Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-162-5
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
Był więc przygotowany na to, że jego zespół wydzielony poniesie straty i to prawdopodobnie również w pancernikach. A być może uszkodzeń dozna nawet Conquistador, choć tak naprawdę trudno mu było w to uwierzyć. Zdawał sobie z tego sprawę, lecz intelektualnie — w teorii, w praktyce nie wierzył, by sam mógł znaleźć się wśród tysięcy zabitych, których śmierć będzie skutkiem ubocznym wymyślonego przez niego planu. Umieranie byłoby strasznie niewygodne i nie pasowało do jego zamysłów.
Natomiast on liczył się z tą możliwością, choć trudno było mu ją zaakceptować. O ile trudniej musiało to przychodzić cywilom takim jak Preznikov? No, ale nikt ich tu nie zapraszał…
Sekundy mijały… niespodziewanie przyszło mu na myśl, że być może komisarz szukał w jego oczach tego samego, czego on w oczach Preznikova. Rozbawiło go to, bo jeśli jego klawisz szukał oznak słabości, to ich nie znalazł.
— Nie, towarzyszu admirale — powiedział w końcu Preznikov. — Jestem usatysfakcjonowany.
— W takim razie… towarzyszu kapitanie Jordan — oznajmił formalnie Thurston, zwracając się do swego oficera operacyjnego: — Proszę przekazać na wszystkie okręty, by punktualnie o dziewiętnastej ogłoszono alarm bojowy.
Rozległ się dźwięk alarmu i kontradmirał mający dyżur w centrum dowodzenia Marynarki Graysona uniósł głowę. Na głównym ekranie pulsował żółty punkt oznaczający wykryte wyjście z nadprzestrzeni niezidentyfikowanych jednostek. Na wszelki wypadek sprawdził w wykazie lotów, ale w ciągu najbliższych paru godzin nie spodziewali się nikogo. Podobnie jak cała dyżurna wachta przed rozpoczęciem służby z zapartym tchem oglądał transmisję z Komnaty Konklawe, a teraz na dodatek ktoś zwalił mu na kark nie zapowiedziany konwój…
Światełko nagle zmieniło barwę na czerwoną, gdy zaczęły napływać meldunki z sond wyposażonych w nadajniki grawitacyjne, i admirał przestał się irytować.
Dwutonowy sygnał bezwzględnego pierwszeństwa wyrwał Honor z objęć snu równie łagodnie co garota. Jęknęła z bólu, gdy zbyt gwałtowne poruszenie wywołało protest obolałych żeber i mięśni. Trzydzieści lat służby wyrobiło w niej jednak odruchy, nad którymi ten poziom bólu nie mógł zapanować, toteż został upchnięty gdzieś z tyłu, jej ciało siadło i zaczęło przecierać oczy, nim zdała sobie w pełni sprawę z tego, co robi. Pełen oburzenia Nimitz miauknął, ale nie zamierzał opuścić przyjemnego gniazdka z koca — i bez niego wiedziała, że spali zaledwie godzinę. Zmęczenie i rozespanie mąciło myśli, które płynęły niczym w syropie, tak że dopiero po kolejnych paru sekundach wcisnęła klawisz stojącego przy łóżku intercomu.
— Tak? — usłyszała własny głos i pospiesznie odchrząknęła.
— Przepraszam, że przeszkadzam, milady — w głosie Mercedes słychać było napięcie — ale otrzymaliśmy właśnie sygnał Flash Jeden.
Nagła dawka adrenaliny rozbudziła ją błyskawicznie. Włączyła wizję i z ekranu spojrzała na nią Mercedes, a w tle widać było ożywający w trybie alarmowym pomost flagowy.
— Ile i gdzie? — spytała.
— Ile to jeszcze ogólny szacunek, milady. Wygląda na to, że… — W polu widzenia kamery pojawił się Fred Bagwell z wiadomością, Mercedes przeczytała ją i kontynuowała ze znacznie bardziej poważnym wyrazem twarzy: — jak dotąd wykryto ponad sto sześćdziesiąt źródeł napędu w odległości około dwudziestu czterech minut pięćdziesięciu sekund świetlnych dokładnie na płaszczyźnie ekliptyki, namiar 0-8-5. System wczesnego ostrzegania nie zakończył jeszcze meldowania, ale wygląda to na standardową formację Ludowej Marynarki.
Honor skrzywiła się odruchowo, nie mogąc nad tym zapanować, natomiast jej umysł zaczynał funkcjonować normalnie. Sondy tworzące system wczesnego ostrzegania miały co prawda urządzenia umożliwiające przesyłanie wiadomości z prędkością większą od prędkości światła, ale były to nadajniki impulsowe, tak więc przesłanie dłuższej informacji zabierało więcej czasu. W tej chwili informacje, którymi dysponowała Mercedes, oparte były głównie na analizie śladów wyjścia z nadprzestrzeni źródeł napędu napastników, ale poza czystymi liczbami niewiele mówiły. Dopiero za kilka minut będą dysponowali wystarczającą ilością danych przesłanych przez sondy, by można było próbować określić skład sił przeciwnika. Skoro jednakże była to ich standardowa formacja, sugerowało to co najmniej dwadzieścia cztery okręty liniowe… a ona miała ich sześć.
— Dobra, Mercedes — oznajmiła spokojnie. — Ogłoś alarm bojowy dla całej eskadry i poinformuj dowódców, że uruchamiam plan Sierra Delta Jeden.
Brigham przytaknęła, czekając na ciąg dalszy. Plan obronny Sierra Delta opracowano na wypadek poważnego zagrożenia, które pojawiłoby się pod nieobecność admirała Matthewsa. Podporządkowywał on wszystkie okręty Marynarki Graysona znajdujące się w systemie Yeltsin rozkazom Honor, a ich zadaniem było wspierać działania Pierwszej Eskadry Liniowej.
— Zaraz potem uaktywnij sieć łączności Sierra Jeden — poleciła Honor. — I upewnij się, że łączność obejmuje wszystkich dowódców superdreadnaughtów, nie tylko oficerów flagowych.
— Aye, aye, milady.
— A następnie… — Honor przerwała, widząc, że w drzwiach staje MacGuiness z jej skafandrem próżniowym — …siądź z Fredem do komputera taktycznego. Muszę jak najszybciej znać siłę i kurs tej formacji.
— Doskonale. Spotkamy się za dziesięć minut na pomoście flagowym.
— Cóż, towarzyszu komisarzu — oznajmił cicho Thomas Theisman — teraz wiedzą, że tu jesteśmy.
— Jak szybko zareagują? — spytał nieco nerwowo LePic.
Theisman uniósł głowę znad ekranu taktycznego fotela i uśmiechnął się leciutko.
— Wkrótce, towarzyszu komisarzu, wkrótce. Nie odlecimy sobie tylko dlatego, że nas zignorują, prawda?
— Wiadomość z Conquistadora, towarzyszu admirale — zameldował oficer łącznościowy, a widząc pytające spojrzenie Theismana, odchrząknął i dokończył: — Od dowódcy 14. Zespołu Wydzielonego. Do wszystkich. Przygotować się do wykonania na mój rozkaz planu Bravo Jeden.
— Doskonale. — Theisman uśmiechnął się szerzej i polecił oficerowi operacyjnemu: — Bravo Jeden, Megan! I dopilnuj, by nasza sieć łączności była sprzęgnięta z siecią towarzysza admirała Chernova, a astronawigacja cały czas uaktualniała kurs na wypadek jakichś niespodzianek.
— Aye, aye, towarzyszu admirale.
Na pomoście flagowym Terrible panowało zorganizowane zamieszanie, gdy Honor z towarzyszącym jej Simonem Mattinglym wysiedli z windy. Mercedes i Bagwell równocześnie unieśli głowy, ale dała im znak, by nie przerywali sobie, więc wrócili do ekranu. Honor podeszła do głównej holoprojekcji taktycznej i przyjrzała się jej uważnie. Pierwszy raz w karierze miała ze sobą Nimitza, który dzięki zaprojektowanemu przez Paula skafandrowi nie musiał po ogłoszeniu alarmu bojowego przebywać w hermetycznym module ratunkowym w jej kabinie. W skafandrze nie mógł jednak wyciągnąć pazurów, więc nie podróżował jak zwykle na jej ramieniu, lecz siedział przytulony do jej boku i wsparty na zgiętej ręce. Hełm skafandra miał naturalnie otwarty i odrzucony na plecy. Skorzystała z okazji i podrapała go za uszami, przyglądając się sytuacji taktycznej.
Szyk rzeczywiście wyglądał jak standardowa formacja Ludowej Marynarki, ale było w nim coś… dziwnego. Spróbowała określić co, ale nie udało się jej, więc dała sobie psychicznego kopa — nadal nie w pełni odzyskała zdolność logicznego myślenia. Była wyczerpana, bo nie mogło być inaczej w tych warunkach, a lekarz pokładowy odmówił jej kolejnej porcji stymulantów. Miał rację, o czym wiedziała, ale wiedziała też, że na adrenalinie za długo nie pociągnie, a kiedy skończy się wywołany przez nią dopalacz energii…