Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 146
Перейти на страницу:

Na zewnątrz coś się działo. Damon podszedł do poobijanych drzwi ciemnego sklepu i wyjrzał starając się dostrzec coś przez porysowane okienko; odskoczył odruchowo, gdy czerwona eksplozja strzału rozprysła się po szybie siatką pęknięć. Słychać było wrzaski przemieszane ze zgrzytem pracujących maszyn.

— Ktokolwiek tam jest, idą w naszą stronę i mają broń palną. — Wycofał się po ścianie spod drzwi uważając na każdy ruch w zmniejszonej znowu sile ciążenia.

Josh schylił się, podniósł jeden z prętów stanowiących element zrujnowanej wystawy i podał go Damonowi. Damon wziął pręt, a Josh poszukał sobie drugiego. Damon zbliżył się znowu do drzwi, a Josh stanął po drugiej ich stronie plecami do ściany. Z zewnątrz, z ich sąsiedztwa, nie dochodził żaden dźwięk, krzyki rozlegały się gdzieś dalej. Damon zaryzykował i wyjrzał; z tamtej strony drzwi wpadł do pomieszczenia snop światła. Damon cofnął szybko głowę na widok cieni ludzi w pobliżu poharatanego okienka.

Drzwi rozsunęły się ze świstem, otworzone kartą z zewnątrz przez kogoś z priorytetem. Do środka wpadło dwóch mężczyzn z wyciągniętymi pistoletami. Damon wyrżnął jednego stalowym prętem w głowę mrużąc jednocześnie oczy, aby nie oglądać strasznych skutków swego czynu; Josh zdzielił drugiego. Mężczyźni upadli dziwnie w małej sile ciążenia; jeden wypuścił z ręki karabin. Josh przechwycił go w powietrzu i dla pewności strzelił dwa razy. Ciałem trafionego mężczyzny wstrząsnęły śmiertelne drgawki.

— Bierz pistolet — rzucił Josh i Damon schylił się i z odrazą przeszukał trupa. W martwej dłoni natrafił na obcy mu plastik kolby pistoletu. Josh klęczał przewracając na plecy drugiego trupa; zaczął go rozbierać. — Ubrania — syknął do Damona. — Karty. Ważne dokumenty.

Damon odłożył pistolet i walcząc z obrzydzeniem rozebrał bezwładne ciało. Zdjął z siebie swój skafander i ze wstrętem ubrał się w zakrwawiony kombinezon. W korytarzu kręciło się wielu ludzi poplamionych krwią. Przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu karty i znalazł tylko dokumenty. Karta leżała tam, gdzie upuściła ją lewa ręka zabitego. Pochylił portfel z dokumentami tożsamości do światła. Lee Anton Quale… Spółka Lukasa…

Quale. Quale z tego buntu na Podspodziu… a teraz pracownik Jona Lukasa; zatrudniony przez Jona Lukasa, a Jon kontroluje teraz komputer — akurat kiedy Q sforsowała drzwi, kiedy zamordowano Konstantina w najściślej strzeżonym rejonie Pell… kiedy jego karta przestała działać i kiedy mordercy wiedzieli, gdzie go szukać — tam na górze był Jon.

Na jego ramieniu zacisnęła się czyjaś dłoń.

— Chodź, Damon.

Wstał i wzdrygnął się, widząc jak Josh wypala swoim pistoletem twarz Quale’a do niepoznania, a potem drugiego trupa. Twarz Josha, zastygła w wyrazie obrzydzenia, błyszczała od potu w świetle wpadającym przez otwarte drzwi, ale wszystkie jego reakcje były prawidłowe, instynkty nieomylne w grze o życie. Wyszedł na dok, a Damon wybiegł za nim w jasność i od razu zwolnił, bo w dokach było praktycznie pusto. Gródź doku białego była zamknięta; gródź doku zielonego skrywała się nad horyzontem. Przemknęli się bardzo ostrożnie wzdłuż ogromnej grodzi białego, wpadli pomiędzy suwnice rozstawione w poprzek doku i pod ich osłoną posuwali się dalej, a kładący się ku dołowi horyzont odsłaniał przed ich wzrokiem grupy mężczyzn krzątających się powoli i ostrożnie w zmniejszonej sile ciążenia przy sprzęcie dokowym. Po całym doku, na otwartej przestrzeni, do której trudno byłoby dotrzeć niezauważonym, walały się trupy, papiery i śmiecie.

— Leży tam tyle kart — szepnął Josh — że każdy z nas mógłby mieć po kilka nazwisk.

— Do każdego zamka nie zaprogramowanego na otwieranie głosem — mruknął pod nosem Damon.

Nie spuszczając oka z pracujących mężczyzn i ze strażników stojących przy wylocie korytarza zielonego dziewięć, widocznych z tej odległości, podszedł ostrożnie do najbliższego trupa mając nadzieję, że to trup, a nie ktoś ogłuszony albo udający zabitego. Przykląkł wciąż obserwując robotników, obmacał kieszenie i znalazł kartę wraz z dodatkowymi dokumentami. Wsunął je do swojej kieszeni i przeszedł do następnego ciała, podczas gdy Josh przetrząsał ubrania innych zabitych. Nerwy kazały mu czmychnąć z powrotem do kryjówki, a Josh natychmiast poszedł w jego ślady. Ruszyli dalej w górę doku.

— Gródź niebieskiego jest otwarta — zauważył Damom gdy łuk tego sektora wyłonił się spod horyzontu. Opanowała go na chwilę nieprzeparta pokusa zaszycia się w jakiejś dziurze i przedostania do sektora niebieskiego, kiedy ruch w korytarzach powróci do stanu normalnego, a potem przejścia do niebieskiego jeden i rozpytania o sytuację pod groźbą użycia broni. To była czysta fantazja. Nie pożyliby tak długo. Nie sądził, aby to się udało.

— Damon.

Spojrzał w kierunku wskazywanym przez Josha, w górę poprzez szeregi suwnic ku pierwszemu stanowisku cumowniczemu doku zielonego: zielone światło. Podchodził jakiś statek; czy to statek Maziana, czy Unii, trudno było stwierdzić. Komunikator zagrzmiał instrukcjami odbijającymi się echem po pustych przestrzeniach. Statek z dużą szybkością wszedł w stożek naprowadzający doku.

— Chodź — syknął mu do ucha Josh pociągając za ramię i ponaglając do skoku do zielonego dziewięć.

— Siła ciążenia nie skacze — mruknął opierając się Joshowi. — Nie widzisz, że to podstęp? Centrala oczyściła w ten sposób korytarze, żeby wprowadzić na nie swoje siły. Przy całkowicie rozregulowanej grawitacji te statki nie zaryzykowałyby dokowania; baliby się, zwłaszcza jeśli to duże jednostki. Po prostu mała zmiana siły ciążenia dla stłumienia zamieszek. Ale nie na długo to pomoże. Wbiegając w te korytarze, wdepnęlibyśmy w sam środek. Nie. Zostajemy tutaj.

— ESC501 — usłyszał w tym momencie z głośnika i serce mu podskoczyło.

— To jeden z rajderów Mallory — mruknął stojący obok Josh. — Mallory. A więc Unia się wycofała.

Damon spojrzał na Josha, na nienawiść płonącą w tej wymizerowanej, anielskiej twarzy… i nadzieja rozwiała się.

Minęło kilka minut. Statek wślizgnął się do doku. Brygady dokerów rzuciły się do mocowania przewodów startowych spinając błyskawicznie złącza. Rękaw przejściowy rąbnął w hermetyczny właz śluzy z sykiem słyszalnym w tej niczym nie tarasowanej odległości. Za włazem zawyły kompresory; śluza otworzyła się, a dokerzy rzucili się do ucieczki.

Zza zasłaniających widok suwnic wysypała się na dok garstka ludzi bez pancerzy; dwóch przebiegło na drugą stronę i zajęło tam stanowiska z karabinami gotowymi do strzału. Słychać było tupot butów pozostałych; znowu włączył się komunikator powiadamiający o wchodzeniu do doku samej Norwegii.

— Schyl głowę — syknął Josh.

Damon przesunął się powoli, ukląkł przy obejmie jednego z przenośnych zbiorników, gdzie Josh zajął już wcześniej bezpieczniejszy punkt obserwacyjny i starał się zobaczyć, co się dzieje tam wyżej, ale widok zasłaniała mu plątanina przewodów startowych. Ludzie Mallory zastąpili dokerów stacji; ale na górze, w centrali, nadal dowodzi Jon Lukas; współpracuje z Mazianem i w obliczu ataku Unii Mazian będzie przedkładał wygodę nad sprawiedliwość. Wyjść stąd, podejść do uzbrojonych i zdenerwowanych żołnierzy Kompanii i oskarżyć Jona Lukasa o morderstwo i intryganctwo, kiedy ten praktycznie ma w ręku centralę i stację, a Mazian ma na głowie Unię?

— Mógłbym tam wyjść — bąknął niepewny wniosków, jakie mu się nasuwały.

— Połknęliby cię żywcem — powiedział Josh. — Nie masz im nic do zaoferowania.

Damon spojrzał Joshowi w twarz. Z łagodnego człowieka, w jakiego przekształciło go przystosowanie, nie pozostało w niej nic, może tylko ból. Josh powiedział kiedyś, że gdyby posadzić go za konsolą komputera, przypomniałby sobie może, jak się go obsługuje; teraz posmakował wojny i obudziły się w nim inne instynkty. Chude ręce Josha zaciskały się na karabinie, który trzymał między kolanami; oczy utkwił w łuku doku, do którego wchodziła Norwegia. Nienawiść. Twarz miał bladą i napiętą. Był gotów na wszystko. Damon przypomniał sobie, że w prawej ręce trzyma pistolet; ścisnął mocniej kolbę i położył palec wskazujący na spuście. Przystosowany Uniowiec… u którego cofają się skutki przystosowania, który nienawidzi, który może nie zapanować nad sobą. To był dzień morderców, dzień obfitujący trudną do zliczenia ilością trupów, dzień, w którym nie liczyły się już żadne zasady, żadne pokrewieństwo, żadna przyjaźń. Wojna zawitała na Pell, a on przeżył w naiwności całe swoje życie. Josh był niebezpieczny — i to, co zrobili z jego umysłem, ostatecznie było na nic.

1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)