Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 137
Перейти на страницу:

Mnie też pomóż, pomyślał.

Sięgnął po różaniec i próbował wyciszyć myśli rytmem znajomej modlitwy. Zamiast tego usłyszał rytmiczne dudnienie: odgłos stóp małego, przerażonego, starzejącego się mężczyzny, przebiegającego dodatkową milę.

28. ŚRODKOWY INBROKAR: 2061 czasu ziemsąkiego

Było już po drugim świcie, kiedy Ha’analę obudziło światło dnia. Odwróciła głowę od blasku i spojrzała na wciąż senną Puskę.

Jak mam to powiedzieć Sofii, napłynęła pierwsza myśl, identyczna z pierwszą myślą wczorajszego i poprzedniego dnia. Usiadła, popatrzyła na siebie i skrzywiła się: jej futro było zmatowiałe i zabłocone, dziąsła napuchnięte, głowa ciężka. Och, Izaaku, pomyślała z rozpaczą, podnosząc się powoli, prostując zesztywniałe członki. W głowie miała pustkę, tak jak pusta była rozciągająca się przed nią równina, pokryta bladą, lawendową mgiełką kwitnących traw i porostów.

— Sipaj, Puska, obudź się! — powiedziała półgłosem. Pomacała wokół siebie ogonem i lekko chlasnęła nim Puskę w biodro. Puska machnęła ręką przez sen. — Puska! — zawołała Ha’ anala, bardziej natarczywie, nie chcąc poruszyć głową, by nie zgubić zapachu. — On żyje! Czuję jego zapach.

Puska przetoczyła się powoli na nogi i spojrzała w tym kierunku, w którym patrzyła Ha’anala, ale zobaczyła tylko pustą równinę.

— Sipaj, Ha’anala — powiedziała zaspanym głosem — nikogo tam nie ma.

— Izaak tam jest — upierała się Ha’ anala, pospiesznie strzepując błoto z futra. — To zależy od wiatru, ale ktoś myśli, że on idzie na północ.

Puska pociągnęła nosem i wyczuła tylko owocujący sintaron i kępkę słodkich liści obiecującą zupełnie przyzwoite śniadanie.

— Sipaj, Ha’anala, czas wracać do domu.

— Możemy go doścignąć…

— Nie.

Ha’anala wzdrygnęła się, spojrzała przez ramię i zobaczyła w twarzy Puski sceptycyzm i żal.

— Nie bój się… — zaczęła.

— Nie boję się — przerwała jej twardo Puska, zbyt zmęczona, by silić się na uprzejmość. — Nie wierzę ci, Ha’analo — dodała i umilkła, zakłopotana. — Sipaj, Ha’analo, ktoś myśli, że się mylisz. Jego tu nie ma.

Przez dłuższy czas patrzyły na siebie, jakby były sobie zupełnie obce. Milczenie przerwała Ha’anala.

— Więc dobrze — powiedziała bezbarwnym głosem. — Ktoś pójdzie dalej sam. Powiedz Fii, że ktoś odnajdzie Izaaka, nawet jeśli będzie musiał pójść za nim aż do morza.

Kiedy ucichły kroki oddalającej się Puski, Ha’anala zamknęła oczy i uformowała w myślach wyobrażenie stożka zapachu: był rozrzedzony i szeroki u góry, zwężający się ku podstawie do jakiegoś punktu, którego nie potrafiła dostrzec, ale który mogła odtworzyć na podstawie budowy stożka. Nie dbając o to, że Puska już zrezygnowała, powiedziała na głos: „On gdzieś tutaj jest” i ruszyła za stożkiem tropu.

W ciągu pierwszych paru godzin wiatr igrał z tropem i dwukrotnie musiała zatoczyć łuk, aby go ponownie odnaleźć tuż przy ziemi. Kiedy jednak słońca wspięły się dość wysoko i wiatr ucichł, nabrała już wprawy i wystarczyło przechylić głowę to w jedną, to w drugą stronę, by wymierzyć kąt nachylenia.

Równina nie była tak płaska i pusta, jak się wydawało: żłobiły ją wąskie strumyki po ulewie z poprzedniego dnia. Brzegi wielu z nich porastały krzaki obsypane purpurowymi jagodami, które Izaak jadł, czego była pewna, badając jego odchody. Prawie wciąż dręczył ją głód; wypatrywała więc nor nad brzegami strumyków, z których od czasu do czasu udawało się jej wyciągnąć jakieś małe zwierzątko, którego nazwy nie znała. Raz, rozgrzana i brudna, weszła do strumienia i usiadła na jego kamienistym dnie, mając nadzieję, że silny prąd obmyje ją z błota i ochłodzi; kiedy oparła się wygodnie na ogonie, jakieś stworzenie wpłynęło między jej rozpostarte szeroko nogi.

— Manna! — krzyknęła i roześmiała się, unosząc głowę ku słońcom.

Pełno tu było różnych dziwów. Widziała cały świat, od jednego krańca do drugiego, a szóstego dnia wędrówki oglądała najpierw wschód obu słońc, a potem ich zachód i w końcu zrozumiała, dlaczego niebo zmienia barwę. Zdumiewało ją również własne ciało. Przez całe dzieciństwo żyła wśród bujnej roślinności i nigdy przedtem nie zaznała owej szczególnej radości, jaką sprawia miarowy, naturalny krok. Teraz śpiewał jej rytm własnych kroków: radość wytrwałej wędrówki, cichej przestrzeni, celu. Wpadłszy w płynny kłus, z ogonem płasko ułożonym nad ziemią, po raz pierwszy poznała równowagę i szybkość, precyzję i wdzięk, ale nie odczuwała potrzeby pośpiechu. Była coraz bliżej Izaaka, wiedziała, że on żyje i ma się dobrze. Była pewna, że jest szczęśliwy tak jak ona.

Pozwoliła sobie nawet na dzień odpoczynku nad głębokim korytem strumienia, gdzie odkryła mnóstwo wygrzebanych w mule gniazd pełnych jakichś małych zwierzątek, które głupi rodzice pozostawili bez opieki. Tego wieczoru zasypiała z pełnym brzuchem, uspokojona wiarą w to, że Izaak jest blisko i że wytropi go nawet po deszczu. Następnego ranka obudziła się zesztywniała, ale w radosnym nastroju.

Zobaczyła go około południa. Stał na skraju niskiej skarpy, gdzie równina załamywała się, obniżając na wschód na wysokość dojrzałego drzewa w’ralii. Izaak nic nie powiedział, ale kiedy zatrzymała się jakieś sześćdziesiąt kroków od niego, rozłożył szeroko ramiona, jakby obejmował całą pustą przestrzeń wokół siebie — nie kręcąc się w kółko, by zamazać obraz świata, ale obracając się powoli w ekstazie, aby tó wszystko zobaczyć i wchłonąć. Kiedy zrobił pełny obrót, ich spojrzenia się spotkały.

— Klarowność! — krzyknął.

— Tak! — zawołała w uniesieniu, przez chwilę wiedząc, co jest ukryte w jego dziwnym, tajemnym sercu. — Klarowność!

Zakołysał się lekko: nagi, wysoki i pozbawiony ogona. Ha’anala też spojrzała na rozległe niebo.

— Czerwone nie szkodzi — oświadczył chełpliwie, nie wiedząc, jak bardzo się myli. Po jakimś czasie zaczął mrugać oczami i drżeć. — Nie chcę wracać.

— Wiem, Izaaku — odpowiedziała Ha’anala, idąc ku niemu. Zapomniała o Sofii i Runach, całe jej życie zblakło i zaginęło. — Rozumiem.

Milczał, co nie było niczym nowym, ale kiedy Ha’anala podeszła bliżej, też oniemiała. Jego skóra miała barwę krwi, cały był pokryty pęcherzami i napuchnięty. Co mu się stało, myślała gorączkowo, stuliwszy uszy. Usiadł nagle przy dwu rzeczach, jakie posiadał, przy laptopie i swojej wystrzępionej niebieskiej chuście, ale nie zarzucił jej na głowę, jak zwykle robił nawet w puszczy, gdzie baldachim liści chronił go przed promieniami słońc.

— To… szys…ko — mruknął bełkotliwie.

Nie wiedząc, co dalej robić, uległa impulsowi, by go zapytać:

— Sipaj, Izaak, nie jesteś głodny?

I natychmiast przeklęła się w duchu za te całkowicie zbyteczne słowa.

— Posłuchaj — powiedział, dygocąc; widziała napięcie czające się w jego chudym, prawie nieowłosionym ciele. — Muzyka. — Nie poruszyła się, sparaliżowana widokiem tych otwartych wrzodów, porażona odorem gnicia. — Słuchaj! — powtórzył z naciskiem.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)