Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 113
Перейти на страницу:

Przymknęła oczy i wsparła się prawą ręką o barierkę otaczającą holoprojekcję, bowiem kolana złośliwie próbowały odmówić jej posłuszeństwa. Żebra zareagowały ukłuciem bólu na obciążenie prawej ręki i równocześnie poczuła nowy przypływ energii spowodowany wściekłością na wszechświat, który złośliwie nie mógł poczekać z niespodzianką choćby paru godzin.

Wszechświat naturalnie zignorował jej pretensje i przez moment miała ochotę przekazać dowodzenie do stanowiska na powierzchni Graysona. Przeszła zbyt wiele i zbyt wiele straciła, była za bardzo wyczerpana tak psychicznie, jak i fizycznie. Ledwie godzinę wcześniej zasnęła jak kamień, a teraz miała odeprzeć atak półtorej setki wrogich okrętów. Potrzebowała odpoczynku, a oczekiwano od niej działania. Oczekiwano zbyt wiele. Niech ci na dole się tym zajmą: byli wypoczęci i w pełni sił… i nikt ich nie zestrzelił rakietą przeciwlotniczą, nie musieli patrzeć na śmierć przyjaciół i staczać pojedynku na białą broń ze świrem religijnym, którego należało po prostu zastrzelić od ręki. Więc niech teraz decydują, w końcu po to właśnie istnieje to całe centrum dowodzenia.

Energia wzbudziła też wstyd, więc zgrzytnęła zębami, otworzyła oczy i zmusiła kolana do posłuszeństwa. A potem sklęła się w duchu za tchórzostwo i egoizm. Co z tego, że była zmęczona? Wszechświat był wredny i właśnie udowodnił to kolejny raz, a ci na dole razem wzięci nie mieli połowy jej doświadczenia. Gdyby przekazała im dowództwo, byłoby to równoznaczne z walkowerem i poddaniem całego systemu. Ludowa Marynarka nie przybyła zniszczyć ją, lecz niepodległość Graysona i jego flotę. Jej obowiązkiem było zrobić wszystko, by im w tym przeszkodzić, bo właśnie dlatego Matthews pozostawił ją w układzie Yeltsin. Więc nie było sensu skamleć i użalać się nad sobą, a oczekiwanie, że przeciwnik poczeka z atakiem, aż ona sobie odpocznie, było takim idiotyzmem, że komentarz był zbędny. Zobaczyła oczami wyobraźni, że idzie spać, informując wszystkich, że mają ją obudzić za pięć godzin, a jeśli wtedy pozostanie jeszcze coś do obrony, to ona się tym zajmie — i ogarnął ją pusty śmiech na samą siebie.

Wyprostowała się, odwróciła od holoprojekcji i podeszła do swego fotela. Posadziła Nimitza na oparciu, on sam już zapiął uprząż antyurazową do specjalnych mocowań stanowiących część skafandra, a ona w tym czasie umieściła hełm w zaczepie nad zagłówkiem. Potem usiadła w fotelu i uaktywniła go przyciskiem na prawej poręczy. Rozwinęły się wokół niej ekrany, wysunęła klawiatura; przez moment, nim ożyły, przekazując aktualne informacje, przetrawiała pogardę dla własnego tchórzostwa. Następnie wzięła głęboki oddech i uniosła głowę, patrząc na swój sztab.

— Doskonale, panie i panowie. — Jej sopran zadźwięczał jak zwykle, wypełniając pomost flagowy spokojem i pewnością. — Wygląda na to, że czas zarobić na następną wypłatę.

ROZDZIAŁ XXXI

Aleksander Thurston podszedł do głównej holoprojekcji taktycznej znajdującej się na środku pomostu flagowego Conquistadora, złożył dłonie za plecami i przyglądał się jej z głębokim namysłem. Wyrwało go z niego dopiero pojawienie się Preznikova.

— Jakieś zmartwienie, towarzyszu admirale? — Preznikov spytał zbyt cicho, by ktokolwiek inny mógł go usłyszeć.

Thurston wzruszył ramionami.

— Niespecjalnie, towarzyszu komisarzu. Raczej coś w rodzaju zakładu z samym sobą.

— Zakładu z samym sobą? — zdziwił się Preznikov.

— Założyłem się sam ze sobą jak szybko dostrzeżemy przeciwnika. Od dobrych trzydziestu minut wiedzą, że tu jesteśmy, a jak dotąd zauważyliśmy tylko parę niszczycieli i z tuzin krążowników liniowych oraz ciężkich, z czego połowa została zidentyfikowana jako należące do Królewskiej Marynarki. Według danych wywiadu sama Marynarka Graysona ma więcej okrętów tych klas, a większość z nich na pewno pozostawiono do obrony systemu, gdy wysłano superdreadnoughty na pomoc RMN. Pytanie, gdzie się znajdują i kiedy je zauważymy.

— Aha — Preznikov także odwrócił się ku holoprojekcji, nie po raz pierwszy żałując, iż nie potrafi odszyfrować widocznych na niej symboli tak płynnie i bezbłędnie jak zawodowy oficer. Uczył się co prawda, ale nadal potrzebował pomocy w ich pełnej interpretacji. Teraz miał przed sobą ze trzydzieści źródeł napędu, z których najwolniejszy poruszał się z przyspieszeniem pięciuset g. Wszystkie leciały zbieżnymi kursami na przechwycenie 14. Zespołu Wydzielonego. Spotkanie powinno nastąpić w pobliżu Graysona… Gdy doszedł do tego punktu analizy, zmarszczył brwi i spytał Thurstona:

— A ich główne siły nie mogą przebywać na orbicie Graysona?

— Naturalnie, że mogą. — Thurston był zaskoczony szybkością, z jaką tamten doszedł do tego wniosku, i nie całkiem udało mu się to ukryć.

Preznikov na szczęście był tym bardziej rozbawiony niż urażony.

— A na czym konkretnie polega ten zakład? — spytał złośliwie.

— Jak szybko opuszczą orbitę, by dołączyć do jednostek, które już widzimy.

— Na tyle szybko, by zdążyli najpierw zjednoczyć siły, a potem spotkać się z nami, prawda? — Preznikov nadal nie do końca rozumiał, o co chodzi.

— Oczywiście, że prawda, towarzyszu komisarzu. Ale sposób, w jaki to zrobią, powie nam sporo o tym, jak dobry jest dowodzący nimi oficer.

— W jaki sposób? — W oczach komisarza błysnęło autentyczne zainteresowanie.

Thurston sklął się w duchu za gadatliwość, ale teraz nie miał już wyjścia — musiał wyjaśnić.

— Nadal dzieli nas od Graysona ponad sto dziewięćdziesiąt milionów kilometrów albo dziesięć minut i siedem sekund świetlnych. Jest to skuteczny zasięg sensorów grawitacyjnych, toteż bez trudu zauważymy sygnatury ich napędów, ale nasze sensory nie są zbyt dokładne, toteż jeśli nie będą to naprawdę silne sygnały, nie odkryjemy z tej odległości nic konkretniejszego. Dlatego też dopóki nie uruchomią napędów, nie mamy pojęcia, co konkretnie siedzi na orbitach parkingowych. Nie mówiąc o tym, że dowiemy się i tak z dziesięciominutowym opóźnieniem.

Dla przykładu: ponieważ uaktywnili generatory osłon w fortach orbitalnych, jesteśmy w stanie je widzieć i zlokalizować; jak długo tego nie zrobili, pozostawały dla nas niewidoczne. Tak na marginesie to jest ich więcej, niż zakładały analizy wywiadu — przerwał, czekając, aż Preznikov da znak, że nadąża za jego tokiem rozumowania, i dopiero gdy to nastąpiło, ciągnął: — Jeżeli nasze analizy są właściwe, to nie powinni dysponować niczym cięższym od krążownika liniowego, a okręt tej klasy może wyciągnąć pięćset dwadzieścia g. Natomiast superdreadnaught klasy DuQuesne może osiągnąć maksymalne przyspieszenie czterysta dwadzieścia pięć g. Wywiad ocenia, że nowe kompensatory grawitacyjne RMN, którymi na pewno dysponuje Marynarka Graysona, mogą pozwolić na dwu-, trzyprocentowe zwiększenie prędkości, co dałoby do czterystu czterdziestu g, zakładając, że zdążyli je zamontować, a tak należy założyć wbrew temu, co uważają analitycy wywiadu. Liczby, które podałem, to maksymalna prędkość bez żadnego marginesu bezpieczeństwa, a w ten sposób latać nie lubi żadna flota. Najczęściej osiąga się prędkości rzędu osiemdziesięciu procent maksymalnych, co daje około trzysta pięćdziesiąt g dla superdreadnaughtów z nowymi kompensatorami. Jeżeli zauważone przez nas sygnatury napędów będą poruszać się z tą szybkością lub zbliżoną, oznaczać to będzie, że operacja „Pozór” nie powiodła się do końca i nie wszystkie okręty liniowe opuściły system. To z kolei będzie oznaczało konieczność zmiany planów ataku. Z drugiej strony im szybciej ruszą nam na spotkanie, tym lepsze dane uzyskamy o ich dowódcy. Naprawdę ciężko jest siedzieć bezczynnie i obserwować zbliżanie się takiej armady jak nasza, ale dobry, doświadczony dowódca tak właśnie by postąpił. Dla niego najważniejsze jest to, by zdążyć skoncentrować wszystkie dostępne okręty przed nawiązaniem kontaktu z nami, a nie by zrobić to jak najszybciej. Im dłużej będzie czekał, tym więcej informacji uzyska o naszych siłach i zamiarach. A nam z kolei tym trudniej przyjdzie modyfikować plany w razie niespodzianki. Biorąc pod uwagę dysproporcję sił, jakiej oczekujemy, nie powinno to zrobić większej różnicy, ale to kwestia profesjonalizmu. Dobry dowódca poczeka do ostatniej chwili, nim przystąpi do akcji, niezależnie czy będzie sądził, że zdoła nas powstrzymać czy też nie, bo w tej sytuacji jest to bez znaczenia. To prawie odruchowe działanie, tym bardziej rozsądne, jeśli dysponuje się systemem wczesnego ostrzegania, którego nie ma przeciwnik, i zna się jego siły. Im dłużej nie ujawnia, się własnych, tym lepiej, a to oznacza jak najpóźniejsze uruchomienie napędów. Natomiast jeśli dowódca jest niedoświadczony, będzie chciał coś zrobić jak najszybciej. W tym przypadku jak najprędzej zjednoczyć siły. Będzie bardziej odczuwał napięcie wywołane oczekiwaniem, a jeśli nie jest pewien swych możliwości, będzie wolał reagować na nasze poczynania niż przejmować inicjatywę. W takim przypadku sensowne będzie szybsze ujawnienie się, by zobaczyć, jak na to zareagujemy, i spróbować to wykorzystać… W ten sposób jednakże pozwoli nam narzucić warunki walki, co tak na marginesie jest nadal kardynalnym błędem regularnie popełnianym przez naszą flotę w starciach z Royal Manticoran Navy. Ujmując rzecz w skrócie: jeśli dowódca graysoński poczeka do końca i wyprowadzi swe okręty z orbity z. dużym przyspieszeniem, będzie to znaczyło, że jest dobry i ma doświadczenie, jeśli zrobi to wcześniej i wolniej, to jest albo niedoświadczony, albo nerwowy, co w obu przypadkach sprowadza się do tego samego: nie jest pewny swych umiejętności. A wiedza, z jakim dowódcą przyjdzie nam walczyć, to połowa sukcesu, towarzyszu komisarzu.

1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)