Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 113
Перейти на страницу:

Zdecydował się uzmysłowić wszystkim, że poddaje się tylko z uwagi na jej stan, a nie dlatego iż wątpi w jej odwagę.

— Nie sądzę, byś była, pani, w kondycji pozwalającej na przyjęcie tego wyzwania w mojej obronie i dlatego…

Honor uniosła dłoń i Protektor zamilkł w pół zdania, kompletnie zaskoczony — nikt nigdy nie ośmielił się przerwać Protektorowi Graysona, gdy ten przemawiał oficjalnie, ale Honor najwyraźniej nie zdawała sobie z tego sprawy. Przyglądała mu się spokojnie, nie zaszczycając patrona Burdette choćby przelotnym spojrzeniem, i spytała, korzystając z ciszy, która zapadła, głosem równie dźwięcznym i wyraźnym jak Protektor:

— Wasza Wysokość, mam tylko jedno pytanie. Wolisz, panie kalekę czy trupa?

Benjamin drgnął, nie potrafiąc zapanować nad sobą. Obecni zaś jak jeden mąż westchnęli z niedowierzaniem. Tym pytaniem Honor pozbawiła Protektora możliwości wyboru, bowiem przyjęła wyzwanie. Spoglądając w ciemne oczy migdałowego kształtu, Benjamin ujrzał kobietę, która uratowała jego i jego rodzinę przed zabójcami i to w sytuacji, w której nikt nie dałby jej najmniejszych szans. Przez moment miał nadzieję, że tym razem także potrafi dokonać cudu — dla siebie, dla niego i dla całej planety. A potem odetchnął głęboko i odparł uroczyście:

— Pani, nie życzę sobie, by opuścił żywy Komnatę Konklawe.

— I tak się też stanie, Wasza Wysokość.

Honor skłoniła się uroczyście, podeszła do swego biurka i zdjęła z ramienia Nimitza. Treecat usiadł nieruchomo na blacie, wyprostowany i ze stulonymi uszami, ale nie wydał z siebie najmniejszego dźwięku. Wyjęła z mocowania Miecz Stanu i zważyła go w ręku. Broń wykonano sześćset lat temu dla Benjamina Wielkiego, dlatego mimo klejnotów i zdobień była to broń jak najbardziej użyteczna, nie ceremonialna. Doskonale zachowana, ostra, sprężysta i wyważona tak jak w dniu, w którym ją ukończono. W głowni lśniącej niczym lustro odbiło się światło lamp, gdy odwróciła się do przeciwnika i oświadczyła:

— Poślij, patronie, po swój miecz. A Bóg niech zachowa prawego.

William Fitzclarence nie spuszczał wzroku z Harrington, nadal nie mogąc wyjść z podziwu nad jej głupotą.

Jeżeli bowiem nie była doskonałą aktorką, to była głupsza niż przypuszczał, sądząc, że zdoła go pokonać. Nawet sam diabeł nie był w stanie jej tym razem ochronić.

Spojrzał na chronometr, uważając, by wyglądać na znudzonego. W myśl prawa nie mógł opuścić Komnaty Konklawe, nie rezygnując z legalnej ochrony, jaką zapewniało mu rzucenie wyzwania, toteż po miecz musiał wysłać gwardzistę. Na szczęście przywiózł broń do stolicy, jako że zawsze woził ją ze sobą, nie wiedząc, jak długo potrwa wyjazd. Od lat ćwiczył regularnie i teraz miał zebrać tego owoce. Bóg bowiem wybrał go i przygotował na tę okazję, by godnie wystąpił jako Miecz Pana.

W sali zapanowało poruszenie, gdy kolejny raz otwarto masywne odrzwia. Wszedł jego gwardzista, niosąc pochwę z mieczem Burdette, którym władało czterdzieści pokoleń patronów Burdette. Wyciągnął rękę i wysłużona rękojeść wśliznęła się w jego dłoń niczym stary, wypróbowany przyjaciel. Trzymając jedną ręką za pochwę, drugą za rękojeść, obrócił się ku ladacznicy.

Stała dokładnie w tej samej pozycji, w której stanęła, gdy posłał po miecz, wsparta oburącz na rękojeści opartego o podłogę Miecza Stanu. Na jej twarzy nie było absolutnie żadnego uczucia — ani strachu, ani nienawiści, troski czy choćby gniewu. Zimne, nieruchome oczy.

Spojrzał w nie i wstrząsnął nim niespodziewany dreszcz, gdyż one także pozbawione były wszelkiego wyrazu. Miał nieodparte wrażenie, że spogląda w oczy śmierci. Trwało to jedynie moment, nim nie przypomniał sobie o swych umiejętnościach i posłannictwie. Skrzywił się pogardliwie i splunął na podłogę — to nie była żadna śmierć, tylko zwykły czarci pomiot kurwiący się gdzie nie bądź, a w jej oczach nie było nic, bo była zbyt głupia, by się bać. Nadszedł najwyższy czas, by je wreszcie zamknąć na zawsze.

Z tym postanowieniem dobył broń z pochwy.

Honor obserwowała, jak światło tańczy na lśniącym ostrzu miecza przeciwnika. Podobnie jak miecze samurajskie, miecze kute na Graysonie stanowiły dzieła sztuki, a ich twórców należało zaliczać bardziej do grona artystów niż rzemieślników. Zdawali sobie co prawda sprawę, że doskonałość jest nieosiągalnym celem, ale wiecznie próbowali ją osiągnąć, doskonaląc przez wieki swój kunszt, i nawet teraz tych paru, którzy pozostali, kuło głownie ręcznie, składając i sklepując wielokrotnie stal, z której były wykonane. Dzięki temu miecze były równocześnie sprężyste i wytrzymałe oraz tak ostre, że średnio normalna brzytwa mogła im pozazdrościć. Były też niezwykle funkcjonalne, świetnie wyważone i idealnie leżały w dłoni. Były, krótko mówiąc, piękne.

Nowoczesna technika z pewnością byłaby w stanie wyprodukować równie dobrą broń, pod żadnym aspektem im nie ustępującą, ale brak byłoby w niej tego nieuchwytnego czegoś, co naprawdę doświadczeni i dobrzy wojownicy nazywają „duszą”.

Spoglądając na patrona Burdette (jeszcze patrona), Honor zdawała sobie sprawę z dziwaczności całej sytuacji. Oto zawodowy oficer nowoczesnej marynarki wojennej miał stoczyć pojedynek na śmierć i życie z fanatykiem religijnym będącym na dodatek masowym mordercą. I to przy użyciu broni, która była przeżytkiem grubo ponad pięćset lat wcześniej, nim pierwsze statki kolonizacyjne opuściły Ziemię. A jednak to właśnie było słuszne i tak należało postąpić. Wiedziała, że Burdette ma znacznie więcej doświadczenia i nieporównywalnie lepiej włada mieczem — w końcu przez wiele lat doskonalił swe umiejętności, co udowadniał na licznych turniejach. Nie dość tego — czuła się ogólnie obolała, a kilka miejsc przypominało o swym istnieniu wcale nie tępym bólem, ale to w niczym nie zmieniało jej przekonania, że tak właśnie powinno się to wszystko zakończyć.

Zdjęła buty i jedynym dźwiękiem towarzyszącym jej krokom na kamiennej podłodze był szelest sukni. Pomimo zmęczenia umysł miała jasny. Zajęła pozycję bezpośrednio przed tronem i uśmiechnęła się w duchu. Wszyscy bowiem w tej olbrzymiej sali spodziewali się zobaczyć, jak ginie. Czego naturalnie nie miała najmniejszej ochoty im umożliwić.

Burdette zapomniał bowiem, albo być może nigdy nie nauczył się czegoś, co ona znała aż za dobrze. Sądził, że będzie to kolejny pojedynek turniejowy, ale nie byli na turnieju, o czym w przeciwieństwie do niego ona doskonale wiedziała. Znajdowali się na polu śmierci, na którym była już nie raz… a on nigdy. Fakt: zlecił masowe morderstwo, ale sam nigdy nikogo nie zabił, podobnie jak nigdy nie znalazł się w zasięgu swej niedoszłej ofiary, gdy była ona uzbrojona. A to stanowiło olbrzymią różnicę.

Burdette podszedł pewnym krokiem zdobywcy i zwycięzcy. Stanął, wykonał serię kata, by rozgrzać mięśnie, co Honor obserwowała z lekkim rozbawieniem — dla niego były to jedynie zawody szermiercze, odmiana współzawodnictwa sportowego. Dlatego też w rozgrzewce główny nacisk kładł na doskonałość ruchów, nie na ich skuteczność, bowiem tak naprawdę nikt z trenujących nie spodziewał się użyć tych umiejętności w praktyce. Poza tym w sporcie przegrana walka oznaczała tylko przegraną, a trafienie przeciwnika pozostawało jedynie trafieniem… Burdette zakończył rozgrzewkę i z pogardą obserwował nierządnicę i przyjętą przez nią pozycję. Stanęła w tak zwanej „niskiej”, trzymając broń oburącz, prawie równolegle do ziemi, tak iż rękojeść znajdowała się nieco powyżej pasa, a czubek ostrza poniżej. Próbowała to ukryć, ale w ten sposób chroniła prawy bok — być może tam została zraniona, o czym wspominał Mayhew. Byłoby to w takim razie rozsądne, jako że ta postawa mniej obciążała mięśnie prawego boku.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)