Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-162-5
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
Westchnęła, odchyliła się mocniej na oparcie fotela i przytuliła Nimitza. On przynajmniej nie miał żadnych dylematów — promieniował zadowoleniem i całkowitą aprobatą. Treecaty były mniej skomplikowane psychicznie niż ludzie i posługiwały się prostym kodeksem moralnym. Być może nie zostały jeszcze zmanierowane przez cywilizację, demokrację i inne podobne pomysły. Dla nich każdy, kto zagrażał im lub adoptowanym przez nich ludziom, mieścił się w dwóch kategoriach — tych, którzy już przestali zagrażać, bo się z nimi rozprawiono jak należy, i tych, którzy jeszcze żyli. Nimitz przyjmował do wiadomości, że z niektórymi wrogami Honor nie da się postąpić właściwie, przynajmniej chwilowo, ale ani tego nie pochwalał, ani nie uważał za rozsądne. Co więcej, martwy przeciwnik przestawał go w krótkim czasie interesować — nie znaczyło to, że zapominał o nim w ogóle, ale przestawał on być powodem jakichkolwiek zmartwień.
Nie po raz pierwszy żałowała, że jej własne uczucia nie mogą być tak proste i jasne. Nie czuła żalu czy smutku z powodu zabicia Fitzclarence’a, ale żałowała, że nie powstrzymała go na czas. Katalizatorem jego działań była nienawiść do niej i choć rozumiała, że głupotą byłoby obwiniać siebie o to, że on był ograniczonym fanatykiem, nadal w pewnym sensie czuła się za to odpowiedzialna. No i zabicie go nie mogło odwrócić niczego, co zrobił, tak jak miecz spoczywający obok nie mógł wypełnić pustki po śmierci Hanksa, tak w jej życiu, jak i całego społeczeństwa planety. I dlatego Nimitz nie zawsze miał rację — były długi, których śmierć nie spłacała do końca. A ona miała już dość zabijania.
Wkrótce dotrą do okrętu i wszyscy, których zobaczy, będą jej przypominać, jak zginął Jared Sutton, ale mimo to chciała już znaleźć się na pokładzie. I tak miała zbyt wielu martwych do opłakiwania i żadne miejsce nie było wolne od wspomnień o choćby części z nich, natomiast jej okręt był przynajmniej schronieniem — światem, który rozumiała i w którym mogła odpocząć, dopóki jej ciało nie odzyska sił, a w duszy choćby w części nie zabliźnią się rany. A przede wszystkim był miejscem, gdzie będzie mogła się wyspać.
Alfredo Yu i Mercedes Brigham stali na głównym pokładzie hangarowym, respektując prośbę lady Harrington, by ten jeden raz nie było ani wachty trapowej, ani straży honorowej, ani w ogóle żadnej ceremonii. Jej przybycia oczekiwali zatem tylko we dwoje, co było poważnym naruszeniem ceremoniału, a na co z kolei oboje nie zwracali większej uwagi.
Drzwi śluzy otwarły się i oboje zwrócili się ku nim, stojąc ramię przy ramieniu i czekając, aż Honor stanie na pokładzie. Mercedes nie do końca zdołała ukryć zaskoczenie, widząc siniaka i bliznę na czole oraz ciemne plamy na sukni i kamizelce. Nigdy nie widziała Honor tak wyczerpanej i zawahała się, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Yu nie szukał słów — zrobił krok do przodu i wyciągnął prawicę. Tym razem Honor uścisnęła ją bez śladu wahania. Spojrzała w jego oczy i wiedziała, nawet bez pomocy Nimitza, że czuje ulgę, iż ona jest bezpieczna. Zrozumiała, że choć rozpoczęli znajomość jako wrogowie, już dawno przestali nimi być… Minęła chwila ciszy, nim Yu uśmiechnął się i powiedział cicho:
— Witamy w domu, milady. Odwzajemniła ten uśmiech.
— Dzięki, Alfredo — zauważyła, że używając imienia sprawiła mu przyjemność, więc jeszcze raz uścisnęła jego dłoń i przeniosła spojrzenie na Brigham. — Witaj, Mercedes.
Uścisnęły sobie dłonie, a na pokładzie kolejno zjawiali się członkowie jej osobistej ochrony. Andrew LaFollet i Arthur Yard wyglądali i ruszali się jeszcze gorzej niż ona, ale major dumnie dzierżył miecz w pochwie. Trzymał go w zabandażowanych dłoniach prawie z czcią, a jego szare oczy pełne były ponurej satysfakcji.
Honor puściła dłoń Mercedes, wyprostowała ramiona i ruszyła ku windzie. Gwardziści i oficerowie towarzyszyli jej w milczeniu.
— Rozmawiałam z rodzicami Jareda — powiedziała cicho. — Zasłużyli na to, by wiedzieć, jak zginął… nie wiedziałam, że był ich jedynym synem… nigdy mi nie powiedział.
— Wiem, milady — odparła Mercedes równie cicho. — połączyłam się z nimi, jak tylko się dowiedzieliśmy.
— To nigdy nie jest łatwe, milady — dodał Yu, a widząc jej zaskoczony wzrok, wyjaśnił: — Jestem od pani starszy o dwadzieścia lat standardowych i nigdy nie było to dla mnie łatwe. I nigdy nie chciałbym służyć pod kimś, dla kogo byłoby łatwe.
Drzwi windy otworzyły się i oboje przepuścili Honor przodem. Weszła do środka, czując dziwną ciepłą wdzięczność — przyszli powitać ją nie dlatego, że wymagał tego regulamin, ale dlatego, że chcieli, że troszczyli się o nią. Wiedziała jednak także, że potrzebuje samotności, by odzyskać siły, nim ponownie będzie mogła skupić się na dowodzeniu eskadrą. Poczekała, aż gwardziści wsiądą do windy, westchnęła i powiedziała:
— Jadę prosto do siebie. Mercedes, uprzedziłabyś Maca, że jestem w drodze?
— Oczywiście, milady.
— Alfredo, zorganizuj odprawę z dowódcami dywizjonów i kapitanami na jutro rano. Może być elektroniczna, nie muszą się tu zjawiać osobiście — uśmiechnęła się słabo. — Wątpię, czy wcześniej będę się do czegoś nadawać.
— Dopilnuję tego, milady — zapewnił ją.
Kiwnęła głową z wdzięcznością i ponownie spojrzała na Brigham.
— Mercedes, zwołaj odprawę sztabu czterdzieści pięć minut przed rozpoczęciem odprawy ogólnej, dobrze? Poproś Freda i Grega, żeby przygotowali zwięzły pakiet informacji, który wprowadziłby mnie w aktualną sytuację.
— Będą gotowi, jak tylko pani wstanie, milady.
— Dzięki… dziękuję wam obojgu — powiedziała cicho Honor.
I zwolniła blokadę drzwi.
— Czas osiągnięcia celu godzina i piętnaście minut, towarzyszu wiceadmirale.
Towarzysz wiceadmirał Thurston mrugnął i uniósł głowę znad ekranu taktycznego fotela. Zażyczył sobie co prawda, by przypomniano mu, gdy zostanie dokładnie tyle czasu, ale tak go pochłonęło nagranie ostatnich ćwiczeń, że zapomniał o wszystkim innym. Teraz napięcie i oczekiwanie wróciły silniejsze niż poprzednio. Uśmiechnął się kwaśno, akceptując nieuniknione, i kiwnięciem głowy dał znak, że słyszał.
— Dziękuję, towarzyszu bosmanie — dodał i spojrzał na Preznikova. — Za trzydzieści minut ogłoszą alarm bojowy dla wszystkich jednostek, towarzyszu komisarzu. Jakieś ostatnie sugestie?
Preznikov przyglądał mu się przez kilka sekund, nie ukrywając napięcia. Thurston zaczął się nawet zastanawiać, czy tamten przypadkiem nie zdaje sobie sprawy z tego, co niedługo miało nastąpić naprawdę, ale odrzucił tę myśl. Komisarz co prawda brał udział we wszystkich odprawach i przestudiował wszystkie plany, a nawet miał kilka niegłupich pomysłów, ale był cywilem, który nigdy nie widział prawdziwej bitwy w przestrzeni, więc było to niemożliwe. Dla Thurstona zbliżający się finał operacji „Sztylet” był zaledwie pierwszym krokiem na drodze, której celu, jak miał nadzieję, nie domyślali się ani jego przełożeni, ani Preznikov. Spodziewał się naturalnie, że będzie to pierwsza udana ofensywa Ludowej Marynarki w tej wojnie, a umocniony zwycięstwem prestiż powinien umożliwić mu dobry start własnej kampanii. Najpierw jednak trzeba było wygrać tę bitwę i choć wiedział, że dysponuje olbrzymią przewagą ogniową, wiedział też, że Marynarka Graysona będzie walczyć choćby dlatego, że zaatakowany zostanie jej macierzysty system planetarny. A nie miał zamiaru nie doceniać odwagi czy umiejętności przeciwnika, gdyż ten błąd zawsze się mścił.