Dzieci Boga [Children of God - pl]
- Автор: Расселл Мэри Дория
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-596-5
- Переводчик: Andrzej Polkowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:
— Co się tam dzieje? — zawołała Ta’ana.
— Może przyjdziesz tu i sama zobaczysz? — odpowiedział Shetri zachęcającym tonem, wyrzekając się już nawet udawania, że on tu ma władzę.
Ta’ana pojawiła się na szczycie w chwilę później, rozebrana do koszuli. Shetri siedział już opodal dziewczyny i tego czegoś, co nazywała swoim bratem, spokojnie nucąc kilka wersów hymnu do Sti. Ku jego uciesze, mina, jaką zrobiła siostra, musiała bardzo przypominać minę, jaką on sam zrobił nieco wcześniej.
Ta’ana poradziła sobie z tą sytuacją z podziwu godną sprawnością gospodyni średniej rangi domostwa, do którego przybyli nieoczekiwani goście.
— Witajcie, czcigodni goście — powiedziała, powstając i zwracając się do dziwacznej pary tak samo, jak witała każdego z uchodźców, których spotkali w drodze na północ. Dziewczyna wpatrywała się w nią czujnie. — Jeśli uznacie za stosowne, przyłączcie się do moich domowników i wędrujcie dalej pod opieką mojego pana i brata. — A zwracając się do Shetriego, dodała cicho: — Upewnij się, czy potwór żyje.
Nie było to rozsądne żądanie, ale w zamierającym świetle drugiego słońca Shetri Laaks zrobił, co mógł.
A nie mógł zbyt wiele. Zawołał z góry na służebnicę Ta’any i kazał jej przynieść najczystsze prześcieradło, jakie się uda znaleźć, i koszulę od któregoś z uciekinierów.
— Nie — poprawił się, wciąż zmieszany nagością tej dziewczyny — przynieś dwie koszule. Ale jedną namocz w strumieniu. I staraj się, by wszystko było czyste! I przynieś mi wszystkie maści!
Czekając na służącą, obejrzał dokładnie potwora, nie dotykając jego ciała. Kiedy przyszła Runka, on i Ta’ana niewiele już widzieli, ale miał już obmyślony plan działania.
— Przenieś… tę osobę na prześcieradło, ale uważaj na jej skórę — polecił służącej, nie pozostawiając jej czasu na wpadnięcie w panikę. — Potem zbadaj dokładnie jej ciało, kawałek po kawałku, i oczyść je z brudu. Tylko ostrożnie. — Odczekał chwilę, oczekując krzyku, ale stworzenie nie wydało z siebie żadnego dźwięku. — Czy żyje? — zapytał ciemności, nie chcąc marnować swoich cennych leków na trupa.
— Żyje — poinformował go głos służącej.
— Co robisz? — zapytała nowa dziewczyna. — Powiedz tej jednej, co mu robisz?
Służka milczała, niepewna, kto tu rządzi.
— Powiedz jej, dziecko — polecił cicho Shetri i poczekał, aż szczebiot umilknie. — Dobrze, a teraz ostrożnie odwiń srebrną wypukłą szpachelkę… nie dotykaj końca ręką! Rozsmaruj mu szpachelką maść po całym ciele… cienko, bardzo cienko, rozumiesz? Zaokrągloną powierzchnię skieruj do pacjenta… uważaj, żeby nie urazić skóry krawędziami! Kiedy posmarujesz całe ciało, narzuć na niego koszulę. Przez całą noc będziesz dbała, żeby koszula była lekko wilgotna, rozumiesz?
Zrobiwszy wszystko, co było możliwe w tych warunkach, Shetri Laaks zakończył ten długi dzień i poszedł spać z nadzieją, że kiedy się obudzi, spędzi poranek, śmiejąc się z absurdalności snów, które zesłał mu Sti.
Kiedy Izaak otworzył oczy, poranny śpiew zbliżał się do końca, a powietrze przesycał zapach pieczonego mięsa.
— Zabili jakąś Runao — wyszeptała Ha’anala. — Jedzą ją.
— Każdy je — powiedział Izaak, udzielając pozbawionego emocji rozgrzeszenia. I zamknął ponownie oczy.
— Nie, to jest złe — upierała się. — Są inne rzeczy do jedzenia.
Izaak wsłuchiwał się w śpiew. A potem zasnął.
— Spróbuj — powiedziała Ha’anala, kiedy znowu się obudził.
Siedziała obok niego, poza polem jego widzenia, ale wskazała rękąstojącą w pobliżu miseczkę z zupą.
— Każdy je — przypomniała mu. — Shetri mówi, że mięso doda ci sił. Ktoś sam to złapał. To nie Runao.
Usiadł. Wszystko się zmieniło. Teraz byli na dole. Pod baldachimem z tkaniny przeszytej srebrną nicią. Spodobał mu się ten kolor. Było cicho. Runowie trzymali się z dala i rozmawiali przyciszonymi głosami. Miał na sobie coś wilgotnego. Jego skóra połyskiwała czymś śliskim. Nikt głośno nie mówił, więc mógł to wszystko rozważyć. To coś śliskiego dawało chłód.
— Laptop? — zapytał Ha’analę.
— Ktoś o nim pamiętał.
Zobaczył jej gest kątem oka. Laptop spoczywał na płaskim kamieniu.
Izaak wypił zupę i znowu się położył.
— Zostaniemy z nimi — oświadczył.
— Dopóki nie odzyskasz sił — powiedziała Ha’anala po chwili milczenia.
— Śpiewają — rzekł Izaak i zasnął.
— Skąd możesz to wiedzieć? — zapytał Athaansi Erat, pewny, że przypuszczenie jego matki jest niedorzeczne.
Jesteś za młody, aby to pamiętać… Kiedyś Najdonioślejszy gościł w naszym domostwie podczas podróży inspekcyjnej. To straszny pan! Ale kiedy na mnie spojrzał… oczy boga! Ona ma takie same — powiedziała Ta’ana Laaks u Erat, upewniwszy się, że w pobliżu nie ma żadnego Runao lub innych uciekinierów.
— Ta dziewczyna pochodzi z Kitherich.
— I wędruje sama z jakimś potworem? — prychnął drwiąco Shetri. — I rozumie tylko ruanja? Naga?
Wolał własne przekonanie, że znowu ma halucynacje.
— Zdrajca miał córkę zrodzoną z Jholai Kitheri. To było szesnaście lat temu — powiedziała Ta’ana z naciskiem. — Nie rozumiesz? Ona była wychowywana na południu, przez Runów. A ten potwór bez ogona to pewnie jeden z tych cudzoziemców.
— Athaansi otworzył usta, by znowu zapytać, skąd ona to wie. Ta’ana uprzedziła go, mówiąc: — Słuchałam koncertów Najdonioślejszego! Wiem o… — Zawahała się, jednocześnie zakłopotana i podniecona wspomnieniem tego szczególnego poetyckiego tematu. — Wiem o takich rzeczach.
Jeśli syn odczuł pokusę, by zrobić matce mały wykład na temat zasad przyzwoitości, to szybko zmienił zamiar, widząc ułożenie jej uszu.
— Skoro tak — powiedział — to powinniśmy ich uśmiercić i zanieść ich gruczoły zapachowe do Inbrokaru. Wydano wyrok śmierci na tego bezimiennego i cały jego ród. I na wszystkich cudzoziemców!
Ku jego zaskoczeniu, matka nie wyraziła natychmiast zgody.
— Nie spiesz się przez chwilę, żebyś nie żałował do śmierci — powiedziała po chwili, spoglądając na syna z namysłem. — Przyszło mi do głowy, że potrzebujesz żony, Athaansi.
Shetri Laaks był pewny, że jego siostra już niczym nie może go zadziwić, ale, jak zauważył z zadowoleniem, Athaansi Erat nadal był zdolny do zdumienia.
— Jej? — zaskrzeczał chłopiec. — Ona jest VaHaptą! Ma wyrok śmierci! Jej dzieci…
Urodzą się w czasie, o którym nic nie wiemy — skończyła za niego matka. — Ona pochodzi z bocznej linii Hlavina Kitheriego, którego sukcesja jeszcze nie została ustanowiona. Kto wie, jakie kompromisy okażą się konieczne? Kitheri pozmieniał już wszystko, a nie byłaby pierwszą siostrzenicą, od której się rozpocznie nowa linia dziedziczenia. Jest mała, ale całkiem nieźle zbudowana, w odpowiednim wieku…