Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 151
Перейти на страницу:

– Nie jestem czarownikiem.

– Wiem. Nie wyczułam wokół ciebie żadnej Mocy, aspektowanej czy innej. Nie posługiwałeś się nią. Poza tym, żeby doprowadzić się do takiego stanu, wielki mag musiałby używać pełni swych sił przez wiele godzin. A tobie zajęło to może sto uderzeń serca. Jesteś w kiepskim stanie, wiem, że cię boli, lecz zapewniam, że to tylko namiastka cierpienia, które powinieneś czuć. Każdy inny na twoim miejscu zwijałby się z bólu i pluł zębami. A przecież siedzisz tu przede mną i rozmawiasz jakby nigdy nic. Na dodatek…

Wyciągnęła rękę i jasny jak sopel, prześwietlony słońcem strumień Mocy trafił go w pierś. Nie zdążył nawet drgnąć, a czar… znikł.

Jakby był kroplą deszczu wpadającą w ogień.

– To samo działo się, gdy próbowałam cię uleczyć. – Uśmiech starej wiedźmy wyglądał niby pęknięcie na krze. – Twoje ciało połyka czary. Wszystkie, jakie ośmieliłam się wypróbować. Powiedziałabym, że twoje rany to nie tyle skutek używania nadmiaru Mocy, ile efekt bitwy, jaka toczy się w jego wnętrzu. Kim więc jesteś?

Nie odpowiedział od razu.

– Nie pytam przez czczą ciekawość, chłopcze. Ale dostałam wieść i moja młodsza siostra też. Oum chce cię widzieć. Pięć kolejnych Sług Drzewa oddało życie, gdy otworzył usta, ale wyraził się jasno. Masz się zjawić w Dolinie Dhawii. Sam. Twoi towarzysze mogą wrócić na północ, do miasta. Jednak… – Rzuciła kilka zdań w jakimś dziwnym dialekcie, z którego rozpoznał ledwo kilka wyrazów, i najwyraźniej czekała na jego reakcję.

– Nie rozumiem.

– Widzę. Przez chwilę myślałam, że opętał cię duch jednego z naszych starożytnych bohaterów. Imiliego albo Rauny. Wiesz, każdy ma swoje marzenia. Ale…

Zadrżał. Imię brzmiało znajomo, nawet po tych wszystkich wiekach. I podsunęło obraz, wyraźny jak wczorajszy sen.

Imwili Dwie Tarcze. Stoi i patrzy na rzędy jednakowych baraków, długich, niskich, krytych gontem. Jego twarz jest kamienną maską wytrawioną w głębokie bruzdy przez ból i szok. Patrzy z niemym błaganiem w oczach.

To nieprawda. Powiedz, że to nieprawda.

To twój obowiązek, słyszy. Masz mi dać najlepszych wojowników, jakich możesz wyszkolić. Pół roku. Imwili podpiera się włócznią. Nie ma nogi, zostawił ją na polu bitwy, ale dopiero teraz, w tej właśnie chwili, traci coś naprawdę istotnego. Wiarę. Lojalność.

Chciałem przeżyć życie tak, by nie musieć za nie przepraszać, Panie, szepcze.

Złodziej zamknął oczy.

– Kim był Rauna?

– Nie był, tylko była. Wiedźmą i wojowniczką, która przybyła tu wraz z Oumem. A gdy on zapuszczał korzenie, ona wyruszyła na zwiad, by zbadać niebezpieczeństwa tej wyspy i przynieść wieści przerażonym wędrowcom. Napotkała miasto zamieszkane przez obcych opętanych przez złe moce. Już miała do niego wkroczyć, by swoją włócznią i strzałami przynieść im wybawienie, gdy stanął jej na drodze Imili. Był demonem pokrytym straszliwymi malunkami, z jednym okiem białym jak chmury i jedną nogą z żelaza. Jestem strażnikiem tego miejsca, powiedział, i wszystko to należy do mnie. Musisz mnie pokonać, Odrzucona, jeśli chcesz tu wejść.

– Walczyli?

– Trzy dni i trzy noce bez odpoczynku. Rauna złamała swój miecz na jego żelaznej nodze, a jego oręż pękł na jej tarczy. Wystrzeliła w niego sto strzał, lecz jego skóra była ze stali i nic sobie z tego nie robił, za to pchnięciem włóczni rozorał jej udo aż do kości. Rzuciła na niego… na pewno chcesz słuchać? Zazwyczaj opowiadam to dzieciom.

– Mów. Proszę.

– Dobrze. Rzuciła na niego wszystkie swoje zaklęcia, a on odpowiedział tysiącem ciosów, które powalały drzewa i rozłupywały głazy. Lecz w miarę, jak walczyli, jego stalowa skóra zaczęła odpadać płatami, a gdy krew i pot zmyły malunki, ukazał się spod nich mężczyzna, szlachetny i dumny niczym najwspanialszy jeleń. A i on, gdy już opadł bitewny szał, zobaczył, że staje do walki z kobietą, wysoką, jasnoskórą pięknością o urodzie, która płonęła niczym słońce. I zrozumiał, że ktoś tak piękny nie może być zły, więc powstrzymał kolejny cios, a ona też stanęła jak posąg, bo w trakcie walki czar opadł z mieszkańców miasta i zobaczyła tylko przerażonych ludzi. A Imili ujrzał w jej oczach smutek i litość, i to złamało mu serce, więc odrzucił włócznię, gotów przyjąć jej cios w pierś. Spojrzeli sobie w oczy i w ten sposób narodziła się pierwsza miłość między pierwotnymi mieszkańcami wyspy a tymi, których przywiodła tu wola Ouma. Tak narodzili się Seehijczycy.

Legenda zmieniła brzmienie imienia, choć zachowała taki szczegół, jak kalectwo wojownika. Imili. Imwili. A dźwięk tego imienia podsunął mu wspomnienie, żywe, jakby należało do niego, Altsina Awendeh, złodzieja z PonkeeLaa. Ale to było wspomnienie Reagwyra, czy raczej jego Bitewnej Pięści. Zacisnął zęby, aż poczuł, że któryś pęka i kruszy mu się w ustach.

Wynoś się.

Proszę.

– To nic nie da, chłopcze. On siedzi w twojej głowie od dawna i powoli staje się częścią ciebie. A raczej to ty stajesz się częścią jego. Można wlać do kielicha wodę i wino tak delikatnie, by stworzyły dwie wyraźne warstwy, ale po pewnym czasie i tak się wymieszają.

– Co za on? Co, wiedźmo? Co za on? Nie masz najmniejszego pojęcia, o czym mówisz.

– Nie mam. A powiesz mi? Nie. Widzę, że nie. Ale Oum chce cię widzieć, a Euruvi pragnie zabić. Tak. Ona wie, że dla niej nasz bóg nie otworzyłby oczu ani nie przemówił, więc nienawidzi cię serdecznie, niczym odrzucona kochanka. Więc muszę wiedzieć, dlaczego ryzykuję starcie z inną wiedźmą, nawet jeśli mogę ją pokonać. Nie chcę walczyć, gdy nie wiem o co.

– Myślałem – smak krwi w ustach i ból zęba pomógł mu się skupić, przynajmniej miał na czym – że Czarne Wiedźmy są wśród was najpotężniejsze.

– Są potężne, tak jak potężny jest królewski herold ogłaszający prawa i wyroki. Są Głosem Ouma, co czyni je potężnymi, ale gdy Oum milczy, głos jest tylko pustym dźwiękiem. Wiedzą jednak, jaka jest cena, zanim ją zapłacą, więc nie powinny narzekać ani próbować oszustw.

– Handlując z kontynentem bez pośrednictwa Kamany?

Uniosła brwi, a zmarszczki na jej czole zaczęły przypominać niewielkie kaniony.

– Ooo. Skąd wiesz? Zresztą nieważne. Osobiście nie sądzę, żeby Oum chciał cię widzieć dla samego ciebie. Raczej chodzi o to, co wydarzyło się wczoraj. Przez świat idzie fala, drżenie Mocy, zaburzenie równowagi, nad którą tak wielu pracowało. Bogowie spoglądają zdumieni w kierunku królestwa śmiertelników, demony otwierają paszcze, węsząc krew i zniszczenie, przedwieczne byty unoszą łby. Ci, którzy sądzą, że mają prawo odciąć naszą gałąź od Drzewa Wieczności, szykują siekiery, nawet jeśli poza nią nic już nie ma za nimi i sami zginą. Ci zaś, którzy chcą się na tym drzewie zaszczepić, ostrzą noże. Jedni odmawiają nam praw do… bycia, inni chcą tylko zająć nasze miejsce, a jeszcze inni myślą o wyrównaniu krzywd, których nie wyrządziliśmy. Lasy nie wyrosną, ale może sadzonki się przyjmą. Ale tak było i tysiąc lat temu, i wszystko okazało się bańką mydlaną. Co, jeśli i wczorajszy grzmot był fałszywy?

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)