Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 102
Перейти на страницу:

– Mam nadzieję, że same dobre rzeczy – stwierdziłam bez śladu oryginalności. – Dobrze się bawicie, mam nadzieję? Niedługo wszystko powinno się rozkręcić.

Roześmieli się oboje i spojrzeli na siebie z tak entuzjastycznym uczuciem, że nie sposób było ich nie nienawidzić.

O dziesiątej impreza szła już pełną parą. Hef ze swoimi sześcioma przyjaciółkami zajął dwa najbardziej rzucające się w oczy stoliki i pili jacka rabbitsa, mieszaninę rumu i dietetycznej coli. W pobliżu siedziały różne sławy i ich świty: James Gandolfini, Doktor Ruth, Pamela Anderson, Helen Gurley Brown, Kid Rock, Ivanka Trump i Ja Rule. Wszyscy wydawali się usatysfakcjonowani nieograniczoną ilością drinków i talerzami truskawek oraz czekoladek w kształcie króliczków, w które ich zaopatrzyliśmy. Reszta towarzystwa dotarła właśnie do punktu, kiedy wypili po parę drinków i byli gotowi potańczyć, a Króliczki krążyły po sali, ocierając się o każdego faceta i większość dziewczyn. Przykuwały uwagę. Prawie dwie setki dziewcząt z króliczymi uszami, w czarnych satynowych gorsetach i stringach przewijały się wśród gości, kręcąc tyłeczkami, żeby podkreślić obecność króliczych ogonków, i wysuwając miednice, by pokazać wstążeczki, na których wypisano ich imiona i rodzinne miasta. Z czego mężczyźni nie zdawali sobie sprawy, to z faktu, że prawdziwa impreza odbywała się na dole, w damskiej toalecie, gdzie Króliczki zbierały się na papierosa, pogawędkę i kpiny z facetów, którzy gapili się na nie z otwartymi ustami. Żeby się wysiusiać, musiały rozpinać gorsety i całkowicie pozbywać się strojów, i nie mogły ubrać się ponownie bez pomocy. Oparłam się o ścianę, czekając, aż otworzą się drzwi kabiny, kiedy jakaś blondynka ujęła w obie dłonie wielkie, podobne do poduszek piersi innego Króliczka. Podziwiała je przez kilka sekund, po czym zapytała – wciąż trzymając piersi w dłoniach:

– Prawdziwe czy robione?

Obdarzona pieszczotą zachichotała i zatrzęsła biustem.

– W stu procentach kupne, kochana. – Potem kucnęła, pochyliła się i zebrała piersi najciaśniej jak się dało, pokazując, żeby rozmówczyni ją zapięła. Kiedy ponownie się wyprostowała, czarna satyna ledwie zakrywała jej sutki i wyglądało, jakby dziewczyna miała się wywrócić do przodu z powodu nierównomiernego rozłożenia ciężaru. Dokończyły przemycone drinki, zostawiły puste szklanki na umywalce i na wpół pobiegły, na wpół pokicały na górę, na przyjęcie.

Kiedy wróciłam na górę, przeprowadziłam kolejną pospieszną kontrolę przez słuchawki, żeby sprawdzić, czy wszystko odbywa się zgodnie z planem, i na szczęście mieliśmy niewiele wypadków: dyskotekową kulę, która spadła, nie uderzając nikogo, kilka pomniejszych bójek, które Sammy i jego ekipa już zakończyli, i brak wisienek maraschino, garściami podkradanych zza baru przez głodne Króliczki. Elisa sprawiała wrażenie trzeźwej i miała pod kontrolą dział dla VIP-ów, a Leo zdołał utrzymać spodnie na tyłku na czas wystarczająco długi, żeby patrolować bar i parkiet. Została zaledwie godzina do niespodzianki o północy i musiałam się teraz na tym skupić.

Niespodzianka o północy była moim oczkiem w głowie, czymś, nad czym ciężko pracowałam od powrotu z Turcji i rozpaczliwie pragnęłam, żeby dobrze wypadła. W tym momencie tylko Kelly, główny szef PR z „Playboya” i sam Hef wiedzieli, czego mogą się spodziewać, i nie mogłam się doczekać reakcji reszty. Przygotowywałam się, żeby kolejny raz sprawdzić, czy Sammy i jego personel przy drzwiach wiedzą, że mają odmówić wstępu Abby, gdyby próbowała dostać się do środka, kiedy usłyszałam trzaski i jego głos w słuchawkach.

– Bette? Tu Sammy. Jessica i Ashlee właśnie podjeżdżają.

– Słyszę, zaraz tam będę. – Chwyciłam z baru dżin i tonik, żeby przekupić Philipa, ale nie mogłam go nigdzie znaleźć. Nie chcąc, żeby siostry weszły bez eskorty, posłałam przez słuchawki prośbę, żeby każdy, kto zobaczy Philipa, kazał mu się ze mną spotkać przy głównym wejściu, i popędziłam tam w samą porę, żeby zobaczyć je wysiadające z bentleya, którego po nie wysłaliśmy.

– Cześć, dziewczyny – rzuciłam raczej niezręcznie. – Bardzo się wszyscy cieszymy, że zdołałyście dotrzeć. Wchodźcie, oprowadzę was. – Poprowadziłam je czerwonym chodnikiem, mrugając w świetle fleszy. Pozowały jak zawodowe modelki przez wymagane piętnaście minut, wysuwając biodra, oplatając się ramionami i spacerując lekkim krokiem na swoich identycznych pięciocalowych srebrnych szpilkach, po czym ruszyły za mną, mijając Sammy'ego (który puścił oko), prosto do sekcji dla VIP-ów, dokąd dotarłyśmy niezaczepiane przez zwykłych śmiertelników. Wezwałam fantastycznego faceta, którego wynajęliśmy, żeby spełniał wszystkie ich zachcianki, i pobiegłam znaleźć Philipa, bo jak na razie pozostawał nieuchwytny.

Chociaż rozesłałam liczne wiadomości z prośbą o pomoc i sama kilka razy sprawdziłam salę, nigdzie nie mogłam go znaleźć. Właśnie się szykowałam, żeby posłać kogoś do męskiej toalety, żeby sprawdził, czy Philip jest w środku i zajmuje się Bóg wie czym, kiedy zerknęłam na zegarek. Była za pięć dwunasta i show miał się zaraz zacząć. Popędziłam na górę i dałam znak didżejowi, który uciął Dancing Queen w połowie i puścił elektroniczny tusz. To był znak. Hef wyswobodził się z objęć swoich przyjaciółek i powoli wszedł na drugi poziom sceny, stuknął w mikrofon, po czym zahuczał:

– Dziękuję wszystkim za przybycie. – Przerwały mu szaleńcze okrzyki tłumu, który klaskał, wrzeszczał i skandował: „Hef, Hef, Hef!”. – Tak, dziękuję. Bardzo wszystkim dziękuję, że przyszliście świętować ze mną i moją ekipą… – Zrobił krótką pauzę, żeby mrugnąć do tłumu, co wywołało powszechne pohukiwania – Pięćdziesiąt lat ważnych opowiadań, znanych pisarzy i, oczywiście, pięknych dziewcząt! – Tłum ryczał przez całą tę dobroduszną mowę, dochodząc do poziomu niemal ogłuszającego hałasu, kiedy Hef dziękował wszystkim po raz ostatni i wrócił do stolików, gdzie czekały jego kobiety. Kilka osób sądziło, że to koniec, i zaczęło wracać do baru albo na parkiet, ale zamarły w pół kroku, kiedy didżej zaczął grać Happy Birthday to You. Zanim ktokolwiek zorientował się, co się dzieje, maleńka obrotowa scena – odpowiednia, żeby stanęła na niej jedna osoba – zaczęła wznosić się ze środka tortu. Jechała do góry, aż widoczny stał się cień kobiety za przejrzystą zasłoną okrywającą scenę, i wszyscy tkwili jak wrośnięci w podłogę, z szyjami wyciągniętymi w stronę sufitu. Kiedy ta miniplatforma zatrzymała się jakieś trzy piętra ponad tłumem, cienki biały materiał opadł i ukazała się Ashanti w obcisłej, lśniącej, wyszywanej paciorkami, purpurowej wieczorowej sukni i boa z piór. Wyglądała zachwycająco. Zaczęła śpiewać niskim gardłowym głosem najseksowniejszą wersję Happy Birthday to You, jaką w życiu słyszałam. Był to oczywisty hołd złożony słynnemu przedstawieniu Marilyn Monroe dla JFK, tylko że Ashanti zadedykowała swój występ Hefowi, nazywając go „prezydentem cipkolandu”, a kiedy skończyła, sala oszalała. Z góry spadło złote połyskliwe confetti, a tłum wiwatował i wszystkie Króliczki – cała osiemdziesiątka piątka – ustawiły się na niższym poziomie sceny. Didżej przeszedł do Always on Time i taniec z podniecającego od razu stał się szaleńczy. Usłyszałam, że jakiś facet za mną wrzeszczy do swojej komórki:

– Koleś, to jest impreza pierdolonego stulecia!

– Więcej niż kilka świeżo utworzonych par zaczęło obściskiwać się na parkiecie. Pomijając stwierdzenie o „cipkolandzie”, wszystko poszło dokładnie tak, jak planowałam. Może nawet lepiej.

Elisa, Leo i Sammy zgłosili już przez słuchawki, że był to wielki hit, nawet Kelly chwyciła słuchawkę i wykrzyczała do niej słowa aprobaty. Euforia trwała kolejnych siedem czy dziesięć minut, a potem wszystko zaczęło zmierzać w stronę przepaści w zawrotnym tempie, grożąc, że lawina pociągnie mnie za sobą. Krążyłam po sekcji dla VIP-ów, szukając Philipa, kiedy w najciemniejszym kącie zauważyłam bardzo znajomą blond czuprynę, unoszącą się nad parą piersi w rozmiarze godnym Króliczka. Rozpaczliwie rozejrzałam się w poszukiwaniu aparatu, mając nadzieję, modląc się, żeby ktoś pstryknął fotkę Philipa rozkoszującego się dekoltem tej dziewczyny i umieścił ją w każdej możliwej gazecie w mieście, żebym wreszcie mogła z nim skończyć. Widok Philipa w tak intymnej bliskości z dziewczyną wydał mi się dziwny, bo przecież tak niedawno widziałam go w intymnej bliskości z facetem, ale dla mnie oznaczało to łatwą drogę wyjścia, i do tego pożądaną. Zdałam sobie sprawę, że to szansa dla mnie: z przyjemnością odegrałabym rolę zdradzonej dziewczyny, jeśli to miałoby oznaczać pretekst, żeby raz na zawsze z nim skończyć. Nachyliłam się, by popukać go w ramię, cała chętna do odegrania publicznej sceny oburzenia, ale aż się cofnęłam, kiedy facet odwrócił się i rzucił ostro:

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)