Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Zaakcentował „wspólnego”, co wróżyło bardzo źle.
W progu kapłan odwrócił się jeszcze.
– Oczekuję pomyślnych wieści.
I wyszedł.
Ledwo drzwi się zamknęły, Altsin przełknął ślinę i sięgnął po kubek. Woda smakowała paskudnie.
– No to wdepnęliśmy – wychrypiał po chwili, ignorując skręt kiszek.
– Ano tak, siedzimy po uszy w gównie. – Kerlan pokiwał głową i pociągnął potężnie wprost z gąsiorka.
– Co teraz?
– Zawiadomiłem większość ludzi, mówiąc im mniej więcej, czego mają szukać – mruknął Cetron, drapiąc się po głowie. – Ale tajemnicy nie da się długo utrzymać i do południa całe miasto będzie wrzało. Cholera, że to nie mogły być książęce klejnoty.
– Z klejnotami mógłby być problem. Zajmują co prawda mało miejsca, ale książę z miejsca by się zorientował.
Parsknęli krótkim, nerwowym śmiechem. Grubas spoważniał pierwszy.
– Widzę, że dochodzisz do siebie.
– Skądże. – Altsin sięgał po wodę, ale zrezygnował w pół ruchu. – Po prostu maskuję wewnętrzną pustkę cynicznymi uwagami i skakaniem z tematu na temat. A ty nie musiałeś mnie w to mieszać.
– Nie. Jednak gdy tylko dowiedziałem się o kradzieży Miecza, zrobiłem listę znanych mi szaleńców, mogących poważyć się na coś takiego. Było na niej tylko jedno nazwisko.
– Przecież obiecałem, że nie będę kłusował na twoim terenie. Przynajmniej na nic dużego.
– Po prostu życie nauczyło mnie nie ufać ludziom o pewnych profesjach. Na przykład złodziejom.
– A kapłanom?
– Kapłanom jeszcze mniej.
– Więc skąd ta zażyłość z Deargonem?
– Zaczynaliśmy razem. Prawie czterdzieści lat temu.
Złodziej gwizdnął.
– No, no. Ty i Wielki Skarbnik? Jaki był?
– Dobry, bardzo dobry. Miał pewną rękę, żelazne nerwy i świetne pomysły. Kiedy go poznałem, mieliśmy po dwanaście lat, nie, on jest starszy o rok. Ale już wtedy był wygadany jak diabli. Czasem żartowałem, że powinien zostać wędrownym kapłanem.
– No i wykrakałeś. Wolał lżejszy kawałek chleba. Chociaż, patrząc na to z innej strony, nie zmienił zawodu, tylko sposób jego wykonywania.
Cetron zrobił dziwną minę.
– To właściwie nie tak. Jego nawrócenie to dość dziwna sprawa. Kiedyś, w czasie wielkiej procesji, właśnie w czasie Drogi Poświęcenia, pomagaliśmy ludziom dzielić się z bliźnimi, gdy w tłum pątników wpadło kilkudziesięciu ciężkozbrojnych. To było jeszcze za czasów Imperium, kapłani Wielkiej Matki mieli duże poparcie władzy, postanowili więc zrobić małą prowokację. Może liczyli na to, że wzburzony tłum wywoła tumult albo wybuchną prawdziwe zamieszki i gubernator zakaże urządzania takich uroczystości lub wręcz zamknie Świątynię Reagwyra? Mówię ci, momentalnie zrobił się kocioł, ścisk, pisk i panika. Szklaną gablotę, w której obnoszono Miecz, podtrzymywało dwunastu mężczyzn spośród wiernych, tłum naparł na nich, zaczęli się chwiać, jeden z nich upadł i relikwia przechyliła się na bok. Wtedy jak spod ziemi wyrósł przy niej Deargon, złapał za brzeg, podtrzymał ją i stał tak wśród szalejącego tłumu jak posąg. Tyle widziałem, potem zniosło mnie dalej i straciłem go z oczu.
Pociągnął z kubka.
– Spotkaliśmy się nazajutrz, był blady i roztrzęsiony. Powiedział, że musi zmienić swoje życie, zerwać z grzechami, i takie tam. Nic do niego nie przemawiało. Dwa dni później zaczął nowicjat.
– Wysoko zaszedł.
– Racja.
– Pamiętał o starych kamratach?
– Owszem, on nie z takich, co to gdy tylko fortuna w oczy zaświeci, kupują sobie tytuł szlachecki i zapominają, że ojciec krowy pasał, a dziadek sam trawę żarł. Ale przez ostatnie lata widywaliśmy się rzadko. Mamy różne zainteresowania, a kapłan nie powinien pokazywać się zbyt często w towarzystwie kogoś takiego jak ja.
– On tak powiedział?
– Nie, ja. Muszę dbać o reputację.
– Aha. Pomagałeś mu już kiedyś?
– Kilka razy. A to banda rzezimieszków próbowała wymuszać haracz od pielgrzymów, a to kilku braci uległo pokusie i zaczęło uszczuplać świątynną szkatułę. Ot, drobiazgi. On też raz czy dwa pomógł mi rozwiązać problemy ze strażą. W jednym ma rację – przez ostatnie lata Świątynia Reagwyra nabrała znaczenia. Dwadzieścia lat temu w mieście było piętnastu mnichów, a doroczne uroczystości nie tamowały ruchu na więcej niż dwóch ulicach. A teraz, sam wiesz. Ale właściwie czemu on cię tak interesuje?
Altsin przeciągnął się ostrożnie. Coś trzasnęło mu w plecach, na szczęście atak mdłości był ledwo cieniem poprzednich szturmów.
– Jestem go ciekaw, po prostu. Poza tym uważam, że dobrze byłoby wiedzieć, czy jest słowny i czy spełni swoją ostatnią obietnicę. Wiesz, tę o szukaniu winnych i roboty dla kata. Podobno w tym roku w północnym Karahen pięknie obrodziły jabłka.
– Może od razu Meekhan?
– Tam też zbiory zapowiadają się nieźle. Kiedy dokładnie zniknął Miecz?
– Między północą a świtem.
– Niezła precyzja, niech to szlag. Może po prostu roześlemy heroldów. „Poszukiwany kawał żelaza, waży około pięćdziesięciu funtów i wygląda jak złamany miecz. Uwaga, w pobliżu możliwe cudowne ozdrowienia i nagłe ataki pobożności”. Cetron skrzywił się kwaśno.
– Nie pij więcej z Nesbordczykami.
– Nie zamierzam. Co z blokadą dróg?
– Straż świątynna, braciszkowie i nasi ludzie obstawili wszystkie drogi z miasta. Sprawdzają każdy wóz. Tyle dobrego, że nikt Miecza na plecach nie wyniesie.
– A port?
Cetron parsknął.
– A jakże, port. Deargon przycisnął celników i teraz każdy statek wychodzący w morze jest przeszukiwany od stępki aż po maszt. Przetrząsają nawet łódki rybackie.
– To zablokuje pracę portu. Będą kłopoty.
– Jeśli znajdziemy relikwię, wszystko rozejdzie się po kościach. Co masz taką minę?
– Właśnie przypomniałem sobie, że odpływ był trzy godziny przed świtem. Ile statków wyszło wtedy w morze?
Grubas uśmiechnął się krzywo.
– Nie ty jeden w tym mieście myślisz. Sto czterdzieści dwa. Pełnomorskie statki, galery, langskipy, dromony. Rybackiej drobnicy nie liczę, bo nikt tego nie rejestruje, ale mogło ich być dodatkowo kilka setek. Nasza jedyna nadzieja w tym, że Miecz jeszcze nie opuścił miasta.