczyma, żeby przywrócić im ostrość widzenia.

— Gdy dotrzemy do Punktu Mateusza — powiedziała do Neiharta — skoczymy jeszcze raz. W otwartym kosmosie… spotkamy innych. Spotkamy tam ludzi, którzy mają dość, którzy nie przylecieli na Pell. Znajdziemy ich.

— Nie ma nadziei, że zastaniemy tam kogoś z pani rodziny, Quen.

— Nie — przyznała potrząsając głową. — Z moich, nikogo. Odeszli. Ale znam współrzędne. Wszyscy je znamy. Dzięki mnie macie pełne ładownie, nigdy nie kwestionowałam waszych manifestów.

— Kupcy to wiedzą.

— Flota też dowie się, dokąd lecimy. Musimy więc trzymać się razem, kapitanie. Lecimy wszyscy.

Neihart zmarszczył czoło. Być razem, nie licząc bijatyki w dokach, to niepodobne do kupców.

— Mam chłopaka na jednym ze statków Maziana — powiedział.

— A ja mam męża na Pell — odparowała. — Co nam teraz pozostało, jeśli nie wyrównać za to rachunków?

Neihart zastanowił się chwilę i w końcu skinął głową.

— Neihartowie staną na twoje wezwanie.

Odchyliła się na oparcie fotela i patrzyła w ekran. Odbierali obraz ze skanera; Unia znajdowała się już w układzie, o czym świadczyły duchy przemykające przez ekran skanera. To był koszmar. Jak Mariner, gdzie zginęła Estelle, a z nią wszyscy Quenowie oprócz niej, bo trzymali się skazanej na zagładę stacji do ostatniej chwili… gdzie Flota coś przepuściła albo coś zaatakowało ich od wewnątrz. Historia powtarzała się… tylko tym razem kupcy nie czekali, aż dojdzie do najgorszego.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)